Connect with us

Recenzje

WYSTARCZY BYĆ. Prosta historia o życiu

Film WYSTARCZY BYĆ to kameralna opowieść o życiu, pełna satyry i refleksji, będąca jednym z najlepszych dzieł Petera Sellersa.

Published

on

Choć od dnia, kiedy po raz pierwszy obejrzałem Wystarczy być Hala Ashby’ego, minęło ładnych kilka lat, nigdy nie byłem (i wciąż nie jestem) w stanie jednoznacznie stwierdzić, co sprawia, że tak bardzo lubię ten film. Czy to ponadczasowy, choć opowiedziany w bardzo kameralny sposób przekaz? Świadomość, że oglądam pożegnalny, a przy tym jeden z najlepszych w karierze, popis Petera Sellersa? A może doskonała, ale też cierpka i z każdym rokiem zyskująca na aktualności satyra?

Advertisement

Historia, która wyszła spod pióra Jerzego Kosińskiego, nie zrobiła aż takiej furory, jak opublikowany pięć lat wcześniej Malowany ptak. Przynajmniej nie tuż po wydaniu. Twórczość polskiego pisarza, który w 1965 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo, budziła zresztą więcej kontrowersji. Właściwie każda z jego znaczących powieści wywoływała oburzenie (głównie za sprawą kontrowersyjnych treści, pod tym względem Wystarczy być jest chlubnym wyjątkiem), przynosząc też liczne posądzenia o plagiaty. Nie obyło się bez tego także w przypadku opowieści o Chaunceyu Gardinerze, którą nawet współcześni wydawcy wprost nazywają „amerykańską wersją Kariery Nikodema Dyzmy„. Nie drążąc jednak tematu, powiem tylko, że zupełnie się z tym nie zgadzam. Wydany w latach 30. XX wieku literacki odwet na sanacji Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z książką Kosińskiego łączy jedynie motyw bohatera, który w bardzo krótkim czasie zdobywa powszechne uznanie i sławę. Rys postaci, ich motywacje i rozwój sytuacji są jednak zupełnie inny. Jeśli mam być szczery, w moim odczuciu Chaunceyowi bliżej jest do Forresta Gumpa, ale jakoś nie spotkałem się z głosami, by Winston Groom splagiatował pewne motywy wydanego szesnaście lat wcześniej Wystarczy być.

Główny bohater – w oryginale noszący imię Chance (Szansa), w polskim przekładzie zaś Los (za książką: „na imię otrzyma Los, gdyż los sprawił, że przyszedł na świat”) – to upośledzony umysłowo („Jego matka, chociaż była bardzo ładną kobietą, umysł miała – podobnie jak i on – niesprawny”) mężczyzna w średnim wieku, który całe życie spędził w izolacji. Był sierotą (matka zmarła przy porodzie, nie wiadomo, co stało się z ojcem), a pod swoje skrzydła przygarnął go Stary Człowiek – tak określa go nasz bohater. Chance dorastał bez kontaktu z innymi ludźmi (poza nielicznymi współpracownikami), nigdy nie nauczył się czytać ani pisać, natomiast świetnie radził sobie jako ogrodnik, do czego został przyuczony w młodości.

Advertisement

Oprócz doglądania roślin jego codziennym zajęciem było oglądanie telewizji, która – choć nie rozumiał zasad jej działania – stanowiła dla niego jedyny łącznik ze światem zewnętrznym. Problemy zaczęły się, gdy Stary Człowiek zmarł, a prostolinijny mężczyzna, który poza pracą w ogrodzie na tyłach kamienicy nigdy jej nie opuszczał, nie figurował też na listach płac swego gospodarza ani nie posiadał żadnych dokumentów, musiał poradzić sobie sam w zupełnie obcym mu miejscu.

NAJLEPSZE FILMY LAT 70. - WIELKI RANKING KMF

Wydane w 1970 roku Wystarczy być to dość krótka powieść. Posiadany przeze mnie egzemplarz ma raptem 135 zadrukowanych dość dużą czcionką stron (format nieco mniejszy od A5). Nie wydaje mi się, by objętość przekraczała sto stron znormalizowanego maszynopisu, co tym bardziej zadziwia, biorąc pod uwagę, jak wiele szczegółów pominięto w filmie. Większość scen i dialogów, które widzimy w produkcji z 1979, pojawia się na kartach powieści w znacznie dłuższej wersji. Być może dlatego naiwność społeczeństwa (w szczególności wyższych sfer), w filmie zdaje się znacznie bardziej nieprawdopodobna. Bywa, że podnoszone jest to jako zarzut, ale moim zdaniem to tylko niewielkie wyolbrzymienie, jedynie wzmacniające satyryczny przekaz Wystarczy być.

Advertisement

Wyraźne odejście od książkowych wydarzeń obserwujemy dopiero w końcówce, co jest o tyle zaskakujące, że scenarzystą produkcji był sam Jerzy Kosiński (przy scenopisie pomagał też niewymieniony w czołówce Robert C. Jones – znany głównie jako montażysta takich filmów, jak Zgadnij, kto przyjdzie na obiad, Nic nie widziałem, nic nie słyszałemTen szalony, szalony świat). Być może uznano jednak, że pozostawiająca widza w niepewności i szeroko dyskutowana od niemal czterech dekad scena spaceru Chance’a po jeziorze, zwieńczona słowami „Życie to stan umysłu”, będzie bardziej intrygująca. I rzeczywiście jest – lecz najważniejsze, że zachowano ducha oryginału i bardzo wiernie odzwierciedlono go na wielkim ekranie.

Fota #39 - Gene Kelly i Fred Astaire

Warto podkreślić, że kluczową rolę w powołaniu do życia tej – jak się okazało – oscarowej produkcji, odegrał Peter Sellers. Jeden z najwybitniejszych aktorów komediowych w historii kinematografii bardzo zabiegał o ekranizację Wystarczy być. Starania rozpoczął już w roku 1972, lecz brakowało producentów, którzy uwierzyliby w potencjał projektu. Książka Kosińskiego nie zrobiła wielkiej furory, fabuła zdawała się dość banalna, a do tego zbyt nudna, by dobrze wypaść na ekranie. Brak tu zmian tempa narracji czy momentów, w których można by odczuć nagłe przyspieszenie akcji, a trzeba pamiętać, że mowa o tytule przeszło dwugodzinnym. Po siedmiu latach starań jednak się udało – sam Sellers odegrał główną rolę, choć nie jestem przekonany, czy fizycznie pasował do książkowego opisu:

Advertisement

Ten O’Grodnick to naprawdę wyjątkowy facet. Męski, dobrze ubrany, o pięknym głosie, jest jakby skrzyżowaniem Teda Kennedy’ego z Carym Grantem.

Grunt, że ryzykowne przedsięwzięcie ostatecznie się powiodło (ba, wyszło nad wyraz udanie!). Co więcej, wcale nie trzeba było w tym celu wiele kombinować. Wystarczyło dobre odegranie scen, w których całą satyrę oparto na dwóch głównych motywach: ogrodnictwie oraz telewizji, a także wybornej grze aktorskiej.

Nasz pozostawiony na pastwę losu niepełnosprawny umysłowo bohater rusza w świat z nienagannym strojem, jaki „odziedziczył” po Starym Człowieku (mowa o garniturach sprzed kilku dekad, które Chance znalazł na strychu), wiedzą o pielęgnacji roślin i pilotem do telewizora, z którym nigdy się nie rozstawał. Na skutek zbiegu okoliczności uległ jednak wypadkowi – został potrącony przez szofera Eve Rand (Shirley MacLaine) – żony schorowanego miliardera Benjamina Randa (Melvyn Douglas). Zaskoczona sytuacją kobieta postanawia zabrać rannego mężczyznę do swej willi, gdzie przebada go prywatny lekarz.

Advertisement

Chance przedstawia się jako ogrodnik (gardener w języku angielskim), ale będąca w lekkim szoku Eve opacznie odbiera jego słowa. W ten sposób nadaje mu imię Chauncey Gardiner (w polskim przekładzie Los ogrodnik został Rossem O’Grodnickiem), co zresztą bardzo podoba się mężczyźnie. W końcu z telewizji wie, że namiętnie oglądani przez niego ludzie mają dwa nazwiska – jedno, którym posługują się na ekranie, i drugie, widniejące w napisach końcowych.

Ani w filmie, ani na kartach powieści Jerzy Kosiński nie precyzuje czasu akcji Wystarczy być. Możemy jedynie przypuszczać, że są to lata 60. Ich pierwszą połowę sugerowałoby kilkukrotne podkreślenie, że należące w latach 20. do Starego Człowieka garnitury, które obecnie nosi Chance, „znów są w modzie”. Także wspominane bezrobocie było podczas kadencji Johna F. Kennedy’ego najwyższe w tym okresie. Osobiście uważam jednak, że polski pisarz nawiązywał raczej do pogłębiających się w drugiej połowie tej dekady problemów gospodarczych Stanów Zjednoczonych (szczególnie dotkliwych za czasów Lyndon B.

Advertisement

Johnson, prezydenta w latach 1963–1969) oraz zadyszki, jaką wywołała stopniowo przegrywana wojna w Wietnamie (słowa o wojnie padają w książce, ale nikt nie precyzuje, której). To jednak sprawa drugorzędna, gdyż trudna sytuacja gospodarcza stanowi w Wystarczy być jedynie pretekst, by Chauncey mógł operować swymi – zdaniem słuchający go osób – niezwykle szczerymi i trafnymi metaforami, porównującymi sytuację w kraju do ogrodnictwa.

W ogrodzie złe i dobre okresy następują po sobie. Po wiośnie i lecie nadchodzi jesień i zima, a potem znów wiosna i lato.

Truizmy, jakimi rzuca Gardiner, za sprawą pana Randa trafiają do samego prezydenta USA (Jack Warden), a gdy ten w jednym ze swych przemówień parafrazuje słowa dziwacznego, acz poczciwego nieznajomego, o którym nikt nigdy nie słyszał, w kraju – a w szczególności wśród wyższych sfer – przyjmowany jest on z niesamowitym entuzjazmem. Ot, magia nadinterpretacji i wyraźne uderzenie w powierzchowność, z jaką wygłaszane są polityczne postulaty, oraz łatwość ich przyswajania przez społeczeństwo.

Advertisement

Pan O’Grodnick posiada niezwykły dar upraszczania najbardziej skomplikowanych zagadnień poprzez sprowadzanie wszystkiego do konkretów, do własnego domu i ogrodu.

Chance nie ma w gruncie rzeczy pojęcia, co tak naprawdę dzieje się wokół niego. Nawet telewizja, którą tak uwielbia, w jakimś stopniu była dla niego niezrozumiała. Jak więc miał rozumieć szał, jaki zapanował na jego punkcie? I tu właśnie tkwi siła Wystarczy być.

Satyra na amerykańską śmietankę towarzyską szalejącą z zachwytu nad komunałami, błędnie odbieranymi jako wyszukane metafory, to jedno. Nie mam bowiem wątpliwości, że efekt byłby dużo słabszy, gdyby nie doborowa obsada, na czele z Peterem Sellersem, który w Wystarczy być odgrywa jedną z najlepszych swoich ról (za co zresztą otrzymał trzecią i ostatnią w karierze nominację do Oscara), ale też partnerującymi mu Shirley MacLaine oraz Melvynem Douglasem (Oscar dla najlepszego aktora drugoplanowego). Nie sposób jednak nie zauważyć ponadczasowości tego, zdawałoby się, prostego przekazu.

Advertisement

Dziś, po 38 latach od premiery filmu (i niemal pół wieku po publikacji książki), można wręcz odnieść wrażenie, że jest znacznie gorzej, niż było. Pierwsze strony gazet zawładnięte przez celebrytów „znanych z tego, że są znani” to aż nadto wyraźny sygnał, że coś poszło nie tak. Nie bez winy jest tu natomiast drugi z motywów tej historii, czyli telewizja – ale i szerzej – media. W końcu to one w mniejszym lub większym stopniu kreują świat, w jakim przyszło nam żyć.

Advertisement

Koniec końców Wystarczy być, choć na wskroś przerysowane, stanowi świetne remedium dla ludzi owładniętych chęcią zaistnienia za wszelką cenę. Gorzka prawda jest bowiem taka, że mimo starań zawsze będziemy uzależnieni od tego, czy uda nam się zdobyć uwagę odpowiednich osób – a na zabieganie o to najzwyczajniej w świecie szkoda życia. To jak policzek wymierzony każdemu, kto pragnie za bardzo, podczas gdy… wystarczy być.

Powieść wydana w roku 1970, a zekranizowana przez Hala Ashby’ego dziewięć lat później, jest nie tylko satyrycznym obrazem zmanierowanych elit i ogłupianego przez media społeczeństwa, ale i z biegiem lat niepokojąco zyskującym na aktualności przekazem, który urzeka nie tym, że próbuje ukazywać jakąś wyższą prawdę, a właśnie subtelnością, z jaką uświadamia proste idee, o których wiele osób najzwyczajniej w świecie zapomina. A wszystko w wydaniu bardzo stonowanym, nie szczędzącym jednak komicznych momentów, które ani przez moment nie zabiegają o uśmiech – ten przychodzi sam, w sposób zupełnie naturalny. Jak wiosna i lato po jesieni i zimie.

Advertisement

Wystarczy być to ostatni film Petera Sellersa, jaki ukazał się za jego życia. Brytyjczyk zagrał jeszcze w Szatańskim planie doktora Fu Manchu, lecz nie doczekał jego premiery.

Przytoczone fragmenty pochodzą z książki: Jerzy Kosiński, Wystarczy być, tłum. Julita Wroniak-Mirkowicz, wydanie II, Wyd. Albatros, Warszawa 2011.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *