Bitwa pod polskim filmem, czyli czym właściwie jest kino patriotyczne? | FILM.ORG.PL

Bitwa pod polskim filmem, czyli czym właściwie jest kino patriotyczne?








Grzegorz Fortuna
11.02.2016


Burza związana z wypowiedziami premier Beaty Szydło, ministra kultury Piotra Glińskiego i wiceministra Jarosława Sellina przetoczyła się przez media już kilka tygodni temu, temat kina patriotycznego może się więc wydawać nieco spóźniony. Tak jednak nie jest. Ale o tym za chwilę. Zacznijmy od tego, co już wiemy.

W minionym roku Polski Instytut Sztuki Filmowej obchodził dziesięciolecie swojej działalności. Zbiegło się to dość wygodnie z Oscarem dla Idy, co dla instytucji było swoistym ukoronowaniem tej dekady i jednocześnie dowodem na to, że PISF robił dobrą robotę. Na przestrzeni ostatnich lat pojawiały się jednak także opinie, których autorzy zarzucali poprzedniej władzy brak spójnej polityki kulturalnej w obrębie kinematografii. Choć jest w tym dużo prawdy, nie ma najmniejszego powodu, by czynić z tego zarzut. Przemysł ten najlepiej czuje się bowiem wtedy, kiedy nie ma nad sobą żadnego bata ani buta, a polskie kino ostatnich dziesięciu lat jest najlepszym dowodem na prawdziwość tej tezy.

pawlik

Wystarczy zresztą sprawdzić budżet PISF-u, porównać go z funduszami innych państw europejskich, a potem spojrzeć na sukcesy festiwalowe.

Dowiemy się w ten sposób, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dysponuje rocznie budżetem około stu czterdziestu milionów złotych. Analogiczny fundusz w Niemczech ma trzydziestokrotnie więcej pieniędzy. W Europie nasza kinematografia już ma status porównywalny z niemiecką (mimo że różnica w nakładach finansowych jest tak kolosalna), a zeszłoroczne i tegoroczne sukcesy bardzo się do tego przyczyniły. Jeśli więc poprzednie władze niezbyt się kinem interesowały, tym lepiej dla kina, okazuje się bowiem, że zasada „przede wszystkim nie szkodzić” może funkcjonować nie tylko w medycynie.

PISF wyprodukował oczywiście wiele klap – zarówno frekwencyjnych, jak i artystycznych – ale jest to pokłosie przyjętej przez instytucję strategii. Nie widzę w tym zresztą problemu, skoro każde Obce ciało okrywa jakaś Róża, a każda Bitwa pod Wiedniem jest w kinach gromiona przez Drogówkę. Zresztą na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy wydarzyło się więcej niż tylko Oscar dla Idy. Małgorzata Szumowska otrzymała na Berlinale nagrodę dla najlepszej reżyserki za Body/Ciało, a Paweł Pawlikowski został jurorem festiwalu w Wenecji (obok, między innymi, Alfonso Cuaróna). Kilka dni temu Córki dancingu wyjechały z Sundance z jedną z najważniejszych nagród tego festiwalu. Ale do debiutu Agnieszki Smoczyńskiej wrócimy jeszcze za chwilę. Teraz czas na polityków i ich wizję kina patriotycznego.

Rafał pisał już w Celuloidowym Fetyszyście, że minister Gliński chce, żeby powstała polska superprodukcja w stylu hollywoodzkim. Wiceminister Sellin chce z kolei, żeby kręcono w Polsce wysokobudżetowe filmy patriotyczne. Premier Szydło natomiast odesłałaby Oscara dla Idy do Ameryki. No dobra, może niekoniecznie by go odesłała, ale w jednym z wywiadów powiedziała, że zdziwiła ją ta nagroda i nie uważa Idy za film, który promowałby polską kultu. Jarosław Sellin mówił z kolei między innymi o konieczności stworzenia polskich superprodukcji patriotycznych, przy realizacji których pomagaliby Amerykanie. „Kino to dla nas element polityki historycznej, polityki pamięci, wyobraźni zbiorowej, mitów, które buduje kultura masowa” – twierdził w wywiadzie i dodawał, że jest w historii Polski wiele tematów, o których nasze filmy jeszcze nie opowiedziały. A – jego zdaniem – powinny, i to w amerykańskim stylu, za grube pieniądze, z efektami specjalnymi i tak dalej.

szyc

Problemów z tymi planami jest kilka.

Problem pierwszy: kino amerykańskie nie bez powodu jest kinem amerykańskim. I nie bez powodu jest wyjątkiem w skali światowej. Amerykanie – bodaj jako jedyni na świecie – potrafią sprzedać swoją historię tak, by cały świat patrzył, podziwiał i płacił. Próby nakręcenia podobnych widowisk w innych miejscach świata kończą się zwykle efektownymi klapami. I nie pomogą tu amerykańscy aktorzy, których Sellin chętnie widziałby w polskich superprodukcjach patriotycznych, bo podobne patenty już stosowano, zazwyczaj ze skutkiem katastrofalnym. Jeśli macie teraz ochotę zaoponować, to sami odpowiedzcie sobie na pytanie – czy poszlibyście na przykład na chiński film patriotyczny opowiadający o chińskiej historii tylko dlatego, że główną rolę grałby w nim, powiedzmy, Christian Bale? Bo tak się składa, że taki film powstał – miał tytuł Kwiaty wojny i kolosalny budżet. Nie chciał go oglądać nikt poza Chińczykami. Ale weźmy bliższy przykład: 5 dni wojny, czyli hollywoodzki film zamówiony przez gruziński rząd. Fabuła o wojnie w Osetii Południowej, wysoki budżet, Renny Harlin za kamerą, Andy García i Val Kilmer przed kamerą. Ponownie: filmu nie chce oglądać nikt poza Gruzinami. I tak samo nikt za granicą nie obejrzy polskiej superprodukcji historycznej, choćby w głównej roli zgodził się wystąpić Tom Cruise. Bodaj jedynymi udanymi amerykańskimi z ducha polskimi filmami w ostatnich latach byli Bogowie i Jack Strong, ale to także były sukcesy, których granice wytyczyły… granice państwa właśnie.

Kierując pieniądze publiczne na wysokobudżetowe kino patriotyczne, zamykamy się więc na rynki zewnętrze. To drugi problem. Tym bardziej palący, że PISF przez ostatnie lata wypracował całkiem sensowną strategię, która zaowocowała kilkoma ważnymi sukcesami na polu międzynarodowym. Kiedyś często powtarzane w Internecie opinie o tym, że polskie kino jest nudne, nieciekawe i niewarte pieniędzy wypowiadane są dzisiaj już chyba tylko przez tych widzów, dla których ostatnim seansem rodzimego filmu był pokaz Pana Tadeusza w podstawówce. Nie wiem, jak dokładnie w branży nazywa się strategię stosowaną przez PISF, ale lubię myśleć o niej jak o rzucaniu wieloma pomysłami o ścianę i sprawdzaniu, co się przyklei. W skrócie: kręcimy około czterdziestu pełnometrażowych fabuł rocznie, z których kilka przebija się do zbiorowej świadomości. Każda z nich ma budżet kilku milionów złotych (a nie kilkunastu lub kilkudziesięciu) i każda opowiada o czymś innym. Jedynym problemem w tej sytuacji są – paradoksalnie – sami filmowcy. Wielu z nich ciągle boi się eksperymentować z materią filmu i bawić się gatunkami, wyjść poza paradygmat kina jako sztuki wysokiej.

polskie

Ale z każdym rokiem przybywa tych, którzy rozumieją, że kino to nie tylko moralny niepokój, depresja, rak, emigracja i palenie papierosów na klatce schodowej zasyfionego blokowiska.

Tylko na przestrzeni czterech ostatnich lat mogliśmy obejrzeć: jeden z najlepszych filmów biograficznych w historii rodzimej kinematografii (Bogowie), spaghetti western o żołnierzach AK (Obława), świadomy, przemyślany artystycznie hołd dla klasyków polskiego kina przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (Ida), kampowy musical połączony z krwawym horrorem (Córki dancingu), wyborny, gorzki żart filmowy ubrany w formę polifonicznego thrillera (11 minut), nominowany do Oscara klaustrofobiczny film wojenny (W ciemności), dojrzałą, niejednoznaczną opowieść o radzeniu sobie ze stratą (Body/Ciało), zimny thriller o jednym z najbardziej przerażających morderców PRL-u (Czerwony pająk) i Papuszę, czyli bodaj najbardziej niezwykły – po 1989 roku – film polski, który nie został doceniony tylko dlatego, że ani widzowie, ani krytycy jeszcze do niego nie dorośli (ja też do niego nie dorosłem). A nie wspomniałem jeszcze ani słowem o Wojciechu Smarzowskim.

Siłą polskiego kina jest więc różnorodność.

I powinno tak zostać, bo to właśnie różnorodność powoduje, że jesteśmy coraz częściej doceniani na świecie. Choć niektórzy publicyści lubią mówić o nowej fali polskiego kina (wzorem francuskiej lub – w ostatnich czasach – greckiej czy rumuńskiej), będę protestował przeciwko takiemu ujmowaniu sprawy, bo to drastyczne uproszczenie, które nie ma w dodatku za wiele wspólnego z rzeczywistością. Obraz polskiego kina nie jest spójny i jednorodny. Polskie kino mówi wieloma głosami – w zależności od tego, kto jest autorem filmu, jak działa jego wrażliwość, jak ujmuje historię, którą chce opowiedzieć. I w zależności od tego, czym się inspiruje. Oscarowy sukces Idy nie kłóci się z nagrodą na Sundance dla Córek dancingu czy berlińskim laurem dla Szumowskiej za Body/Ciało, choć to filmy tak bardzo różne, jak to tylko możliwe. Dla zagranicznych obserwatorów jesteśmy wreszcie kinematografią, która potrafi opowiadać za pomocą różnych stylów i estetyk.

1

Między innymi dlatego czekałem z tym artykułem na werdykt z Sundance. Zanim Córki dancingu otrzymały tam nagrodę za „unikalną wizję i oryginalny zamysł artystyczny”, o którą walczy w eliminacjach kilka tysięcy filmów, pisały o nich zagraniczne portale. Oddajmy więc na chwilę głos krytykom. Vice.com: „Debiut polskiej reżyserki to Cronenberg w Disneylandzie. […] Córki dancingu zapewniają niesamowicie dużo zabawy”. Esquire.com: „Najlepszym wśród popapranych filmów festiwalu nie był ten, w którym Daniel Radcliffe gra pierdzącego trupa. Był nim polski horror-musical Agnieszki Smoczyńskiej […]. Skomplikowane numery taneczne wpędziłyby Katy Perry w zazdrość, a sceny gore zaimponowałyby Robowi Zombiemu”. Rolling Stone: „Połamana baśń Smoczyńskiej to przeżycie jedyne w swoim rodzaju”. Kutv.com: „Jeśli szukacie prawdziwie unikalnego i niezwykłego filmu, który ma zakorzenienie w prawdziwych emocjach, bardzo polecam wam Córki dancingu”. Bloody-disguisting.com: „Do Córek dancingu zwabił mnie każdy z wykorzystanych gatunków: musical, realizm magiczny i horror o potworach. Świetnie, że udało się te konwencje połączyć. Mam nadzieję, że film dobrze się sprzeda”.

I tu zaczyna się mój trzeci problem, chyba zresztą największy. Nie przeszkadzają mi filmy patriotyczne; przeszkadza mi sposób pojmowania kina patriotycznego przez wspomniane na wstępie osoby. Dlaczego kino patriotyczne ma być utożsamiane z martyrologią, wojną, wspaniałymi bohaterami i złymi oprawcami, cierpieniem w okopach i walką wyzwoleńczą? Czy nie lepiej spojrzeć na sprawę z nieco innej strony i spróbować zrozumieć, że o wiele lepiej o Polsce mówią te produkcje, które pokazują światu, że mamy własny głos, potrafimy robić dobre, różnorodne filmy i nie jesteśmy kinematograficznym trzecim światem, który bez końca świętuje zwycięstwa i rozdrapuje rany, bez przerwy pokrzepiając własne serca? Czy nie lepiej zacisnąć na chwilę zęby i przyznać przed samym sobą, że lepszą robotę robią krwiożercze syreny na PRL-owskim dancingu niż Natasza Urbańska strzelająca z CKM-u? Że wystarczy parę milionów i odważna reżyserska wizja i nie potrzeba do tego ani zagranicznych gwiazd, ani rekordowych budżetów?

Patriotyzm to nie tylko oddawanie życia za ojczyznę i stawianie pomników. Patriotyzm to też promowanie kultury i reklamowanie swojej ojczyzny jako miejsca, które warto poznać i odwiedzić. A dobre kino jest najlepszą reklamą danego regionu. Henryk Sienkiewicz pisał w 1905 roku: „hasłem wszystkich patriotów powinno być: przez Ojczyznę do ludzkości, nie zaś: dla Ojczyzny przeciw ludzkości”. Jest chyba pewien paradoks w fakcie, że autorem tych słów jest ojciec literatury „ku pokrzepieniu serc”, ale to właśnie to motto powinno przyświecać polskiemu kinu.

korekta: Kornelia Farynowska

2

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna






  • Kylo Ren

    Dla mnie PISF już z samego założenia jest instytucją szkodliwą dla Polski i Polaków. Jakim prawem ktoś bierze moje pieniądze (i nie tylko moje oczywiście) i daje im jakimś filmowcom? Jeżeli ktoś chce wspierać polski film to niech idzie do kina płacąc za bilet. Albo niech wpłaci pieniądze na konto dowolnej wytwórni filmowej. Argument, że Niemcy też mają taką instytucję do mnie nie przemawia. Do czego doprowadził ich socjal widzimy.

    I to jest główny problem nie tylko dziedziny filmu, ale wszystkich dziedzin w tym chorym kraju w ogóle. Socjal jakiego PRL nie widział.

    Wszystkie rządy twierdzą, że wiedzą co najlepsze dla obywateli i dlatego mówią nam co możemy, a czego nie, u kogo się leczyć, kiedy przejść na emeryturę, ile możemy zarabiać, jakie filmy oglądać. Prawda jest jednak taka, że każdy kolejny rząd to coraz większe imbecyle, a ten najnowszy to już w ogóle poziom ludzkiego śmiecia przekraczający wszelkie granice.

    Dlatego jestem za prywatyzacją WSZYSTKIEGO, w tym filmu. Wtedy żadne straszydło ani minister cenzury nie będą mieli nic do gadania.

    • Darth Vader

      muzea, biblioteki, domy kultury, teatry, pomniki, miejsca pamięci – to również pod prywatyzację? Koleś, ile ty masz lat? Takie banialuki wygadujesz, że szkoda gadać.

      Poziom niedouczenia, naiwności i buty jest doprawdy niesamowity w tym narodzie. najgorsze jest tępe trzymanie się ideologii, bezrozumne powtarzanie bzdur za niesppełnionymi politykami.

      • Radek Buczkowski

        Akurat teraz sam przesadzasz w druga strone. Dlaczego teatr musi byc panstwowy? Potem masz sytuacje, ze pojawia sie jakis minister z „misja” i kaze grac to i owo, dewotki placza, bo ktos chce im porno spektakl wystawiac, a jakis nawiedzony pretensjonalny artysta ma misje od absolutu i musi sie wykazac. Dlaczego podatnik ma za to placic? To co, nacjonalizacja kin? Ze teatr to niby wysoka sztuka, to trzeba doplacac, zeby nam sloma z butow nie wystawala? Teatr mimo wszystko jest dla intelektualnej elity i ewentualnie wycieczek szkolnych, zwykly Mietek woli pewnie ogladac mega hit na Polsacie i to jest jego swiete prawo. Nie widze powodu, ze ma owy Mieciu doplacac do interesu, zeby potem moglo sie kilka osob lansowac w teatrze w nizszej cenie. Zreszta teatry prywatne w Polsce istnieja i sobie radza, nie widze wiec powodu, zeby wybranym doplacac do interesu. Reszty nie skomentuje, bo widze tam sporo zlosliwosci (o ktora zreszta Kylo Ren sam sie prosil krzyczac, zeby wszystko prywatyzowac), jedynie wspomne, ze instytucja gminnych Domow Kultury tez dla mnie nie ma miejsca w XXI wieku i jest pomyslem, zeby po znajomosci wpadlo mile i sympatyczne miejsce pracy dla artystycznej duszyczki, zazwyczaj dla „kuzynki” wujta, bo tak to wyglada w mniejszych gminach.

        • Ale to, że pojawia się minister z misją nie musi oznaczać, że teatr dotowany przez państwo nie ma sensu i nie wypełnia jakiejś misji. Zresztą teatr to najłatwiejszy cel. A co powiesz o słusznie wspomnianych muzeach i bibliotekach? To że Mietek woli paść się i oglądać hit na Polsacie nie oznacza, że państwo nie może dbać o dobro tych, którzy chcą z kultury korzystać (zarówno tworząc, jak i będąc widzem). Wiem, wiem, Ameryka, w Ameryce się udaje, ta piękna i wolna Ameryka. Wyrosłem jednak z libertarianizmu i wierzę w to, że państwo może dobrze działać (choćby kulturotwórczo), nie stawiam ideologii przed praktyką i doświadczeniem. I tak, dobrym przykładem jest PISF, który 1) dofinansowuje powstawanie dzieł, ale nie wszystkich, tylko po skrupulatnym procesie weryfikacyjnym (tak, zdarzają się wpadki, bo dlaczego nie); 2) pomaga zadebiutować młodym twórcom. Efekt? Jeśli oglądasz polskie filmy, załóżmy zaliczasz 20 premier rocznie, to pewnie zauważyłeś jakościową zmianę? O zmianie mówi właśnie Grzesiek wyżej i nie wiem, dlaczego miałbym jej nie popierać? Bo pan Mietek ma to kino w dupie?

          • Kylo Ren

            „To że Mietek woli paść się i oglądać hit na Polsacie nie oznacza, że państwo nie może dbać o dobro tych, którzy chcą z kultury korzystać”
            Ale dlaczego to państwo siłą ma zabierać kasę temu Mietkowi? To jest zwykłe chamstwo.

            „wierzę w to, że państwo może dobrze działać”
            Ale jakie państwo? Polska? Hahahahahaahhahaahahha.

            „tylko po skrupulatnym procesie weryfikacyjnym”
            Czyli po „Widzimisię” ministra cenzury.

            „O zmianie mówi właśnie Grzesiek wyżej i nie wiem, dlaczego miałbym jej nie popierać? Bo pan Mietek ma to kino w dupie?”
            Bo popieranie dotowania tego z publicznych podatków czyni cię złodziejem.

          • Człowieku, dorośnij. Nie widzę możliwości dyskutowania z dzieckiem na tematy dla dorosłych.

          • Kylo Ren

            I już? To twoje wszystkie argumenty?

            „Należy kraść pieniądze i dawać je kinom, bo ja tak mówię. Kto uważa inaczej jest dzieckiem” – bardzo dorosłe :D Kretyn.

          • Radek Buczkowski

            Wiesz, jak zaczynasz wyzywac ludzi od idiotow i debili tylko dlatego, ze masz z nimi nie podrodze ideologicznie, to z automatu tracisz prawo do zadania argumentow, ktore zreszta Rafal przedstawil. Lyk zimnej wody, przeczytaj komentarz jeszcze raz i zastanow sie zanim znow na oslep kogos obrazisz. Dziekowac

          • Kylo Ren

            Gdzie niby tego Rafała nazwałem idiotą i debilem?

          • Kretynem nazwałeś. Nie znamy się, daruj sobie wycieczki osobiste, bo cierpliwość mi się kończy.

          • Kylo Ren

            Ty pierwszy mnie nazwałeś dzieciakiem. Teraz próbujesz mnie pouczać. Myślisz, że jesteś naczelnym i to czyni cię kimś ważnym? :D Władza ci do głowy uderzyła?

          • Radek Buczkowski

            Des, to nie do konca o libertarianizm chodzi, przeciez nie piszemy tutaj o prywatyzacji drog. Tak, miedzy innymi dlatego, ze Pan Mietek ma to w dupie, to ten Pan Mietek ma prawo powiedziec, hola-hola, dlaczego moj podatek (nawet jezeli to sa grosze) ma isc na sztuke „Ukrzeslowienie”, a nie na ten przyklad na polska wersje B-klasowego kina akcji? Bo jakis Pan profesor zadecyduje, ze wspierac bedziemy tylko sztuke „wysokich” lotow? Jezeli tak, to dlaczego? Kto ma decydowac, co jest sztuka wyzsza, nizsza, a co gorszacym Polakow pornolem vide. ostatnia durna akcja z naszym ministrem kultury. Krecisz za swoje, to krecisz co chcesz i nawet niech sobie rimjob na deskach teatru serwuja, rynek sam oceni. Nie trzeba podawac przykladu USA, bo to splyca problematyke, spojrzmy chociazby na angielski rynek filmowy, ktory na poczatku lat 90. byl w gorszej formie od polskiego, a obecnie przezywa prawdziwy boom i to za prywatne pieniadze, talent i zwykla ciezka prace. Choc oczywiscie trafialy sie projekty pod patronatem BBC, ale one z zalozenia byly robione jako majacy zarobic projekt komercyjny, a nie sztuke dla sztuki – bo przeciez kasa i tak idzie z goruy, wiec nie musimy sie martwic. Przez to, ze funduje sie z kasy panstwowej pewne przedsiewziecia powstaja potem dziela nasiakniete ideologicznie, a kolejne wybory parlamentarne staja sie parada gotowych do „wspolpracy” propagandystow. Mnie fundowanie sztuki za publiczna kase zwyczajnie sie nie podoba i mija sie zreszta z idea kreowaniem owej sztuki (artysta glodny to artysta bardziej plodny – ta zasada nigdy sie nie zmienia) i nie wazne czy to PiS chce dac 80 milionow na propagandowa laurke o polskich lotnikach, czy PO psychodrame o europejskim gender. Des, waznym jest, ze przeciez mozesz popierac, jako milosnik sztuki, koneser czegos wiecej niz mordobicie na Polsacie, ale dlaczego ma to byc robione odgornie? Przeciez mozna zorganizowac mecenta, sa zrzutki internetowe (maja sie dobrze, sprawdzaja sie), moze sie zebrac grupa nawet milionowa, ktora za wlasnej kieszeni rzuci kilka zlotowek do puli i powstana te wielkie dziela wyskokich lotow, a Pan Mietek niech sobie oglada te filmy na Polsacie.

          • Kto ma decydować o tym, co jest sztuką wyższą a co niższą? Nie wiem, ale nie chciałbym, aby był to pan Mietek, który 1) nie zna się 2) ma wszystko w dupie.
            Mnie się fundowanie kultury przez państwo podoba, o ile to państwo rozumie kulturę, czai jaka jest jej rola, rozumie zależności i relacje między nią a edukacją i nie narzuca swoich ideologii, jakiekolwiek by one nie były.
            Nie, komercjalizacja sztuki się nie sprawdzi w PL – pewne elementy może i tak, może nawet bym sobie życzył, żeby było więcej miłych mecenasów, ale na pewno nie chciałbym sztuki w pełni uzależnionej od głębokości prywatnych kieszeni. To nie zadziała, w Europie to nie działa, tu jest kompletnie inna tradycja „robienia” kultury, inny status mają ci, którzy ją robią. Ale tu wchodzimy znowu na ideologię.

          • Radek Buczkowski

            Ok Des, Pan Mieciu to tylko przyklad, swoja droga dobry z niego chlop, nawet jezeli sie nie zna. Z drugiej strony, to jest fan Canon Films, wiec kim ja jestem zeby go oceniac – w koncu Cobra i filmy z Charlesem Bronsonem mowia wiecej o naturze ludzkiej niz cokolwiek spod reki polskiego rezysera z ostatniego cwierczwiecza – ok, Dlug i Psy :)

            Des, powiem tak, siejac kmf-owy nepotyzm, gdybys to Ty z dwoma innymi bystrymi glowami decydowal co ma byc za „moja” kase (ta jedna zlotowka w skali roku) krecone, to spoko, dziel i rzadz. Po prostu widze co sie dzieje, stare wygi rezyserki kreca sobie filmy na emeryturze, stali altorzy dostaja wyplate, kilku mlodzikow dostaje niby szanse na swoj film, potem mamy dofinansowywanie beznadziejnych komedii (again, ponoc zle scenariusze sa odrzucane), oraz rzucanie sie na „megaprodukcje” z dekoracjami z dykty za x baniek. Poki co cala idea PISF srednio mi sie podoba i tyle. Ajm Sori :)

          • Grzegorz Fortuna

            Radek, ponownie, odrób pracę domową, bo sorry, ale siejesz bzdury. Nie widzisz co się dzieje, jeśli oglądasz jeden polski film rocznie, w życiu nie spojrzałeś na listę wyprodukowanych filmów, a cały swój wywód bazujesz na przekonaniu, które ukułeś we własnej głowie. Sorry za ostry ton, ale jeśli przychodzisz do jakiegoś stołu, to przynieś coś ze sobą – w tym wypadku fakty, o których się rozmawia znacznie lepiej niż o „mi się wydaje, że same stare wygi kręcą filmy”; „a mi się wydaje, że nie”. Pokaż mi przykłady tych filmów ukierunkowanych ideologicznie, udowodnij, że młodzi nie mają szans na nakręcenie swoich filmów (a mają, podam Ci przykłady pełnometrażowych debiutów fabularnych tylko z zeszłego roku: „Disco polo”, „Chemia”, „Król życia”, „Żyć nie umierać”, „Pilecki”, „Córki dancingu”, „Polskie gówno”, „Intruz”, „Piąte: nie odchodź”), udowodnij, że w Polsce się nie kręci kina gatunkowego (a się kręci, o czym pisał już Rafał). Serio, poświęć trochę czasu na poszukiwania, bo te posty momentami wyglądają jak klasyczne polskie „nie znam się, to się wypowiem”.

          • Radek Buczkowski

            Zaraz, zaraz. Czyli co, czyli ze wcale nie jest tak, ze stare wygi dostaja kase na film po nazwisku? Wymyslilem to sobie? Nie bylo milionowych doplat dla Zanussiego, Wajdy, Zaorskiego, Hoffmana? Spoko, ostry ton moze byc, tylko, ze nie do konca wiem co mi tu udowadniasz, ze niby PISF serwujac kase starszym Panom, ktorzy moze juz powinni isc na emeryture nie podejmuje glupich decyzji? Ze nie ma w tym odrobiny kolesiostwa? No sorry, ale chyba sie nie dogadamy. Idac dalej, czy ja gdzies pislaem, ze mlodziki kasy nie dostaja? Nie musze udowadniac, ze mlodzi nie maja szans krecic swoich filmow, bo kreca, wiecej, ja raczej jestem za tym, aby udowodnic, ze nlodzi filmy loga krecic i bez PISF i to wcale nie musza byc projekty offowe z jakiegos lesnego festiwalu. Grzes, nie wyjezdzaj mi to prosze, ze wpadam wam do stolu z buciorami i jestem cham co a malo filmow polskich oglada i nie jest godzien z „elyta” o kinie i misyjnosci podmiotow typu PISF rozmawiac, bo nie wiem czy na tyle mnie, moje preferencje filmowe znasz i wiesz jakie filmy widzialem lub nie. Nawet jezeli Ty widziales je wszystkie, to pewien obraz i tak mam i mam prawo ocenic fakt, ze PISF wydal takie, a takie pieniadze na naprawde watpliwej jakosci produkty.

          • Grzegorz Fortuna

            Nie mów mi, że Ci zarzucam chamstwo, bo nigdzie tak nie napisałem. Nie wiem też, o co Ci chodzi z tą „elytą”. Zarzucam Ci, że wysnuwasz swoje tezy z głowy i że nie mają one umotywowania w faktach, a potem staram się pokazać Ci, dlaczego nie masz racji, za pomocą sprawdzalnych dowodów (do których się w ogóle nie odniosłeś). Nie chce mi się gdybać, bo lubię gadać o konkretach. Podałem Ci link do listy zeszłorocznych premier, na której widać – powtórzę to po raz trzeci – że na 28 filmów polskich, które zdobyły widownię powyżej 10000 widzów w 2015 roku, tylko 4 to filmy tych Twoich „starych wyg”, a pozostałe to debiuty, drugie lub trzecie filmy, ewentualnie powroty po latach. Tyle jeśli chodzi o kolesiostwo, ciągłe dofinansowywanie tych samych nazwisk itd.

            I nie wycofuj się proszę z tekstu o ukierunkowaniu ideologicznym – ciągle czekam na dowody na to, że PISF dofinansowuje jedynie projekty odpowiednio ukierunkowane ideologicznie. Podobnie z kinem gatunkowym, którego masz ostatnio w Polsce całkiem sporo.

          • Radek Buczkowski

            No sorry, snobkujesz, odgornie stwierdzasz, ze ogladam jeden film rocznie, nie widzialem zadnej listy i wpierdalam sie wasc do stolu – ot elyta. Stwierdzilem tylko fakt, ze pewne sytuacje maja miejsce i nawet niech to bedzie jeden dIadyga rocznie, fakt pozostaje faktem Reszta wyjasniona w innych postach. Dla Ciebie to margines, dla mnie coroczne nagradzanie emerytow milionowymi doplatami. Nigdzie sie nie pomylilem, anie nie przeinaczylem faktow. O kinie gatunkowym tez poszlo w innym poscie – tak ono istnieje, tak, droczylem sie, tak widzialem kilka tytulow, nie nie liczac kilku przykladow nie spotkalem sie z niczym naparwde wartym zapamietania. Nie, nie widze powdow do radosci, ze za solidnym budzetem kryja sie marne fabuly i slaba rezyseria. Nie, nie zamierzam na sile nadrabiac wszystkich filmow PISF jezeli juz po trailerze slabuje fabula, dialogi i aktorstwo. Mozesz nazwac mnie ignorantem. Wytrzymam

          • Grzegorz Fortuna

            Ech. Nie snobkuję, tylko wkurza mnie gdybanie i gadanie o prywatnych wymysłach (bez zakorzenienia w faktach), bo uważam, że to brak szacunku dla czasu osoby, z którą się rozmawia. O to mi chodziło z „przychodzeniem do stołu” – jeśli zaczynasz jakąś dyskusję, to sprawdź najpierw fakty, a dopiero potem pisz. Tylko tyle. A wniosek o „jednym filmie rocznie” wynikał z Twojego własnego posta, z którego wynikało, że oglądasz ich mało i nie widziałeś większości tych, o których mowa w tekście.

            Nie wycofuj się proszę z tej tezy o ciągłym dofinansowywaniu „wyg”, bo w Twoich postach brzmiało to tak, jakby chodziło o jakiś masowy proceder. Mam Ci wkleić konkretne cytaty z Twoich postów, w których sugerujesz, że prawie cały PISF na tym polega?

            A moja kontra nie dotyczy polskiego kina gatunkowego, tylko zakresu rozmowy. Jeśli rozmawiamy o faktach – czy powstają, czy nie – to jak wyskakujesz z własnymi opiniami – mi się nie podobało, mi się podobało – to dyskusja przestaje mieć sens.

          • Radek Buczkowski

            No ok, jezeli odniosles takie wrazenie i zasialem zament (swiadomie lub nie) to przepraszam. Gdyby nie moja Pani, to polskich filmow nie ogladalbym wcale, sam po sprawdzeniu listy zdziwilem sie, ze widzialem wiecej z ostatnich kilku lat niz myslalem, nie wiedzac zreszta, ze to wszystko (chyba) projekty PISF. Ok, nie widzialem wiekszosci, pisalem tylko o tych, ktore widzialem i w ktorych widac jednak bylo, ze „nazwisko” robi swoje. Jezeli zbyt pochopnie wjechalem z ocena zjawiska, ktore mozliwe, ze nie istnieje, to again, sorry. Przy czym przy moim braku milosci dla tego typu projektow, zaufam, ze Ty z Desem macie racje i rzeczywiscie bez PISF polskie kino zaliczy glebe. Mimo wszystko, skoro juz pisf jest, to naprawde zamiast tych znanych nazwisk (nawet jezeli to margines – sorry, znane zle filmy znanych rezyserow latwiej zapamietac, a do milosci do polskiego kina gatunkowego made by pisf mnie tak latwo nie przekonasz), wolalbym te kase w rekach (szpitala? Wojska?) wiekszej garstki nołnejmów z jakiegos konkursu, ktorzy mieliby szanse sie wykazac w naprawde odwzniejszych ponyslach. Bo jak rozumiem, gdy film zarabia, to kasa wraca do PISF, a gdy nie zarabia to zwykle ryzyko artystyczne, tak?

          • Grzegorz Fortuna

            Radek, ale tu nie chodzi o fakty zza zamkniętych drzwi, a o informacje, które można znaleźć nawet na stronie PISF-u. Jeśli przeglądasz listę tytułów dofinansowanych w danym roku i widzisz, że tylko kilka zostało nakręconych przez „reżyserów na etacie” (czy starych, czy młodszych), a pozostałe kilkanaście/kilkadziesiąt to filmy różnego rodzaju świeżynek, to wiesz, że nie ma sensu pisać o układach i innych takich :)

            I nie musisz nam z Desem ufać – po to podaję w tym tekście przykłady zagranicznych sukcesów i po to wklejam tu linki do list tytułów, żebyś sam mógł sprawdzić.

            A jeśli chcesz sprawdzić, co by było bez PISF-u, to przejrzyj sobie listę dofinansowań, ich wielkość, no i tytuły filmów, które powstały bez wsparcia instytucji. Widok jest raczej marny :)

          • Radek Buczkowski

            Nazisci mieli fajne mundury i dobre PR robione przez Goebelsa – tyle jezeli chodzi o czytanie oficjalnych stron instytucji okolorzadowych :) Jezeli kasa jest panstwowa, to zawsze jest mowa odojeniu cycka, kolesiostwie i grupach uprzywilejowanych. Pokaz mi jakikolwiek polski urzad/panstwowa instytucje, ktora nie operuje w dziwnych rejonach i nie naduzywa pasntwowej kasy. Nie ma. Tak samo jest i z PISF, a dowodem sa wlasnie te miliony dla zasluzonych. Zreszta, pamietaj, ze to milionowy biznes dla firm producenckich, bytow krecących sie ciagle w rejonach budzetowki (swoja droga, kto specjalistow z PISF wybral, dal im kase, odwoluje, daje po rajtuzach za wybor takich zajebistych scenariuszy jak ten do Dzej Dzej i Ambassady? Nikt), aktorow, ktorzy dzieki doplata sa zatrudniani, zeby ten przedrozony w tym momencie film promowac swoimi nazwiskami, technikow, ktorzy moga zazadac wiekszego wynagrodzenia itd. Ok, masz racje, duzo mlodzikow dostaje szanse, ale tez grube miliony ida w pizdziec i nie widze powodow, aby tego nie krytykowac, tylko dlatego, ze w skali roku trafi sie kilka perelek. Kasa wyrzucona w bloto, to i tak kasa wyrzucona w bloto. Ok, skad oni maja wiedziec, ktore projekty sie maja nie udac. Ponoc tacy z nich specjalisci. Cale nasze forum wiedzialo, ze za 9 milionow dolcow nie da sie nakrecic widowiska (o tym koszmarnym scenariuszu nawet nie wspomne), a PISF i tak sie rzucil z doplatami.

          • Radek Buczkowski

            Nie lubie zyczeniowego myslenia libow (choc sam mam zaciagi), do muzeow nic nie mam, choc rozumiem krytyke pewnych decyzji z tym zwiazanych, a co do bibliotek, to te zwyczajnie odchodza niestety do lamusa (nie tylko z powodu technologii niestety) i trzymanie funkcjonujacych budynkow na sile mija sie pomalu z celem. Des, nie pisz mi prosze o Ameryce, bo nie przypominam sobie, zebym kiedykolwiek przezywal jakas fascynacje jankesami w tych sprawach (VHS nie licze, bo to inna bajka) Tak samo jak nie wierze, ze zbawienna rola wolnego rynku w kazdej sprawie. Co nie zmienia faktu, ze nie musi mi sie podobac idea kilku chlopkow, ktorzy po raz kolejny zdecyduja na co wydadza troche drobnych.

        • Kylo Ren

          Ok, z tym prywatyzowaniem wszystkiego to może przesadziłem. Ale na pewno jestem za odpaństwowieniem wszystkiego co możliwe. Jeśli nie prywatyzacja to niech się zajmą tym organizacje POZARZĄDOWE utrzymujące się z DOBROWOLNYCH wpłat, sponsorów, itp. Bo politycy to idioci.

          • A dlaczego nie chciałbyś odpaństwowić bibliotek? Jeśli ktoś chce czytać, niech se wybuduje bibliotekę. Dlaczego państwo ma dotować muzea, muzealników – niech szukają prywatnych sponsorów. Teatry, szkoły, służba zdrowia – w ręce prywatne. No nie? Bo w Ameryce się sprawdza.

      • Kylo Ren

        Pierdolony idiota. Mam nadzieję, że zdechniesz na raka w strasznych męczarniach w ciągu najbliższego miesiąca.

      • Kylo Ren

        Idiota.

        • Radek Buczkowski

          Facet, ale takie wycieczi sobie daruj. Bez sensu.

          • Kylo Ren

            Jakbyś nie zauważył to ten śmieć mnie pierwszy obraził.

  • Macc

    Gdyby nie PISF, to (zaryzykuję i to napiszę) polskie kino wyglądałoby jak produkcje twórcy Kalibru 200 volt. Bardzo je lubię, ale nie chciałbym, aby tak wyglądało polskie kino. PISF stara się wspierać cały zakres gatunkowy polskiej kineomatografi, „Hiszpanka” czy „Pora Mroku” sukcesami nie były, ale za to PISF pokazał, że eksperymentów się nie boi. Dopóki nie powstanie w Polsce jakaś wytwórnia filmowa z prawdziwego zdarzenia (czyli taka, której produkcję pozwolą na tworzenie innych filmów i utrzymanie całego interesu na wodzie), to nie ma co na Polski Instytut Filmowy narzekać. Artykuł mi się podoba, tak na koniec.

    • Radek Buczkowski

      Czyli co, albo PISF, albo czarna dziura? Filmy kreci sie w wielu krajach, bez udzialu PISF i jakos mozna. Polacy sa jacys gorsi?

      • Macc

        Nie jesteśmy gorsi, tylko jak długo musielibyśmy czekać, aby wytworzyło się coś konkretnego? Coś co mogłoby żyć z produkcji filmów bez zapomogi państwa? Pewnie wykazuję się dużą dozą niewiedzy, ale z takich naprawdę niezależnych polskich twórców filmowych znam tylko Bartosza Walaszka. A tak mamy Instytut, są pieniądze i jest impreza.

        • Radek Buczkowski

          No ok, ale sprecyzuj to „konkretnego”, masz na mysli realizacje? Bo jezeli o fabulach mowa, to dla mnie spora wiekszosc (nie wszystko, wiadomo), to zwyczajnie nie moja bajka i dla mnie nie powstalo jeszcze nic naprawde konkretnego – nie powstal zaden brutalny kryminal, przemyslana sensacja, pobudzajacy wyobraznie przyziemny s-f, ogolnie nie powtalo nic gatunkowego – jak dla mnie to kasa wyrzucona w bloto. Natomiast fakt, ze jakis rzemiecha mogl sobie pocwiczyc warsztat malo mnie interesuje. Mam sporo znajomych wannabe filmowcow, ktorzy na boku, po pracy walcza aby wgryzc sie w rynek i tylko od ich pracy i talentu (ok, takze szczescia) zalezy czy im sie uda. Potem gdy widze, ze cos jest nakrecone za paczke landrynek (wcale jakosciowo nie odbiegajace od obecnych produkcji indie z USA/UK/Kanady), ale bije z tego bezkompromisowosc i szczerosc (no wlasnie, bo PISF odrzuca pewne filmy tylkod latego, ze jest im ideologicznie nie po drodze – czy sie myle), a nie jest to wykalkulowany projekcik spod lupy panstwowego ksiegowego. Teraz rodzi sie pytanie, skoro nawet sie zgodze na fudowanie filmow z publicznej kasy, to dlaczego nie moja bajke wlasnie? Nie chce psychodramy, nie chce smutasow, chce napad na bank, dziwki i kosk – no bo, ja jakis gorszy jestem? I w tym momencie zaczynam tupac nozkami :)

          • Oczekujesz, że kino będzie robione pod ciebie konkretnie? Bijesz do kina gatunkowego – no i ok, masz Bogów, masz Ziarno prawdy, Czerwonego pająka, Karbalę. To pierwsze z brzegu. Plus wiele innych zajebistych filmów, które wykraczają poza znane gatunki i robią to świetnie (Disco polo, Córki dancingu, Body/ciało).
            PISF nie odrzuca filmów ze względów ideologicznych, tylko ze względu na słabe scenariusze, które są chyba kilkukrotnie oceniane.

          • Radek Buczkowski

            Des, raczej ironizuje, bo po prostu wszystkim nigdy nie wygodzisz, a nie podoba mi sie, ze grupka osob moze decydowac na co maja isc miliony zlotych, bo ktos ma jakas wizje kultury i sztuki.

            No to dziwi mnie, ze nie odrzucili scenariusza do Dzej, Dzej/Kochanie, chyba cie zabilem.

            Des, wlasnie o tym mowie, po co sponsorwac filmy, ktore nawet za panstwowa kase sa na poziomie gorszym niz straight to dvd filmy z UK i USA? Po co to komu? Poza polechtania ego tworcow?

            Bogowie, ok, dobry film, ale Karbala, Czerwony Pajak (nie podalem ich w liscie powyzej, nawet nie wiedzialem, ze PISF je sponsorwal, obu filmow nie dalem rady obejrzec do konca), to filmy srednie lub zle. Jezeli polscy tworcy maja sie uczyc jak krecic kino gatunkowe poprzez marnowanie milionow zlotych, to tylko to pokazuje jak poroniony jest to pomysl. Moze lepiej fundowac filmy zagranicznym rezyserom-rzemieslnikom, a nasze chlopaki-nieboraki niech stoja z boku i sie ucza – wyjdzie taniej i na bank powstana lepsze filmy.

            Ps. obejrzalem zwiastun Ziarna Prawdy – Boze, alez to zle wyglada (aktorstwo, dialogi!), juz wiem, ze tego w zyciu nie obejrze. Nie, nie ma w tym cienia zlosliwosci – no chyba, ze trailer zmontowano z outakeow :)

          • Janek Steifer

            Rafał,

            „PISF nie odrzuca filmów ze względów ideologicznych, tylko ze względu na słabe scenariusze, które są chyba kilkukrotnie oceniane.”

            Co to znaczy „słabe scenariusze”? Co charakteryzuje słaby scenariusz? A co dobry? Panstwowy sponsoring zamyka eksperymentalnosc filmow z dosc prostej przyczyny: ogranicza rozdawanie pieniedzy gronem ekspertów, które musi wybrac filmy ICH zdaniem ciekawe czy dobrze napisane, a nie filmy, które moga te ciekawosc czy „dobroc” kwestionowac, przelamywac… eksperymentowac z nia wlasnie. Sztuka to rzecz subiektywna, wiec poza technicznymi walorami, ciezko znalezc cos takiego jak DOBRY scenariusz. Sa filmy, które wyrywaja sie konwencjom, bo technicznie sa niedobre, bledne (najpopularniejszym przykladem jest „Usual Suspects”, ktorego scenariusz przez recenzenta skryptów normalnie zostalby olany). Wiec ciezko powiedziec, ze PISF wybiera NAJLEPSZE SCENARIUSZE, skoro jasne jest, ze tak zwyczajnie byc nie moze. Wybiera scenariusuze, ktore spelniaja jakies ich wymagania. Jest to oczywiscie w pelni logiczne, ale fakt, ze pieniadze zbiera z twojej, mojej, naszej i waszej kieszeni utrudnia tobie, mnie, nam i wam rzucic np. na PolakPotrafi tworcy, ktory proponuje, ze zrobilby kino bardziej nas interesujace, albo nawet samemu stworzyc cos ciekawego. Czy udalo sie w Polsce ostatnio zrobic jakies ciekawe filmy? Bardzo mozliwe, choc kino gatunkowe to ciagle letnie sredniaki najwyzej (coz, kwestia gustu, rajt?), ale to na pewno nie jest zasluga formy finansowania.

          • PISF wybiera najlepsze z możliwych scenariuszów – tak, według konkretnych wymagań, jakiegoś schematu, poprzez ocenę osób, które w teorii się na scenariuszach znają i są w stanie osądzić, czy warto pomóc twórcy w stworzeniu filmu, jego promocji. Inne zasady obowiązują w debiutach, inne dla drugich filmów, inne dla dokumentalistów i uznanych twórców.
            Nie widzę tutaj problemu, że PISF nie nagradza wszystkich, tylko działa na zasadzie konkursów, w których obowiązują pewne reguły.

          • Janek Steifer

            „Nie widzę tutaj problemu, że PISF nie nagradza wszystkich, tylko działa na zasadzie konkursów, w których obowiązują pewne reguły.”

            Alez nigdzie nie twierdze, ze PISF mialoby wszystkich nagradzac. :) Twierdzę tylko, że w ten sposob różnorodność produkcji jest mniejsza, rynek jest ograniczany, a rozkwit polskiej kinematografii hamowany. Tylko tyle.

        • Janek Steifer

          Krzysztof Skonieczny, jego ekipa i „Hardkord Disko”. Sam film nie jest idealny, ale technicznie to górna półka jeżeli chodzi o polskie kino. Rynek polski jest mniejszy, a do tego PISF ma władze ;), wiec trudniej o wiekszy rozrost niezaleznego kina opartego o prywatne pieniadze.

      • Grzegorz Fortuna

        No właśnie w Europie się prawie nie kręci, jeśli nie ma dofinansowania. Prawie każdy europejski kraj ma swój PISF. Polacy nie są pod tym względem gorsi – właśnie między innymi o to w tym artykule chodzi, że są lepsi, jeśli weźmie się pod uwagę skalę dofinansowania u nas i w innych państwach,

        • Radek Buczkowski

          Zaraz, zaraz, Grzesiek, co znaczy, ze sie prawie nie kreci jezeli nie ma dofinansowania? Nie ma indie projektow? Ktorych zreszta z roku na rok (z powodu latwiejszego dostepu do technologii) powstaje coraz wiecej? Cos mi sie tutaj nie dodaje :)

          • Grzegorz Fortuna

            No to znaczy, że się prawie nie kręci, bo nie ma sponsorów :). Przejrzyj sobie listę filmów nakręconych w Polsce w tym roku, zeszłym albo jeszcze poprzednim i sam zobacz, które z nich w bardzo dużej mierze dofinansował PISF – a jest to około 80% wszystkich zrealizowanych filmów. Bez tego zostajesz z produkcjami TVN-u, „Ostrą randką”, „Kac Wawą” i kilkoma indie projektami.

            Co do indie projektów – jasne, że są, ale to jest póki co ciągle nisza i, poza nielicznymi wyjątkawami, filmy, które nie trafiają do kin.

          • Radek Buczkowski

            Grzes, ale pisales, ze w Europie sie praktycznie nie kreci bez sponsoringu i o to wlasnie pytalem. No dobrze, ale Kac Wawa, Ostra Randka to sa kurioza i jezeli takie filmy dostaja kase od TVN, to widac nie zglosil sie tam nikt lepszy. Wychodzi na to, ze obecnie w Polsce nie ma tworcow rom-komow, ktorzy byliby w stanie nakrecic cos na poziomie Love Actually/500 Days of Summer – przy czym moze sie myle i za decyzjami TVN stoi jakas dziwna logika.

          • Mefisto

            Ale to są filmy, które powstają właśnie na życzenie danych producentów – byleby zarobić na popularności ich amerykańskich odpowiedników. Do ich realizacji często bierze się w dodatku drugoligowców bez szkoły :)
            I naprawdę nie wiem, co Cię tak bolą te podatki – statystyczny Kowalski jest przez nie jebany od góry do dołu w mnóstwie innych rzeczy, niż jakiś tam filmik, który przynajmniej może nieść ze sobą jakąś wartość.

          • Radek Buczkowski

            Co bola mnie podatki, a Ciebie nie bola? Moze nie placisz i sie nie orientujesz, ale w Polsce masz jedne z najwyzszych danin w Europie, zwlascza patrzac na jakosc uslug, ktore otrzymujesz od panstwa – ale naprawde nie robmy tutaj tematu swiatopogladowego. Ok, czyli widac TVN ma jakas polityke, ktora realizuje, patrzac, ze te filmy polegly, widac, ze na dluzsza mete mozna tylko „x” gowien wypuscic na rynek.

          • Grzegorz Fortuna

            Nie no, „Kac Wawa” i „Ostra randka” to akurat nieliczne przykłady prywatnych produkcji, których TVN nie sfinansował (może źle tamto zdanie ująłem). TVN finansuje względnie udane komedie romantyczne („Listy do M.”) i nudne biografie, które się jakoś sprzedają („Oszukane”, „Mój biegun”).

            Odnośnie Europy – tak, znaczna większość europejskich filmów jest współfinansowana przez różnego rodzaju fundusze państwowe lub regionalne. Fenomeny typu Luc Besson to ewenementy.

  • Żeby dojść do podobnych wniosków jak Grzesiek wystarczy po prostu oglądać kino polskie. Zmiana jakościowa jest ewidentna. Nie chodzi nawet o to, że zawsze są to dobre filmy, ale ich twórcy przestali się bać eksperymentowania z formą i treścią, dobrze łączą autorski sznyt z gatunkowymi wymaganiami. Córki Dancingu to jest film, jakiego w PL nie było i moim zdaniem jeden z tych obrazów, o których za 10 lat będziemy mówić „kultowy”.

    • Radek Buczkowski

      Des, z forma i trescia to eksperymentujesz wlasnie gdy jestes splukanym artysta, masz pozyczona kamere i wolny weekend – na koniec dnia dwoisz sie i troisz aby bylo ciekawie i chwytliwie, zarowno pod wzgledem formy jak i tresci. Oczywistym jest, ze wsrod fundowanych filmow powstaly takze te fajne i ciekawe, ale nie wiem o czym to ma swadczyc, o tym, ze bez tego sponsoringu owe filmy nigdy by nie powstaly?

      • Grzegorz Fortuna

        Radek, niestety, ale zupełnie się mylisz. Eksperymenty formalne i treściowe są znakiem właśnie tego, że w kraju i kinie dzieje się coś ciekawego. Gdyby nie eksperymenty, nie byłoby ekspresjonizmu niemieckiego, nowej fali francuskiej i amerykańskiej, ale też spaghetti westernu chociażby. I tak, bez sponsoringu owe filmy by prawdopodobnie nie powstały. Jeśli nie wierzysz, to spójrz sobie na skalę i jakość polskiej produkcji filmowej sprzed powstania PISF-u, kiedy każdy ciułał jak mógł, żeby cokolwiek nakręcić, i wychodziło z tego zwykle niewiele.

        • Radek Buczkowski

          Grzesiek, ale gdzie sie myle, spaghetti westerny powstaly tylko dlatego, ze rzad dal na nie kase? Bez kasy panstwowej nie byloby eksperymentow? Nie byloby Lyncha, Quentina, Arfonovsky’ego? Kino nowej fali francuskiej tez powstawalo tylko dzieki kasie panstwowej? (tutaj akurat pytam, bo nie wiem, ale watpie, przyznam tez, ze zawsze mi sie to kojarzylo a artsy-fartsy projektami mocno niezaleznymi), ok, kiedys bylo trudniej, bo trudno bylo o sprzet, teraz kamere mozna juz kupic za pare tysiecy, sprzet pozyczyc na weekend za pare stow i dzialasz. Nikt nie mowi, ze musisz od razu dlugi metraz krecic, ktory zawojuje swiat – przy czym artysci (no wiesz, ci wielcy, wachajacy wiadomo co) tak maja, ze ich nastepny projekt musi zbawic glob, bo jak nie to ciecie zyl :) Troche sie wyzlosliwiam, ale sam ciulam na wlasny projekt i nigdy bym nie chail, zeby ktos mnie dofinansowal tylko dlatego, ze grupka ludzi z jakies komisji tak zadecyduje – jak spieprze sprawe, to bedzie na moj wlasny rachunek, albo bede musial swiecic oczyma przed prywatnymi sponsorami.

          • Buczo, masz swoją wizję bycia artystą i ok, twoja sprawa, ja mam zupełnie inny pogląd na tworzenie kultury jako takiej. Jest miejsce na niezależnych kolesi z ajfonem w ręku robiących kino za hajs starych, ale też jest kino, które zasługuje na mecenat państwowy, bo prywatni sponsorzy omijają tego typu zabawy w sztukę – a niejako podaż przewyższa popyt. Czy to zła, niedobra, niewłaściwa sytuacja? Być może w idealnym świecie rynek skutecznie reguluje kulturę i wszyscy są zadowoleni – artyści, bo mają kasę na tworzenie, mecenasi, bo są tacy cudowni i hojni, i odbiorcy, bo mają aż tyle dobra do wyboru. Ja jednak w ten świat nie wierzę, bo żyję tutaj i widzę, że Europa działa inaczej niż Stany; nie chodzi tylko o relacje państwa i kultury, ale całą kupę kontekstów (społecznych, historycznych, politycznych), które uniemożliwiają realizację takiej wizji, o jakiej mówisz. Dlatego – tak, bez sponsoringu niektóre filmy by nie powstały, bo tak jest już europejska kultura skonstruowana, że wspiera swoich autorów, a sama kultura spaja społeczeństwa, buduje ich aspiracje, nagradza tych, którzy wnoszą coś wartościowego do kultury. Ta podaż ma swoje uzasadnienie sięgające głębiej niż podobna podaż w Stanach.
            I w tej sytuacji Państwo może działać na dwa sposoby: dając kasę i nie wtykając zanadto nosa w kreowanie kultury, albo odwrotnie, decydując co, jak, gdzie i z kim. PISF jest dowodem na tę pierwszą opcję. I super.

          • Radek Buczkowski

            OK, wszystko fajnie, sa moze filmy, ktore moze nie powstalyby gdyby nie panstwowa kasa, z drugiej strony ograniczenia finansowe powoduja, ze artysta musi sie jednak postarac, pokombinowac z forma i to wcale nie znaczy, ze film na tym straci. Pisalem o tym wczesniej, uwazasz, ze niezalezny tworca nie bylby dzis w stanie nakrecic Dekalogu? Rozumiem, ze gdyby polskiemu rezyserowi wpadl do reki scenariusz Dogville, to ten film nigdy by nie powstal, bo skad kasa na budowe gorskiego miasteczka, a bez PISF przeciez ani rusz. Des, ja zdaje sobie sprawe, ze Europa to nie Ameryka, nie pisze tez nigdzie, ze niewidzialna reka rynku wszystko zalatwi, na badzmy powazni :) Mnie po prostu malo interesuje, ze ktos mi odgornie probuje wmowic, ze sa jakies wazne, zyciowe i cholera wie jakie filmy, ktore to w Polsce trzeba fundowac, bo jak nie to koniec swiata i polska sztuka umrze. Mnie wiecej o zyciu (tak ogolnie, wloz w to cokolwiek) nauczyla „Prosta Historia” Lyncha (nakrecic to mozna nawet u nas za fistaszki) niz jakikolwiek film dotowany przez PISF.

          • Radek Buczkowski

            Des, no wlasnie, moja sprawa, moje podatki :) Jestem wielkim artysta, bo zalapalem sie na worek kasy od PISF, bo spelniam warunki? No to ma byc ten wielki artyzm? Zdajesz sobie sprawe, ze w obecnej politycznej sytuacji w kraju spelniane warunki artyzmu beda prawdpoodobnie Tobie mocno nie po drodze? Na tym wlasnie polega moj problem z takim fundowaniem. Inna sprawa, no ok, budowanie kultury, ale again, kto ma mi niby powiedziec co jest sztuka wysoka, a co niska? Polska kultura jakos sie rozwijala przez wieki i nie potrzeba bylo do tego jakiegos profesroa z PISF. Ok, dzieki PISF powstaly techniczne niezle filmy, ktore wiekszosc spoleczenstwa ma w nosie. My natomiast mamy radosc, bo w PL kreci sie filmy, ktore technicznie nie odbiegaja od filmow zachodnich, ktorych, zzeby bylo smieszniej, za granica praktycznie nikt nie oglada. Nie oszukujmy sie, mozemy sie licytowac ilu Polakow oglada te filmy, ale za granica, nie licza waskiego grona fanatykow kina, to na te filmy leja siczkiem falistym. OK, rozumiem, ale to gdzies zostanie, jako przyszla klasyka – moze tak, moze nie, tego nie wiemy, zwlaszcza, ze w wiekszosci to nie sa zadne wielkie dziela. Imo, szkoda kasy. Jak PISF da pieniadze na polski kryminal noir w okresie miedzywojennym w Wawie, to dajcie znac, moze wtedy mnie przekonacie o tym jak wazna jest misja PISF :)

          • Radek Buczkowski

            OK, wszystko fajnie, sa moze filmy, ktore nie powstalyby gdyby nie panstwowa kasa, z drugiej strony ograniczenia finansowe powoduja, ze artysta musi sie jednak postarac, pokombinowac z forma i to wcale nie znaczy, ze film na tym straci. Pisalem o tym wczesniej, uwazasz, ze niezalezny tworca nie bylby dzis w stanie nakrecic Dekalogu? Rozumiem, ze gdyby polskiemu rezyserowi wpadl do reki scenariusz Dogville, to ten film nigdy by nie powstal, bo skad kasa na budowe gorskiego miasteczka, a bez PISF przeciez ani rusz. Des, ja zdaje sobie sprawe, ze Europa to nie Ameryka, nie pisze tez nigdzie, ze niewidzialna reka rynku wszystko zalatwi, na badzmy powazni :) Mnie po prostu malo interesuje, ze ktos mi odgornie probuje wmowic, ze sa jakies wazne, zyciowe i cholera wie jakie filmy, ktore to w Polsce trzeba fundowac, bo jak nie to koniec swiata i polska sztuka umrze. Mnie wiecej o zyciu (tak ogolnie, wloz w to cokolwiek) nauczyla „Prosta Historia” Lyncha (nakrecic to mozna nawet u nas za fistaszki) niz jakikolwiek film dotowany przez PISF.

          • Janek Steifer

            „Dlatego – tak, bez sponsoringu niektóre filmy by nie powstały, bo tak jest już europejska kultura skonstruowana, że wspiera swoich autorów, a sama kultura spaja społeczeństwa, buduje ich aspiracje, nagradza tych, którzy wnoszą coś wartościowego do kultury.”

            Ale czym jest to „coś wartościowego do kultury”? Nie ma czegoś takiego jak dobra sztuka czy dobra kultura – to wszystko pojęcia względne. Eksperymentalne treści nie zawsze będą widziane jako „dobra sztuka” czy „dobra kultura”. Tekst nawiązuje do polityki i mowi o obawie przed takimi, a takimi ludzmi zmieniajacymi produkowane kino. Ale tak bedzie zawsze, kiedy oddajesz kulture w ręke państwa. (I to juz abstrachujac od tego, ze to troche tak, jakbys mial Państwowy Instytut od Dobrej Diety, który kaze wszystkim jeść brokuły i banany, bo sa zdrowe, a nie pozwala wydac pieniedzy na nic innego.)

            Oczywiscie, ze bez sponsoringu niektore filmy by nie powstały i do dziś opłakiwalibyśmy niewyprodukowanie „Bitwy Warszawskiej”, czy „Bitwy pod Wiedniem”. :)

          • Grzegorz Fortuna

            Nie zrozumieliśmy się, edytowałem poprzedni post i podzieliłem te dwie kwestie, żeby było jasne.

            Kwestia pierwsza to eksperymenty, które dla Ciebie są oznaką spłukania, a dla mnie renesansu danego kina. To do tego odnosiły się przykłady spaghetti westernu, nowej fali itd.

            Kwestia druga to kino polskie dzisiaj i 10 lat wstecz – i ono by prawie nie istniało, gdyby nie dofinansowanie. Jasne, możesz sobie kręcić filmy kamerą pożyczoną za dwie stówy, ale ja tu nie piszę o amatorskich filmach na festiwal w Wólce Tatrzańskiej, a o filmach, które oglądasz w kinie i które nakręcono kamerą, a nie słoikiem :). Przy całym szacunku dla kina offowego – jest jednak pewna różnica i ciągle nie da się zrobić naprawdę porządnego filmu za grosze (chyba że ma się wyjątkowo minimalistyczny koncept, ale to margines). Zresztą, jak mówię, sprawdź sobie, jak wyglądała polska produkcja filmowa w latach 1995-2003 na przykład, jakie filmy kręcono, kto się na nie zrzucał i jak wyglądało ich „życie” dystrybucyjne.

          • Radek Buczkowski

            Dlug, film technicznie po prostu amatorski (dzis byle jutuber ma lepszy sprzet audio-video, potrafi lepiej kadrowac, montowac itd), ale mimo calej technicznej beznadzieji (te zdjecia i praca kamery – ała), to scisla czolowka ostatniego 25. lecia. Jest swietna historia, dobre dialogi, sprawna rezyseria i zwykla rezyserka drapieznosc i bezkompromisowosc.

            Technikalia maja dla mnie drugorzedne znaczenie, bo dobra historia i rezyserka obronia sie same – widac tak to jest gdy sie wychowalo na VHSach. Patrze na listy filmow PISF i widze natomiast glownie srednio slabe filmy, ktore dzieki doplatom technicznie wygladaja lepiej niz filmy sprzed 15. lat, ale to w zasadzie tyle. Owszem, rezyser moze troche wiecej zaszalec formalnie, bo ma dobrego operatora, do uzytku lepszy sprzet i kilka ujec do wykorzystania, jednak fabula, aktorstwo i rezyserka w wiekszosci i tak zaliczaja nizsze stany srednie i zwyczajne doliny (tak, przynaje jest kilka filmow dobrych, 2-3 bardzo + tytuly o ktorych zdania nie mam, bo jeszcze nie widzialem), a wiec nie rozumiem do konca tego wielkiego wspierania PISF, tylko dlatego, ze te filmy nie wygladaja jak z festiwalu z Wolki. Powtorze, gdyby na tej liscie nie bylo tylu filmow emerytow polskiej filmowki, gdyby tam nie bylo tych nedznych komedii, lub wywalania kasy na beznadziejne blockbustery…a i tak bym pewnie marudzil, ale na bank nie tyle :)

          • Grzegorz Fortuna

            Po pierwsze – na tej liście nie ma wcale tylu emerytów, jak Ci się wydaje (na podlinkowanej w innym komentarzu liście jest ich czterech na 28 filmów), ale o tym już mówiłem :)
            Po drugie – Ile z tych filmów tak naprawdę widziałeś, żeby wiedzieć, co zalicza stany średnia, a co nie? :)
            Po trzecie – Gdybyś spojrzał na podobne listy filmów francuskich, węgierskich, niemieckich czy amerykańskich, to też większość z nich byłaby co najwyżej średnia. Generalnie większość filmów powstających na świecie jest co najwyżej średnia, więc to nie jest za dobry argument.

          • Radek Buczkowski

            No a co mnie intersuja filmy niemieckie, wloskie, bulgarskie itd? Mowimy o polskich. Tak, widzialem kilkanascie z ostatnich lat – mowie tylko o fabulach na pelnym metrazu. Z tych ktorych widzialem wyciagnalem wnioski, za szybko? Moze. Uproscilem? Nie wiem, bo zwyczajnie widze pewna prawidlowosc. Nie wiem tez o ktorej liscie mowisz, bo zadnej tu na stronie nie widzialem, a pelne listy z ostatnich kilku lat mozna wygooglowac i tak tez zrobilem. Na tej liscie jest przynajmniej o czterech emerytow za duzo (mowie tylko o latach 2013-14), a do tego mowimy o kilu milionach na nieogladane filmy. No ale co to jest kilka milionow.

          • Grzegorz Fortuna

            No właśnie chodzi o to, że ta wiedza wcale nie jest nieosiągalna – wystarczy, do ciężkiej cholery, trochę poczytać i poszukać. I nie, nie pozuję na fachowca ynteligenta, po prostu jeśli Twoje zarzuty mijają się z prawdą, to Ci o tym mówię. I mówię Ci, że byś tych rzeczy nie pisał, gdybyś trochę poszukał i poczytał. Jeśli zarzucasz polskiemu kinu, że ciągle dofinansowuje tych samych „nestorów”, że nie produkuje kina gatunkowego, że jest ukierunkowane ideologicznie, to podawaj na to dowody, a nie pojedyncze przykłady, które Ci się akurat przypomniały. Listę wklejałem w jednym z innych komentarzy, tutaj masz jeszcze raz:

            http://www.pisf.pl/rynek-filmowy/box-office/filmy-polskie?cat=11507

            Wydaje mi się, że rola przykładów z innych krajów była oczywista – pokazanie, że w KAŻDYM kraju kręci się głównie filmy średnie, bo tak działa świat. Gdyby wszystkie były wybitne, to żaden by nie był wybitny.

          • Radek Buczkowski

            Sorry, bo edytowalem. Inna sprawa, tu byla duza dawka ironii, po prostu nie podobal mi sie Twoj ton i ta dziwna pozerka specjalisty. Sory Grzes, ale ja nie musze Tobie nic udowadniac, nie musze tez wyciagac sredniej, zeby obliczac czy ilosc nestorow na metr kwadratowy sie zgadza. Stwierdzilem tylklo fakt, ze kolesiostwo pod starszyzne ma miejsce i mowimy o sporej kasie i mozesz sie stawiac okoniem do woli, albo pisac, ze przeciez gowno wiem o polskim kinie. Spoko Again, co do kina gatunkowego, tak, ono powstaje, czesc widzialem i nadal sie trzymam tego, ze szkoda na to kasy, bo te ktore widzialem (a wg. danego rolu byly to produkcje flagowe, mocniej promowane) byly po prostu slabe. Nie, nie widzialem wszystkich, nie krytykuje wiec na slepo wszystkich filmow, ale decyzje PISF i nie obchodzi mnie, ze nawet 60 % to sa dobre filmy (nie sa, ale dla zasady niech bedzie), to nadal mowimy o 40% filmow slabych, nietrafionych, z naprawde zlymi scenariuszami itd. Mowimy o zlym zarzadzaniu i zlych decyzjach, a to wystarczy aby krytykowac inicjatywe, bo again, mowimy tutaj o naprawde grubych milionach. Mozesz pisac co chcesz, ale nie musze byc specjalista od polskiego kina aby wiedziec, ze 4 miliony doplaty do Dzej, Dziej/Kochanie…to zwyczajne wywalenie pieniedzy w bloto, decyzja glupia, nie wiem czym spowodowana, a na koniec dnia nikt zapewne nie poniosl konsekwencji wydawania kasy na taki szit – ano tak, tam jest grupa mega specjalistow, ktorzy robia przesiew scenariuszy i w ogole wiec wszystko jest cacy.

          • Grzegorz Fortuna

            Mówimy tutaj o czterech złotych rocznie, które idą poniekąd z Twojej (jeśli chodzisz w Polsce do kina, opłacasz tu kablówkę itd.) kiesy na te wszystkie straszne filmy. Powtórzę – czterech złotych rocznie.

            I nie, nie pozuję na specjalistę. Po prostu jeśli najpierw stwierdzasz, że w Polsce nie powstają filmy gatunkowe (co jest sprawdzalne), a potem – jak Ci się udowodni, że powstają – zaczynasz pisać, że akurat Tobie one się nie podobają (co jest już kwestią totalnie subiektywną) to tak się najzwyczajniej nie da rozmawiać. I nie trzeba być żadnym „specjalistą”, żeby to zauważyć, serio.

          • Radek Buczkowski

            Moto, ale co z tego, ze 4 zeta, to znaczy, ze mozna randomowo krecic co sie da (po przesiewie, jak widac) i moze sie uda? No troche slabe podejscie. Dalej, ale ja nigdzie nie pisalem, ze nie kreca kina gatunkowego, kreca za kase PISF, droczylem sie, ze chce „takie a takie” kino gatunkowe od PISF i to tylko dlatego, ze skoro ktos tam podejmuje decyzje jakie kino finansowac, to stawialem sie okoniem dlaczego wlasnie nie takie jak jak chce – wyraznie to podkersilem zreszta. Pisalem zreszta potem, ze kilka pozycji widzialem, czesc to lamana gatunkowosc przypominajaca produkcje od Asylum i je wlasnie osceniam. No sorry, ale co mam pisac, ze te filmy sa moze i chujowe, ale wazne ze krecimy? No daj spokoj, to sa czesto po prostu slabe filmy i nie wazne jak chlodnym okiem na nie nie spojrzysz. Nie boj sie, nie stawiam ske okoniem dla zasady, gdy mi sie cos podoba to to mowie (Drogowka to dobry film, choc przegiety i niepotrzebnie silacy sie na symbolike, ktora wypada topornie) Mam pisac, ze „jak na polskie kino”, to calkiem dobra sensacja, kryminal? Bez sensu.

          • Grzegorz Fortuna

            Aha, i jeszcze jedno. W ciągu ostatnich pięciu lat PISF dofinansował około 150 filmów, w tym jeden film Wajdy, jeden film Zanussiego i jeden Hoffmana. To DWA PROCENT dofinansowanych filmów. Serio ciągle chcesz udowadniać, że to jest wielki problem?

          • Radek Buczkowski

            150 filmow fabularnych, czy w ogole? 2% w skali ogolu, a jak to wyglada finansowo? Zreszta patrzac na finalne produkty, to zakladajac ze cala reszta filmow byla super (niech bedzie), to i tak mowimy o 2%/kilku milionach za duzo. Nie zmienia to tez faktu, ze rezyserzy bez formy i pojecia (Hoffman i 3D – ok, wiem ze mial czolowego operatora, ale rezyser powinien ogarniac technologie w ktorej tworzy) dostali kieszonkowo tylko po to, zeby nie spac w fotelu bujanym. Nie pisze tego zlosliwie, ale gdyby nie PISF to ci panowie byliby na zasluzonej emeryturze a polskie kino nic by na tym nie stracilo

          • Grzegorz Fortuna

            Pełnometrażowych, łącznie z dokumentami, co nie zmienia faktu, że jakieś 130 z nich to fabuły. A stare wygi dostają kasę głównie dlatego, że często ich nazwiska nadal wiele znaczą. Jak by nie patrzeć, Polański to też stary wyga.

          • Radek Buczkowski

            Roznica taka, ze Polanski nadal jest w formie, nawet jezeli w slabszej to i tak nieosiagalnej wiekszosci rezyserow.

          • Grzegorz Fortuna

            A Hoffman przed „1920” miał praktycznie same hity, Wajda z kolei przed „Wałęsą” miał „Katyń”, na który poszło do kina prawie 3 mln Polaków, więc oni mogli na serio myśleć, że te filmy mają duży potencjał komercyjny.

          • Radek Buczkowski

            Hoffman ledwo stoi na nogach, a poprzedni hit nakrecil ile, 15 lat temu?
            Katyn zreszta tez kasa z PISF, jedyne co Wajdzie sie udalo w tym filmie to naprawde mocna czystka, reszta irytujaco nijaka. Tak, szkoly poszly, wynik 3milionow tutaj akurat o niczym nie swiadczy, chociaz kasa sie zgadzala. Wajda zreszta w miare bezpieczne filmy dla PISF wybiera, lektury i wazne wydarzenia – nic tylko szkoly wysylac.

          • Grzegorz Fortuna

            Ale PISF nie działa tak, że zbiera się jakieś gremium, zastanawia się, czy dofinansowywać, już-już podejmują decyzję, ale muszą jeszcze sprawdzić, jak się trzyma reżyser, bo jeśli słabo mu idzie chodzenie (pun intended), to nie dajemy kasy :)

            Przesadzam, wiem, ale jeśli reżyser (Hoffman, Wajda) ma na koncie dużo sukcesów komercyjnych i artystycznych, to jasne, że prawdopodobnie dostanie dofinansowanie. To nie jest najlepsza strategia, ale jednocześnie jest poniekąd logiczna.

          • Radek Buczkowski

            No i zebralo sie gremium madrych glow i zadecydowalo, ze warto dac 8 baniek Hoffmanowi i facet nakrecil film, ktory sam wiesz jak wyglada. Hoffman ostatni sukces osiagnal 15 lat temu i tylko dlatego, ze poszly szkoly, bo film przeciez (Ogniem i Mieczem wyszedl srednio slaby). Logika niby jest, ze dostaja kase „nazwiska”, ale skoro juz mamy bawic sie w rozwoj polskiego kina, to obecnosc dziadkow bym w ogole wyeliminowal. Ok, wiem, ze tak jak mowisz, to jest 2% tj. wsrod ilosci filmow, ale to duzo wiecej patrzac jaka kase te dziadygi dostaja. Zreszta wolalbym (skoro juz i tak jest to finansowane), zeby te 8 baniek poszlo na taka polska Ex Machine, albo Predestination (lub 10 przegadanych dramatow), ktore zreszta mozna i nakrecic za 1-2 banki i to bez kasy PISF – jezeli chodzi o ten drugi tytul, to target jak najbardziej realny, zwlaszcza jezeli uproscic kilka efektow specjalnych.
            Zreszta ja z poczatku nigdzie nie pisalem, ze trzeba rozwiazac PISF, pytalem tylko, czy uwazacie, ze nie da sie nakrecic bez PISF filmow w PL, na co poszly hasla, ze nie, bo tylko jakies kino offowe – a PISF przeciez tylko sie doklada, a nie calkowicie finansuje, a za 1-2 banki naprawde da sie nakrecic cos wiecej niz film dziejacy sie w dwoch pokojach gdzies w Wawie.

          • Janek Steifer

            Grzechu,

            „Aha, i jeszcze jedno. W ciągu ostatnich pięciu lat PISF dofinansował około 150 filmów, w tym jeden film Wajdy, jeden film Zanussiego i jeden Hoffmana. To DWA PROCENT dofinansowanych filmów. Serio ciągle chcesz udowadniać, że to jest wielki problem?”

            Ale Radek przecież juz chyba dwa razy wytlumaczyl, ze nie chodzi o starych dziadów tylko i wylacznie, a o ogolne kolesiostwo. Znaczy nie wiem, moze zmienil zdanie w trakcie, ale w kazdym razie IMO kolesiostwo i heremtyczność tej ekipy to najwieksza wada PISFu – zaraz po byciu finansowanym z zabranych ludziom siłą pieniędzy. A sam fakt, ze tak jest przecież nie jest nawet żadnym zaskoczeniem czy ewenementem. :)

            Mowisz, ze to 4 złote rocznie. Jaki jest problem w takim razie by PISFu nie było, a ty z Rafalem i innymi ludzmi, ktorzy to propsują, organizowali dobrowolne zbiórki na artystów filmowych? ;)

          • proszę, daj mi dowód na to kolesiostwo i hermetyczność, które są _zasadą_ działania PISFu, nie wyjątkiem.

          • Janek Steifer

            Daj mi dowód na jej brak. :) NIestety, wszystko to wiem tylko z pierwszej ręki i rozmów z ludzmi, więc nic, co bym chciał albo mógł cytować, ani nic co by mogło obiektywnie pomóc wiarygodności tego argumentu. (I tu nie mowie tylko o tych slowach Wiesława Kota, albo tego wzburzonego – ponoć słabego – reżysera, ktory jakis czas temu dal wywiad na ten temat, czy słowach twórców „Hordy” – to tylko rzeczy, które potwierdzają to, co juz wiedzialem/słyszałem.) Dowodem moze byc te DWA PROCENT dla staruszków, kasa na „AmbaSSade” itp., czyli te filmy, których nie pozbawił dofinansowania ostry filtr PISFu (który odrzuca słabe scenariusze) I to wszystko abstrachując od faktu, że to po prostu logiczne: legalnie dawanie nieswoich pieniędzy kumplom – pieniędzy, które i tak muszą być rozdane, by dostać więcej pieniędzy, a do tego idą de facto na filmy (i kokaine, moze mefedron), wiec zadanie spelnione. To jest idealny fundament na zbudowanie sobie korupcji. Jeżeli działa w innych odnogach państwowych to dlaczego tutaj mialoby byc inaczej?

            Ale to tylko ja. Mozesz uznac to, co pisze za pierdololo wariata. Moze rzeczywiscie jest tak, jak piszesz i hajs idzie tylko na dobre scenariusze.

          • nie, nie tylko idzie na dobre scenariusze, bo to zwyczajnie niemożliwie obyć się bez wpadek. per saldo jednak jest zdecydowanie na plus – zaliczasz wtopę Hiszpanką, ale za chwile Rewers okazuje się być giga sukcesem finansowym (w stosunku do dofinansowania). Dajesz pieniądze na Wałęsę, ale z drugiej strony umożliwiasz reżyserom DEBIUT. Wtopa z Ambassadą może być skorelowana ze znakomitym Disco Polo.

            Schemat dofinansowania instytucji publicznej, który pokazałeś, można przełożyć na wszystkie instytucje publiczne, które są utrzymywane przez obywateli. Czego ma to dowodzić? Ty uważasz, że to źle, ja jednak uważam, że to złe nie jest, bo rola państwa nie sprowadza się wyłącznie do nie przeszkadzania.

          • Janek Steifer

            „Czego ma to dowodzić?”

            Tego, że gros pieniedzy jest marnowane, a mogloby być wydane na więcej debiutów, więcej dobrych filmów (ewentualnie takich, które widzowie chca ogladac), wiekszy rozkwit kinematografii. Zamiast płacić za AmbaSSadę, mógłbyś wpłaćić twórcom na Córy Dansingu 2: Zemsta Swingu :) A tak płacisz za to, co jest złe, i za to, co jest (TWOIM zdaniem) dobre, zamiast placic za to, co uwazasz, ze jest dobre. Bo to nie jest sytuacja musowa – to nie jest tak, ze musimy miec te zle filmy, by te dobre powstawaly.

            „Ty uważasz, że to źle, ja jednak uważam, że to złe nie jest, bo rola państwa nie sprowadza się wyłącznie do nie przeszkadzania.”
            A do czego jeszcze?

          • Grzegorz Fortuna

            No ale pokaż mi to całe okropne kolesiostwo, pokaż mi tych reżyserów, którzy kręcą szmatę za szmatą i ciągle dostają dofinansowanie :). Bo ja Ci mogę pokazać kilkadziesiąt debiutów i drugich filmów z samych tylko ostatnich trzech-czterech lat.

            Na temat publicznych funduszy filmowych i zastępowania ich ściepą w internetach nie chcę wchodzić, bo to już kwestia ideologii, a nie faktów.

            Natomiast wypowiedź kolesia od tej „Hordy” (nie mam pojęcia, to to jest) mogę skwitować co najwyżej śmiechem. Jeśli on nie widzi tych filmów gatunkowych, to mogę zalecić co najwyżej lepsze okulary :)

          • Grzegorz Fortuna

            Nie, te filmy nie powstają za prywatną kasę, bo większość krajów w Europie ma takie fundusze jak PISF (stąd tamte przykłady), więc większość z tych filmów powstaje za publiczne pieniądze, dokładnie tak samo jak w Polsce. Pisałem o tym już dwa razy w tej dyskusji.

          • Radek Buczkowski

            Inaczej, we Francji i UK inne filmy jak rozumiem nie powstaja? Tylko wsparcie rzadu?

          • Grzegorz Fortuna

            Powstają też filmy prywatnie finansowane, jasne. Szczególnie w UK, ale to szczególny przypadek (brak bariery językowej z USA, Australią itd.). Co nie zmienia faktu, że większość jest dofinansowywana. Podawałem w tekście przykład – Niemcy przeznaczają na to miliard euro rocznie.

          • Radek Buczkowski

            Niemcy akurat robia duzo rzeczy za duze pieniadze. Nie znaczy, ze my tez musimy.

          • Grzegorz Fortuna

            I zasadniczo nieźle na tym wychodzą, chociaż nie na płaszczyźnie kina. Ale mniejsza o to, bo znowu wkroczymy na temat ideologii, a ja naprawdę nie widzę w tym celu :)

            W każdym razie faktem jest, że prawie wszystkie kraje europejskie mają swoje fundusze, z których finansują – za pomocą publicznych pieniędzy – kinematografię.

          • Radek Buczkowski

            Grzes, spoko, jezeli PISF sie wyrobi, beda miec lepsza srednia w chybionych strzalach, mniej ambassad i naprawde zlych romkomow (nawet na rzecz solidnych art smutasow), to obiecuje marudzic mniej. Poki co to co roku jakis hardkorowy niewypal, ktory juz na etapie scenariusza powinien wyleciec do kosza dostaje kase. I uwage, tupie :)

          • Grzegorz Fortuna

            Bo jak produkujesz 40 filmów rocznie, to nie jesteś w stanie uniknąć przynajmniej kilku niewypałów rocznie :). Moje porównanie do sportu nie było tu z dupy – jak startujesz w różnych zawodach, to nigdy nie wygrasz wszystkich. Chodzi o to, żeby parę razy strzelić w dziesiątkę. I żeby to zrobić, musisz też parę razy totalnie chybić.

          • Radek Buczkowski

            4/28? O czterech i 20 milionow zlotych za duzo. Zreszta sam o czterech pisalem i nigdzie nie pisalem, ze wiecej.

          • Grzegorz Fortuna

            Pisałeś, że jest kolesiostwo i ciągłe finansowanie tych samych starych wyg. A ja Ci pokazuję, że to margines.

            Aha, i ciągle czekam na dowody tego uwarunkowania ideologicznego, które ponoć panuje w PISF-ie.

          • Radek Buczkowski

            Stare wygi, wyrobieni juz rezyserzy, stali aktorzy/ulubienscy PISF. No nie wiem czy to juz tylko margines, a moze sie myle.

          • Grzegorz Fortuna

            No więc pokazuję Ci listę, żebyś zobaczył, że to margines. Może i czasami wkurzający, ale margines.

          • Radek Buczkowski

            Grzes, ale widzisz, Ty sie uparles staruchow, a nie tylko o nich pisalem przeciez (choc zaakcentowalem), masz tez tam Stuhra, Machulskiego (ile baniek poszlo na ambassade?), Smarzowskiego praktycznie na etacie (tak, kreci dobre filmy), teraz tez Pasika na etacie (spierdzielil mega temat w Poklosiu i zrobil stedniaka z dwoma mocnymi scenami, a do tego technicznie ten film
            ssie – dzwiek, szoker) wraz z cala firma produkcyjna Jablonskiego (4-5 filmow juz dofinansowano), widac, ze biznes sie kreci. Ok, mowimy o utalentowanych artystach, ja tu widze natomiast samonapedzajaca sie machine, bo jest kasa to krecimy filmy, a potem niech lud chwali jak to sie lepiej u nas kreci. Z czystej przekory sprawdze jak czesto pojawiaja sie te same nazwy firm producenckich, nazwiska producentow praktycznie zyjacych z tych dotacji i zaplecza technicznego – nie mowie o zadnych przekretach, ale o wygodnie ustawionym fotelu. Przy okazji sprawdzania list 2012/2013 widzialem w sumie wiecej PISFowszczyzny niz myslalem, dziekuje w tym momencie mojej przyszlej zonie. Tak, wiem, to ze cos mi sie nie podoba nie znaczy, ze jsst zle. Spoko :)

          • Grzegorz Fortuna

            No jasne, że jak ktoś się sprawdził, przyciągnął publiczność do kin (jak Pasik czy Smarzowski, który miewa milionowe wyniki), to mu dają kasę na następne projekty :). Nie znam wypowiedzi Kota – z którego roku pochodzi ten wywiad?

          • Radek Buczkowski

            Ubiegłoroczna wypowiedz. Chyba dla parówkek

          • Radek Buczkowski

            Daj chlopakom z PiS dwa lata, to pogadamy o polskim kinie i uwarunowaniach ideologicznych. Myslisz, ze sequele Poklosie i Idy dostana zielone wsparcie od Ziemkiewicza i Pospiecha? :)

          • Grzegorz Fortuna

            No i widzisz, dlatego „snobkuję” – jak nie masz argumentów, to uciekasz się do żartów, chociaż doskonale wiesz, że nie mówimy o tym, co może będzie za dwa lata, a o tym, co jest/było :)

          • Radek Buczkowski

            To nie zart, usmiech jest na koncu, bo jestem sympatyczny facet, ale jezeli PISF nie jest bytem niezaleznym, to cisnienie zawsze jakies jest (Pasik mial dluga przeprawe z doplata do Poklosia), a w momencie gdy slyszy sie, ze stanowiska dostaje Ziemkiewicz i S-ska, to wiedz, ze bedzie sie dzialo.

          • Grzegorz Fortuna

            Ok, z tym się zgadzam, ale to nie ma przecież żadnego związku z zarzutem o to, że filmy, które były już dofinansowane, były dofinansowywane ze względów ideologicznych.

          • Radek Buczkowski

            O ideolo pisalem ogolnie, bo mowie, w tworach jak PISF polityka zawsze jest. Mowiac szczerze chcialbym wiedziec wiecej o przeprawach Pasika z Poklosiem i kto co tam blokowal i dlaczego.

          • Grzegorz Fortuna

            Ale gdzie masz to ideolo w filmach? I jakie jest w takim razie ukierunkowanie ideologiczne PISF-u? Bo sorry, ale „polityka zawsze jest” to żaden argument. W ciągu ostatnich pięciu lat miałeś skrajnie prawicowo-katolickie „Obce ciało” i martyrologiczne filmy historyczne, ale też „lewacką” Szumowską. Więc jaka jest ta ideologia promowana przez PISF, którą widać w filmach?

          • Radek Buczkowski

            Natomiast ja pokazuje, ze to margines, ktory kosztuje ladnych kilka baniek, ktore dostaje na filmy i knoci je jak studenciak rocznego kursu filmowego. Nie o dziadkach tylko mowa, bo mamy tez juz cale stadko wyrobnikow, ktorzy dzieki PISF dokulaja sie do tworczej emertury np. Pasik i cztery filmy dotowane przez instystut. Swoja droga pisales o ideolo, w temacie o Psach na forum jest wywiad z Pasikowskim i zastanawiajaca jest wolta rezysera w sprawie filmu i przeslania, nie tylko mnie ciekawila ta zmiana narracji i jak to sie ma do dealu z PISF. To juz jednak inna sprawa

          • Grzegorz Fortuna

            A ile kosztuje wystawienie reprezentacji Polski w piłce nożnej do turnieju, w którym i tak nie odniesiemy żadnego sukcesu? X razy więcej. W ten sposób można by zrezygnować ze wszystkiego poza szpitalami i wojskiem. Ale tu już wkraczamy na teren ideologii.

            Pasik ma na koncie najbardziej doceniany serial TVP, dwa gigantyczne przeboje z czasów transformacji, a jego Jack Strong zebrał gigantyczną widownię.

            Dzięki za cynk – obadam.

          • Radek Buczkowski

            Tak, Pasikowi oddam co Pasikowe, nawet jezeli po latach wywraca do gory dupa przeslanie Psow, zagranie jawnie pachnace mniejsza lub wieksza polityka. Jako milosnika konspir ciekawi mnie moge jak sie miala praca w TVP (serialowa, okolofilmowa) filmowcow przez ostatnie kilka lat i czy mialo to potem wplyw na prace z PISF tzn czy latwiej bylo dostac prace u jednych majac plecu us drugich. Glina oczywiscie w pytke serial.

          • Radek Buczkowski

            Zly adres Grzes, bo nie interesuje mnie pilka kompletnie i np. kasa wydana na pokaz sily podczas Euro (budowanie stadionow, oczywiscie masa naduzyc), to dla mnie w duzej mierze miliony wywalono w bloto. Historia „sukcesu” w budowie i zarzadzaniu Narodowego jest miodem na moje brunatne serce. Wiecej, juz wole PISF niz PZPN :)

          • Radek Buczkowski

            Dodam jeszcze cos w sprawie PZPN itd. Pila, kino, teatr – wiesz, to sa pewne luksusy. Skoro juz bawimy sie w finansowanie wszystkiego (z forum dobrze wiesz, ze nie jestem naiwnym fanem akapu, ktory chcialby wszystko sprywatyzowac i wtedy bedzie super dobrobyt) jak leci, to jednak warto chwile sie zastanowic co powinno byc priorytetem. Bo te 140 baniek, nawet jezeli nie podatkowane bezposrednio, to podatkowane jest i nadal mowimy kupie kasy. Nie ma co tu dyskutowac o subiektywnych ocenach sytuacji, nie chce tez wchodzic za bardzo w polityke, ale naiwnym byloby uwazanie, ze sponsorwanie sztuki bierze priorytet nad odbornnoscia kraju (zwlaszcza patrzac na nasza historie, aktywna Rosje, nietrwale sojusze, dosyc nawina wiare w NATO i czysta niewiedze w sprawie naszej umowy z Paktem i jego zdolnosci operecyjnych na wschodzie Europy), sluzba zdrowia (mocno przeciez kulejaca, ktora co roku ratowac ma podobno WOSP, co sie zawsze przeciez naglasnia, nawet jezeli rekord WOSP z 2015 roku to zaledwie 50 milionow zlotych), albo nawet modernizacja krajowej energetyki (bo jezeli nie ruszymy z pracami i rozwojem na pelnym spidzie, to sie za kilka lat zaczna w kraju okresowe zaciemnienia). Niestety jako podatnik i Polak mam wieksze zmartwienia niz to, czy jakis artysta po lodzkiej filmowce moze zrealizowac swoje marzenia i czy ma na nie budzet (zwlaszcza, ze to w duzej mierze kino bardziej wymagajace i jakby nie bylo dla wybranego odbiorcy), dlatego calym sercem bylbym za prywatnym finansowaniem przez milosnikow polskiego kina, sam bym nawet sie dolozyl na Szklana Pulapke w Palacu Kultury :)

          • Wojciech Rątczak

            A propos Długu, to raczej film był celowo nakręcony w takiej konwencji, ręczna kamera i zapewne postawienie na oświetlenie maksymalnie naturalne, sprawdziła się w tym wypadku wyśmienicie, a i wiele innych nawet amerykańskich produkcji korzysta z takiego zabiegu. Dług to też film z 1999 roku, więc określenie, że byle jutuber ma dziś lepszy sprzęt jest śmieszne, bo niczego nie dowodzi.

          • Janek Steifer

            „Kwestia druga to kino polskie dzisiaj i 10 lat wstecz – i ono by prawie nie istniało, gdyby nie dofinansowanie. Jasne, możesz sobie kręcić filmy kamerą pożyczoną za dwie stówy, ale ja tu nie piszę o amatorskich filmach na festiwal w Wólce Tatrzańskiej, a o filmach, które oglądasz w kinie i które nakręcono kamerą, a nie słoikiem :)”

            A o czym mowisz? Bo dodatkowy hajs oznacza glownie lepszy sprzet. Tj. dla rezysera artysty, ktory chce zrealizowac swoja wizje, a nie zainkasowac po prostu kupe hajsu za stołek. :) Najwazniejszy jest hajs na ekipe, ale do tego nie są potrzebne miliony. Hajs z dotacji nie daje automatycznie scenarzystom polotu i talentu, ale to z pewnoscia wiesz. :) Mowisz: dzisiaj i 10 lat wstecz. Ale zmienilo sie ZNACZNIE wiecej niż to, ze PISF daje hajs. Zmienilo sie pokolenie, zmienily sie listy inspiracji, poszerzył się dostęp do wiedzy filmowej, latwiej jest dziś eksperymentowac z i praktykowac film niż kiedys, i cala masa innych rzeczy, ktorych nie chce mi sie teraz wymieniac (bo to chyba bez sensu :P), albo z ktorych sam nie zdaje sobie srpawy. Wiec to nie jest w zaden sposob dobry dowod.

            (nota bene, za 200 złotych wypozyczysz wysokiej klasy znakomity aparat, ktory kreci filmy w pieknym 4k :)).

          • Grzegorz Fortuna

            Problem w tym, że wszystko to, o czym piszesz, może wystarczyć do nakręcenia bardzo kameralnego dramatu, ale nie wystarczy, jeśli chcesz nakręcić coś trudniejszego. Jasne, są pojedyncze przykłady ze świata – Wyrmwood, Blue Ruin – i z Polski – Hardkor disco – ale to pojedyncze przykłady :).

          • Radek Buczkowski

            Ok, Grzes, tutaj mowi powiedzmy o 1-2 filmach, ale potem masz juz sie czym pochwalic i mozesz szukac sponsorow. Nastepny film moze juz miec sensowny budzet (w koncu PISF tylko doplaca do czesci filmow) i dzialasz. Nie da sie? Nadrabiam wlasnie polskie kino od PISF (zeby moc sie z Toba klucic z czystym sumieniem) i nawet z tymi doplatami w wysokosci 2-3 baniek jest zle, bo filmy wykladaja sie na podstawach typu dobrze udzwiekowienie – nie muzyka, nie efekty, ale czesto musze cofnac fragment filmu, bo zle nagrano dialogi.

        • Janek Steifer

          Radku, bez sponsoringu takie eksperymentalne filmy nigdy by nie powstały. Spojrz chocby na Stany Zjednoczone, gdzie nigdy nie powstał żaden eksperymentalny film za niezależne pieniadze!

          • Radek Buczkowski

            Pisalem w kontekscie sponsoringu PANSTWOWEGO. Dlatego pisalem wczesniej o mecenatach i prywatnych sponsorach.

          • Radek Buczkowski

            Trolo lolo :) Janek, jestes mlodym tworca pnacym sie po szczeblach kariery i samodzielnie uczacym sie fachu – jak sobie radzisz bez wsparcia PISF, jakie jest Twoje zdanie w sprawie, co sadzisz o tworcach, ktorzy bez PISF co najwyzej nagrywaliby mega hity z Polsatu na kasety VHS. Co sadzisz o tworcach, ktorzy maja juz w kraju marke, dostaja pare milionow doplaty na film i nie sa w stanie dopilnowac, aby w filmie dobrze nagrano dzwiek?

            Mow jak zyc chlopie! :)

          • Janek Steifer

            Bez wsparcia PISF nie mogę wziąc kilkudziesięciu tysięcy na kokaine i mefedron i odpisac sobie tego od podatku.

          • Grzegorz Fortuna

            No jeśli porównujesz rynek polski do amerykańskiego, to ja serio się wypisuję, bo to nie ma sensu :)

          • Radek Buczkowski

            Grzes, ale co chce porownywac, mozliwosc sprzedazy produktu? Czy mozliwosc nakrecenia indie filmu?

        • Janek Steifer

          Grześku,

          „I tak, bez sponsoringu owe polskie filmy by prawdopodobnie nie powstały. Jeśli nie wierzysz, to spójrz sobie na skalę i jakość polskiej produkcji filmowej sprzed powstania PISF-u, kiedy każdy ciułał jak mógł, żeby cokolwiek nakręcić, i wychodziło z tego zwykle niewiele.”

          Masz na myśli przed 2005 rokiem? Czyli przed wielką rewolucją w kinematografii, jaką jest m.in. HD jakości wideo, jakie dostarczają zwykłe lustrzanki, a nawet telefony? Nic dziwnego, że wczesniej nie było wielkich rewolucji, bo film był zdecydowanie droższy i skomplikowany w produkcji niż teraz, gdy możesz pojsc do sklepu, wydac 3000 złotych i nakręcić film. I to ma wplyw nie tylko na to kino, ktore naprawde eksperymentuje hardkorowo czyli kino nisko- albo zerobudżetowe, ale także na to duże i rozbuchane, bo sprzety robione są coraz lepiej i tanieją coraz bardziej (ale by sprzet i uslugi odpowiednio taniały trzeba miec wolny rynek i kapitalizm, a nie podatki 40-pare procent i państwowe dotacje :)).

          • Radek Buczkowski

            Jakosciowa/trchnologiczna rewolucja, ktora najwyrazniej ominela PISF, bo Pasik z kilkumilionowa dotacja krecac Poklosie nie byl w stanie (on, technicy) dopilnowac, zeby dobrze udzwiekowiono film i powstaje przez to flagowy produkt PISF w ktorym miejscami nie slychac dialogow. Groteska za doplata. Super sprawa ten PISF, bez niego ani rusz. Nie wyspalem sie i marudze :)

          • Grzegorz Fortuna

            Janku, problem w tym, że sam sobie przeczysz :). Ok, od 2005 można mieć porządną kamerę za 3000 zł. I ile polskich filmów pełnometrażowych nakręconych w ten sposób trafiło do widzów? „Swing” i „Hardkor disco”. Koniec listy. Wolny rynek ma tu niewiele do rzeczy, bo wolny rynek nie spowoduje, że będzie Cię nagle stać na całą ekipę, której potrzebujesz do nakręcenia czegoś bardziej skomplikowanego niż „Człowiek z ziemi” czy właśnie „Swing”.

            Zresztą znam z opowieści jeden przypadek polskiego filmu, który powstawał początkowo bez dotacji, siłą ambicji, czyli „Hel”. Aktorzy grali właściwie za darmo, ekipa pracowała za wpisy do CV, kręcili na taśmie, bo dostali ją za darmo z magazynów. Produkcja trwała trzy pełne lata, na poszczególnych stanowiskach ciągle zmieniały się osoby (bo dany operator miał na przykład tylko tydzień, więc później musiał przyjść inny), a ostatecznie i tak twórcy musieli się zgłosić po dofinansowanie, bo budżet przekroczył ich oszczędności. Tak można nakręcić debiut, ale nie można tak działać przez całe życie, szczególnie jeśli chce się nakręcić coś większego niż film, w którym kilka osób siedzi i rozmawia.

          • Radek Buczkowski

            Grzes, a moze nie ma chetnych? Bo jakby nie bylo, kinem w PL zajmuja sie nie tyle pasjonaci, co osoby w tym kierunku ksztalcone. Moze problemem jest, ze na uczelni wbija sie im do glowy okreslony styl pracy, albo juz na uczelniach wmawia sie , ze bez PISF ani rusz i dlatego taka bieda? Moze przeswiadczenie o wlasnej zajebistosci, wiec taki rezyser po filmowce z Lodzi nie znizy sie do wyjazdu na zmywak na 2-3 lata, zeby potem za wlasna kase nakrecic cos na poziomie wyzszym niz kino offowe z tej Koziej Wolki?

            Jutuberzy w PL pomalu zaczynaja gonic swiat (technicznie, z pomyslami jest roznie), co stoi na przeszkodzie, zeby w Polsce nie moglo powstac Before Sunset z para studentow aktorstwa, ktorzy juz za samo miejsce na liscie plac zgoza sie pogadac przed kamera? Nie ma zreszta nic zlego w przegadanym kinie, przegadany wcale nie musi byc nudny przeciez, dobry film gadany trzyma lepiej za jaja niz wiekszosc akcyjniakow, takie kino zreszta trudno krecic, bo nie ma okazji aby sztuczkami technicznymi pudrowac mielizne scenariuszowo-dialogowa. To jest natomiast ciagle w wielu polskich filmach nedza. Nawet jezeli scenariusz trzyma sie kupy, nawet gdy historia na papierze ma cos w sobie, to dialogi czesto o kant dupy mozna potluc, bo wali z nich sztucznosc i totalna bezjajecznosc.

            Ostatnio wgniotlo mnie w glebe Predestination, naprawde nie ma powodu, zeby w Polsce nie moglby powstac taki film (ciut uproszczony w sferze efektow), powiedzmy za 2 banki (taki czesto maja budzet film przed doplata z PISF), ale wtedy nie bedzie mozna zatrudnic Szyca do glownej roli (zabieg zrozumialy, bo niby nazwisko sciagnie widzow, ale z drugiej strony blokujacy mlode talenty, ktore zamiast tego Szyca moglyby sie tam znalezc – inna sprawa, wtedy to jakosc filmu, a nie nazwisko aktorzyny musialaby sciagnac widzow do kina), nie bedzie mozna zaplacic ekipie technicznej lepszej stawki, ani sobie rezyserskiego bonusa na wplate na chawire w centrum jakiegos fajnego miasta. Jednak gdy kasa jest, to mozna dzialac i mowic potem dookola, ze bez PISF sie nie da i koniec. Zeby nie bylo, nie neguje faktu, ze ilus tam mlodych rezyserow dobrze te kase wykorzystalo, bo nie o tym tutaj mowa.

          • Janek Steifer

            Ależ Grześku, przecież to był zaledwie jeden z przykładów na to jak wiele rzeczy się zmieniło poza faktem, że PISF powstał :) Przecież Hardkor Disco nikt nie krecil kamerą za 3000 złotych :) (Lustrzanke z dobrym HD tak naprawde mozna kupic od +/- 2009 roku, kiedy wyszedł 5D mk2) Nie chce przecież Cię zamęcząć wymienianiem dziesiątek innych sprzętów, które potaniały, czy zwracać uwagę na dość oczywisty fakt, że lustrzanki z full HD to nie coś, co powstało w próżni – kamery cyfrowe zawojowawły rynek. Większość filmów polskich kręci się przeciez na Redach czy Arrich. Jestem pewien, że to wszystko wiesz, dlatego jedynie zwracam uwage. Film – jako materiał, na którym się kręci – to droga rzecz, co ograniczało rynek znacznie, znacznie bardziej. Samo krecenie filmów było bardziej ograniczone przez to, bo potrzebny był większy budżet by kreatywnie eksperymentować – co dziś jest znacznie prostsze z mniejszymi kamerami, z tańszą realizacją. (Poniekąd to kapitalizm – tj. odblokowanie i poszerzenie rynku – sprawił, że filmy mogą teraz pozwolić sobie na więcej eksperymentów i większą świeżosć. ;))

            „Wolny rynek ma tu niewiele do rzeczy, bo wolny rynek nie spowoduje, że będzie Cię nagle stać na całą ekipę” — wręcz przeciwnie. To fakt, że mam konkurencje sprawia, ze za robotę operatorską muszę wziąć x, a nie x2 czy x4 :)

            Z opowiesci to pewnie znajdziesz miliard filmów, przy których nie działał PISF, które nie powstały. Ale to tylko anegdotki – które zreszta dzieja sie w Polsce – kraju z PISFem i dosc ograniczonym rynkiem. ;) (…gdzie zreszta trudno znaleźć ludzi, którzy NAPRAWDE pasjonują się filmem w taki sposob, by oddac mu zycie.)

  • Jan Dąbrowski

    Nie będę zbyt odkrywczy – niezależnie od politycznych fikołków, ostatnio faktycznie mamy taki trochę „Renesans Polskiego Kina”. Nawet biorąc pod uwagę odsetek pomyłek, idziemy coraz szerzej i w dobrym stylu. I jesteśmy JACYŚ na świecie. Po „Obławie” jestem pełen nadziei, że rodzime kino patriotyczne przestanie być kojarzone z bogoojczyźnianymi laurkami. Ten rok przyniesie nam dwa skrajne przykłady przedstawiania przeszłości: „Wołyń” i „Smoleńsk”. Oba na swój sposób poruszą tłumy. Marzy mi się eksperymentowanie z kinem historycznym, oczywiście zorientowane na jakość, a nie na zaspokajanie jakiejś idei.

    A „Kwiaty wojny” to świetny film, bardzo szkoda, że mało popularny.

  • Radek Buczkowski

    Ostatnie tylko zdanie w sprawie, jezeli juz szafujemy pieniedzmi podatnikow, to zamiast kolejnych artystycznych przedsiewziec za kilka baniek wolalbym dobrze wyposazony szpital onkologiczny na swiatowym (skoro juz tacy swiatowi mamy byc) poziomie – upraszczam? Moze, ale zdecydowanie wiecej pozytku dla przecietnego podatnika mialby taki szpital niz kolejny smutas o zyciu, nawet jezeli ladnie nakrecony. Sponsoring PISF to takie artystyczne perpetuum mobile – projekty dla wybranych odbiorcow krecone przez grupke wybranych (spelniajacych odgorne wymogi – nic odwaznego, to na bank) tworcow, oczywiscie miejsce w kolejce tez nie jest przypadkowe.

    • Buczo, ile polskich filmów widziałeś w ostatnich załóżmy 3 latach? Tytuły.
      I skąd przekonanie o artystycznym perpetuum mobile? Przykłady. Tylko nie jakieś ekstremalne, ale tworzące zasadę.

      Co do szpitala – mógłbym wejść w twoje buty :) Dlaczego kasa ma iść na szpitale, skoro z nich nie korzystam? Jak będę musiał, to se skorzystam i zapłacę, ew. znajdę sponsora, ubezpieczę się ekstra. No nie?

      • Radek Buczkowski

        Des, ponoc z libertarianizmu juz wyrosles :) Inna sprawa, to ja jestem przeciwny, a wiec sie nie licytuj. Pewniejszym jednak jest, ze randowmowemu obywatelowi (lub komus z jego otoczenia) bardziej sie przyda dobrze wyposazony szpital, ale nie doplata w wysokosci czterech baniek na szlagiery polskich kin jakim byly zenady zwane „Kochanie, chyba cie zabilem” i „Dzej, Dzej”

        Szczerze, z ostatnich lat widzialem tylko kilka (obie komedie, w autobusie – nie pytaj), ale niech bedzie na szybko

        Bolek: The Movie na ktory poszlo kilka ladnych baniek, a ktory byl zwykla zaklamana laurka na czesc bylego prezydenta, robiana przez chodzace perpetuum mobile polskiego kina ( z calym szacunkiem dla wczesnej tworczosci) pana Andrzeja Wajde, Pod Nocnym Aniolem (znow mlody nieopierzony tworca), Kamienie na Szaniec (niezle, ale again, stary wyjadacz po znajomosci film kreci), Syberiada Polska (film slabizna, a za sterami stary wyjadacz Zaorski) i Obce Cialo (kobieta chciala, mus, to mus), a za sterami, stary wyga i kumpel towarzystwa PISF, Krzysztof Zanussi.

        To jest tylko kilka filmow, ktore widzialem, a wszystko sie tutaj dodaje, stare wygi kreca sobie filmy, w wiekszosci zenujaco slabe, ci sami aktorzy dostaje wyplate, a potem wszyscy sie liza po jajkach mowiac jaka to super misje spelnia PISF. I biznes sie kreci. Tylko wyzej wymienione filmy to jakies 15 milionow zlotych i nie liczac moze jednego tytulu, to byly pieniadze zwyczajnie wyrzucone w bloto. W tym momencie, to ja jednak wole fundowac szpitale onkologiczne. Tak, wiem, trafilo sie tez kilka perelek w tym filmowym szlamie (Drogowka, i juz nie za same zdjecia/rozglos Ida), ale jak dla mnie to za malo, zeby piac o tym jaki ten PISF jest super potzrebny i jakie to super dzieki niemu filmy powstaja.

        • Grzegorz Fortuna

          Radek, proszę Cię, odrób pracę domową, zanim zaczniesz pisać :). I nie mówię tego złośliwie, po prostu gdybyś trochę poczytał, posprawdzał fakty, spojrzał na statystyki albo przynajmniej sprawdził, jakie tytuły wyprodukowano w Polsce w danym roku, to byś nie pisał takich rzeczy.

          1. Argument ze szpitalem onkologicznym można by odnieść do wszystkiego (po co nam wojsko? przecież nie ma wojny! budujmy szpitale!), tymczasem PISF nie jest prawie w ogóle dotowany z budżetu państwa, a z osobnego podatku nakładanego na usługodawców telewizyjnych i kina.

          2. To, co piszesz wyżej o „starych wygach” jest po prostu nieprawdziwe, bo stosujesz totalny cherry picking w najgorszym wydaniu. Zerknij sobie na to zestawienie premier 2015:

          http://www.pisf.pl/rynek-filmowy/box-office/filmy-polskie

          Na 28 filmów tylko 4 (słownie: CZTERY) to filmy kręcone przez starych reżyserów ze znajomościami. Zdecydowania większość to debiuty, drugie lub trzecie filmy.

          • Radek Buczkowski

            Tak, ale jest to podatek nalozony kneblem panstwowym, a sciagnie filmow z netu to przeciez przestepstwo – nie da rady, musze (bedac w Polsce of kors) placic.

            Takich ukrytych oplat i podatkow w roznej formie jest masa, zeby potem nikt nie mowil, ze panstwo nam wszystko zabiera, ale to szczegol.

            To nie tyle cheery picking, co stwierdzenie przykrego faktu. Tak, masz racje, to jest margines, ale finansowo bardzo kosztowny i moze miec tylko miejsce w przyjacielskiej sytuacji – sorry, jezeli PISF ma juz byc, to tu trzeba byc jak Clint w Unforgiven i tyle, zaslugi nie maja zadnego znaczenia, a nie kilka baniek na fillm, bo „nazwisko”.

            Spojrz jak BBC kreci swoje programy, sa dokumenty misyjne itd, ale najwazniejsza jest jakosc – nie tylko technicznie, ale tez fabularnie, a na koniec dnia produkt robi sie taki, zeby dalo sie to sprzedac. Kasa musi sie zgadzac. Dalej, nie mowimy tylko o emerytach, kolesiostwo (ok, nazywam to z lenistwa troche) ma miejsce wsrod starych wyjadaczy, niekoniecznie emerytowanych, jak wyzej wapomniany Pasik.

            Co do szpitali, coz, ja tylklo stwierdzilem co prawdopodobnie powiedzialby randomowy Polak. Wybor pomiedzy wojskiem a szpitalem to zdecydowanie trudniejszy (zwlaszcza w obecnej dobie geopolitycznej) wybor niz ten pomiedzy szpitalem a pisf/teatrem – no ale nie musisz wierzyc mi na slowo. Sam osobiscie wybralbym szpital i wojsko – polskie kino, I’m sorry.

  • Artur Gralla

    Nie lubię Polskich filmów ;).

  • Mefisto

    Abstrahując od dziwacznych spostrzeżeń, typu „spaghetti western o żołnierzach AK” czy „świadomy, przemyślany artystycznie hołd dla klasyków polskiego kina przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych” (ROTFL), to trochę się autor pogubił.
    Kwiaty wojny i 5 dni wojny nie sprzedały się, bo nikt ich w zasadzie nie reklamował (ten drugi to nawet nie wiem czy miał premierę w amerykańskich kinach, a nie po prostu na VOD). To raz.
    Dwa – co jak co, ale gros historii polskiej, którą można podpiąć pod kino patriotyczne (bo samo to hasło można różnie rozumieć) to mega uniwersalne historie dotyczące, tudzież interesujące połowę świata. Nie wmówisz mi, że nikt by nie chciał obejrzeć filmu o Dywizjonie 303, działaniach afrykańskich czy Monte Cassino, a to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. A jednak żaden z tych filmów nie powstał i długo nie powstanie – zamiast tego światły w swej światłości PISF finansuje rzeczy, które faktycznie mało kogo obchodzą poza granicami, jak Miasto 44, czy koszmarki pokroju Bitwa pod Wiedniem. Oba patriotyczne, ale oba zaściankowe, w wielu aspektach przechujowe. Problemem nie jest zatem obranie patriotycznej drogi, bo tutaj potencjał jest nieskończony – problemem jest fakt, że jest to patriotyzm wybiórczy tak samo, jak wybiórczy jest PISF.
    Trzy – różnorodność to jedno, ale najważniejszą sprawą jest jakość. Nie widziałem co prawda wszystkich filmów, które wymieniasz w nawiasie, ale z tego co widziałem, i co słyszałem o pozostałych (oraz biorąc pod uwagę ich twórców) z czystym sumieniem tylko Bogowie (i być może te Córki) podpadają pod autentycznie „zachodnią”, wartą polecenia, uniwersalną i naprawdę bardzo dobrą kategorię. Warto zastanowić się przy tym, ile projektów autentycznie godnych uwagi nie przeszło przez – dość osobliwe – sitko PISFu na rzecz wymienionych wyżej tytułów. Bo to też nie jest tak różowo, że instytut wszystkich przyjmie, poklepie po główce i sypnie kasiorą bez żadnych pytań.
    Warto zresztą dodać, że PISF w większości filmy DOFINANSOWUJE, a zatem te przynajmniej część budżetu muszą brać skąd indziej. Argumenty krzykaczy o wywalaniu pieniędzy podatników w błoto mogę zatem skwintować śmiechem, a ich samych odesłać na Wiejską, bo to tam w pierwszej kolejności lądują wasze pieniążki: na diety dla bandy pedałów, którzy siedzą w kółeczku i jedzą zupę, od święta podnosząc rączkę, bo trzeba podnieść podatki. I to jest spoko dla narodu. Jakieś miliony dla filmu (czyli w przeliczeniu ledwie parę złotych z portfela, bo budżet PISFu nie bierze się jedynie z pieniędzy podatników) są już be – śmiechłem ostro.
    Sam news o skupieniu się na kinie patriotycznym a la Hollywood może być z kolei o tyle szkodliwy, że jego konsekwencją będzie jeszcze większe sito nadesłanych projektów (już teraz ocenianych w jakichś chorych kategoriach, a jak do tego dojdzie jeszcze promowanie Polski, to jak nic PISF zamieni się w cykliczny konkurs regionalny – wygrywać będą te filmy, w których będzie najwięcej reklamy biało-czerwonych barw) i przypisanie priorytetów rozbuchanym porażkom pokroju Quo Vadis, przy jednoczesnym zlewaniu mniejszych filmów. Oby nie. Jakby nie było, w kraju filmowa mentalność jak widać dalej na poziomie zerowym, tylko wytłumaczenia inne.

    • Radek Buczkowski

      Mefi, tylko dlatego, ze PISF dofinansowal nedzne komedie romantyczne i psychodramy erotyczne nie znaczy, ze nie wywalil pieniedzy w bloto, bo mowimy o kilku ladych bankach, a filmy sie nie zwrocily. Anyhow, podoba sie wam idea istnienia PISF, ok, teraz niech sie wam podoba polityka PiSF od Ziemkiewicza i Pospieszalksiego – zeby mi tylko krecenia nosem nie bylo, w koncu liczy sie tylko sztuka :)

      • Mefisto

        Przeczytaj dobrze mojego posta, bo ja nigdzie nie napisałem, że nie wywala. Budżet PISFu nie bierze się jednak tylko i wyłącznie z kieszeni podatników (w ogóle zresztą procent idący z podatków na kulturę jest relatywnie niski), bo to instytucja, która na siebie także zarabia. Nie rozumiem, czemu nie krzyczysz na NFZ czy ZUS, które są autentycznie złodziejskimi instytucjami, nie dającymi nic w zamian. Ale ktoś zrobił film z PISFem, to już argumenty o szpitalach lecą :)

        W ogóle widzę, że jesteś mokrym snem producentów filmowych, którzy wszystko zawsze najchętniej robiliby za 5 zł w jednym pokoju i z dwójką aktorów :)

        – Ale panie producencie, kręcimy film o potopie szwedzkim…

        – Ryj, kurwa – kreatywność ma być!

        xD

        PS. Bo Twoje posty gdzieś znikają magicznie. Dogville był autorskim skryptem – znaczy napisanym przez samego reżysera pod konkretną wizję. Budżet tego filmu był zresztą nielichy i generalnie ledwo się sprzedał. A kontynuacja to w ogóle box office’owa bomba, choć na ekranie domki narysowane kredą i parę desek.

        PS 2. PISF współfinansował czeskie Ve stinu, które podpada pod Twoje życzenie :)

        • Radek Buczkowski

          Wiem, ze nie, ale czesc przez nich sponsorowana wystarczy, zwlaszcza gdy sie widzi na jakie (czesciowo) filmy ta kasa idzie. Nie bede krzyczec o NFZ i o ZUS, bo to nie temat swiatopogladowy. Pierwszy jest tematem na debate w wiadomym watku (bo dlaczego nie), drugi jest raczej smutna oczywistoscia o ktorej nawet nie warto mowic. Inna sprawa, ze chybionym jest porownywanie wartosci uzytkowej filmowo wsplolsponorowanych przez PISF a takim NFZ.

          Mef, nie wiem czyim mokrym snem jestem, ale trzeba liczyc sily na zamiary, a nie robic cos na sile, bo trzeba, bo wypada itd. Jezeli nie masz 80 milionow dolarow, to sie nie rzucaj nan krecenie Odsieczy Wiedenskiej, bo wypieprzasz pieniadze w bloto. Proste. Mowie, pierwszy przyklad, Dogville, powstaje ma film, a calosc za fistaszki jezeli porownac ile mialoby to kosztowac gdyby rezyser nie mial jasno okreslonej i lamiacej shcematy wizji. Widac mozna.

          • Mefisto

            Przecież sam wyjechałeś z budową szpitala vs nowy film – to jest porównanie bez sensu, i to jak najbardziej zahacza o podatki (a już bardziej, niż jakaś tam produkcja filmowa). Nie rozumiem zresztą Twojego toku rozumowania – jak masz 80 milionów dolarów, to jak najbardziej możesz się rzucić na Odsiecz wiedeńską przy odrobinie kreatywności. Tylko właśnie – skądś je musisz mieć. Nie można i nie da się wszystkiego tworzyć docelowo pod jak najmniejszy budżet, bo to nie zdrowe.
            Dogville – już Ci napisałem – film, który powstał w studiu z kawałkami desek za scenografię, kosztował niebotyczne jak na polskie warunki 10 milionów $ i ledwie się zwrócił. Także przykład czego to ma być?
            Narzekasz zresztą na PISF (którego polityki nigdy zwolennikiem nie byłem zresztą), a przecież kiedyś WSZYSTKO dawało państwo – i wychodziły najlepsze filmy w historii. Teraz jęk, bo państwo daje trochę i nie zawsze wychodzi. Sorry, ale problemem nie jest fakt, która ręka karmi, tylko co najwyżej kogo karmi i jak go wychowuje.

          • Radek Buczkowski

            Mef, czego nie rozumiesz, ze PISF podejmuje zle finansowe decyzje doplacajac do filmow historycznych mega gruby hajs (porownujac do malej banki dla zenujacych komedii), ktory i tak nie jest wystarczajcy na zrobienie sensownie wygladajacego kina batalistycznego? Liczy przy tym pewnie, ze bedzie z tego hicior na skale Krzyzakow, a patrzac na tematyke, moze i hicior europejski.

            Tak, sam wspomnialem o „szpitalach”, ale w oczywistym kontekscie walorow i uzytecznosci PISF (i sponsoringu wybranych filmow) dla zwyklego Kowalskiego.

          • Radek Buczkowski

            No ale co, uwzasz, ze Dogville w Polsce musialby od razu kosztowac 10 polskich baniek? Inna sprawa, Dogville by Cimino in the gorskie miasteczko kosztowalby pewnie 100 baniek i o tym wlasnie pisze.

          • Mefisto

            Nie, uważam, że to zły przykład, gdyż to ani wcale nie tani, ani niespecjalnie nośny film, i w dodatku wpisany w określony język konkretnego twórcy. Polsce nie jest potrzebne ani Dogville by Cimino za 100 baniek, ani Dogville by Trier za 10, tylko zwyczajnie dobre i wartościowe filmy. Czasem te dobre filmy muszą jednak swoje kosztować i po to jest właśnie wsparcie PISFu. Inna sprawa, że film na papierze, a finalny twór, to dwie inne rzeczy, zatem złe decyzje i niewypały są wpisane w ryzyko. Dla mnie problemem nie jest fakt, że ta kasa w taki czy inny sposób płynie od podatników, tylko ogólna mentalność filmowego środowiska i dziwaczna polityka. A o czym Ty piszesz, to ja już się gubię, bo masz monopol w tym temacie i jakieś 500 postów już :) Mam jednak wrażenie, że jojcząc odgórnie na PISF, bo podatki i powołując się na szpitale jako kontrargument albo gryziesz temat od złej strony, albo zwyczajnie nie rozumiesz, że z całego tego zła, PISF jest tym najmniejszym :)

          • Radek Buczkowski

            Mef, ale ja nie chce sie licytowac co jest niby wiekszym zlem. Zle wydana kasa, to zle wydana kasa. Wyrazne „kolesiostwo” i towarzystwo wzajemnej adoracji, to nadal kolesiostwo itd. Nie jojcze, ze „o, bo podatki” dla jaj, ale z czegos idzie. Mef, krecisz film prywatnie, to tez ryzyko jest wpisane w cala sprawe, nie do konca rozumiem jak to ma bronic calej sprawy. Piszesz, nie Ty jedyny, ze w Polsce sa potrzebne dobre i wartosciowe filmy – sa? Bo jak nie to co sie stanie? Albo inaczej, te dobre filmy nie powstana bez PISF i basta? Przyklad Dogville to akurat idealny przyklad, bo co z tego ze temat malo nosny? Plac Zbawiciela, albo Ida to sa niby tematy nosne? Mowie, mi sie nie podoba to cale decydowanie jaki film zasluguje, niby wielki przesiew, a gdy wlasnie sprawdzilem oficjalna liste filmow sponsorowanych przez PISF, to widze kilka dobrych tytulow, cala mase sredniactwa i spora ilosc totalnego syfu. No jezeli PISF to ma byc takie kolesiowe chybil trafil (nie nasza kasa, a co tam) no o sorry

          • Mefisto

            Odsyłam zatem ponownie do mojego pierwszego posta, gdzie poniekąd o tym właśnie piszę. Kolesiostwo i TWA jest po całości w kraju, niemniej pośród tego udaje się coś, co trzyma się kupy sklecić. PISF sam w sobie zły nie jest, bo wadliwy jest cały system. Jasne, że dobry film nie wyleczy raka, ale to przecież kino jest głównym nośnikiem kultury w dzisiejszym świecie, zatem jest potrzebne (i tv, no ale to inny temat – swoją drogą na to też idą podatki, abonamenty i inne opłaty i jakoś nie widzę, żeby ludzie narzekali, że robi się za to Klany i inne ścierwa).
            Finansowania wszystkiego z prywatnych źródeł nie jesteś w stanie załatwić, bo wiąże się to albo z product placementem albo właśnie idiotycznymi życzeniami prywaciarzy, których nie interesuje to, co dobre, tylko to, co się sprzeda. PISF może i robi czasem chujowy biznes, podejmuje chybione decyzje, ale jako jedyny jest w stanie połączyć obie te rzeczy. I, raz jeszcze, to instytucja, której budżet tylko po części pochodzi z podatków – to nie jest tak, jak we wspomnianym ZUSie czy NFZcie, że instytucja na stałe przyssana jest do kieszeni podatników.
            Przykładu z Dogville nie zrozumiałeś – owszem, podałeś tytuł kreatywny, ale jednocześnie bardzo drogi, wręcz za drogi, jak na obraną formę i jednocześnie taki, który mimo swojej niewątpliwej jakości nie specjalnie dotarł do widzów. Cokolwiek by nie pisać o ułomności Placu i Idy, to jednak odbiły się szerszym echem w świadomości widzów, a i podejrzewam, że były tańsze. Słowem: gdyby Trier nakręcił Dogville za pieniądze PISFu, ergo z „twojej kieszeni”, też byś pewnie protestował, że jak to tak.
            W dodatku pamiętaj, że póki co piszemy o teorii, która niewiadomo, jak będzie wyglądać w rzeczywistości, zatem Twoje oburzenie tym bardziej wydaje mi się dziwne. Ja sam też mam nienajlepsze przeczucia, ale może pozwólmy im się najpierw wykazać.

    • Grzegorz Fortuna

      Co ja na to poradzę, że „Ida” jest w warstwie formalnej hołdem dla szkoły polskiej a „Obława” to totalnie spaghetti western? Bo nie rozumiem problemu :)
      1. Nikt ich nie chciał reklamować, bo żaden normalny dystrybutor nie podejmie takiego ryzyka, bo każdy z nich wie, że nikt we Francji nie pójdzie na film z Valem Kilmerem o Osetii Południowej. No sorry.
      2. Dlaczego uważasz, że historia Bitwy pod Wiedniem ma mniejszy potencjał międzynarodowy niż Dywizjon 303? I skąd przekonanie, że cały świat interesuje historia tego dywizjonu? Interesuje Polaków i może Brytyjczyków. Jasne, gdyby to zrobił Spielberg, to pewnie by się sprzedało nawet w Stanach, ale nie mówimy tu o takich wyjątkach.
      3. „Zachodnia” jest też Ida, Papusza, Demon, Czerwony pająk, W ciemności, Jack Strong czy Body/Ciało, jeśli za wyznacznik „zachodniości” uznamy nagrody lub obecność w konkursach na zagranicznych festiwalach. Jakość jest natomiast kwestią bardzo względną. Ida mi się za bardzo nie podobała, ale nie ma to znaczenia, skoro dostała Oscara i zarobiła 10 milionów dolarów w światowej dystrybucji. Jasne, że powstają też ciulowe filmy (pisałem o tym), ale to oczywiste, że takie też muszą powstawać. Liczą się natomiast przede wszystkim te filmy, które przebijają się do świadomości widzów nie tylko w Polsce, ale i za granicą i które są tu i ówdzie doceniane. A tych jest coraz więcej.

      • Mefisto

        Formalny, bo 4:3 i czarno-białe? Fortuna, please! Z obławy też taki spaghetti-western jak (tu dowolne porównanie).
        1. Ale co za różnica o czym jest ten film? Dobra reklama i znane nazwiska byłyby w stanie przyciągnąć. Miejsce akcji jest tylko tłem do tego, o czym chcesz opowiedzieć. Ale jak się nakręciło film i cisza – no sorry.
        2. Dlatego, że Bitwa to zamierzchła historia, o której mało kto zdaje sobie sprawę. A II w.ś., to jednak ogólnoświatowy konflikt „na wyciągnięcie ręki”, w którym uczestniczyły wszystkie liczące się nacje świata (i z którymi Polacy mieli styczność na froncie). Plus większa jest też widowiskowość. Bitwa poza tym była zrobiona kijowo tak bardzo, że nawet na dvd miałaby problem z przebiciem. Wszystko rozbija się o realizację, pomysł i wspomnianą reklamę oczywiście, niemniej potencjał jednych historii jest większy, niż innych. 20 lat po Bravehearcie i Ogniem i mieczem, taka Bitwa to żadne cudo.
        3. Nie uważam nagrody za wyznacznik „zachodniości”. Fajnie, że się podobają (choć ten Oscar to wynik odmienności filmu z całej puli, a nie trafiającej do wszystkich, uniwersalnej, błyskotliwej fabuły), ale dobry wygląd to nie wszystko. Chodzi wszak o to, by taki film sprzedać masom, a nie, by opierdalał się po festiwalach i zdobywał statuetki. Ale, jak wspominałem, nie widziałem wszystkich. Nie o nich gnojenie mi zresztą chodziło.

        • Grzegorz Fortuna

          Nie tylko, ale też. Ważne jest jednak także to, że opowiada o skutkach II WŚ, przedstawia charakterystykę indywidualnych postaw i ich konfrontację z mitami narodowymi (choć to już raczej fabularne połączenia). A Obława? Banda wycieńczonych żołnierzy czekających na obławę, z antybohaterem-skurwielem w roli lidera, z atmosferą ogólnej beznadziei i dużą dawką brutalności? Przenieś to do XIX wieku na granicę meksykańsko-amerykańską i masz film Sergia Corbucciego.
          1. Pozwól, że – zamiast odpowiedzi – zadam Ci pytanie: kiedy ostatni raz poszedłeś do kina na włoskie/niemieckie/francuskie/rosyjskie widowisko wojenno-historyczne?
          2. No to masz przykład – rosyjski Stalingrad z 2013 roku, z gigantycznym jak na tamtejsze warunki budżetem i wspaniałymi efektami. Był dystrybuowany dość szeroko w USA (308 kin przez prawie półtora miesiąca). Zarobił marny milion dolarów, czyli cztery razy mniej niż Ida (137 kin). Wojenne widowiska po prostu bardzo rzadko przyciągają widzów poza krajem swojego powstania. I nic na to nie poradzę.
          3. No nie znajdę Ci lepszego wyznacznika „zachodniości” :). Jeśli chodzi o sprzedanie masom, to właśnie Ida jest najlepszym przykładem – dwa miliony dolarów budżetu, dziesięć milionów wpływu. Zresztą nie masz racji, że w kinie europejskim chodzi o sprzedanie masom – chodzi przede wszystkim o szeroko pojętą ekonomię prestiżu, czyli festiwale, nagrody, pozytywne recenzje, choćby drobna dystrybucja w innych krajach. Europejskie filmy z reguły nie zarabiają, chyba że mowa o hiszpańskich horrorach, szwedzkich kryminałach albo filmach Luca Bessona.

          • Mefisto

            Sorry, ale jedyne o czym Ida opowiada to o zakonnicy, która robi wypad na miasto, a potem wraca, bo jej nie przekonało. Fspaniały film po prostu :)
            A Obława – jakkolwiek całkiem niezły film – przedstawia typowo polskie podejście do wojny, czyli chcemy robić, ale nie mamy budżetu, więc kręcimy dwóch ludzi w lesie. Jakiekolwiek porównywanie tego do spaghetti-westernu, to ostra nadinterpretacja, nawet jeśli znalazłeś elementy wspólne z jakimś tam filmem tegoż gatunku.
            1. Nie wiem, bo nie patrzę na takie rzeczy, jak miejsce produkcji – to sprawa czwartorzędna wręcz.
            2. Kolejny nietrafiony przykład, bo Stalingrad był z miejsca reklamowany jako typowo propagandowa laurka, z trickami a la Zachód, ale na tyle kiczowatymi, by nikogo to nie obeszło. Mówimy jednak mimo wszystko o poważnym kinie wojennym, a nie o samozadowoleniu a la Miasto 44.
            3. Sorry, ale kino irańskie i nowa fala meksykańska też dostaje liczne nagrody i zachwyty od krytyków, a jakoś trudno nazwać je „zachodnimi”. A jeśli chcesz dotrzeć do widowni, to siłą rzeczy musisz być w stanie sprzedać go w taki lub inny sposób masom, inaczej skończy się na kilku branżowych wyróżnieniach i zakładce na imdb. Poza tym, znowuż, nie mówimy tu o całym kinie polskim (europejskim) per se, tylko o w miarę uniwersalnych projektach, które – w zamyśle newsa będącego podstawą tej dyskusji – nastawione są na promowanie Polski za granicą, ergo sprzedaż

          • Grzegorz Fortuna

            Mefisto, ale o co Tobie chodzi z tą Idą, bo nie rozumiem? Czepiasz się, że napisałem, że w warstwie formalnej nawiązuje do szkoły polskiej; to Ci pokazuję, że nawiązuje. A Ty, zamiast się do tego odnieść, mi ironizujesz, bo Ci się nie podobała. No dorośnij kurde :)
            W przypadku Obławy nie chodzi o elementy, a o klimat całości. Ten film jest bardzo spaghetti westernowy pod względem podejścia do przemocy, charakterystyki bohaterów, prowadzenia fabuły, podejścia do moralności, eksponowania wymarłej wsi itd.
            1. Serio chcesz mi powiedzieć, że nie masz pojęcia, w jakim kraju powstał film, na który idziesz do kina? Że nie jesteś w stanie rozpoznać, czy nazwiska w czołówce są angielskie, hiszpańskie czy czeskie? Że nie słyszysz w ogóle dialogów i nie jesteś w stanie rozpoznać, w jakim są języku?
            2. Był reklamowany jak Transformers w czasach II wojny – biorąc pod uwagę gusta Amerykanów, powinno się ładnie sprzedać.
            3. Ok, to zdefiniuj mi tę „zachodniość”, bo ja nie wiem, o co Tobie chodzi. Masz na myśli amerykańskość?

          • Mefisto

            Ona tak samo nawiązuje, jak każdy czarno-biały film do innego czarno-białego filmu. Blubry to są jakieś, a nie fakty. Obława to samo – to jest coś, co Tobie się wydaje.
            1. Nie obchodzi mnie to po prostu, bo ja idę na film, a nie na film węgierski. Język bohaterów nie ma tu nic do rzeczy, ani tym bardziej nazwiska – przy tym podejściu Bękarty wojny to film amerykańsko-niemiecko-francusko-włoski, a tak nie jest. Jeżeli Polacy nakręciliby film po angielsku albo po czesku (co zresztą robili), to jaki byłby to wtedy film? Polski, czeski czy angielski? A jeśli zatrudnią samych Belgów? Poza tym kraj produkcji = ni mniej, ni więcej, tylko to, kto wyłożył kasę. Jeżeli dla Ciebie to wyznacznik czegokolwiek, to sorry. Nie mówiąc już o tym, że pierwotne pytanie co ma udowodnić? Że takich produkcji powstaje mało, czy że są kiepsko reklamowane i trudno jest im konkurować na rynku amerykańskich z ichniejszymi filmami?
            2. R U fakin kidin mi?
            3. Chodzi o film, który pod żadnym względem nie ustępuje zachodnim produkcjom nie tylko technicznie, ale ogólnie (fabuła, rytm, uniwersalność opowieści, dialogi, bohaterowie); taki, który równie dobrze mógłby tam powstać i nie szło by odróżnić.

          • Grzegorz Fortuna

            Tak, jasne. Użycie czerni i bieli w 2015 roku połączone z archaicznym, nieużywanym od lat formatem obrazu połączone ze zbieżnością tematyczną i podobnymi wizerunkami bohaterów – to są wszystko przypadkowe detale, nie ma mowy o żadnych nawiązaniach! Idąc Twoim tokiem rozumowania, „Kill Bill” w ogóle nie ma nic wspólnego z kinem samurajskim, a taki na przykład „Grindhouse” w ogóle nie odnosi się do kina grindhouse’owego. To tylko zbieżność tytułów!
            1. Wiedziałem, że wyskoczysz z Bękartami wojny :). Możesz sobie znaleźć takich przykładów nawet 10, jak Ci się chce szukać, co nie zmienia faktu, że 95% polskich filmów jest po polsku, brytyjskich po angielsku a hiszpańskich po hiszpańsku. I nie, to nie jest dla mnie wyznacznik czegokolwiek. Pisałeś, że nie ma różnicy, kto wyprodukował film i gdzie się on dzieje. Więc pytam Cię – kiedy ostatnio byłeś na europejskim blockbusterze historycznym? – żeby Ci pokazać, że ma kolosalne znaczenie dla sprzedaży tego filmu.
            2. Wróćmy do meritum: „Wszystko rozbija się o realizację, pomysł i wspomnianą reklamę oczywiście, niemniej potencjał jednych historii jest większy, niż
            innych”. Nope, wszystko rozbija się przede wszystkim o to, kto produkuje i dystrybuuje film. Po to był przykład Stalingradu, Agory, Kwiatów wojny itd.
            3. „Tam” to znaczy gdzie? Co to jest ten mityczny Zachód? Niemcy, Ameryka, Włochy, Wielka Brytania? Ponownie stosujesz kategorię, która jest nieokreślona i skrajnie subiektywna.

          • Mefisto

            OK, czyli w takim razie czarno-biała Nebraska też nawiązuje :) – albo jakikolwiek inny dowolny film w 4:3 i cz-b. Zbieżność tematyczna? Musisz mi teraz podać konkretne tytuły, bo jakoś sobie nie przypominam nic odnoszącego się do Żydów czy komunizmu w czasie lekko przeszłym w starej szkole polskiej. I tylko błagam nie wyskakuj z Matką Joanną, bo zakonnice czy coś. Podobne wizerunki bohaterów? Serio? Gdzie w tamtym kinie miałeś tak płaskie i bierne postaci, jak tytułowa Ida? Konkrety, tytuły, bo póki co to żeś z Kill Billem totalnie od czapy wyskoczył i nie wiem czy sobie robisz jaja, czy profanujesz poziom starych filmów teraz.
            1. Nie, nie ma. A jak Ci się nie podoba, to sobie idź, odróżnij na przykład kino niemieckie od austrackiego, hiszpańskie od portugalskiego, belgijskie od holenderskiego – dla przeciętnego widza, zwłaszcza z Ameryki to nie ma znaczenia, jeśli sprzedaż mu dany film.
            2. Dystrybucja opiera się na dobrej reklamie m.in. Na razie żaden z Twoich przykładów mnie zresztą nie przekonał. A Agora dobry film, na pewno się sprzedał gdzieś.
            3. Zachód – na zachód od Polski :) Tam, gdzie robią dobre filmy bez podobnego szukania dziury w całym.

          • Grzegorz Fortuna

            Sorry, ale fakt, że czegoś nie widzisz, nie oznacza, że tego nie ma. A Nebraska jest przykładem z dupy, biorąc pod uwagę, ze to amerykański film, który po prostu jest czarno-biały. Nie zamierzam odrabiać za Ciebie pracy domowej. Poczytaj sobie o szkole polskiej, kręgu tematycznym, w którym się te filmy poruszały, i jak będziesz miał jakiekolwiek konkrety, które będą potwierdzały, że Ida się do tego nie odnosi, to wtedy napisz. Oczywiście, że tamte filmy nie komentowały komunizmu wprost (zgadnij, dlaczego), co nie zmienia faktu, że ten temat pojawiał się chociażby w „Pożegnaniach” Hasa. A skutki IIWŚ poniekąd analizowała większość tych filmów, by wspomnieć tylko Pasażerkę, Zaduszki czy Krzyż walecznych. Bo szkoła polska to nie tylko Popiół i diament i Matka Joanna. Argument o płaskiej postaci mogę skomentować jedynie śmiechem – rozumiem, że wszystkie zbieżności się nie liczą, bo Pawlikowskiemu się dana w Twoich oczach postać nie udała?
            1. Ma i to naprawdę ogromne. I nie wyskakuj z pierdołami dotyczącymi odróżniania kina niemieckiego od austriackiego, bo wiesz, że to nie na temat.
            2. Do czego Cię nie przekonał? Do myślenia? A dystrybucja opiera się przede wszystkim na systemie dystrybucyjnym, dobra reklama to pokłosie tego systemu. I znowu mijasz się z prawdą, bo Agora się nie sprzedała:

            http://www.boxofficemojo.com/movies/?id=agora.htm

            3. No to pokazuję Ci przykłady filmów, które zdobywały nagrody na zachodzie. „Tam, gdzie robią dobre filmy” – w wymyślonej przez Ciebie filmowej wersji Narnii? :)

          • Mefisto

            Nie, to oznacza, że to grubymi nićmi szyta intryga. Reżyser wybiera taką, a nie inną formę wyrazu, a banda fanbojów dorabia do tego hipotezy. Pasażerka to film (niedokończony) bezpośrednio o Holocauście, a nie zakonfidentowany podskórnie, jak Ida, która jedynie sugeruje. Zaduszki i Krzyż walecznych mogę jedynie zbyć niedowierzaniem względem Idy – oglądałeś Ty w ogóle te filmy czy rzucasz tak po prostu, bo jakoś się temat narzuca i pasuje do teorii?
            1. Sam brniesz tak daleko, więc teraz nie przekręcaj kota ogonem – albo rozróżniasz albo nie. Dalej zresztą nie napisałeś, jakie to ma znaczenie dla widza, który odgórnie ma wyjebane na nieamerykańskie kino.
            2. „A dystrybucja opiera się przede wszystkim na systemie dystrybucyjnym” – a masło na maśle. Jeśli coś kupujesz jako dystrybutor, musisz być w stanie to sprzedać, jeśli chcesz na tym zarobić. Szkoda jednak, że Agora się nie sprzedała – inna sprawa, że nie jest to jednak wielki fresk historyczny a la Gladiator.
            3. Nie mam czasu ani tym bardziej ochoty na czytanie dalej podobnych pierdół. Sorry.

          • Grzegorz Fortuna

            Mefisto, sorry, ale tak się po prostu nie da rozmawiać. Mówisz, że tematyka i miejsce produkcji nie mają znaczenia. Pokazuję Ci przykłady europejskich blockbusterów historycznych, które zarobiły mniej niż niskobudżetowa Ida i pytam prowokacyjnie, kiedy ostatnio obejrzałeś europejskie widowisko. Ty mi na to odpowiadasz, że nie wiesz, gdzie powstał oglądany przez Ciebie film, i pytasz, czy odróżniam film austriacki od niemieckiego. No wybacz, ale to jest niepoważne. W jednym masz rację – widz amerykański ma zasadniczo gdzieś kino europejskie, dlatego lepiej wypromować czasem coś niskobudżetowego (jak Ida, Rozstanie, Labirynt Fauna) niż silić się na próbę sprzedania mu widowiska, którego i tak nie kupi.
            Ja też nie mam ani czasu, ani ochoty na czytanie podobnych pierdół, skoro stosujesz kategorie, które powstały w Twojej głowie i których znaczenie znasz tylko Ty. Nie istnieje coś takiego jak „film zachodni”, bo niby kto miałby określać, co jest zachodnie, a co nie? Czy jeśli Córki dancingu pokonały kilka tysięcy „zachodnich” filmów na Sundance i zostały przyjęte ciepło przez Amerykanów, to są filmem zachodnim czy nie? Czy Ida jest zachodnia? A Bogowie, czyli biopic w amerykańskim stylu? Czy Jack Strong jest zachodni? Itd. itp. To kolejna pusta szufladka, którą możesz wypełniać według własnego uznania, ale mnie w to nie mieszaj.
            To o dystrybucji to nie jest – wbrew pozorom – masło maślane, bo jak się okazuje, nie wiesz nawet, o czym piszę: „Jeśli coś kupujesz jako dystrybutor, musisz być w stanie to sprzedać, jeśli chcesz na tym zarobić”. Właśnie o to chodzi, że znaczna większość amerykańskich filmów wysoko- i średniobudżetowych nie jest w ogóle sprzedawana, bo dystrybutor to część studia filmowego. Na tym między innymi polega integracja wertykalna przemysłu filmowego. I między innymi dzięki temu Hollywood jest hegemonem. A nie dzięki „dobrej reklamie”.
            Jeśli chodzi o Idę – ja nawet nie lubię tego filmu, co nie zmienia faktu, że odnosi się do konkretnej stylistyki i trzeba być ślepym, żeby tego nie zauważyć. I tak, widziałem oba te filmy, co prawda jeszcze na studiach, ale to i owo pamiętam.

          • Mefisto

            Nie, mówię, że sam kraj produkcji nie ma znaczenia i póki co jeszcze nie udowodniłeś, że jest inaczej. Jeśli nie potrafisz odróżnić produkcji niemieckiej od austriackiej albo szwedzkiej od finlandzkiej po wspomnianym przez Ciebie języku lub nazwiskach, tylko po prostu delektujesz się dobrym filmem, na jaki trafiłeś, to nie ma znaczenia skąd faktycznie pochodzi. Filmów nie sprzedaje się na zasadzie „szwedzka opowieść o epickiej miłości” tylko „epicka opowieść o wielkiej miłości”. Niepoważnym jest raczej stwierdzenie, że Labirynt fauna jest niskobudżetówką i mało widowiskowym filmem.
            A co tam ostatnio widziałem? niemiecki Upadek i jakiś francuski film o I wojnie światowej. No i Karbalę, ale na to może spuśćmy zasłonę milczenia – to tak w kwestii widowisk historycznych, choć nie mam pojęcia czy są to filmy, które sprzedały się na świecie. Inna sprawa, że takich produkcji zwyczajnie dużo nie powstaje ze względu na koszta.
            Idąc dalej – Bogowie są bardzo zachodni, bo na dobrą sprawę mogliby powstać w USA i nie szło by się połapać. Córek nie widziałem, ale wszystko wskazuje na to, że też. Przy Jacku Strongu Amerykanie z kolei pracowali, także przykład od czapy nieco. Z kolei Ida jest wybitnie i do zasrania polska – aż dziwne, że się o to pytasz, skoro to tak napiętnowany konotacjami film. Nie jest to pusta szufladka, bo ja tych filmów nigdzie nie wrzucam – ta „zachodniość” to raczej słowo-klucz odnoszące się do ich ogólnego poziomu realizacyjnego i swoistej uniwersalności (o czym już pisałem).
            Poza tym widzę, że sam już nie wiesz o czym piszesz, skoro rozmawiamy o produkcjach europejskich i możliwości ich szerokiej dystrybucji, a Ty mi wyjeżdżasz z hollywoodzkim systemem. Owszem, jest jak mówisz, ale jeśli amerykańskie studio/dystrybutor kupuje jakiś zagraniczny film na swój rynek, to dalej musi mieć pomysł na to, jak go sprzedać, jak zareklamować. Wszystko się kręci dzięki dobrej reklamie, czego dowodem zarówno teraz Deadpool (genialny marketing), jak i wcześniej John Carter i Lone Ranger (chujowy marketing, wtopy finansowe wielkości krateru). Dlatego też podanie kilku epickich tytułów europejskich, które się nie sprzedały i twierdzenie, że nie sprzedały się jedynie dlatego, że są europejskie, uważam za błędne podejście, gdyż nawet Titanica można zatopić. Zauważ przy tym także ostatnią tendecję w kinie stricte amerykańskim, które od paru lat migdali się coraz mocniej do azjatyckich rynków zbytu, umieszczając w swoich filmach „skośnookie” smaczki, czyli dokładnie to, czego chce się podjąć PISF jak mniemam.

          • Grzegorz Fortuna

            Ale kto mówi, że mi osobiście zależy na tym, żeby film był z danego kraju? Chodzi o jego sprzedaż, nie o to, co ja lubię oglądać na ekranie. To raz. Dwa, że od początku piszę o tym, że fakt, czy ona jest niemiecka czy austriacka nie ma znaczenia – ważne, czy jest amerykańska czy nie. Jeśli chodzi o udowodnienie, że kraj produkcji ma znaczenie – podałem Ci przykłady chyba z dziesięciu europejskich superprodukcji historycznych z ostatniej dekady, które w box offisie zatonęły jak Titanic. Tyle, jeśli chodzi o dowody.

            Miło natomiast, że potwierdzasz moją tezę – skoro ostatnie europejskie filmy historyczne, które widziałeś, to Upadek (sprzed dwunastu lat) i film, którego tytułu nawet nie pamiętasz, to sam sobie dopowiedz resztę w kontekście popularności i oddźwięku tego typu filmów :).

            Pisałem o hollywoodzkim systemie w konkretnym kontekście, więc to raczej Ty nie wiesz, co czytasz. Reklama nie jest najważniejsza (choć oczywiście jest ważna), jest częścią systemu dystrybucyjnego i to on tutaj wiedzie prym. „Transformersy” są ciulowo reklamowane, ale mimo tego sprzedają się jak ciepłe bułeczki; podobnie choćby „Jurrasic World”, nowy „Kopciuszek”, „Igrzyska śmierci”, kolejne części „M:I” czy „San Andreas” (a to tylko przykłady z zeszłego roku). Z drugiej strony – pomysłowo reklamowane „Dredd” czy „Grindhouse” zupełnie się nie sprzedały. Jeśli chodzi o „Johna Cartera” i „Lone Rangera”, to: oba bazują na markach, których nikt już dzisiaj nie pamiętam, oba miały kolosalnie rozdmuchane budżety, ponadto w pierwszym tytułową rolę gra zupełny no-name, a w drugim gra Johnny Depp, którego większość publczności przestała lubić już jakieś 3-4 lata temu. Owszem, oba miały beznadziejną reklamę, ale dobra reklama by tych filmów nie uratowała, bo nie było czego ratować. Taki „Lone Ranger” musiałby zarobić jakieś 600-700 milionów, żeby się zwrócić. To był po prostu poroniony pomysł.

            Masz rację co do azjatyckich smaczków (a dokładnie chińskich), ale tu nie chodzi o migdalenie się, a o wykorzystanie prężnie rozwijającego się rynku. Chiny wyrastają na drugi największy rynek na świecie, tymczasem dystrybucją ciągle zajmuje się tam władza (która zezwala na wprowadzanie tylko kilkunastu filmów amerykańskich rocznie). Producenci starają się więc umieścić cokolwiek chińskiego, żeby się na tę zgodę załapać.

          • Mefisto

            Ale mowa o ogólnej sprzedaży światowej, nie tylko na rynek stricte amerykański (który ostatnimi laty nawet dla rodzimych produkcji stanowi jedynie połowę sukcesu).
            Natomiast to, co ja oglądam, to nie jest wykładnik niczego. Usilnie się dojebałeś do tego, co ostatnio epickiego oglądałem (jakby to miało jakieś znaczenie), to Ci odpowiadam. Poza tym jasno napisałem, że takich produkcji nie powstaje wiele ze względu na koszta (oraz często względy polityczne, gdyż nie oszukujmy się – nakręcenie solidnego kina wojennego w Europie wymaga współpracy kilku krajów, których interesy będą w danej historii różne), a nie na popularność lub oddźwięk. Dalej zresztą idziesz w zaparte równie ślepo. Transformersy nie muszą być właściwie w ogóle reklamowane, bo to franczyza licząca sobie pińcet części i cała historia przemysłu zabawkarskiego, które są równie popularne w USA, jak – wbrew pozorom – legenda Lone Rangera. Jurassic World, Igrzyska śmierci, M:I – wymieniasz cały czas pojedyncze części większej całości, które jadą na marce, nie na reklamie. Dredd nie był pomysłowo reklamowany – wręcz przeciwnie, jego reklama nie nastrajała pozytywnie do filmu, dlatego poległ.
            Co do reszty Twoich domniemanych super przykładów wpadek, to one również są wybiórcze. Ciśniesz na kiczowaty Stalingrad, ale zapominasz już chociażby o sukcesie Nocnej straży z tego samego kraju. Raz jeszcze: reklama, swoisty prestiż (Oscar dla Idy był kluczowy dla jego finansów, tak jak dla wielu innych najlepiej sprzedających się filmó zagranicznych na amerykańskim rynku) i uniwersalna historia mogą ździałać cuda. Nie bez znaczenia są też trendy w kinie – swego czasu Hero spokojnie poleciał na popularności Smoka, na którą dziś już by nie mógł liczyć.

          • Grzegorz Fortuna

            Mefisto, powiedz mi, jak ja mam traktować rozmowę z Tobą poważnie, skoro w każdym komentarzu podkreślam, że mówię o wysokobudżetowych widowiskach historycznych, a Ty mi wyskakujesz z dość niskobudżetowym filmem science fiction?

            Dojebałem się do tego, co ostatnio oglądałeś, bo skoro nawet Ty, piszący o filmach, nie jesteś w stanie wymienić pięciu takich filmów, to skąd ma je znać przeciętny widz? I nie przywołuj w kółko jednego Stalingradu, bo po pięciu minutach szukania wymieniłem Ci kilka kolejnych: Pope Joan, Ostatni legion i nie pamiętam już co jeszcze. Ale mogę dorzucić do stawki następne: The Inquiry, Torant lo Blanc, Barbarossa. I to nie jest tak, że te filmy nie powstają, bo „nie ma pieniędzy”. Powstają, tylko o nich nie słyszysz, bo nikt ich nie chce ani dystrybuować, ani oglądać. Bo nikogo takie kino nie obchodzi (poza mieszkańcami krajów, w których te filmy powstają). Zresztą nawet taki europejski tytan box office’u jak Luc Besson poległ dwukrotnie na próbie zrobienia wysokobudżetowego kostiumowego widowiska przygodowego. Ciągle zresztą nie jesteś w stanie podać mi przykładów tych wielkich hitów nieamerykańskiego kina historycznego poza chwilową modą na kino chińskie i… Nocną strażą.

            Lone Ranger jest w USA tak zajebiście popularny, że ostatnia powieść o nim powstała w 1958 roku, emisję serialu z 2003 roku zarzucono po wyświetleniu pilota, bo nikt go nie chciał oglądać, a jedyna gra komputerowa z tym bohaterem powstała w roku, w którym przyszedłem na świat. Trzyma się jako tako bodaj tylko w świecie komiksu. Zrób research, zanim coś napiszesz.

            Co do reklamy i wyników – żaden z podanych przeze mnie przykładów nie jest tak oczywisty, jak Ci się wydaje, a już na pewno nie M:I (w wypadku którego część 4 zarobiła dwa razy więcej niż część 3, która sprzedała się bardzo średnio) czy Igrzyska śmierci (literatura YA nie jest, wbrew pozorom, samograjem, o czym przekonali się choćby twórcy Darów Anioła czy Intruza). Ale wierz sobie dalej w magiczną moc samej tylko reklamy, Twoja sprawa.

          • Mefisto

            Ja Ci wyskakuję? Sam sięgnąłeś po Labirynt Fauna dawno temu. Jak zresztą pisałem wcześniej – pogubiłeś się, bo ani Pope Joan, ani Ostatni legion to bynajmniej nie mi wymieniałeś, także sorry. Wymieniać sobie możesz zresztą dalej, tylko co z tego, skoro to wszystko, a przynajmniej większość, to przeciętniaki, zatem trudno wymagać, by usilnie je dystrybuowano, kiedy w kolejce masa lepszych filmów. Zatem tak, podtrzymuję swoje – jeśli film jest dobry, chwytliwy i ma solidną reklamę, to jesteś go w stanie sprzedać, a o to właśnie chodzi u podstaw całej dyskusji. Naprawdę nie wiem, co żeś się tak uparł na to, że „nikt nie chce oglądać”, skoro sukces filmu w b.o. zależy od całego mnóstwa czynników i reklama zajmuje wśród nich zdecydowanie ważniejsze miejsce, niż kraj produkcji. EOT z mojej strony.

      • Radek Buczkowski

        To proste, II Wojna Swiatowa jest latwieksza do sprzedania i wypromowania, a do tego w delikatnych czasach kryzysu na bliskim wschodzie, terroryzmu w Europie i narastajacych nastrojow skrajnie prawicowych, naprawde duzy film o Odsieczy Wiedenskiej (zwlaszcza jezeli forsowalby idee ochrony chrzescijanstwa) spotkalby sie ze zmasowana krytyka mediow liberalnych na zachodzie i mozliwymi problemami z dystrybucja w kilku wazniejszych krajach.

  • Jerzy Babarowski

    Widzę, że niezły hardkor tutaj.

    • Radek Buczkowski

      Jak na tematyke, to dyskusja moze i burzliwa, ale nadal kulturalna. Nawet jezeli bylo miejscami ostro to chyba smiertelnych wrogow nikt sobie tutaj nie narobil :)

  • Janek Steifer

    „czy poszlibyście na przykład na chiński film patriotyczny opowiadający o chińskiej historii tylko dlatego, że główną rolę grałby w nim, powiedzmy, Christian Bale? Bo tak się składa, że taki film powstał – miał tytuł Kwiaty wojny i kolosalny budżet. Nie chciał go oglądać nikt poza Chińczykami.”

    Lista Schindlera to film o niemieckiej i żydowskiej historii. Braveheart to film o szkockiej historii. Gladiator to film o rzymskiej historii. :) Problemem nie jest narodowość tylko wykonawcy i ewentualnie forma.

    • czyli scenariusz, reżyseria, twórcy i obsada :) Sama idea nie wystarczy do uratowania filmu, podobnie jak wyłącznie pieniądze nie uratują idei.

      Ale twoje przykłady są dość nietrafione :) Bo są takie tematy, które sprzedają się globalnie od zawsze: Cesarstwo Rzymskie i II Wojna Światowa. Braveheart to niezły przykład lokalnej historii zaprzęgniętej do szerzenia idei. Ale właśnie – ta idea nie jest związana z kompleksami Szkotów, ale jest po prostu dobrą, nośną, uniwersalną historią walki o wolność. Dodatkowo zrobioną przez Hollywood i dodatkowo zagraną po czymś w stylu angielskiego :) I Mel Gibson.

      • Janek Steifer

        „Ale twoje przykłady są dość nietrafione :)”

        Jak to sa nietrafione? Grzesiek pisze o tym, ze amerykanie potrafia opowiadac o swojej historii, to dalem przyklad, ze nie tylko o swojej. Amerykanie po prostu robią to dobrze, w odpowiedniej formie. Opowiadaja historie tak, by ich odczytanie bylo latwe dla obcych,, uniwersalne. A do tego po prostu mają dobrych, utalentowanych twórców, którzy znaja sie na operowaniu formą. :)

        (Nota bene, przyklady Grzeska dowodza na to, ze filmy finansowane przez państwo to porażka – dwie megaprodukcje z megagwiazdami, ktorych nikt nie obejrzal. :) )

        A scenografia to tylko scenografia. Liczy sie jakosc produktu i reklama. Cesarstwo Rzymskie nie sprzedaje sie, bo świat kocha Rzym, tylko, dlatego że interesuje ich odlegla przeszlosc – osadzenie historii Gladiatora w Egipcie raczej nie sprawiloby, ze stalby sie box offisową porażką. :) „Dances with Wolves” opowiada o amerykańskiej historii i też zarobił elegancko. Enyłej, przykładami możnaby sie jeszcze przecucac, ale nie ma sensu – ważna jest jakość produktu i reklama.

    • Grzegorz Fortuna

      Lista Schindlera to film Spielberga. Pisałem, że to wyjątek :). Gdyby Spielberg zrobił film o Bitwie pod Wiedniem, to prawdopodobnie też by się sprzedało. Gladiator to z kolei film o starożytności, czyli o korzeniach zarówno cywilizacji europejskiej, jak i – siłą rzeczy – amerykańskiej. Ale nie wiem, dlaczego wymieniasz filmy amerykańskie, z amerykańskimi aktorami, twórcami i ich systemem dystrybucji, skoro ja piszę o widowiskowych produkcjach z innych kręgów kulturowych. I podaję dość jasne przykłady – Stalingrad, 5 dni wojny, Kwiaty wojny. Przykładów europejskich/nieamerykańskich blockbusterów, które się zupełnie nie sprzedały, jest więcej – Agora, Katherine of Alexandria, Ostatni legion, Pope Joan i zapewne wiele więcej, ale żaden z nas ich nie zna, bo się nie przebiły :)

      Nie masz racji z tym, że Amerykanie wygrywają, bo robią to lepiej. To ma pewne znaczenie, ale Amerykanie przede wszystkim mają odpowiednio zintegrowane produkcję, dystrybucję i marketing plus pilnują, żeby im za bardzo nie wchodzić na rynek. Pod względem przemysłu kinematograficznego są najlepsi i najsilniejsi, ale integracja (horyzontalna i wertykalna) tego biznesu to tutaj klucz do sukcesu. Dlatego „narodowość” filmu ma kolosalne wręcz znaczenie. Amerykańskie są z miejsca na uprzywilejowanej pozycji. I ja na to nie psioczę czy coś, tak po prostu jest i każdy, kto w tym siedzi, Ci to powie.

      Odnośnie tego:

      (Nota bene, przyklady Grzeska dowodza na to, ze filmy finansowane przez
      państwo to porażka – dwie megaprodukcje z megagwiazdami, ktorych nikt
      nie obejrzal. :) )

      Bzdura :). Moje przykłady nie pokazują, że filmy FINANSOWANE przez państwo to porażka, tylko że filmy ZAMAWIANE przez państwo to porażka. Różnica jest ogromna :)

  • Radek Buczkowski

    Grzegorz, mocno sie przez Ciebie nie wyspalem i chodze jak Zombie w pracy. W sumie wczoraj szarzujac, gdy Ty pisales o tych zaledwie 4. rezyserach emerytach (choc nie tylko do nich pilem, ale ok), zapomanialem wspomniec najwazniejsze. Nie chodzi tu o fakt, ze ich filmy to jest 2% z wszystkich filmow, ale bardziej chodzi ile te filmy kosztowaly, bo PISF wylozyl na Walese i Bitwe Warszawska jakies 14 baniek (!), w porownaniu standardowych doplat na fabule (1-2 banki) i duzo mniejszych na krotkie metraze, animacje, naprawde sporo i patrzac na produkt finalny (sam pisales chyba zreszta niszczaca recke BW1920) pieniadze zwyczanie wyrzucone w bloto.

    Nie jest tez to cos czego nie mozna bylo sie spodziewac, bo chyba dajac zielone swiatlo dla Walesy, komisja wiedziala, ze to do bolu poprawna i omijajaca niewygodne szczegoly laurka. Natomiast kazdy kto widzial Ogniem i Mieczem oraz Stara Basn zdawal sobie sprawe, ze Hoffman jest absolutnie bez formy i zwyczajnie nie rozumie wspolczesnego kina (ten montaz, ta toporna rezyseria), zreszta sam zainteresowany, wygodnie rozlozony w fotelu mowil juz w trakcie zdjec (sam pamietasz co sie dzialo u nas na forum podczas oczekiwania na wiadoma katastrofe) takie banialuki, ze jasnym bylo, ze facet nie wie co robi. No jezeli takie wydatki sa spoko, bo waznym jest, ze w tej filmowej loterii trafi sie jednak cos niezlego, to jest to podesjcie slabe, nielogiczne, a z punktu widzenia biznesowego absolutnie glupie. Co najwazniejsze, tego typu szczodrosc moze miec miesce tylko wtedy gdy wiesz, ze nikt nie zakreci kurka z kasa.

    Dochodzimy w do sprawy politycznego gruntu, o ktory w sumie przywolywales mnie do tablicy. Nie chcialem w to wchodzic, bo uwazam, ze radosne czasy propagandy PISF dopiero przed nami, ale ok. Film o Walesia, laurka, zwlaszcza w dobie jego sprawy o „Bolka’ (ktora potem przegral), wygladalo jak silowanie sie w utrwalaniu legendy. Jest oczywiscie cos jeszcze, ale nie chce juz tutaj robic zamieszania. Jest temat na forum (nie, nie mowie o swiatopogladawym), w ktorym Wojskowy i Mental napisali kiedys pare slow w sprawie filmowego (mozliwego) politykowania i PR-owania. Odniose sie w tamtym temacie, dam znac i pogadamy.

  • SoKoMoK

    Nie jestem przeciwnikiem kina patriotycznego, ono też jest potrzebne, od warunkiem że te filmy nie będą jedynymi jakie powstają w Polsce. Jak wspomniał autor, siłą jest różnorodność.
    Z drugiej strony, nie lubię tzw. niszczenia legend. Są w historii Polski postacie wybitne, wręcz pomnikowe i takimi powinny pozostać. Dlatego nie spodobałoby mi się np. ukazanie Kościuszki czy Piłsudskiego chlejących wódę albo posuwających panienki – tutaj przekaz powinien być jednoznaczny – film ukazuje te cechy bohaterów które czyniły ich Wielkimi. A po Wielkich się „nie jeździ”.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Konglomerat betonu, szkła, metalu i krwi

Następny tekst

Nowe uniwersum Universalu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE