Connect with us

Publicystyka filmowa

30 minut lub mniej. 6 świetnych SERIALI z KRÓTKIMI ODCINKAMI

Odkryj 6 SERIALI, które zmieszczą się w 30 minutach! Od zabawnych po emocjonujące – idealne na szybkie seanse!

Published

on

30 minut lub mniej. 6 świetnych SERIALI z KRÓTKIMI ODCINKAMI

Mieliście cały rok, żeby obejrzeć Irlandczyka, a nie udało wam się to nawet mimo pandemii i kilkutygodniowych okresów spędzonych w domu przed komputerem? Prawdopodobnie cierpicie na przypadłość naszych czasów: wasz organizm nie jest w stanie przyjmować długich form audiowizualnych. Żyjemy coraz szybciej, uwagę skupiamy coraz krócej. Co zrobić? Znaleźć takie produkcje, których obejrzenie nie wymaga dużych ilości wolnego czasu. Oto sześć seriali z odcinkami nieprzekraczającymi 30 minut. Do obiadu, na przerwę w pracy, przed zaśnięciem – używajcie rozsądnie, ale uważajcie, bo wciągają! 

Advertisement

Cobra Kai 

Odświeżanie klasyków lat osiemdziesiątych przynosi różne rezultaty, choć moda ta wydaje się nie wygasać. Pomysł wznowienia serii Karate Kid był dość ryzykowny: nie tak dawno pojawił się przecież remake z Jackie Chanem i Jadenem Smithem, który przyjęto w najlepszym wypadku umiarkowanie. Pierwszy sezon Cobra Kai powstał dla platformy YouTube Premium. Niespodziewany sukces serialu sprawił, że produkcją zainteresował się Netflix, gdzie można obejrzeć dwa sezony – trzeci natomiast premieruje w styczniu 2021. Cobra Kai to zaskakująco udany miks komediowej zgrywy, pastiszu, autotematycznego akcyjniaka nawiązującego do złotej ery VHS.

W tym wszystkim nie zapomniano o historii i głębi postaci. Uniknięto jednocześnie prostego podziału na dobrych i złych. Już sama decyzja o tym, by filmowy antagonista, Johnny Lawrence, był tutaj bohaterem głównym, jest interesującą zmianą optyki. Stare postacie okazują się mieć nowe oblicza, a nowi bohaterowie są na tyle ciekawi i skonfliktowani, by utrzymać uwagę przez cały sezon. Rzecz lekka, ale wykonana z zaangażowaniem i sercem! 

Advertisement

Cowboy Bebop

Esencja „kultowości” narysowana wyluzowaną kreską, udźwiękowiona genialną ścieżką muzyczną, rozpisana na dwadzieścia sześć zamkniętych epizodów. Spike Spiegel i jego niewydarzona banda przyjaciół – łowców nagród – wplątują się w najdziwniejsze przygody na okołoziemskiej orbicie. Eklektyczny miks gatunkowy, stylistyczny i tematyczny to specjalność w japońskiej animacji, ale nawet na tle innych produkcji Cowboy Bebop wyróżnia się oryginalnością. Gdyby rozłożyć serial na czynniki pierwsze, zapewne każdy element udałoby się powiązać z jakąś kinową, muzyczną lub popkulturową fascynacją jego twórców – mamy tutaj bohatera rodem z literatury hard-boiled, czyli tanich amerykańskich kryminałów z lat czterdziestych, oszczędnych w słowach i rozrzutnych w uderzeniach pięścią; mamy jazzowo-swingową muzykę, która sprawia, że seans przypomina wizytę w klubie, gdzie wpuszcza się tylko w czarnych i białych ubraniach; mamy wizję świata przyszłości, w którym technika wyprzedza ludzkie sentymenty; mamy w końcu romans, akcję, przygodę i dobrą porcję suchego, ironicznego humoru. Uwaga: po pierwszym odcinku można poczuć silną chęć ustawienia motywu przewodniego na dzwonek w telefonie!

Biuro (wersja amerykańska) 

Gdy tylko nadarza się okazja, lubię podkreślać, że uważam Steve’a Carella za geniusza. Aktor ma na koncie kilka bardzo udanych ról dramatycznych, ale geniuszem jest na polu komedii. To, czego dokonał w ciągu kilku sezonów tego serialu, zasługuje na najwyższe laury. Jego Michael Scott jest bodaj najbardziej złożoną, zniuansowaną i wieloznaczną postacią, która kiedykolwiek pojawiła się w sitcomie. Teoretycznie Biuro jest po prostu kolejną satyrą na pracę w korporacji.

Advertisement

Jednak uwaga, jaką twórcy przywiązują do najmniejszych detali, jest zdumiewająca. Co i rusz wychodzą na jaw nowe ciekawostki, które uważni widzowie zauważają podczas kolejnych seansów. Biuro jest ponadto warsztatowym wzorem dla twórców próbujących realizować się na polu telewizyjnej komedii: scenarzystów, reżyserów i aktorów. Wreszcie – jest to przykład serii, która z biegiem czasu zmienia swoje oblicze. Od cynicznego sitcomu płynnie przechodzi w pełnokrwistą opowieść o prawdziwych ludziach, których połączyło wspólne miejsce pracy. Warto wiedzieć: to nigdy nie kończy się na jednym odcinku

Rick i Morty

mózgorozjeby morty'ego

Przygody genialnego, acz wyprutego z ludzkich odruchów naukowca i jego bojaźliwego wnuczka mają miliony fanów na całym świecie, a każda informacja o nowych odcinkach odbija się echem w mediach społecznościowych. Rick i Morty to najwyższe stany nerdozy: twórcy biorą na warsztat najpopularniejsze teorie naukowe i okołonaukowe oraz najczęstsze wątki fantastycznonaukowe i wywracają je do góry nogami, pardon: gwałcą je na wylot, rozciągają w dwudziestu sześciu znanych lub hipotetycznych wymiarach, torpedują ultralaserami, bombardują strumieniami cząstek materii i antymaterii, by zaprezentować najbardziej zwariowane, pokręcone, chore, dziwaczne, niedorzeczne efekty.

Advertisement

Rick i Morty może być formą eksperymentu: jak daleko sięga nasze poczucie humoru i jak elastyczna jest nasza wyobraźnia. I to wszystko w trzydzieści minut – łącznie czterdzieści jeden razy. 

Brygada specjalna

michelle fairley

Legendy nie biorą się znikąd. Legenda porucznika Franka Drebina sięga początku lat osiemdziesiątych. Wtedy to komediowy kwartet: David i Jerry Zuckerowie, Jim Abrahams (świeżo po sukcesie komedii Czy leci z nami pilot?) i Pat Proft zrealizowali sześcioodcinkowy serial Brygada specjalna. Niestety producenci nie byli zainteresowani kontynuowaniem serii i skończyło się na tych sześciu półgodzinnych odcinkach. Ale jakie to są odcinki! Stężenie żartów sytuacyjnych, słownych, mimicznych, montażowych i operatorskich sięga tutaj zenitu.

Advertisement

W zasadzie nie ma kwestii, kadru czy sceny, która nie byłaby doprawiona humorem. Chwilami jest tak gęsto, że trzeba pauzować, wyśmiać się i wracać do seansu. Co charakterystyczne dla ZAZów i Profta, żarty są tu zbudowane na zasadzie sinusoidy: na jeden absolutnie błyskotliwy żart przypadają dwa suche – dzięki czemu te błyskotliwe wydają się jeszcze lepsze, a te suche stanowią dramaturgiczną pauzę między nimi. Nieźle wymyślone, nie ma co! Po kilku latach ktoś (dzięki Bogu!) zorientował się, że Brygada specjalna to wyjątkowy materiał, który zasługuje na filmowy sequel. Reszta jest historią.  

Batman: The Animated Series 

batman

Animowana wersja przygód jednego z najsłynniejszych bohaterów komiksowych skierowana do dzieci czy może mroczna, klimatyczna produkcja ze scenariuszem i reżyserią, której nie powstydziliby się najwybitniejsi filmowcy? Dlaczego nie jedno i drugie? Jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych i widok loga Warner Bros. zmieniającego się w poduszkowiec patrolujący mroczne Gotham City jest jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów mojego dzieciństwa, który prawdopodobnie zostanie ze mną już na zawsze. Czuję, że nie jestem także odosobniony w opinii, że serialowy, animowany Batman jest po prostu najlepszą wersją tej postaci.

Advertisement

W krótkich odcinkach zamknięto najciekawsze przygody Człowieka Nietoperza, w rolach antagonistów obsadzono jego najsłynniejszych przeciwników z kart komiksów, całość utrzymana jest w neogotyckim klimacie przełamanym stylem art deco z domieszką czarnego kryminału. I to wszystko w produkcji, której targetem są dziesięciolatkowie! Nawet mi nie wstyd, że wracam do tego serialu w wieku lat ponad trzydziestu. Wisienką na torcie są tutaj aktorzy głosowi – Kevin Conroy, Efrem Zimbalist Jr., Bob Hastings i Mark Hamill jako Joker

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *