Nowości kinowe

FEST MAKABRA 3, czyli horrorowy maraton na Halloween

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Cieszę się, że już po raz trzeci Fest Makabra gości na ekranach polskich kin, prezentując horrory, które bez tej inicjatywy pozostałyby nieznane. Zaskakująca jest to piątka w tym roku, celująca bardziej w publiczność festiwalową niż multipleksową, niepozbawiona gore i nagłego wyskakiwania zza kadru, choć skupiona nie tylko na grozie. I choć przegląd ma w tytule makabrę, a tej tu nie brakuje, chęć wstrząśnięcia widzem okrutnymi obrazami wydaje się drugorzędna. Twórcy pokazywanych filmów bardziej zainteresowani są możliwościami, jakie gatunek horroru daje swą atrakcyjnością i otwartością na interesujące ich tematy. Wśród tych są straszne konsekwencje depresji poporodowej, alegoryczna opowieść o dzieciach zagubionych w lesie, trudny los człowieka, który był jak żywy trup, jeszcze trudniejszy los mężczyzny w świecie zombie oraz małżeńskie sekrety ujawnione w rocznicę ślubu.

Film ogląda się niczym kontynuację 28 dni później oraz jego sequela, w duchu Dnia żywych trupów Romero.

Za najlepszy film przeglądu uważam Wyleczonych Davida Freyne’a, tytuł, który świetnie koresponduje z klasycznymi pozycjami o żywych trupach lub bestiami im podobnymi. Rzecz rozgrywa się współcześnie w Irlandii i już na samym początku zadaje intrygujące pytanie – czy można wrócić z bycia potworem do człowieczeństwa, do społeczeństwa, do rodziny? Po tym, jak ludzkość zaatakował wirus, zamieniający ludzi w podobne do zombie maszyny do zabijania, udało się opracować antidotum. To zadziałało na 75% zakażonych, przywracając ich do stanu wcześniejszego, lecz za cenę pamięci o swych czynach. Głównego bohatera, Senana (Sam Keeley), wciąż dręczą wspomnienia okropieństw, jakich się dopuścił, choć jednocześnie próbuje zacząć od nowa. Wprowadza się do swojej amerykańskiej bratowej (Ellen Page) i jej kilkuletniego syna, którzy przyjmują go bez oporów; te ma natomiast wojsko, pilnujące wyleczonych i wciąż traktujące ich jak niebezpieczeństwo. To uosabia przede wszystkim Conor (Sam Vaughan-Lawlor), przyjaciel Senana, niezadowolony z upadku w drabinie społecznej (wcześniej był prawnikiem, teraz stać go zaledwie na bycie śmieciarzem) i ewolucyjnej (jako zakażony był liderem hordy). Marzy mu się rewolucja i aby tego dokonać, zwraca się ku terroryzmowi.

Film ogląda się niczym kontynuację 28 dni później oraz jego sequela, w duchu Dnia żywych trupów George’a Romero. Z pierwszym tytułem łączy je sposób ukazania zombie – jako niekoniecznie martwe, ale zarażone, przerażająco szybkie i agresywne w swej szalejącej naturze istoty, jak również podobna, wyspiarska atmosfera. Z tym drugim zaś chęć spojrzenia na bestie bardziej współczującym okiem, próba zorganizowania społeczeństwa z podziałem na pilnujące porządku, acz bezrefleksyjne wojsko, naukowców szukających rozwiązania oraz potwory, często definiowane przez pryzmat przeszłości, niekonieczne zaś tego, kim są teraz. Dzieło Freyne’a ma niespieszne tempo, klimat mozołu i trudu, gdy oglądamy Senana niepotrafiącego odnaleźć się na nowo w świecie ludzi, oraz świetne role trójki głównych aktorów. Finał zaś przynosi klasyczne rozstrzygnięcie dla tego typu kina – jest krwawo, brutalnie i gorzko.

Zupełnie inny obraz żywych trupów zaproponował Justin P. Lange w swym Mroku, austriackim filmie grozy, który nakręcony został w Stanach Zjednoczonych, z amerykańską ekipą. Zaczyna się nieszablonowo i ironicznie – mężczyzna wpada do przydrożnego sklepiku, kupuje jedzenie, które mogłoby zasmakować tylko dziecku, ale zanim zapyta o drogę, sklepikarz przewiduje jego zamiary i zgaduje, że klient kieruje się do przydrożnego lasu, konkretnie miejsca znanego jako Czarcie Leże. W jego słowach kryje się pogarda do przyjezdnego i obietnica, że czeka go tam coś strasznego, coś, przed czym będzie uciekał. Chwilę później dowiadujemy się z telewizji, że klient jest poszukiwanym przez policję kryminalistą – zabija sklepikarza, jedzie do lasu, wchodzi do znajdującego się tam domu, po czym spotyka coś, przed czym, rzecz jasna, zaczyna uciekać.

Tym czymś okazuje się Mina, kilkuletnia zombie, mordująca wszystkich, którzy zakłócą jej spokój. W samochodzie mężczyzny odnajduje ona Alexa, jej rówieśnika, z bliznami w miejscu oczu. Nie od razu mówi mu, że jest potworem, a ich relacja wypełnia resztę filmu. Dosyć szczególnego filmu, zawieszonego między horrorem, baśnią a alegorią. Słychać tu echa Pozwól mi wejść, gdzie dręczony chłopiec zaprzyjaźnił się z dziewczynką-upiorem, lecz twórców Mroku bardziej interesuje niełatwa podróż głównych bohaterów przez las symbolizujący zło, które spotkało ich w życiu. Wykorzystywani i oszpeceni poddają się mu, samemu stając się mordercami, ale Lange dostrzega w ich spotkaniu szansę na ratunek. Jest to kino nierówne, gdzie błyskotliwe pomysły przeplatają się z nietrafionymi, a fantastyka sąsiaduje z realistycznym dramatem oraz czarnym humorem. Mimo to warto, zwłaszcza dla grającej Minę Nadii Alexander oraz otwartego na interpretacje zakończenia.

Ostatnio dodane