search
REKLAMA
Zestawienie

30 minut lub mniej. 6 świetnych SERIALI z KRÓTKIMI ODCINKAMI

Szymon Skowroński

28 listopada 2020

REKLAMA

Mieliście cały rok, żeby obejrzeć Irlandczyka, a nie udało wam się to nawet mimo pandemii i kilkutygodniowych okresów spędzonych w domu przed komputerem? Prawdopodobnie cierpicie na przypadłość naszych czasów: wasz organizm nie jest w stanie przyjmować długich form audiowizualnych. Żyjemy coraz szybciej, uwagę skupiamy coraz krócej. Co zrobić? Znaleźć takie produkcje, których obejrzenie nie wymaga dużych ilości wolnego czasu. Oto sześć seriali z odcinkami nieprzekraczającymi 30 minut. Do obiadu, na przerwę w pracy, przed zaśnięciem – używajcie rozsądnie, ale uważajcie, bo wciągają! 

Cobra Kai 

Odświeżanie klasyków lat osiemdziesiątych przynosi różne rezultaty, choć moda ta wydaje się nie wygasać. Pomysł wznowienia serii Karate Kid był dość ryzykowny: nie tak dawno pojawił się przecież remake z Jackie Chanem i Jadenem Smithem, który przyjęto w najlepszym wypadku umiarkowanie. Pierwszy sezon Cobra Kai powstał dla platformy YouTube Premium. Niespodziewany sukces serialu sprawił, że produkcją zainteresował się Netflix, gdzie można obejrzeć dwa sezony – trzeci natomiast premieruje w styczniu 2021. Cobra Kai to zaskakująco udany miks komediowej zgrywy, pastiszu, autotematycznego akcyjniaka nawiązującego do złotej ery VHS. W tym wszystkim nie zapomniano o historii i głębi postaci. Uniknięto jednocześnie prostego podziału na dobrych i złych. Już sama decyzja o tym, by filmowy antagonista, Johnny Lawrence, był tutaj bohaterem głównym, jest interesującą zmianą optyki. Stare postacie okazują się mieć nowe oblicza, a nowi bohaterowie są na tyle ciekawi i skonfliktowani, by utrzymać uwagę przez cały sezon. Rzecz lekka, ale wykonana z zaangażowaniem i sercem! 

Cowboy Bebop

Esencja „kultowości” narysowana wyluzowaną kreską, udźwiękowiona genialną ścieżką muzyczną, rozpisana na dwadzieścia sześć zamkniętych epizodów. Spike Spiegel i jego niewydarzona banda przyjaciół – łowców nagród – wplątują się w najdziwniejsze przygody na okołoziemskiej orbicie. Eklektyczny miks gatunkowy, stylistyczny i tematyczny to specjalność w japońskiej animacji, ale nawet na tle innych produkcji Cowboy Bebop wyróżnia się oryginalnością. Gdyby rozłożyć serial na czynniki pierwsze, zapewne każdy element udałoby się powiązać z jakąś kinową, muzyczną lub popkulturową fascynacją jego twórców – mamy tutaj bohatera rodem z literatury hard-boiled, czyli tanich amerykańskich kryminałów z lat czterdziestych, oszczędnych w słowach i rozrzutnych w uderzeniach pięścią; mamy jazzowo-swingową muzykę, która sprawia, że seans przypomina wizytę w klubie, gdzie wpuszcza się tylko w czarnych i białych ubraniach; mamy wizję świata przyszłości, w którym technika wyprzedza ludzkie sentymenty; mamy w końcu romans, akcję, przygodę i dobrą porcję suchego, ironicznego humoru. Uwaga: po pierwszym odcinku można poczuć silną chęć ustawienia motywu przewodniego na dzwonek w telefonie!

Biuro (wersja amerykańska) 

Gdy tylko nadarza się okazja, lubię podkreślać, że uważam Steve’a Carella za geniusza. Aktor ma na koncie kilka bardzo udanych ról dramatycznych, ale geniuszem jest na polu komedii. To, czego dokonał w ciągu kilku sezonów tego serialu, zasługuje na najwyższe laury. Jego Michael Scott jest bodaj najbardziej złożoną, zniuansowaną i wieloznaczną postacią, która kiedykolwiek pojawiła się w sitcomie. Teoretycznie Biuro jest po prostu kolejną satyrą na pracę w korporacji. Jednak uwaga, jaką twórcy przywiązują do najmniejszych detali, jest zdumiewająca. Co i rusz wychodzą na jaw nowe ciekawostki, które uważni widzowie zauważają podczas kolejnych seansów. Biuro jest ponadto warsztatowym wzorem dla twórców próbujących realizować się na polu telewizyjnej komedii: scenarzystów, reżyserów i aktorów. Wreszcie – jest to przykład serii, która z biegiem czasu zmienia swoje oblicze. Od cynicznego sitcomu płynnie przechodzi w pełnokrwistą opowieść o prawdziwych ludziach, których połączyło wspólne miejsce pracy. Warto wiedzieć: to nigdy nie kończy się na jednym odcinku

Avatar

Szymon Skowroński

REKLAMA