Connect with us

Recenzje

SOLID GOLD. „Potężna, zasrana polityka”

W filmie SOLID GOLD polityka wkrada się w każdy aspekt życia. Jacek Bromski zaskakuje, tworząc dzieło odważne i kontrowersyjne.

Published

on

SOLID GOLD. „Potężna, zasrana polityka”

Gdyby tak jakimś cudownym zrządzeniem losu Antoni Krauze zdecydował się przemontować Smoleńsk, może dałoby się go oglądać bez zażenowania. Jacek Bromski niemal w ostatniej chwili właśnie tak się zachował i dzięki temu nie uciekłem z kina po pierwszych 20 minutach seansu. A TVP i tak oskarżyło go o cenzurowanie własnego filmu i wycinanie „ważnych” scen, otwarcie sugerujących, że chodzi o tamtą ekipę rządzącą przed PiS i o Amber Gold. Władze telewizji publicznej chyba zapomniały, że czasy, gdy kino było propagandowym narzędziem prominentów, należą już do przeszłości.
Advertisement

Tym razem Bromskigate w Gdyni okazało się zwycięskie dla reżysera i sztuki filmowej jako takiej – wolnej od neobolszewickiej propagandy.

Czy Jacek Bromski wyszedł z twarzą z tej afery? Jak najbardziej, chociaż, można się zastanawiać, co go w ogóle skłoniło do współpracy z TVP. Przecież to musiało się tak skończyć. Telewizja od samego początku miała pewną wizję na taki film – spełniający wymogi polityczne, a nie artystyczne. W tej wizji nie było miejsca na niuanse, delikatne sugestie, metafory z polityką gdzieś daleko w tle. Widzowski elektorat telewizji publicznej może być zaspokojony wyłącznie czarno-białym spiskiem, radykalnym podziałem na dobrych i złych oraz podniesionym do rangi absolutnej stwierdzeniem, że tamci kiedyś byli źli, a my teraz jesteśmy jako jedyni dobrzy.

A to wszystko na życzenie polityków. Czyż więc sytuacja nie jest bardzo podobna do tej przedstawionej przez Bromskiego w Solid Gold? Takiej ironii TVP nie mogła zaakceptować – ona czy ci, co dają na nią dotacje?

Advertisement

Faktycznie, światy biznesu, policji i nawet usług restauratorskich przedstawione w Solid Gold są przesiąknięte polityką. Wszystko zdaje się podporządkowane pewnej wąskiej grupie ludzi na szczycie państwowej władzy. Nieformalnym jej opiekunem, wręcz szarą eminencją jest niejaki generał Wilkosz (Olgierd Łukaszewicz), człowiek związany z poprzednim ustrojem. Nie trudno się domyślić, że jego poplecznicy również mają korzenie w PRL. Czy to zarzut? Być może byłby nim w wersji zaplanowanej przez TVP, ale w tej formie produkcji jest to po prostu informacja, pewien fakt bez wyraźnej konotacji etycznej.

Bo jeden z głównych bohaterów, oficer CBŚ, Nowicki (Janusz Gajos), również ma podobne korzenie, a jednak należy do tych dobrych. Jego antagonista, Tadeusz Kawecki (Andrzej Seweryn), to lokalny biznesmen z Pomorza, który za wszelką cenę chce przekwalifikować się z gdyńskiego mafiosa na poważanego biznesmena z politycznymi znajomościami. Oczywiście jako mafioso już je ma, jednak politycy ze względów bezpieczeństwa naciskają na niego, by stał się nieco bardziej „grzeczny”.

Advertisement

Inwestycje w linie lotnicze mają być tego przypieczętowaniem. Póki co jego parabank o wdzięcznej nazwie Solid Gold oferuje nadzwyczajnie wysokie zyski – 13%. Chciałbym tyle zobaczyć w dzisiejszych czasach na bankowych lokatach. Jest jeszcze policjantka po przejściach, Kaja Miller (Marta Nieradkiewicz), chociaż wciąż mam wątpliwości, czy jej rola powinna zostać uznana za pierwszoplanową. Kaja Miller jest ważnym epizodem, zwłaszcza dla Kaweckiego, bo go dość nieoczekiwanie uczłowiecza, co pewnie też spowodowało napad duszącego kaszlu u szefów TVP.

Solid Gold nie jest filmem o mechanizmach działania Amber Gold, przynajmniej nie w takiej formie, która weszła do kin. To film pojedynek dwóch starych wrogów, którzy nie są w stanie żyć bez takiej czy innej formy walki z otoczeniem. Nowicki walczy z przeszłością po to, żeby się zemścić. Kawecki walczy z tym, co minęło, po to, żeby się od tego wyzwolić. Ich spotkanie jest więc nieuniknione, bo sami dla siebie są ową trudną przeszłością. Można by powiedzieć, że Bromski dał Gajosowi i Sewerynowi pole do aktorskiego popisu. Wszystkie postaci dookoła są dodatkiem do nich.

Advertisement

Całkiem autentyczna Marta Nieradkiewicz, interesujący Maciej Maleńczuk, bezbarwny Mateusz Kościukiewicz, grający jak beztalencie Piotr Stramowski, grająca jak jeszcze gorsze beztalencie Olena Leonenko, prawie niewidoczna Danuta Stenka itd. Wyjątkiem wśród tej kamaryli jest Krzysztof Stroiński w roli tajemniczego zabójcy Kaziaka. Szkoda, że jego rola nie okazała się bardziej kluczowa dla losów Nowickiego i Kaweckiego. Seweryna i Gajosa z powodzeniem można nazwać tuzami polskiego aktorstwa, a klasa ich umiejętności pozostawia innych aktorów na planie daleko z tyłu. Chociażby dla nich dwóch powinno się film Bromskiego zobaczyć.

Solid Gold trwa grubo ponad dwie godziny. Jak na mnogość zaprezentowanych wątków, to naprawdę dużo. Poza tym ma istotny problem z liczbą pojawiających się w fabule postaci. Część z nich jest zupełnie niepotrzebna – nic nie wnosi do głównej historii, np. Nogaj (Andrzej Konopka). Jest nieformalnym następcą Kaweckiego, ale nic by się nie stało, gdyby w ogóle się nie pojawił. Co do kwestii technicznych, to najsłabszymi punktami filmu są zdjęcia i rytm. Operatorowi zdarza się stracić z pola widzenia zarówno postać, jak i ostrość. W niektórych scenach aż prosi się o użycie steadicama, a wybuchające na postrzelonych ludziach ładunki z imitacją krwi są czasami opóźnione w stosunku do odgłosów wystrzałów o kilka milisekund, co już da się wyczuć jako nieautentyczne.

Advertisement

Przez cały seans zastanawiałem się, na który gatunek reżyser postawił nacisk – na sensację czy na thriller polityczny? Początek jest iście sensacyjny. Później całość nagle mocno zwalnia, niby w celu napompowania suspensu, ale finalnie znów pojawia się wątek sensacyjny, a z kolei napięcie polityczne opada. Może to przez końcowe zmiany w montażu?

Co ciekawe po przemontowaniu produkcja wydłużyła się o pół godziny. Zapewne dłuższe sceny prezentujące osobiste życie bohaterów zastąpiły wątki polityczno-propagandowe. Przez to całość obrazu straciła gatunkowy wyraz, a nie było już czasu, żeby jeszcze raz nakręcić kluczowe momenty oraz inaczej rozłożyć akcenty fabularne. Bromski niestety musiał tak zaryzykować, bo inaczej zostałby nazwany podnóżkiem rządzących – tak jak jego filmowy Kawecki – a wartość artystyczna Solid Gold zeszłaby do poziomu Smoleńska Krauzego.

Advertisement

Konflikt Bromskiego z TVP jasno pokazał, że żyjemy w czasach, kiedy władza, używając mediów, usilnie chce uczynić polityczną każdą dziedzinę publicznego życia. Jak mówił Nowicki – to jest właśnie ta potężna, zasrana polityka. Wobec takiej, na wskroś totalitarnej, woli podporządkowywania sobie artystów, właśnie oni muszą zachować niezależność, bo gdy wszyscy będą już zniewoleni, niezależna twórczość okaże się jedynym przejawem naszych resztek wolności. Bromski symbolicznie nie dał się po prostu zakneblować, a mi jako dorosłemu człowiekowi czasami trudno uwierzyć w to, co piszę.

Naiwnie myślałem, że pół mojego dzieciństwa, które spędziłem jeszcze w PRL-u, pozostanie jako ciekawostka zarówno w książkach historycznych, jak i w pamięci, a nie będzie codziennością drugiej połowy mojego życia.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *