search
REKLAMA
American Film Festival 2022

WIELORYB. Brendan Fraser powraca w monstrualnej formie [Recenzja]

„Wielorybowi” znacznie bliżej do teatru niż kina, także za sprawą emocjonalnej głębi tej historii.

Dawid Myśliwiec

13 listopada 2022

Wieloryb Brendan Fraser The Whale 1
REKLAMA

Brendan Fraser z pewnością nie miał w ostatnich latach łatwo. Wypadł z głównego aktorskiego obiegu, na który – zdawałoby się – był skazany po sukcesie serii filmów Mumia. Przez długi czas Fraser zmagał się z depresją po stracie matki, a kolejne lata znikomej obecności na ekranach sprawiły, że niemal zupełnie o nim zapomniano. Wieloryb Darrena Aronofsky’ego ma szansę zmienić ten stan rzeczy – w ekranizacji sztuki Samuela D. Huntera Brendan Fraser daje prawdziwy aktorski popis.

Charlie jest więźniem we własnym domu – ważąc blisko 300 kilogramów, nie jest już w stanie wychodzić na zewnątrz, a jedyny kontakt ze świeżym powietrzem ma wtedy, gdy otwiera drzwi, by odebrać pizzę pozostawioną przez dostawcę na ganku. Charlie jest wykładowcą uniwersyteckim i prowadzi kurs kreatywnego pisania – przed uczniami udaje, że nie może włączyć wizji ze względu na zepsutą kamerę w laptopie, a tak naprawdę po prostu ukrywa się przed światem zewnętrznym. Gdy poznajemy głównego bohatera Wieloryba, jego zdrowie jest w opłakanym stanie – pielęgniarka i przyjaciółka Liz (Hong Chau) usiłuje zmusić Charliego, by pojechał do szpitala, ale ze względu na brak ubezpieczenia mężczyzna odmawia. Zamiast tego, mając świadomość zbliżającego się końca, Charlie decyduje się skontaktować z nastoletnią córką Ellie (Sadie Sink), oferując zbuntowanej dziewczynie pieniądze za spędzenie z nim odrobiny czasu. W to wszystko wplątuje się też dobroduszny Thomas (Ty Simpkins), przedstawiciel religijnej sekty, który niczym komiwojażer odwiedza dom Charliego po to tylko, by zostać uwikłanym w skomplikowaną historię skrajnie otyłego mężczyzny.

Wieloryb Sadie Sink

Nawet nie mając świadomości, że Wieloryb jest ekranizacją sztuki teatralnej, można odnieść wrażenie, że dzieło Aronofsky’ego to nie film, a przedstawienie. Zamknięta przestrzeń, ograniczona liczba bohaterów, często powtarzające się wejścia i wyjścia poszczególnych postaci – to wszystko sprawia, że Wielorybowi znacznie bliżej do teatru niż kina, także za sprawą emocjonalnej głębi tej historii. Podczas dwugodzinnego seansu niemal każda relacja Charliego – z Liz, Ellie, jej mamą Mary (Samantha Morton) – podlega gruntownej analizie, a nadchodząca wielkimi krokami śmierć skłania bohatera do przepracowania nawet najtrudniejszych emocji w relacjach z kobietami jego życia. W tej straceńczej autoterapii swoją rolę do odegrania ma także zagubiony Thomas, który z jakiegoś powodu ciągle wraca do mieszkania Charliego i ostatecznie pomaga mu zrozumieć prawdę o jego córce. Wieloryb zabiera widza w podróż emocjonalnym rollercoasterem i choć gdzieniegdzie można odnaleźć chwilę wytchnienia, po seansie jeszcze długo kręci się w głowie po tej przejażdżce.

Film Darrena Aronofsky’ego to aktorski majstersztyk. Już po viralowych nagraniach z Wenecji, na których płaczący rzewnymi łzami Fraser przyjmował owacje na stojąco, wiadomo było, że główna kreacja aktorska będzie znakomita – i tak właśnie jest. Ale nie tylko dawny gwiazdor Mumii, wspinający się na absolutne wyżyny swoich umiejętności, zasługuje tu na uznanie – nominację do Oscara już dziś przyznałbym Hong Chau, która jako Liz jest absolutnie fenomenalna: jest bezpośrednia i stanowcza, ale potrafi też rozbawić i wzruszyć. To bez wątpienia jedna z najbardziej charyzmatycznych drugoplanowych kreacji, jakie widziałem w tym roku. Blednie przy niej natomiast występ Sadie Sink, która jest już bardzo blisko zamknięcia w szufladce „ta zbuntowana ruda” – klnąca jak szewc Ellie jest podkręconą wersją Max, w którą Sink wciela się w serialu Stranger Things, a i w netflixowej trylogii Ulica Strachu grała podobnie pyskatą małolatę. Znacznie wyżej oceniam kreację Ty’a Simpkinsa, który w niezwykle wiarygodny sposób ukazuje zagubienie Thomasa, dobrego chłopaka, który zwyczajnie nieco pobłądził.

Wieloryb to bardzo udany reżyserski powrót Darrena Aronofsky’ego po pięciu latach, kiedy to poniósł drugą z rzędu sromotną porażkę za sprawą mother! W historii Charliego znowu objawia się jeden z najczęściej pojawiających się w jego twórczości wątków – kompulsywność zachowań głównego bohatera. To stale powracający motyw w filmografii Aronofsky’ego – protagoniści Pi, Źródła, Zapaśnika czy Czarnego łabędzia tkwili w szponach obsesji, choć jej powody za każdym razem były inne. Kompulsywne obżarstwo Charliego wynika z emocjonalnej traumy, którą przeżył przed laty, ale do dziś nie przepracował. Wieloryb jest dla naszego bohatera okazją, by wreszcie to zrobić, a uporanie się ze skrywanym przez lata bólem okaże się kluczem do wyzwolenia Charliego. Kto wie, może dzięki filmowi Aronofsky’ego na swój sposób wyzwoli się także Brendan Fraser?

Dawid Myśliwiec

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA