Connect with us

Recenzje

SPE3D. Finał trylogii z Keanu Reevesem i wojna w Hollywood

SPE3D to kontrowersyjny finał trylogii, który zyskał status kultowego, mimo że Hollywood starało się go ukryć. Odkryj jego historię!

Published

on

SPE3D. Finał trylogii z Keanu Reevesem i wojna w Hollywood

Słusznie możecie być zdziwieni. Niejednemu kinomanowi trzecia część Speed gdzieś umknęła, ale jej istnienie naprawdę mogło zostać niezarejestrowane. Tym bardziej że wielu wpływowym grupom zależało na ukryciu Spe3d. Na wymazaniu go z historii kina i wykluczeniu z masowego obiegu. Filmowe środowisko zapewniło mu negatywny PR, a przebiegająca na peryferiach Hollywood produkcja, a później partyzancki marketing i dystrybucja sprawiły, że Spe3d nie miał szans przebić się do świadomości widzów.

Advertisement

Ze wsparciem i dobrym słowem przyszła jedynie nieliczna publiczność, która miała okazję zobaczyć kontrowersyjne zwieńczenie trylogii. Spe3d z czasem stał się filmem kultowym. To hasło, obecnie widywane na każdym plakacie, do reżyserskiego debiutu Jasona Patrica pasuje akurat jak ulał.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1998 roku. Jan de Bont (reżyser dwóch pierwszych części) po przetrawieniu komercyjnej i artystycznej klęski Speed 2: Wyścig z czasem miał ogromną potrzebę rehabilitacji. Zwrócił się do Dicka McDowella z prośbą o wykupienie licencji marki Speed, należącej wtedy do 20th Century Fox.

Advertisement

Majętnemu, ale nie mającemu dobrej reputacji producentowi filmów pornograficznych szczęśliwie udało się dobić targu z wielkim studiem. McDowell szybko zgromadził wysoki budżet, dając sygnał de Bontowi, by startował z produkcją.

Advertisement

Wysoka gaża była kartą przetargową przy podpisywaniu kontraktu ze zdobywającym coraz większą sławę Keanu Reevesem. Z kolei Jason Patric, pracujący na poczcie od dnia premiery Speed 2, nie zastanawiał się ani chwili. Od razu po telefonie de Bonta rzucił w kąt uniform listonosza i pojechał pospiesznym autobusem (mając za wzór metodę Stanisławskiego) do domu reżysera, by zgłębiać psychologiczny portret swojej postaci. Na epizodyczną rolę zgodziła się nawet Sandra Bullock. Zakontraktowanie gwiazd było ostatnim sukcesem Jana de Bonta na planie Spe3d.

Następne wydarzenia wypada wspomnieć jedynie w telegraficznym skrócie. W połowie zdjęć McDowell wycofał się z finansowania i uciekł do Wenezueli, zostawiając filmowcom jedynie prywatny helikopter, którym sporadycznie przylatywał na plan. Niedługo później z niewiadomych przyczyn de Bont całkowicie stracił zapał do pracy. Na reżyserskim stołku zastąpił go Jason Patric, w równym stopniu zafascynowany powstającym filmem, co pozbawiony jakichkolwiek reżyserskich umiejętności.

Advertisement

Zdeterminowany aktor na przekór wszystkim starał się dociągnąć produkcję do końca. Wiązało się to z brakiem regularnych wypłat dla odtwórców ról (co słusznie zdenerwowało aktorską gildię), ciągłym modyfikowaniem, przepisywaniem i poprawianiem scenariusza de Bonta (co było całkowicie niezgodne z kodeksem związku zawodowego scenarzystów) oraz z utopieniem kilku kamer wypożyczonych od Warner Bros. (co skończyło się sądowym pozwem na kilka milionów dolarów o zniszczenie mienia). Spe3d zostało znienawidzone przez całe Hollywood.

Mimo ciągle rzucanych Patricowi pod nogi kłód udało się nagrać cały materiał. Następnie zmontować go w garażu znajomego filmowca-amatora i finalnie wypuścić na kasetach VHS w kilkuset kopiach. Zresztą liczba późniejszych pozwów o nieprawomocne wykorzystanie wizerunku nie była dużo mniejsza.

Advertisement

Przejdźmy jednak do samego filmu, którego akcja przeniesiona została w przestworza. Jason Patric grafomańsko się z tej decyzji wytłumaczył: „W Spe3d chciałem nawiązać do pamiętnej tyrady Winstona Churchilla z 1940 roku, zapowiadającej bezwzględną walkę z nazistami.

Walkę we wszystkich możliwych warunkach i na różnorakich powierzchniach. Jak w Speed pędziliśmy przez miejskie ulice, w drugiej części płynęliśmy statkiem po oceanie, tak trzecia część musiała być konsekwentnym domknięciem tych wątków. Przestrzeń powietrzna była więc jedynym słusznym wyborem. Szkoda byłoby również nie skorzystać z helikoptera McDowella”.

Advertisement

Większość filmu rozgrywa się w kabinie turystycznego śmigłowca, latającego nad Miastem Aniołów. Na pokład jednocześnie wsiadają otyły, zmęczony życiem Jack (Keanu Reeves) i Alex (Jason Patric), wymieniający SMS-y z ukochaną Annie (Sandra Bullock). Ta, już sporo spóźniona, stojąca w korku i niezdejmująca dłoni z klaksonu, jedzie odebrać ze szkoły ich syna (Haley Joel Osment).

Wysyłane przez małżonków wiadomości mają błysk i zadziorność. Czasami ich rozmowa zbacza w dygresje. Partnerzy nie unikają ciętych ripost i dwuznacznych odpowiedzi. To kawał pierwszorzędnego, niebanalnego scenopisarstwa. Szkoda, że twórcy poświęcili temu wątkowi tak mało czasu.

Advertisement

Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że helikopter zaraz po wystartowaniu zostaje uprowadzony. Porywaczem jest Jimmy Payne (w tej roli Robert Patric, drugi syn z trzeciego małżeństwa Jasona), bratanek Howarda – znanego z pierwszej części terrorysty granego przez Dennisa Hoppera. Antagonista stawia dwa warunki. W przeciągu godziny na jego konto ma wpłynąć dziesięć milionów dolarów, a do tego czasu śmigłowiec nie może zejść poniżej pułapu dwóch kilometrów.

Jimmy informuje negocjatora, że co piętnaście minut będzie zabijał jednego pasażera. Zgoda, niewiele w tym oryginalności. Czy to jednak naprawdę ona przyciąga do kin masy?

Advertisement

Debiutujący jako operator Jason Patric starał się nadać szczególny wizualny charakter Spe3d.

Kontrastowe zderzenia czerwieni z bielą, naturalne oświetlenie czy malarskie plany bliskie wyraźnie wskazują, że inspiracją Patrica musiała być praca Svena Nykvista przy Szeptach i krzykach.

Advertisement

Natomiast częsta improwizacja na planie, swoboda w prowadzeniu głównego wątku sprawiają, że Spe3d narracyjnie przypomina największe dzieła francuskiej Nowej Fali. Jason Patric nie przez przypadek do paczki dla Jean-Paula Belmonda obok kubańskich cygar i butelek whiskey włożył kasetę ze Spe3d.

Pomijając sceny akcji, raczej kameralne i pozbawione przebojowości znanej z części pierwszej, Spe3d powinien zapisać się w historii kina również dzięki wyraźnie homoerotycznej relacji Jack-Alex. Jeśli współczesne filmoznawstwo odnajduje w buddy movies drugie dno, przejawiające się w ukrywanym homoseksualizmie bohaterów czy ich seksualnej impotencji, tak Spe3d nie wymaga żadnego usilnego dekodowania. Pocałunek w policzek, jaki w jednej scenie otrzymuje Jack od Alexa, przełamuje niejawność ich związku, nie mówiąc już o finalnej scenie miłosnej.

Advertisement

Niestety zostaje ona drastycznie przerwana przez czarny ekran z napisami końcowymi. Wygląda na to, że Jason Patric wolał zainwestować resztę funduszy w benzynę do helikoptera niż w taśmę do kamery.

Spe3d, pomimo paradoksów i dziwactw, pozostaje wysokooktanowym kinem akcji, tyle że osobnym i specyficznym. Powstałym na przecięciu reżyserskiej pasji i niekompetencji. Zbudowanym na skostniałym fabularnym szkielecie, którego rozsadza od środka estetyczne werwa. To kino odważne i niespełnione, ale potrzebne. Szczególnie teraz, gdy współczesne kino za rzadko podejmuje ryzyko.

Advertisement

Mimo że żadne ze zdjęć nie było nakręcone w trakcie faktycznego lotu, a otaczające helikopter green screeny wzmagają wrażenie sztuczności, to seans Spe3d przebiega raczej bezboleśnie. Film Patrica ponoć szlachetnie się zestarzał – cokolwiek obecnie to znaczy. Kluczowym argumentem dla obrońców Spe3d nieustannie pozostaje też nostalgia, potrafiąca magicznie ukryć niejedną usterkę. Dlatego warto przymknąć oko na liczne techniczne niedoskonałości finału trylogii.

Choćby na niezbyt wiarygodne turbulencje. Jak jednak wynika z notatek Jasona Patrica, odpowiedzialna za nie była Sandra Bullock. Aktorka miała bowiem skakać po śmigłach w kluczowych dla filmu momentach. Spe3d dla niektórych nadal jest dowodem na ponadczasowość praktycznych efektów specjalnych.

Advertisement

Spe3d to legenda, ale też film tabu. Co jakiś czas można natknąć się na pogłoski, jakoby produkcja Patrica miała wrócić do regularnej dystrybucji. Ponoć w 2009 roku na jednym z bankietów po premierze Avatara ktoś usłyszał Jamesa Camerona, zapowiadającego przekonwertowanie Spe3d na wersję trójwymiarową i huczne wprowadzenie do kin. Czyli tam, gdzie jego miejsce!”, grzmiał reżyser Terminatora.

Poza czekaniem na oficjalną premierę Spe3d 3D nie pozostaje nam nic innego, jak liczyć na to, że w nasze ręce trafi kaseta z filmem, szczęśliwie wygrzebana z pudła nieznajomego sprzedawcy gdzieś przy halach Mirowskich. Tak to już bywa, że prawdziwe filmowe perły znajdujemy całkowicie przypadkiem. Gdzieś na dalekich obrzeżach głównego nurtu.

Advertisement

Kino potrzebowało sporo czasu, by dać nam swoje największe arcydzieło, czyli Tajemnicę Brokeback Mountain. Na bezludną wyspę zabrałbym jednak ze sobą serię Toy Story. Najwięcej uwagi poświęcam animacjom i festiwalowi w Cannes. Z kinem może równać się tylko jedna sztuka: futbol.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *