Z Archiwum X: Sezon dziesiąty. Recenzja | FILM.ORG.PL

Z Archiwum X: Sezon dziesiąty. Recenzja








Karolina Chymkowska
24.02.2016


I belong with you, you belong with me

Jak mawia mój przyjaciel i współfanatyk w Archiwum, X-Files to więcej niż serial, to stan świadomości. I tak rzeczywiście jest. To ogromne uniwersum, w którym można odnaleźć wszystko – odcinki słabsze, lepsze, dobre, bardzo dobre i wybitne, mrok, humor, nostalgię, groteskę, śledztwo, filozofię, potężną konspirację i złożoną tkankę ludzkich emocji, galerię niesamowitych osobowości, paranoję, jak również sprzeczności, załamania i kontrowersje.

To dziewięć (tak, jednak mimo wszystko dziewięć) sezonów wielkiej przygody, która wciąga jak wir, wpędza w obsesję, opętuje umysł i gra na uczuciach. To też niekończące się seanse tych pojedynczych ulubionych odcinków i całościowe maratony, które zawsze zostawiają po sobie wrażenie powrotu do domu i apetyt na więcej.

x files 1
Ten apetyt doczekał się w końcu przynajmniej częściowego zaspokojenia dzięki wielkiemu powrotowi Z Archiwum X – w postaci sześcioodcinkowego sezonu dziesiątego, wyczekiwanego przez fanów z równą niecierpliwością, co niepokojem. No bo co będzie, jeżeli wszystko okaże się bańką mydlaną, która pęknie, zostawiając po sobie niesmak i rozczarowanie? Czy wchodzenie po raz drugi do tej samej rzeki ma sens? Czy nie położy się nieprzyjemnym cieniem na pozytywne wspomnienia sprzed lat? Z drugiej strony jednak, jak odmówić sobie ponownego spotkania z Mulderem i Scully? Dla mnie, osoby, przyznaję, nie do końca obiektywnej z powodu ogromnego sentymentu, jakim darzę ten serial, nie do pomyślenia. Czekałam na ten moment, wypatrywałam go. Dzisiaj mam za sobą dwukrotny seans całości i mogę tylko powiedzieć, że chcę więcej. Że niemal fizycznie potrzebuję więcej, jakby ktoś wydzielił mi porcję ulubionej używki i szybko ją zabrał, zostawiając poczucie niedosytu. Niepostrzeżenie, niemal bez udziału mojej świadomości, Z Archiwum X oczarowało mnie i opętało znowu. Nie wiem kiedy i nie wiem jak, ponieważ podczas oglądania wszystkie wady widziałam jak na dłoni i nie zamierzam zaprzeczać, że istnieją. Zacznijmy zatem może od nich, miejmy z głowy wszelkie minusy i przejdźmy do plusów.

Przede wszystkim największą bolączką dziesiątego sezonu jest fakt, że składa się tylko z sześciu odcinków. W tych, jakby nie patrzeć, mocno ograniczonych ramach twórcy usiłują zawrzeć nie tylko zupełnie nową historię, zawiązanie świeżej mitologii, ale także odwołać się, chociaż częściowo, do całej złożoności, wielopłaszczyznowości i wielogatunkowości, jaką prezentował serial. Pierwszy i ostatni odcinek są typowo mitologiczne; pierwszy, My Struggle, odnosi się do „zmagań” Muldera, ostatni, pod tym samym tytułem, do „zmagań” Scully. Drugi to odcinek śledczy z wątkami mitologicznymi, trzeci, zdecydowanie najlepszy, należy do grona tych absurdalnych i zabawnych. Czwarty jest klasycznie mroczny, a piąty… do piątego wrócimy później. W tle przewijają się rozmowy, przemyślenia, monologi, wątki partnerskie i rodzinne… dużo tego i widać, że Carter i spółka za bardzo się starają, żeby nadmiar materiału upchnąć na malutkiej półce.

x files 2
Po drugie wydaje się, że nowe wydanie Archiwum przekroczyło cienką granicę między tym, co niedopowiedziane, sygnalizowane i niepewne, a wyłożeniem wszystkiego na tacy. To bije po oczach, bo znowu, nie ma czasu na subtelności i powolne rozwijanie akcji, nie ma czasu na kluczenie, żonglowanie dowodami, zwodzenie i mylenie tropów. To tylko sześć odcinków, więc znienacka stajemy twarzą w twarz z elementami, których stare Archiwum nigdy nie pokazałoby w sposób tak dosłowny. Nie oznacza to bynajmniej, że otrzymamy wszystkie odpowiedzi, skąd. Pytań rodzi się masa, a wątpliwości jeszcze więcej. Znamy zarys nowej mitologii – tak, to zupełnie nowa mitologia, stawiająca na głowie wszystko, czego dotychczas się dowiedzieliśmy – ale nie znamy głównych graczy, przebiegu akcji, składających się na nią działań ani ostatecznego celu. Mamy w ręku kilka kawałków układanki i ramy, w których należy je umieścić, ale to tyle.

Trzeci minus to wyraźnie ciążąca na dziesiątym sezonie ręka Chrisa Cartera. Carter jako scenarzysta ma bowiem swoje wady, i o ile nie jest to widoczne w przypadku długiego sezonu, kiedy akcenty rozkładają się równomiernie, o tyle w krótkiej formie mocno rzuca się w oczy. To entuzjastyczny idealista, rozbrajająco naiwny w swoim dziecięcym pojmowaniu świata, ma tendencję do wyciągania uproszczonych wniosków, operowania wyłącznie czernią i bielą i wreszcie – do dosłowności tam, gdzie lepiej byłoby zdać się na wyobraźnię. I chociaż mimo wszystko ujmuje mnie jego radosna pasja i cieszy duma, z jaką prezentuje nam swoje ukochane dziecko, to jednak uważam, że gdyby powierzył dziesiąty sezon wyłącznie Vince’owi Gilliganowi, Jamesowi Wongowi i Darinowi Morganowi, mogłoby powstać coś naprawdę niesamowitego. Ręki Gilligana zdecydowanie tutaj brakuje. Ale cóż, pochłonął go Better Call Saul, podobnie jak The Man in the High Castle wyłączył z gry Franka Spotnitza. Nie można mieć wszystkiego.

x files 3
Czwarty (i ostatni) minus to nowe postaci. O ile jestem w stanie kupić konserwatywnego dziennikarza ze spiskowym zacięciem, ponieważ Joe McHale ładnie go prowadzi, o tyle para młodych agentów – Lauren Ambrose jako agentka Einstein (dalekie pokrewieństwo) i Robbie Amell jako agent Miller są zwyczajnie niestrawni. On jest równie interesujący co wyblakły prostokąt na ścianie, ona rozkrzyczana, arogancka, zadufana w sobie i nieprawdopodobnie irytująca. Obserwując jej wzgardliwe grymasy i zadzieranie nosa, ma się ochotę nią potrząsnąć z okrzykiem „trochę szacunku, smarkulo”. W założeniu te dwie postaci służą za miniwersje Scully i Muldera, ale brakuje im wyrazu, osobowości i umiejętności operowania półtonami. „Sceptycyzm” i „racjonalizm” Einstein oraz „wiara” i „przekonanie” Millera są groteskowo przejaskrawione, a tym samym ani zabawne, ani wiarygodne, ani, w gruncie rzeczy, potrzebne.

Dosyć jednak tego narzekania (chociaż mogłabym jeszcze wspomnieć, że niestety nie pojawia się ani Doggett – Patrick odmówił udziału – ani Krycek, za to są epizody Samotnych Strzelców i Moniki Reyes). Przejdźmy do plusów, których jest więcej. Przede wszystkim Mulder i Scully. Ich wzajemna relacja jest pokazana i zagrana cudownie. Gdzieś w międzyczasie ich drogi się rozeszły. Łączy ich wiele bolesnych wspomnień, dzieli sporo żalu, goryczy i wyrzutów sumienia, które każde kryje we własnym wnętrzu. Stopniowo jednak ponownie się na siebie otwierają – w szczególności Scully dojrzewa do tego, by podzielić się z Mulderem ciężarem, jakim jest dla niej poczucie winy po utracie Williama.

Widzimy też, że ten ciężar jest równie dotkliwy dla Foxa. Znowu się spotykają i znowu wyciągają do siebie ręce – więcej niż partnerzy, więcej niż kochankowie, więcej niż przyjaciele. Dwie połówki jednego jabłka, wzajemnie dopełniające się całości, potrzebne sobie jak powietrze. Są starsi i świadomi swojego wieku, weszli w etap, kiedy mogą siebie sprzed lat wspominać z nostalgią, i w miejsce smutku i goryczy powoli pojawiają się ciepło, nadzieja i miłość. Scully ponownie zmaga się z bolesną stratą i pytaniami bez odpowiedzi – ale Mulder jest przy niej. Nie jako bohater na straceńczej misji, ale silne ramię i współczujące ucho. Fox przechodzi przez fazę wątpliwości i kwestionowania swojej pracy, ale Dana jest tuż obok, spokojna, obiektywna i jak zawsze doskonale orientująca się, czego mu w tym konkretnym momencie najbardziej potrzeba.

Odświeżona mitologia Z Archiwum X w gruncie rzeczy nie jest niczym nowym – to kompleksowe ujęcie popularnych teorii spiskowych, które funkcjonują od dziesięcioleci. Istotne jest natomiast jej tło. Abstrakcyjne zagrożenie pochodzące z zewnątrz, nieprzenikalna konspiracja związana z inwazją kolonizatorów z kosmosu, ustępuje miejsca nowemu wrogowi. Jest równie bezwzględny, okrutny i zdeterminowany, ale działa od wewnątrz. Bezpieczeństwo nie istnieje, ponieważ to właśnie w imię bezpieczeństwa rozszerzają się bezustannie granice kontroli, monitorowania, infiltrowania jednostki i całego społeczeństwa.

Balansujemy na krawędzi, z każdym dniem oddając więcej osobistej wolności, dając się manipulować, okłamywać i zwodzić, karmieni niezawodną mieszanką strachu, uprzedzeń i nienawiści. Marnujemy czas, wypatrując urojonych potworów, podczas gdy te prawdziwe są tuż obok. A nawet więcej, może właśnie tam, gdzie dopatrywaliśmy się największego zagrożenia, kryje się ratunek. Ta wizja jest konsekwentnie prowadzona przez cały sezon i stanowi naturalne echo sytuacji, która wytworzyła się po 11 września, globalnej wojny z terroryzmem i wszystkich jej implikacji.

Bardzo jestem ciekawa kierunku, w jakim koncepcja Cartera rozwinie się dalej – bo sporo wskazuje na to, że to nie koniec i możemy liczyć na powrót Z Archiwum X w jedenastym sezonie. Ogólnie jednak wydaje się, że wkroczyliśmy w czasy, kiedy taka komórka jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, a krzyżowcy pokroju Muldera i Scully jeszcze bardziej niezbędni. Nawet jeśli wszyscy uważają, że masz paranoję, to jeszcze nie oznacza, że nie jest ona uzasadniona!

x files 5
Na koniec krótkie spojrzenie na poszczególne odcinki. Najjaśniejszym punktem dziesiątego sezonu jest odcinek trzeci, Mulder and Scully Meet the Were-Monster. I nic dziwnego, bo scenariusz napisał Darin Morgan, twórca takich perełek, jak Clyde Bruckman’s Final Repose, Humbug i Jose Chung’s From Outer Space. Cały odcinek jest utrzymany w charakterystycznym dla Morgana klimacie absurdu, zabawny, zahaczający o autoparodię i jednocześnie pełen smaczków i nawiązań do historii serialu i nie tylko (jest nawet nawiązanie do Psychozy!). Świetny jest też odcinek drugi, Founder’s Mutation, harmonijnie łączący wątki śledcze i mitologiczne, chłodny, klimatyczny, naszpikowany skrajnymi emocjami, od których James Wong nie ucieka (Die Hand Die Verletz, Blood, Shadows, Ice). Czwarty, Home Again, pod względem zagadki jest bardzo klasyczny, to typowy mroczny odcinek śledczy, mieliśmy już zresztą do czynienia z tulpą w Arkadii, a z ideą jako taką w Kaddish i Grotesque. Interesujące jest natomiast skupienie na osobistych przeżyciach Scully, dające nam po raz kolejny osobisty wgląd w jej emocje i przemyślenia. Najsłabiej prezentuje się odcinek piąty, Babylon. Wyraźny zgrzyt i potknięcie, za sprawą nieznośnej agentki Einstein, nieco naiwnie pokazanej kwestii uprzedzeń i przegadanych dialogów. Nie do przegapienia jest natomiast grzybkowy odlot country Muldera i bardzo ciepła końcowa sekwencja między parą głównych bohaterów.

Reasumując – tak, dałam się kupić. Dałam się porwać i mimo wszystko mam wrażenie, że to coś więcej niż tylko nostalgia. Starzy znajomi ponownie zaprosili mnie do swojego gościnnego domu i odkryłam, że chociaż wystrój trochę się zmienił i przybyło kilka nowych bibelotów, nadal czuję się tam wspaniale i jeśli zechcą mnie znowu zaprosić, z pewnością nie omieszkam skorzystać.

Pozwólcie, że teraz was opuszczę – idę włączyć sobie pilota pierwszego sezonu. Uważajcie na siebie. I nie ufajcie nikomu.

korekta: Kornelia Farynowska

Karolina Chymkowska

Karolina Chymkowska

Redaktor naczelny na film.org.pl.
Jestem filmowym profilerem. Kino to dla mnie przede wszystkim emocje. Bohaterowie. Niuanse. Półtony. Lubię wgryzać się pod powierzchnię, szukać tego, co niedopowiedziane.
Karolina Chymkowska

Latest posts by Karolina Chymkowska (see all)







  • michax

    Ciekawa sprawa z 10×05 bo o wiele lepiej mi podszedł jak za pierwszym razem. A co do Cartera to przecież on napisał najlepsze eksperymenty jak Prometeusza, Triangle, How the Ghosts…, Improbable czy taki odcinek jak Milagro – to są dobre odcinki, prawda? Więc z jednej strony szkoda że nie jest w dawnej formie co do scenariuszy ale z drugiej nie mógł być jak miał odpoczynek od telewizji od 2002 roku, nie licząc kinówki i pilota After. Ja zawsze bronię showrunnera, to mój ulubiony scenarzysta obok Gilligana i Darina Morgana. Też trzeba powiedzieć jedno, że jakby on nie wrócił na 11 serię jeśli powstanie to napewno nie wrócą aktorzy – oni są lojalni co do showrunnera i przyjaźnią się (zresztą to już rodzinny serial w sumie bo przecież nawet córka Anderson pracuje przy serialu co się urodziła w czasie kręcenia 2 serii). I ja ze wszystkim by się zgodził, (może poza faktem że Patricka nie było też dlatego bo pracował w tym samym czasie na planie serialu Scorpions) gdyby nie ten okropny finał a ja lubię mitologię. Musiałem drugi raz obejrzeć odcinek bo liczyłem że zmienię zdanie o finale jak zmieniłem częściowo o Babilonie ale jednak nie. W sumie to powiem coś co sądziłem że nigdy nie powiem a napewno po odcinku showrunnera, że to jeden z najgorszych odcinków w całym serialu z różnych powodów ale nie będę się wgłębiał w szczegóły bo spoilerami bym pojechał i za długi tekst by wyszedł. Chętnie bym porozmawiał z panią Chymkowską o 10 serii bardziej szczegółowo ale komentarze to nie odpowiednie miejsce:-)

    • Karolina Chymkowska

      Ależ ja absolutnie nie odmawiam Carterowi jego zalet – zresztą jakże bym mogła, w końcu to jemu w dużej mierze zawdzięczamy to wszystko:) I na pewno nie chciałabym, żeby zniknął (chociaż są również fani, którzy wygłaszają takie opinie). Ten jego entuzjazm, o którym wspomniałam w tekście, bywa wadą, ale równie często zaletą – bo bez tej „radości tworzenia” i Post-Modern, i How the Ghosts wyglądałyby zupełnie inaczej, nie miałyby tego „czegoś”, tej iskry, którą Carter jest dla całości Archiwum. Sześć odcinków to naprawdę było za mało i mitologia siłą rzeczy musiała na tym ucierpieć. Tym bardziej liczę na powrót w jedenastym sezonie. Na powrót całej rodziny łącznie z tymi jej członkami, których tym razem zabrakło:)

      • michax

        Wiem że jest wśród fanów spora grupa co bardzo hejtuje za odejściem Cartera i co mnie totalnie zaskoczyło.
        http://www.vox.com/2016/2/24/11104426/the-x-files-finale-recap-bad
        Wogóle to nawet przed emisją nawet jak nie oglądali odcinków to hejtowali już 10×01,10×03 i 10×06. Równie mocno hejtowano chyba Lucasa po nakręceniu prequeli SW i nawet się z nim porównuje showrunnera, a w telewizji to Moffatta od Doktora Who. I miałem nadzieje że pokaże zwłaszcza Babilonem odkąd wiadomo było że to będzie dziwny odcinek showrunnera że hejterzy się mylą, ale nie dorównuje nawet takiemu odcinkowi jak Improbable z 9 serii, który lubię. Fani zapominają o jednym (oprócz faktu, że aktorzy są bardzo lojalni wobec niego), iż jest lepszym reżyserem jak scenarzystą co pokazał nawet w słabszym 10×05 i idealnym showrunnerem. Pozwala swoim scenarzystom tworzyć odcinki jakie oni chcą, nie narzuca im swojego stylu jak w innych serialach twórcy, w serialu jest archiwum Cartera, braci Morgan, Wonga, itd. Mitologia musiała ucierpieć, ale jakby to ująć bez spoilerowo finałem przeskoczyli rekina jak dla mnie. Wiele razy serial przeskakiwał rekina i dla każdego fana to co innego, ale dla mnie przesadził showrunner nie z fabułą pędzącą ale z faktem że bohaterowie zachowują się jak nie postaci znane z serialu. I nie chodzi mi o Palacza, który jest parodią postaci z serii 1-9, ale o Reyes i jak pisząc bez spoilerowo jak ktoś jest fanem tej postaci to mógł się bardzo wkurzyć – ja nie kupuje jej decyzji zupełnie, znając jej charakter z serii 8 i 9. Cieszę się że Doggetta nie ma jeśli podobny twist planował showrunner co do niego. A najbardziej wkurza mnie w finale co zrobiono z postacią w serialu dla mnie number one czyli Scully, bo teraz oglądając każdy następny odcinek jeśli powstanie i nawet wcześniejsze z serii 2-9 to po jej odkryciu z 10×01 co ma sens i można było się domyślić od czasu 2 serii jak wróciła po porwaniu, ale w 10×06 jakby to ująć mamy odpowiedz na to co powiedział jej Clyde Bruckman i zażartowali sobie twórcy w 10×03 z teorii fanów. W sumie można powiedzieć, że potwierdził tą teorię w 10×06 showrunner, Teraz jej przygody będzie oglądało się bez napięcia wiadomo czemu, bardzo ogólnikowo się wyrażam, ale nie chcę spoilerów używać. Mam nadzieje że wiesz o co mi chodzi.

        • Gregory

          Michax, mogę się mylić, ale ostatni odcinek nie potwierdził nieśmiertelności Scully – przed zarazą chroni ją DNA obcych obecne w jej organiźmie od czasu uprowadzenia, w żaden sposób to nie potwierdza jej „nadprzyrodzonych mocy”. Aczkolwiek oglądałem odcinek bez napisów po angielsku, coś mi mogło umknąć.
          Fajna, wyważona recenzja, z którą generalnie się zgadzam. Reakcje części fanów po dwóch ostatnich odcinkach przybrały formę niemalże zbiorowej histerii, tak więc miło przeczytać tekst, który w spokojny i rozsądny sposób punktuje wady najnowszego sezonu.
          A wad nie brakuje. Nigdy nie byłem fanem mitologii, gdzieś tak po czwartym sezonie zaczęła mnie nudzić, a od siódmego irytować, ale liczyłem jednak liczyłem na kontynuowanie tego wątku i jego ładne zamknięcie w potencjalnym kolejnym sezonie (sezonach?). Pierwszy odcinek wprowadził inną koncepcję, co było dość zaskakujące, zwłaszcza że w tym krótkim sezonie tylko dwa odcinki dotyczą mitologii. Trochę mało na budowanie jej od nowa. W efekcie oba epizody mitologiczne ciężko zaliczyć do udanych – tempo jest za szybkie, dominuje łopatologiczna ekspozycja, a ilość zwrotów akcji jest zbyt duża. Dochodzą do tego dziwne decyzje dotyczące niektórych postaci (Reyes, Palacz). Ostatni odcinek uratowała fenomenalna Gillian Anderson, której kreacja dodaje choć trochę dramatyzmu i jakoś tam rekompensuje niedostatki scenariusza. Generalnie chcę wierzyć, że Carter ma w zanadrzu jakiś plan na poprowadzenie tego wątku. I mam nadzieję, że jakoś będzie starał się połączyć starą mitologię z nową. „X-files” nigdy nie był serialem spójnym i konsekwentnym, który miał opowiedzieć jakąś konkretną historię od A do Z, ale jakieś continuum jednak powinno być zachowane. Odcięcie się od starej mitologii stawia pod znakiem seans odcinków mitologicznych z poprzednich sezonów.
          Ale jak wspominałem, za mitologią nie przepadam i w nowym sezonie liczyłem głównie na odcinki śledcze i tu się nie zawiodłem, odcinki 2-5 są świetne. Każdy jest inny i odwołuje się do innych tradycji znanych z serialu – mamy trochę horroru, trochę psychologii, nie brakło miejsca na humor i odważne eksperymenty z treścią i formą. Dodać do tego poukrywane tu i ówdzie smaczki dla fanów i zostałem całkowicie kupiony :-) Co prawda mała ilość odcinków nie do końca pozwoliła scenarzystom rozprostować skrzydeł, co jest bardzo widoczne w odcinkach „Founder’s mutation” i „Home again”, gdzie wątki śledcze jednak trochę nie kleją się z prywatnymi problemami bohaterów, ale mimo to uważam te odcinki za bardzo dobre.
          Osobiście uważam „Babylon” za udany odcinek. Jasne, był nieco naiwny i trochę łopatologiczny, ale Carter udowodnił, że pomysły mu się nie skończyły i potrafi coś nowego do tego uniwersum wprowadzić. I w tym odcinku podobała mi się Lauren Ambrose, choć może to wynika z mojego uwielbienia dla niej z czasów „Six feet under” ;-) Niestety w konwencji na serio w finałowym odcinku jej rola była niewypałem.
          Na koniec rzecz dla mnie najważniejsza, czyli para głównych bohaterów. Zgadzam się z recenzją, że relacja Muldera i Scully była rozpisaną cudownie, Duchovny i Anderson zagrali fantastycznie i chemia między nimi nadal jest olbrzymia. Co bardziej emocjonalne momenty z udziałem tej pary potrafią solidnie wzruszyć. A końcowa scena piątego odcinka to jeden z najbardziej uroczych momentów całego serialu.
          Wychodzi na to, że także zostałem kupiony i zgadzam się, że nowy sezon nie bazuje tylko na nostalgii. Czekam na kolejny sezon, mam nadzieję, że będzie miał więcej odcinków, aczkolwiek zaznaczę, że po mitologii raczej niczego dobrego się nie spodziewam. Oczekuję porządnych standalonów, bo twórcy pokazali, że dalej nie zapomnieli jak się kręci dobre odcinki „X-files”. I też liczę na powrót pozostałych członków rodziny :-)
          PS Ja wiem, że Carter jest nierównym scenarzystą i ten sezon pokazał wszystkie wady jego scenopisarstwa, ale nie rozumiem, jak można oczekiwać, by przestał się zajmować tym serialem. Pewnych rzeczy pewnym osobom się nie robi po prostu.

          • michax

            Co do relacji M i S zgadzam się że super pokazane i pomysł z ich „rozwodem” był super. Fajnie układają się ich relacje biorąc pod uwagę całą serię plus filmy, ale powiem że przydałby się jeden odcinek więcej, bo jak w 10×01 i 10×02 widać że zachowują się do siebie inaczej co zrozumiałe, takim trochę chłodem wieje między nimi, widać żal o różne sprawy, to już w 10×03 są tacy w stosunku do siebie jakby układało się między nimi już dobrze. Albo zamienić kolejność i jako 10×03 puścić Home Again gdzie najbardziej się do siebie zbliżyli, a jako przedostatni Darina Morgana. Ale powiem coś kontrowersyjnego, że ten wątek ich relacji to trochę
            toksyczny związek, silny i niepodważalny, ale zrodził się głównie z przebywania
            razem w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych, wymagających i uczących
            zależności od siebie .I podobnie jest w 10 serii bo oczywiście zbliżają się do siebie ponownie po dramacie jaki dotyka agentkę.

            Ja mam nadzieje tak jak Carter na co narzeka, że jeśli w ogóle powstanie 11 seria to nie będzie musiał się tak śpieszyć ze wszystkim i po łebkach, by wyrobić się w terminie, bo widać w odcinkach jak lecą z wątkami i skracają pod 40 minut (na pewno lepszym odcinkiem finał byłby jako 90 minutowy, zresztą 10×04 miał być 2parterem co jeszcze w przypadku standalonów miejsca nie miało).

            Wolę dłużej poczekać na sezon, nawet ponad rok, ale żeby showrunner nie musiał kręcić na wariata by się wyrobić. Choć wiadomo że najbardziej zajęta jest Anderson ale widać jak dobre ma relacje z Davidem, co sami przyznali że mają jeszcze lepsze relacje jak dawniej i pewnie się spotkają ponownie, ale na kinówke kolejną nie liczę, skoro do tej pory nie powstała to już nie powstanie. Zresztą ja wolę serial gdyż nawet jak 6 odcinków tylko to i tak łącznie więcej godzin z M i S, bo film góra 2 godziny.

            Jesteś kolejną osobą co mówi że to nie świadczy o jej nieśmiertelności i może pora obejrzeć jeszcze raz, ale nawet jak zmienię zdanie na ten temat to o odcinku raczej nie.

            Ciekawa sprawa z Anderson, bo jak uwielbiam ją, więc stronniczy jestem co do jej aktorstwa i dobrze zagrała w np. Home Again, ale właśnie w finale może poza ostatnią scenę nie sądzę by zagrała jakoś super. Akcja pędzi na złamanie karku i każdy w sumie wypadł ok, ale nie więcej. Choć z Anderson to nawet nie wiedziałem że ludzie mają skrajne zupełnie opinie co do jej aktorstwa i uważają że wszędzie gra tak samo, z podobną manierą, w xfiles, Hannibalu, Fall, Bleak House, Great Expectations, House of Mirth. Nie zgadzam się i w żadnej roli nie przypomina Scully właśnie, a tym bardziej w Fall czy np. serialach Bleak House i Great Expectations wg powieści Dickensa gdzie zagrała najlepsze role w karierze do tej pory – jedynie gdzie zagrała na autopilocie to w serialu Crisis. Powodem może być fakt, że gra podobne role pozornie czyli chłodne, zimne bohaterki. Nie powiem że to maniera tylko charyzma, ma taki sposób grania co się podoba lub nie podoba, a że potrafi zagrać zupełnie inne role pokazała w sztuce teatralnej rok temu Tramwaj zwany pożądaniem, którą najbardziej ceni sobie, nawet bardziej jak rolę w Fall i zresztą ją nagrodzili słusznie. A teraz właśnie wróciła do swojego ukochanego teatru i będą wystawiać tą sztukę już nie w Anglii ale na Brooklynie od kwietnia.

            A co do mitologii to ją lubię ale dla mnie mitologią jest też np. Beyond the sea, który dotyczy ojca agentki czyli każdy odcinek, w którym porusza się ważne/osobiste wydarzenia dla bohaterów i dlatego lubię mitologię najbardziej z 4, 5 serii (choroba Scully), 7 oraz z 8 czyli cały wątek poszukiwań Foxa i ciąży (może sporo głupot, ale jak zagrane przez nią i Patricka, jak wyreżyserowane i ta muzyka Snowa ). W 9 serii już było o wiele gorzej bo się wątek z Williamem zrobił nieznośnie patetyczny i nawet ja już miałem dość ciągle płaczącej Dany, ale i tak miała popisowych momentów kilka jak np. w Providence gdy broniła dziecka w domu czy w Williamie.

            Co do powrotu reszty ekipy to pewnie wciąż będą zajęci swoimi serialami, ale zastanawiam się czy jest taka możliwość by napisali po odcinku Gilligan i Spotnitz na planie swoich seriali jak nie wrócą i podesłali by emailem skrypty a Carter z resztą dopasuje skrypty pod 11 sezon. Choć właśnie zastanawia mnie czy będzie się ponownie z nimi kontaktował jak przed 10 serią z każdym. A inna sprawa że w ogóle nie wspominał showrunner o Howardzie Gordonie, twórcy Homeland i Johnie Shibanie, którego odcinki miały poziom różny, ale sporo wnieśli do serialu. No i dziwne że nie ściągneli żadnego reżysera, bo przecież nie tylko Manners był, ale i Bowman, David Nutter (dla mnie najlepszy reżyser obok Mannersa), Tony Wharmby w ostatnich serialach. Pewnie pracują w różnych serialach

          • Gregory

            O, odcinek musicalowy to świetny pomysł. Pamiętam, jak oglądałem „Buffy” i po odcinku „Once more, with feeling” stwierdziłem, że chciałbym taki epizod w „X-Files” :-D Mark Snow mógłby się wykazać w kwestii muzyki, w 10 sezonie jego podkład muzyczny był dość anonimowy, choć muzycznie było parę fajnych momentów.
            Inna kwestia, że Carter chyba tego by nie przeżył, bo część fanów rozerwałaby go na strzępy za taki odcinek ;-)

          • michax

            W sumie pod musicalowy można podciągnąć Improbable z 9 serii z Burtem Reynoldsem, dużo piosenek. To byłoby ciekawe, bo aktorzy chyba raczej śpiewać nie umieją za bardzo (choć Duchovny wydał płytę nawet). I już po obejrzeniu tego odcinka z 9 serii pomyślałem że marzy się mu musical, jak i po w sekwencji z tańczącym Mulderem w Babilonie. A co do Snowa to największy zawód w 10 serii. Ale jego wina bo rozpieścił fanów w seriach 1-9. Z serii na serie była muzyka coraz lepsza i szczyt osiągnął w 8 i 9 serii (np. 8×01,8×02, Invocation, Via negativa, trylogia o znalezieniu Foxa – geniusz muzyczny, Existence, 4-d, Audrey Pauley, Truth i Release), a w 10 serii poza paroma kawałkami w 10×02, 10×03 i w finale w scenie finałowej na moście świetny kawałek to muza w ogóle nie słyszalna. Bardziej będę pamiętał piosenki jakie dali do 10 sezonu. Najlepiej nadawał się przez wątek z mamą Home again, by jakiś kawałek leciał fajny, a jest mistrzem krótkich kompozycji z fortepianem lub na skrzypcach, a jakoś nie. A jak już pojawia się to w scenie rozmowy akurat.

          • Gregory

            Tyle że w „Improbable” wykorzystano gotowe piosenki, nie były śpiewane przez aktorów, co niestety bardzo widać. Jest to jedyna wada tego znakomitego odcinka, „Babylon” przy tym epizodzie wydaje się zupełnie zwyczajny i zrozumiały ;-)
            Co do mitologii – obecna koncepcja jednak trochę różni się od tej z obu części „Redux”, w tych dwóch odcinkach obcy byli stuprocentową mistyfikacją, w 10 sezonie kosmici jak najbardziej istnieją, jedynie cała konspiracja została zmyślona przez ludzi. Po paru przemyśleniach widzę, że faktycznie jednak nowa mitologia nie jest pisana zupełnie od zera, Carter po prostu modyfikuje pewne motywy. Rok 2012 nie oznacza rozpoczęcia kolonizacji, w tym roku po prostu syndykat rozpoczął swoje działania, w poprzednich sezonach był również obecny motyw pandemii, której celem jest wybicie większej części populacji. Mam teorię, że plany kolonizacji przez UFO jednak miały miejsce i kolaboracja ludzi i kosmitów istniała, tylko że obcy z jakiegoś powodu się wycofali. Członkowie konspiracji kontynuują jednak pierwotne plany (trochę je modyfikując) dla osiągnięcia własnych korzyści. W ten sposób dałoby się całość mitologii mniej więcej pogodzić.
            Zobaczymy co będzie dalej, nie zdziwiłbym się, jakby cały ten wątek był jednak zmyłą. Równie dobrze Carter może z dziesięć razy zmienić zdanie przed kolejnym sezonem :-)

          • Gregory

            I jeszcze jedno – zdaje się, że wątek superżołnierzy zamieciono pod dywan. Jakoś specjalnie mnie to nie smuci ;-)

          • Karolina Chymkowska

            Zdecydowanie, wolałabym zapomnieć, że ten wątek w ogóle zaistniał;)

          • michax

            Mam pytanie do autorki recenzji. Dawno, dawno temu, za emisji serialu w Polsce, była taka strona do której linka dałem wcześniej jak xfiles.rubikon.pl bodaj Adama Robinskiego – jedna z lepszych (jedyna gdzie pojawiały się recenzje i opisy odcinków z USA). Pamiętam, że współautorką była niejaka Karolina – czy to może Pani?

          • michax

            Co do finału chciałem jeszcze wrócić. Jak mnie całkiem zawiódł, załamał wręcz tym co zrobiono z postaciami drugoplanowymi, ale jak złość na 10×06 przeszła to rzeczywiście muszę przyznać, iż bardzo przypomina 2parter kończący 2 serię Milenium – odcinek genialny co idealnie nadawał się na zakończenie serialu. Ale koniec nie nastąpił, Morgan i Wong odeszli i scenarzyści w 3 serii musieli się sporo nagimnastykować z fabułą finału by dalej iść z serialem. I to jak wyjaśniono w 3×01 co na prawdę się stało w finale 2 serii nie mogło nie rozczarować. I wydaje mi się że podobne rozwiązanie będzie w 11×01 albo najdalej w 11×02 jak powstanie, by mogli bohaterowie wrócić do pracy normalnie. Na pewno nie znajdą od razu osoby o której mowa w końcówce, to wydaje mi się że będzie główny wątek całej serii co zresztą showrunner w wywiadach mówi. A to co ma miejsce w 10×06 wokół czego akcja się dzieje, pisząc bez spoilerowo, okaże się naprawdę taką próbą, testem na mniejszą lub większą skalą. Przez fakt co zrobiono z Reyes i Palaczem na pewno odcinek nie byłby tak dobry jak 2parter kończący Milenium, ale z pewnością lepszy gdyby zrobiono dwa odcinki na koniec a nie jeden. Co ciekawe kończy się też mocno, ale widz nie ma ochoty doniczką rzucić w telewizor jak w przypadku 10×06 który działa frustrująco na widza – taka jest różnica między dobrym zakończeniem a kiepskim.

            I taka ciekawostka co do trąb jakie ludzie słyszą w Babilonie i Mulder to można podciągnąć pod to, że to zapowiedz wydarzeń co mają miejsce w 10×06, ale ciekawe że akurat Scully nie słyszy, ta akurat wierząca.

            Wiem że piosenki są nie śpiewane przez aktorów w Improbable, tylko jak nie mylę się przez Karla Zero. Ale nie znam włoskiego ani francuskiego i po obejrzeniu szukałem tłumaczenia na angielski tekstu piosenek bo jestem prawie pewien że teksty piosenek mają jakiś sens co do wydarzeń w odcinku – nie znalazłem nic. Do mnie z Improbable showrunner trafił idealnie i w sumie nie miałem za bardzo problemów z połapaniem się o co tak naprawdę chodzi w odcinku. Ale chyba pisząc Babilon uznał, że jednak da widzom wyjaśnienie tym razem by wiedzieli co ma na myśli i stąd wykład na końcu M i S. Można przeczytać analizę 9×13 o co chodzi i z większością się zgadzam – napisał ją fan po emisji odcinka. Choć ja jestem prawie pewien, że to tekst showrunnera pod pseudonimem.
            http://web.archive.org/web/20020702093928/xfiles.rubikon.pl/koment/improbable.html

          • Gregory

            Tak, czytałem kiedyś ten tekst, bardzo pomocny w analizie tego odcinka :-)
            Co do finału – ciągle nie widziałem „Millennium” (mam seans w planie w najbliższej przyszłości), ale słyszałem, że drugi sezon kończy się apokalipsą, która nie jest apokalipsą :-) No cóż, Carter postanowił wykorzystać użyty już motyw. Jestem na 99% pewny, że w 11 sezonie przywrócą status quo, zapewne w jakiś wyjątkowo idiotyczny sposób. W sumie trochę nie rozumiem tego zagrania Cartera, na jego miejscu przy dwóch odcinkach zdecydowałbym się na coś skromniejszego. Cały wątek epidemii wywaliłbym z tego sezonu i odcinek pierwszy rozbił na dwa, skupiając się na spokojnym rozwijaniu nowej koncepcji mitologii, a za końcowy cliffhanger mogłaby służyć śmierć Svety. Palacza i Reyes spokojnie możnaby jakoś po drodze wprowadzić. Ewentualnie zostawić pierwszy odcinek w niezmienionej formie, a finałowy mógłby skupić się np. na śledztwie w sprawie zniknięcia Svety, o której Mulder i Scully jakoś dziwnie zapominają (plany Syndykatu mógłby Carter gdzieś po drodze spokojnie zapowiedzieć). A jeżeli już uprzeć się przy wątku epidemii, to mógł Carter podarować sobie „Babylon” (odcinek dobry, ale nie jakoś specjalnie potrzebny akurat w tym sezonie) i nakręcić dwuczęściową całość. Wtedy finał miałby lepsze tempo i z pewnością byłby lepszy.

          • michax

            Serio myślisz jak pogodzić starą mitologię z nową? Lubię mitologię nawet z 8 i 9 serii ale przestałem bo głowa boli od połączenia wątków. Rzeczywiście całkiem nie odrzuca Carter mitologii, choć nowego syndykatu nie widzieliśmy w ogóle, bo wiadomo że starego nie ma. Po obejrzeniu 10×01 zaraz człowiek się zastanawia jak Scully odkryła obce DNA że przecież odkryła obce DNA bodaj w Redux, jak wróciła z porwania też były jakieś anomalie w jej organizmie a w 6 serii odkryła że cała ludzkość ma obce DNA. A teraz się okazało w 10×06 że tylko wybrani mają obce DNA a ludzkość wirusa co niszczył układ odpornościowy – jako lekarz aż tak by się pomyliła? Ale cała ekipa w ogóle miała słabą pamięć do wątków i jak przez może 3, 4 serie jako tako kupy się to trzymało, to od 5, 6 serii coraz mniej. Chyba nawet Spotnitz przyznawał się i przepraszał za zapominanie o wątkach jak np. cały wątek z córką Scully w 5 serii tak jakby w ogóle miejsca nie miał co najlepiej widać po retrospekcjach w Per manum gdzie agenci przeprowadzają podobną rozmowę, do tej jaką mieli w Emily o komórkach jajowych Scully a ona tak jakby nie pamiętała o tym, że rozmawiali już w 5 serii na ten temat. Nawet wątek morderców siostry Scully zapomnieli a wrócili do niego w Piper maru, bo fani im przypomnieli. No i z Samanthą inaczej skończono niż sugerowano (ojciec Muldera mówi jako duch że nie ma jej z nim w 3 serii), że jednak nie żyje, ale jako odcinek ten akurat mi się podobał w 7 serii.

            A co do 11 serii i kolejnych szkoda tylko tyle, że tak na prawdę nie wiadomo nic, żadnych rozmów nie ma na razie, a tak wnioskuję, bo przecież nim pojawiły się oficjalne wieści że mają podpisane umowy na 10 to z miesiąc lub dwa wcześniej były już przecieki, że coś się jednak dzieje. Anderson jest na planie Fall, za parę dni/tygodni wraca do teatru i obawiam się że jak w przeciągu pół roku nic nie będzie wiadomo(tyle trwały negocjacje przed 10 serią) to rozejdzie się po kościach mimo tego co wszyscy mówią i jak niby chcą na czele ze stacją. Ja liczę na jakieś wieści na comicon może

          • Gregory

            To raczej oczywiste, że w szczegółach się tego nie ujednolici – już klasyczna mitologia jest wystarczająco niespójna :-)
            Zresztą, niech już Carter nawet pisze wątek mitologiczny od nowa, byleby odcinki były dobrej jakości. I tak standalony będą lepsze ;-)

  • Sawczuk

    Naprawdę zawiodłem się nie tego się spodziewałem http://filmowo24.net.pl/z-archiwum-x/

    • michax

      Szanuję Twoją opinię, bo wiadomo nie każdy lubi parodii/pastiszu/komedii/eksperymentów w serialu (np. mama moja), ale Twoja opinia, zwłaszcza co do 10×03, komediowego odcinka jest w mniejszości, nawet wśród tych fanów, których zawiódł 10 sezon i oni przyznają że 10×03 to dobry odcinek. Ja akurat 10×03 razem z Home Again uważam za najlepszy. Ale wiadomo też 10×04 że byłby jeszcze lepszy jakby rozdzielili wątek śmieciarza i osobisty Scully, jakby 2 odcinki zrobili, jak podobno planował na początku Glen Morgan i musiał skracać scenariusz pod 40 minut gdy okazało się że nie będzie 10 odcinków. Zresztą Home Again przypomina bardzo Arcadia, Kaddish – czym te odcinki różnią się od tych odcinków? Mamy tu sezon taki sam jak wcześniej – od dobrych odcinków bo beznadziejne, od komedii przez sf po horror. A przecież komedia w serialu była już obecna od 2 serii, a w sezonach 6 i 7 to dominował taki klimat jak w 10×03 i Babilonie, i to jeszcze bardziej skrajne komedie jak 10×03 były w serialu, 10×03 jest jedną z łagodniejszych bym powiedział poza jedną sceną. Inna sprawa co powtarzam wielokrotnie, że xfiles nie było NIGDY arcydziełem telewizji – dominowały średnie, dobre odcinki i bardzo dobre, a genialnych w sezonach to dosłownie było kilka. Ja nastawiałem się na dobrą robotę i taką dostałem. Ale w sumie zawsze jak coś jest fenomenem popkulturalnym to mało kiedy powrót zadowala większość fanów – nawet jak spróbuje się zrobić dokładnie taki sam serial jak dawniej i się uda. Nie mówię że jest idealnie, że dorównuje najlepszym seriom, ale w sumie ja ten sezon oceniam za dobry, choć jestem świadom jego starych wad jak i nowych (łopatologia, choć w starym się też zdarzało się czasami że pokazywano różne rzeczy wprost oraz przeładowane odcinki wątkami, śpieszenie się z wątkami, co najprawdopodobniej jest efektem małej ilości odcinków). Inna sprawa że nie można oczekiwać nawet po najlepszych scenarzystach serialu co kapitalną robotę odwalali w serialu klasycznym, że będą w takiej formie jak 20 lat temu. Tylko trzeba porównywać jeśli już z tym co piszą dla innych seriali obecnie i w jakiej formie są, to tak jakbym oczekiwał od nowego każdego filmu Spielberga, Zemeckisa, że nie będzie na poziomie ich kultowych pozycji z lat 80 a nie takim jakie obecnie kręcą. Ja oczekiwałem że będzie słabo, bo Carter od 14 lat miał wakacje od scenariuszy, poza filmem i pilotem innego serialu, a wyszło zaskakująco dobrze jako całość.

      A że wydają się zmęczeni, bohaterowie, są po 50, więc jacy mają być? Tryskać energią jakby mieli po 30 lat?Jakby to były takie postacie jak w seriach 1-5 albo w seriach 6-9 to by śmiesznie wyglądało, postacie ciągle się zmieniają przez cały serial i ewoluują ich charaktery (zwłaszcza Dana) i tacy mieli być.

      Zgadzam się jedynie co do Anderson, że ona bardzo dobrze się trzyma jak na swój wiek, ładnie się starzeje (jedynie mogłaby dawać mniej tapety na twarz, to taka uwaga nie tylko do xfiles ale Fall i innych seriali/filmów, a kiedyś bym wymienił też Hannibala).

  • michax

    Pytanie nie aktualne już, bo wszedłem później i sprawdziłem i okazało się, że nie Karolina, ale Karina Szymczuk:-)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Victor Frankenstein

Następny tekst

Dorwać małego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE