Connect with us

Recenzje

LUDZKA STONOGA. Największym piekłem może być wnętrze drugiego człowieka

LUDZKA STONOGA to przerażająca podróż w mroki ludzkiej natury, gdzie obrzydzenie staje się najpotężniejszym narzędziem strachu.

Published

on

Można zamordować na ekranie dziesiątki osób, wyrwać im ręce, głowy i nogi, a nawet sprawić, żeby później ożyli i wyżarli mózgi niczego niespodziewającym się ofiarom. Niektórych to przestraszy, a niektórych nawet rozbawi. Ta najpopularniejsza rola horrorów wyraźnie znudziła Toma Sixa, holenderskiego reżysera filmu Ludzka stonoga. Znalazł on inny sposób, żeby rozruszać sztampowy gatunek filmowych straszydeł. Udowodnił, że lepiej jest wykorzystać na ekranie nie lęk, a obrzydzenie. Jeśli horror ma faktycznie wstrząsnąć, nie trzeba wymyślnych efektów specjalnych w stylu gore. Wystarczy uważnie przyjrzeć się istocie człowieka, znaleźć to, co dla niej najintymniejsze, i bezwzględnie to zdeptać. W praktyce okazało się, że skuteczny jest pomysł zeszycia ust z odbytem w jeden układ gastryczny.

Advertisement

Brzmi jak ponury żart wybełkotany na końcu mocno zakrapianej imprezy przez pijanego troglodytę. To jednak nie czyjaś rynsztokowa sugestia, a nieokiełznana wyobraźnia reżysera, producenta i scenarzysty Ludzkiej stonogi, Toma Sixa, który twierdzi, że takie makabryczne pomysły spontanicznie rodzą się w jego głowie od dziecka. A dzieciństwo miał podobno szczęśliwe. Six ponadto uważa, że ten czarny humor bywa czasem nawet męczący. Podzielił go z rodzicami, a zwłaszcza z matką.

Wizualizacja owych makabr wydaje się zatem jedynym sposobem radzenia sobie z nadpobudliwą wyobraźnią. Nie ma w tym absolutnie nic złego, jeśli oczywiście przypadek ludzkiej stonogi będzie istniał jedynie w ramach ekranowej fikcji. A co z jakimś głębszym przekazem lub sensem tego wyuzdanego biologicznie pomysłu? Projekt sam w sobie jest czystym bezsensem. Można go traktować jedynie jako wymyślną torturę. Tom Six jednak nie jest pierwszym lepszym patostreamerem, który chce bezsensownie szokować brutalnością. Ludzka stonoga zawiera znacznie mniej krwi, niż można by się spodziewać po filmie typu gore.

Advertisement

Za to dzieje się w klaustrofobicznych, niskich pomieszczeniach, co podkreślają przemyślane zdjęcia Goofa de Koninga, balans kolorów przywodzący na myśl szpital oraz niezwykle sugestywna kreacja Dietera Lasera w roli obłąkanego lekarza.

Tom Six finezyjnie używa nonsensownej przemocy na ekranie jako narzędzia, żeby pokazać coś, co reżyserzy większości horrorów starają się osiągnąć dopuszczonymi przez oficjalny przemysł kinematograficzny środkami. I tu odsłania się paradoks, że dozwolone jest na ekranie zabójstwo i gwałt, a widzowie mają problem ze zniesieniem wizualizacji połączenia odbytu z ustami. Six znalazł wyrafinowany i zarazem prostacki sposób udowodnienia, jak my sami, jako widzowie, jesteśmy perfidni w tym, co postrzegamy jako straszne i budzące ogólny sprzeciw.

Advertisement

Przypomnę tylko, że w filmie Ludzka stonoga pewien znany i szanowany chirurg, specjalista od rozdzielania syjamskich bliźniąt, wpada nagle na pomysł odwrotny do sensu całej dotychczasowej pracy. Chce stworzyć jeden organizm z kilku. Z tym że jedyną wspólną częścią będzie układ pokarmowy. Z tego, co pamiętam, to nawet w wyjątkowo makabrycznych pomysłach szalonych naukowców był zawarty jakiś ogólny, naukowo uzasadniony sens. Zwykle mieli oni wizję np. ulepszenia człowieka albo wprowadzenia rewolucji społeczno-politycznej na świecie. Jeśli już łączyli profesję ze szczególnie zaburzoną osobowością, dobór ofiar i to, co im robili, można było logicznie uzasadnić.

Przykładowo taki Hannibal Lecter, anatom, rysownik, prawdziwy artysta wśród psychopatów, mordował ludzi z powodu głęboko zakorzenionej potrzeby zemsty, za wojnę, śmierć bliskich, za zjedzoną siostrę. Natomiast konsumpcją mięsa ofiar pieczętował tylko swoją absolutną władzę nad człowieczeństwem, które negował już na poziomie ontycznym z powodu traumatycznego doświadczenia wojny w dzieciństwie.

Advertisement

W przypadku doktora Heitera (Dieter Laser) nic nie wiadomo o ideowej otoczce jego postępowania. Tym bardziej jest to cyniczne i złośliwe podejście do skłonności racjonalizacji zachowania psychopatów, którą niekiedy posiadają widzowie. Mają później o czym gadać w towarzystwie i popisywać się psychologicznymi analizami w intelektualnym światku. Budowa postaci doktora Heitera nie daje takiej możliwości. Ten człowiek nie ma weryfikującej jego postępowanie historii. Tom Six jej po prostu nie wymyślił, podobnie jak wielu innych logicznych uzasadnień samej techniki wytwarzania ludzkiej stonogi.

Wydaje się, że lekarz w ogóle, a zwłaszcza tak znany naukowiec jak Heiter, powinien wiedzieć, że ludzki kał nie może służyć jako pokarm do powtórnego trawienia w naszym układzie pokarmowym. Nie jesteśmy zwierzętami hodowlanymi. A zresztą nawet ich nie można karmić tylko ich własnymi odchodami, ale trzeba je mieszać z wydalinami innych gatunków zwierząt gospodarskich oraz z paszą, i to w ściśle określonych proporcjach.

Advertisement

Powinien to również wiedzieć widz dysponujący tylko ogólną wiedzą na temat świata, za którego reżyser przecież bierze coś w rodzaju odpowiedzialności, przedstawiając mu fabułę swojej produkcji. Wytworzony przez reżysera lękowy klimat jest jednak tak silny, że zapominamy o całym tym naukowym bezsensie połączenia odbytu z ustami, a skupiamy się tylko na naszym wstręcie, który w nas budzi ów pomysł.

Nic się tu tej racjonalnej i naukowej kupy nie trzyma, chociaż wokół niej cały czas obraca. Film Sixa posiada wyraźne tendencje koprofilskie. Konstrukcja ludzkiej stonogi ma swoje korzenie w praktykach rimmingu. Z kolei np. scena, gdy ranny doktor Heiter zlizuje krew ze schodów, która najpierw wyciekła z uszkodzonego połączenia odbyt-usta ludzkiej stonogi, nawiązuje do jednej z praktyk BDSM nazywanej A2M (ass to mouth). Widzimy zatem, że wyobraźnia Sixa wcale nie jest aż tak nowatorska. Wykorzystuje tylko znane zachowania seksualne człowieka w celu stworzenia atmosfery horroru.

Advertisement

Ludzka stonoga to film niezależny. Nie znajdziemy w nim CGI, wymyślnej charakteryzacji, godnej zapamiętania muzyki, sprytnego montażu ani kunsztownej scenografii. Jakość gry właściwie każdego z aktorów, za wyjątkiem Dietera Lasera, również nie zachęca. Film jest pełen wyświechtanych zabiegów w stylu dwie kobiety w środku lasu, samotny dom, zepsuty samochód, naukowiec psychopata i zarazem Niemiec, mało inteligentni (delikatnie mówiąc) policjanci itp. Dlaczego więc ten obraz mimo wszystko intryguje? Dlaczego o pomyśle ludzkiej stonogi mówili nawet w South Park, a sam Tom Six utrzymuje, że będzie się o nim mówić przynajmniej jeszcze przez sto lat? Ponieważ są w nim sceny wykorzystujące nasze atawizmy.

Obrazy te pamięta się bardziej niż Scarlett O’Harę całującą się z Rhettem Butlerem w Przeminęło z wiatrem. Zlana deszczem tabliczka nagrobna z napisem „MEIN LIEBER 3-HUND”, pastiszowe w swojej wymowie kartki ze schematem ludzkiej stonogi przypominające bardziej rysunki dziecka niż poważny plan naukowy, Japończyk patetycznie wygłaszający monolog o sobie jako odczłowieczonym robaku, a następnie podrzynający sobie gardło. Te sceny pobrzmiewają w głowie po seansie filmu jak chrzęst poruszającej się po kamieniach stonogi. Nie ma szczęśliwego zakończenia. Człowiek zostaje nieodwracalnie sam. Przed nim i dosłownie za nim czai się śmierć. Ma ją w ustach i w dupie.

Advertisement

Film Toma Sixa pozostawia gwałtownie zadane ślady w psychice, a to dopiero początek drogi, którą chce z widzem przejść reżyser w kolejnych częściach Ludzkiej stonogi. Warto się na nie otworzyć i ze spokojem je zobaczyć, chociażby dlatego, by dowiedzieć się, gdzie są nasze osobiste granice smaku. To dużo bardziej pouczający eksperyment niż ten medyczny, z ludzką stonogą. Za tę odwagę właśnie film Sixa doceniam.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *