search
REKLAMA
Ranking redakcyjny

Redakcyjne TOP 5. Osobiste listy NAJLEPSZYCH filmów 2020 roku

REDAKCJA

18 stycznia 2021

REKLAMA

Poznaliście już wyniki Złotych Krabów 2020. Wiemy już, jakie filmy okazały się według naszej redakcji najlepsze w ubiegłym roku. Teraz pora na osobiste top 5 poszczególnych członków redakcji. Czy zgadzacie się z podsumowaniami naszych redaktorów? A może macie zupełnie inne zdanie na temat premier A.D. 2020? Dajcie znać!

Jacek Lubiński

  1. 1917 – absolutnie fenomenalne, kompletne dzieło. Wizualna maestria potwierdzająca siłę kinowego formatu i wagę seansu na dużym ekranie. Projekt stworzony właśnie po to, by przeżyć go w jak największym formacie. Bardzo się cieszę, iż udało mi się to dwukrotnie, zanim świat stanął na głowie. Wrażenia: bezcenne. Za bilet zapłaciłem MasterCard.
  2. Ukryte życie – Malick w formie, tradycyjnie ujmujący magnetyzującymi zdjęciami oraz poetyką narracji. Kino bolesne i trudne do polubienia, a przy tym długie, lecz jakże satysfakcjonujące i spełnione.
  3. Mank – laurka dla starego kina, jakże jednak inna od tego, co sezon wcześniej zaproponował Quentin Tarantino. Bliżej temu do hollywoodzkich przygód Charlesa Bukowskiego niż biografii, na którą chce pozować. Z całą pewnością jest to jednak portret człowieka obracającego się w ówczesnym środowisku filmowym, a nie, jak zwykło się sądzić, jakikolwiek zapis procesu twórczego, który stał za Obywatelem Kane’em. Jakkolwiek może więc treściowo rozczarowywać, to jest to kapitalnie zagrana i zrealizowana produkcja o świecie, którego już nie ma.
  4. Kłamstewsko – ciepła i urocza opowieść azjatycka o rodzinie oraz międzypokoleniowych, kulturowych różnicach. Nic odkrywczego, ale ma w sobie ducha Yasujirō Ozu – gdyby żył, być może sam podpisałby się pod tym tytułem.
  5. Dżentelmeni – bodaj najbardziej luzacki i rozrywkowy film, który udało mi się obejrzeć w normalnej dystrybucji i jedynym słusznym do tego miejscu. Rzecz nie tak dobra, jak klasyczne tytuły Ritchiego, ale wciąż posiadająca spore zasoby energii, humoru i ciętych dialogów.

Honorowa wzmianka: Ostatni taniec – serial, więc naturalnie musiał zostać pominięty, niemniej to de facto najbardziej emocjonująca rzecz ubiegłego roku obejrzana przeze mnie.

Tomasz Raczkowski

  1. Kłamstewko zjawiskowa opowieść na pograniczu dwóch odmiennych kultur i mentalności. Chińsko-amerykańska reżyserka łączy humor, wzruszenie i prostoduszną lekkość, opowiadając w gruncie rzeczy tragiczną historię o rozstaniu, tęsknocie, z przewrotnym dylematem moralnym w tle. Kłamstewko z całą swoją ambiwalencją emocjonalną świetnie oddaje niepokoje i rozterki mieszkanek i mieszkańców współczesnej globalnej wioski, umiejętnie spinając intymne dramaty z szerszymi tematami społecznymi. No, a do tego cały film niesie genialna Awkwafina.
  2. Tam gdzieś musi być niebo – być może najlepsze dotychczasowe dokonanie Elii Suleimana, wybitnego spadkobiercy satyrycznej melancholii Jacques’a Tati i niezrównanego portrecisty tragicznej absurdalności współczesnej Palestyny. W swoim najnowszym filmie Suleiman poszukuje równowagi, harmonii, ucieczki od strapień codzienności. Wydobywa przy tym poetycki urok rzeczywistości, ale i jej dysonanse, popychające do kolejnych poszukiwań. Wraz z Suleimanem przeżywamy fundamentalną dziwność, nieforemność świata, zarówno piękną, jak i smutną zarazem. Geniusz Tam gdzieś musi być niebo polega na tym, że zarówno jest, jak i nie jest metaforą.
  3. Domek w górach wypuszczony tylko na platformach streamingowych, ale w tym dziwnym roku to chyba żadna dyskwalifikacja. Film Severina Fiali i Veroniki Franz to pierwszorzędny horror psychologiczny, z zaskakującą świeżością przetwarzający klasyczny motyw zmagań odciętej od świata grupy osób. Tu jest to patchworkowa rodzina, zmagająca się ze świeżą jeszcze tragedią. Nieoczywistą protagonistką staje się z kolei „doszywana” do rodzinnego obrazka kobieta o niepokojącej przeszłości. Wszystko to motywy znane, lecz u Fiali i Franz podane z niezwykłym smakiem i wyczuciem. Kamera pięknie i niepokojąco prowadzi nas po tytułowym domku, a fenomenalna Riley Keough wiarygodnie katalizuje napędzające fabułę niepewność, strach i obsesje, wynosząc film do rangi jednego z najciekawszych filmów grozy ostatnich lat.
  4. Jezioro dzikich gęsi – przez długi czas był to ostatni film obejrzany przeze mnie w kinie przed jego zamknięciem (i to dosłownie tuż przed, na ostatnim wieczornym seansie przed lockdownem). Już z tego powodu szczególnie odcisnął się w mojej pamięci, ale nie (tylko) dlatego umieszczam go na tej liście. Jezioro Dzikich Gęsi to pierwszorzędne chińskie neo-noir, oferujące to, co najlepsze w tym nurcie – przewrotną intrygę kryminalną, fatalistyczną szamotaninę przetrąconych przez życie postaci i ponurą panoramę społeczną kraju. Misternie skonstruowane, zachwycające fenomenalnymi zdjęciami i choreografią poszczególnych scen Jezioro Dzkich Gęsi to jeden z mocniej zapadających w pamięć filmów zeszłego roku, z zadatkami na współczesnego klasyka lub przy odrobinie pomyślności – kultowy kryminał.
  5. Klimatyzator ten film spodobał mi się tak bardzo, że obejrzałem go aż dwa razy, na dwóch różnych festiwalach. Dzieło angolskiego artysty Fradique’a przynosi frapującą mieszankę kina miejskiego i realizmu magicznego, w której podążamy przez Luandę dotkniętą tajemniczą plagą spadających klimatyzatorów. Choć brzmi to przedziwnie, to był jeden z najbardziej relaksujących seansów w chaotycznym 2020 roku. Okraszony rewelacyjnym jazzowym soundtrackiem i klimatycznymi zdjęciami, angolski film ma w sobie podobnie senny magnetyzm co Cienie Johna Cassavetesa, zabierając widzów w niejednoznaczną podróż przez afrykańską metropolię, sprawiającą wrażenie zawieszonej pomiędzy – przeszłością i przyszłością, południem i północą, jawą i snem.

Special mention: Biały, biały dzień absolutnie jeden z moich ulubionych filmów roku, ale tutaj poza piątką, bo zrobił na mnie takie wrażenie na pokazie festiwalowym, że wymieniałem go już rok temu.

Filip Pęziński

  1. Małe kobietki – przepięknie zekranizowana przez Gretę Gerwig (która wyrasta na prawdziwą mistrzynię niewymuszonego kina feministycznego) opowieść o trudzie miłości, rozczarowaniu życiem i sile rodziny. Prawdziwy aktorski popis znakomitego zespołu, w którym znalazło się miejsce dla tak uwielbianych przeze mnie postaci kina jak Laura Dern, Saoirse Ronan, Florence Pugh czy Timothée Chalamet. Współczesny klasyk.
  2. 1917 niepowtarzalne filmowe przeżycie, w którym Sam Mendes zabiera widza dosłownie w środek wojny i pokazuje jej jakże rzadko obecne na wielkim ekranie oblicze – oderwane od jakiegokolwiek większego celu, romantyzmu, metafory czy patetyczności. W 1917 wojna to walka o każdy oddech, każde bicie serca. Wizualna perfekcja.
  3. Sala samobójców. Hejter – pierwsza na liście (i przy tym ostatnia) datowana na 2020 rok nie tylko datą polskiej dystrybucji, ale też światowej premiery. Te jednak pozostają zbieżne, bo Hejter jest filmem polskim, a przy tym jednym z tych mimo wszystko nielicznych, które całkowicie mnie zachwyciły. Mocna historia wpisująca się w trend klasowej walki, którego największym zwycięzcą okazał się koreański Parasite. Świetna realizacja (poza tymi nieszczęsnymi scenami z cyfrowego świata). Perfekcyjny Maciej Musiałowski w centralnej roli. Zostaje w głowie.
  4. Nieoszlifowane diamenty  emocjonalnie wyniszczająca podróż do świata bez nadziei, gdzie każdy krok oddalający głównego bohatera od ostatecznego upadku przynosi dwa kroki do niego zbliżające. Elektryzujący i niesamowicie pochłaniający seans. Świetny Adam Sandler. Mocne kino.
  5. Kłamstewko – małe-wielkie kino. Równie wzruszające, co zabawne. Ujmująca historia, wnikliwy portret pokolenia milenialsów, fascynujące spojrzenie w głąb chińskiej kultury. Warto.
REKLAMA