Recenzje

SPE3D. Finał trylogii z Keanu Reevesem i wojna w Hollywood

Karkołomne warunki produkcyjne, konflikt z branżą i partyzancki marketing. Znacie trzecią część Speed?

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Na krawędzi

Słusznie możecie być zdziwieni. Niejednemu kinomanowi trzecia część Speed gdzieś umknęła, ale jej istnienie naprawdę mogło zostać niezarejestrowane. Tym bardziej że wielu wpływowym grupom zależało na ukryciu Spe3d. Na wymazaniu go z historii kina i wykluczeniu z masowego obiegu. Filmowe środowisko zapewniło mu negatywny PR, a przebiegająca na peryferiach Hollywood produkcja, a później partyzancki marketing i dystrybucja sprawiły, że Spe3d nie miał szans przebić się do świadomości widzów. Ze wsparciem i dobrym słowem przyszła jedynie nieliczna publiczność, która miała okazję zobaczyć kontrowersyjne zwieńczenie trylogii. Spe3d z czasem stał się filmem kultowym. To hasło, obecnie widywane na każdym plakacie, do reżyserskiego debiutu Jasona Patrica pasuje akurat jak ulał.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1998 roku. Jan de Bont (reżyser dwóch pierwszych części) po przetrawieniu komercyjnej i artystycznej klęski Speed 2: Wyścig z czasem miał ogromną potrzebę rehabilitacji. Zwrócił się do Dicka McDowella z prośbą o wykupienie licencji marki Speed, należącej wtedy do 20th Century Fox. Majętnemu, ale nie mającemu dobrej reputacji producentowi filmów pornograficznych szczęśliwie udało się dobić targu z wielkim studiem. McDowell szybko zgromadził wysoki budżet, dając sygnał de Bontowi, by startował z produkcją.

Wysoka gaża była kartą przetargową przy podpisywaniu kontraktu ze zdobywającym coraz większą sławę Keanu Reevesem. Z kolei Jason Patric, pracujący na poczcie od dnia premiery Speed 2, nie zastanawiał się ani chwili. Od razu po telefonie de Bonta rzucił w kąt uniform listonosza i pojechał pospiesznym autobusem (mając za wzór metodę Stanisławskiego) do domu reżysera, by zgłębiać psychologiczny portret swojej postaci. Na epizodyczną rolę zgodziła się nawet Sandra Bullock. Zakontraktowanie gwiazd było ostatnim sukcesem Jana de Bonta na planie Spe3d.

Spe3d to legenda, ale też film tabu.

Następne wydarzenia wypada wspomnieć jedynie w telegraficznym skrócie. W połowie zdjęć McDowell wycofał się z finansowania i uciekł do Wenezueli, zostawiając filmowcom jedynie prywatny helikopter, którym sporadycznie przylatywał na plan. Niedługo później z niewiadomych przyczyn de Bont całkowicie stracił zapał do pracy. Na reżyserskim stołku zastąpił go Jason Patric, w równym stopniu zafascynowany powstającym filmem, co pozbawiony jakichkolwiek reżyserskich umiejętności. Zdeterminowany aktor na przekór wszystkim starał się dociągnąć produkcję do końca. Wiązało się to z brakiem regularnych wypłat dla odtwórców ról (co słusznie zdenerwowało aktorską gildię), ciągłym modyfikowaniem, przepisywaniem i poprawianiem scenariusza de Bonta (co było całkowicie niezgodne z kodeksem związku zawodowego scenarzystów) oraz z utopieniem kilku kamer wypożyczonych od Warner Bros. (co skończyło się sądowym pozwem na kilka milionów dolarów o zniszczenie mienia). Spe3d zostało znienawidzone przez całe Hollywood.

Mimo ciągle rzucanych Patricowi pod nogi kłód udało się nagrać cały materiał. Następnie zmontować go w garażu znajomego filmowca-amatora i finalnie wypuścić na kasetach VHS w kilkuset kopiach. Zresztą liczba późniejszych pozwów o nieprawomocne wykorzystanie wizerunku nie była dużo mniejsza.

Przejdźmy jednak do samego filmu, którego akcja przeniesiona została w przestworza. Jason Patric grafomańsko się z tej decyzji wytłumaczył: “W Spe3d chciałem nawiązać do pamiętnej tyrady Winstona Churchilla z 1940 roku, zapowiadającej bezwzględną walkę z nazistami. Walkę we wszystkich możliwych warunkach i na różnorakich powierzchniach. Jak w Speed pędziliśmy przez miejskie ulice, w drugiej części płynęliśmy statkiem po oceanie, tak trzecia część musiała być konsekwentnym domknięciem tych wątków. Przestrzeń powietrzna była więc jedynym słusznym wyborem. Szkoda byłoby również nie skorzystać z helikoptera McDowella”.

Większość filmu rozgrywa się w kabinie turystycznego śmigłowca, latającego nad Miastem Aniołów. Na pokład jednocześnie wsiadają otyły, zmęczony życiem Jack (Keanu Reeves) i Alex (Jason Patric), wymieniający SMS-y z ukochaną Annie (Sandra Bullock). Ta, już sporo spóźniona, stojąca w korku i niezdejmująca dłoni z klaksonu, jedzie odebrać ze szkoły ich syna (Haley Joel Osment). Wysyłane przez małżonków wiadomości mają błysk i zadziorność. Czasami ich rozmowa zbacza w dygresje. Partnerzy nie unikają ciętych ripost i dwuznacznych odpowiedzi. To kawał pierwszorzędnego, niebanalnego scenopisarstwa. Szkoda, że twórcy poświęcili temu wątkowi tak mało czasu.

Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że helikopter zaraz po wystartowaniu zostaje uprowadzony. Porywaczem jest Jimmy Payne (w tej roli Robert Patric, drugi syn z trzeciego małżeństwa Jasona), bratanek Howarda – znanego z pierwszej części terrorysty granego przez Dennisa Hoppera. Antagonista stawia dwa warunki. W przeciągu godziny na jego konto ma wpłynąć dziesięć milionów dolarów, a do tego czasu śmigłowiec nie może zejść poniżej pułapu dwóch kilometrów. Jimmy informuje negocjatora, że co piętnaście minut będzie zabijał jednego pasażera. Zgoda, niewiele w tym oryginalności. Czy to jednak naprawdę ona przyciąga do kin masy?

Debiutujący jako operator Jason Patric starał się nadać szczególny wizualny charakter Spe3d. Kontrastowe zderzenia czerwieni z bielą, naturalne oświetlenie czy malarskie plany bliskie wyraźnie wskazują, że inspiracją Patrica musiała być praca Svena Nykvista przy Szeptach i krzykach. Natomiast częsta improwizacja na planie, swoboda w prowadzeniu głównego wątku sprawiają, że Spe3d narracyjnie przypomina największe dzieła francuskiej Nowej Fali. Jason Patric nie przez przypadek do paczki dla Jean-Paula Belmonda obok kubańskich cygar i butelek whiskey włożył kasetę ze Spe3d.

Ostatnio dodane