search
REKLAMA
Recenzje

OPERACJA OVERLORD. Murzynem w pysk Tysiącletniej Rzeszy

Odys Korczyński

1 grudnia 2018

overlord e1543688905256
REKLAMA

Kolejny plus należy się za zdjęcia (Fabian Wagner, Laurie Rose), postprodukcję i brudną, realistyczną scenografię. 38 milionów dolarów wystarczyło, żeby stworzyć niepowtarzalny, wojenny klimat, pod którego podszewką czai się czyste, nazistowskie zło. Mimo całego tego ideologicznego zadęcia w związku z czarnoskórymi żołnierzami w amerykańskiej armii na szczęście reżyser nie zrezygnował z jednoznacznie pokazywanej przemocy. Są wylewające się flaki, płyny fizjologiczne, próba gwałtu, urwane członki, a nawet gadająca głowa trupa. Przyczepiłbym się jedynie do wstawki z dzieckiem. Jako przeciwnik uśmiercania dzieci na ekranie, wolałbym w ogóle usunąć ten motyw. Nic do fabuły nie wniósł, a zbyt mocno przeniósł uwagę widza ze specjalnej operacji w czasie D-Day na nieco melodramatyczny wyścig z czasem, żeby zdążyć uratować ludzki symbol niewinności – tę z ofiar wojny, którą opłakuje się najbardziej i jednocześnie najmocniej nie da się uzasadnić konieczności jej masowego unicestwiania.

Zastanawia mnie jeszcze jednak kwestia. Jak ten sam film wyglądałby, gdyby zagrali w nim nieco bardziej znani aktorzy, zwłaszcza że każdy z tych obecnych, a więc mniej znanych, przypomina jakąś twarz swojego lepiej zarabiającego w świecie filmu odpowiednika. Tak więc w główną postać szeregowego Boyce’a mógłby wcielić się John Boyega. Chloe (Mathilde Ollivier) mogłaby z powodzeniem zagrać podobna do niej Léa Seydoux. Czarny charakter Wafnera (Pilou Asbæk) dobrze odtworzyłby Michael Shannon, nazistowskiego lekarza, dra Schmidta (Erich Redman), Stellan Skarsgård, a mroczą postać kaprala Forda (Wyatt Russell) Jason Clarke. Owe propozycje wcale jednak nie sugerują, że ci mniej znani kiepsko sobie poradzili. No może Pilou Asbæk zdawał się czasami nieco przerysowany, a Mathilde Ollivier po prostu nijaka. Poza tym zdziwiłem się pozytywnie zaangażowaniem reszty aktorów.

Z kina wyszedłem w ambiwalentnym nastroju. Wydanych pieniędzy na bilet nie żałuję, jak np. było w przypadku Jurassic World: Upadłego królestwa. Mimo odnotowania licznych wad i ogranych tysiące razy horrorowych motywów uważam, że obejrzałem ciekawe widowisko. Był w nim Murzyn w roli pogromcy hitlerowców, mrożące krew w żyłach rzężenie chorej ciotki, tajne eksperymenty SS i nazistowskie zombie. Przestraszyłem się tego znaczeniowego miszmaszu, niekiedy całkiem na poważnie, a nie tylko formalnie krytycznie. Tym bardziej żałuję, że kolejny niezły materiał na rozluźniający zwieracze klaustrofobiczny horror został tak boleśnie zmarnowany. Nie wiem tylko w imię czego. Wydaje mi się jednak, że w tamtej, drugowojennej sytuacji politycznej zatwardziali naziści bardziej obawiali się Żydów i Słowian niż czarnoskórych.

A co, gdyby tak Czarną Panterę zagrał biały i na dodatek wysoki blondyn?

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA