Recenzje

WOJACZEK (1999)

Klimatyczny, czarno-biały portret "poety wyklętego".

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Autorem tekstu jest Radosław Osiński.

Rafał Wojaczek jest poetą, którego życie i twórczość obrosły legendą. Walka ze schizofrenią, samobójcza śmierć w wieku 25 lat i obrazoburcza poezja przyczyniły się do stworzenia mitu „poety wyklętego”. Mitu, co warte podkreślenia, świadomie przez Wojaczka kształtowanego. Historia literatury pamięta wiele jemu podobnych zjawisk. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że każda epoka tworzy swojego Wojaczka. Łatwiej jest jednak wykreować się na buntownika niż pozostawić po sobie wartościową twórczość. A wiersze Wojaczka bronią się dziś śmiałym liryzmem, porozumieniem ze współczesnym czytelnikiem, a przede wszystkim talentem.

Opowiedzenie filmowej historii o budzącej tyle emocji postaci jest zadaniem trudnym. Na dużym ekranie przewinęła się już cała masa w założeniu „fascynujących” artystów, którzy na tle bezbarwnego środowiska z łatwością podbijali, złaknione odrobiny niekonwencjonalności, serca widzów. Poziom tego typu filmów bywał różny. Czasami reżyser budował bohaterowi pomnik, czasami twórcom udawało się powiedzieć coś więcej, nawet o istocie sztuki. A przecież film o artyście nie musi oznaczać rzetelnej biografii przerywanej patosem kolejnych osiągnięć.

Oryginalność filmu polega na umieszczeniu głównego bohatera w nieokreślonej rzeczywistości, właściwie świecie własnej twórczości.

Film może nawet mówić „o nim bez niego” (Wszystko na sprzedaż). Niestety, poza przywołanym przykładem dzieła Andrzeja Wajdy, w polskiej kinematografii nie mamy zbyt wielu chlubnych wyjątków od ukazywania mdłych, podręcznikowych portretów z galerii narodowych bohaterów. Takie „dokonania” jak Chopin-pragnienie miłości wywołują raczej odrazę, zarówno do samej postaci, jak i rodzimego kina w ogóle. Schemat myślenia polskich filmowców o artystach przyczynił się zapewne do znikomej liczby dzieł podejmujących temat twórcy i jego sztuki. Zainteresowania reżyserów zostały przerzucone na postaci z kart historii i nauki, którym przynajmniej rozgrywające się wokół wydarzenia (najczęściej przełomowe) dodawały jakiejś barwy. Na tym ponurym tle Wojaczek Lecha Majewskiego jest dziełem wyróżniającym się świeżością i pomysłowością. Oryginalność filmu polega na umieszczeniu głównego bohatera w nieokreślonej rzeczywistości, właściwie świecie własnej twórczości. Realia Polski przełomu lat 60. i 70. są tu przepełnione poetyckością. Autorzy filmu ukazują nam świat, jakim mógł go postrzegać Wojaczek, nie zmuszając przy tym do identyfikowania się z artystą.

„Poeta wyklęty” pozostaje w swej rzeczywistości wyobcowany, jednocześnie w pełni do niej przynależąc, stanowi trwały element krajobrazu: „w śmiertelnej potrzebie nie wiedząc już, gdzie się zwrócić, wymyśliłem Wojaczka i to właśnie jest mój wspólnik”, żeby zacytować fragment wiersza, umieszczonego również w filmie. W swym buncie wobec świata Wojaczek przyjmuje więc pewną rolę, zarazem wybiera drogę, którą jakby należnie z przyjętą postawą konsekwentnie podąża aż do końca. Do filmu wkrada się w tym momencie dyskretny, trochę wisielczy humor, kiedy główny bohater ironicznie podsumowuje swoje zachowanie lub wyjaśnia, co chciał zaczerpnąć ze Słowackiego. W ogóle dzieło Majewskiego, wbrew ciężkiemu wydawałoby się nastrojowi, zawiera w sobie mnóstwo specyficznego komizmu. Sprawy, które zaprzątają głowy ludzi tamtej epoki – telewizyjna Kobra, zaopatrzenie sklepów, wszechobecne hasła polski ludowej; wizja obskurnej, prowincjonalnej knajpy, w której odbywają się chyba najmniej dla niej stosowne wieczorki poetyckie – to wszystko buduje egzotykę środowiska, w którym w męczeńskiej pozie musi się poruszać dźwigający na sobie wszystkie grzechy świata bohater.

Wesołe to i smutne, gdyż jest także o osamotnieniu artysty wśród zjadaczy chleba, aspirantów bez talentu, choć przepełnionych poezją codzienności. W stylu bycia bohatera, jego nieustannej pozie i braku pokory kryje się coś z dziecinady. Świetnym pomysłem jest tu wprowadzenie, fantastycznie zagranej przez Andrzeja Mastalerza, postaci przyjaciela Wojaczka. Niczym chłopcy w piaskownicy, bawią się w odgrywanie swych ról w tym niezwykłym świecie. Pojawia się też bardzo istotna i często obecna w twórczości poety kobieta (Dominika Ostałowska), a właściwie kobiecość, która zostaje podniesiona do wymiaru mistycznego. Bohater stawiany w kadrze obok wizerunku Chrystusa na krzyżu poszukuje matki, która otarłaby jego łzy. W poezji Wojaczka słowo „matka” pojawia się rozumiane jako ojczyzna. Daremne poszukiwanie patrona-Boga wyznacza tragizm losu postaci poety, którego własna sztuka popycha do uznania się za bóstwo. Jest to najważniejszy element filmu, gdyż twórcy nie starają się upersonifikować na ekranie mitu poety-nadczłowieka – jedynego wybrańca, godnego doznać „absolutu”. Czas trwania filmu pozwala nam poznać bohatera na tyle, żeby zrozumieć, że właśnie to, że jest on człowiekiem powoduje, że zarazem tak trudno mu być artystą. Łączy się to z ciężarem odpowiedzialności za własną sztukę, jedynego tworu dającego nieśmiertelność.

Wydaje się więc, że w filmie, który tak bardzo stara się być częścią „żyjącej” poezji Wojaczka, niepotrzebne są przybliżające okoliczności śmierci poety napisy na końcu. Pewne pretensje można też odnieść do maniery pokazywania snucia się bohatera po ścianach lub podłogach. Ekspresyjny symbol-zgoda, jednak jest to już na tyle ograny w kinie motyw, że pomysłowi przecież twórcy mogli się pokusić o większą oryginalność, zwłaszcza że wykorzystują ten chwyt nadmiernie i w pewnym momencie zaczyna to drażnić. Trudno w roli Wojaczka ocenić debiutanta Krzysztofa Siwczyka, co ciekawe również młodego poety. Nie najlepiej wypada w dialogach, z drugiej strony posiada w sobie ładunek autentyczności. Właściwie wszystkie elementy filmu są podporządkowane jego postaci, więc bohater jest malowniczy już na samym tle wydarzeń i otaczającej go rzeczywistości. Nawet kolorystyka filmu, znakomite czarno-białe zdjęcia Adama Sikory, uwydatniają wyrazistość ubrania Wojaczka. Podsumowując powstało dzieło przemyślane, stworzone z myślą o ambitnym widzu, które śmiało można prezentować poza granicami kraju. Podejmuje uniwersalny temat, nie rezygnując z ukazania bohatera w polskiej rzeczywistości. Rzadki to też przykład filmu mówiącego coś o rządzącym się swoimi prawami świecie poezji i poetów. A nie jest to częsty gość w kinie.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane