search
REKLAMA
Recenzje

LICORICE PIZZA. Powrót do tamtych dni

Przygody Gary’ego i Alany śledzi się z nieustannym uśmiechem na ustach, ekscytacją w oczach i podskórnym uczuciem, że właśnie ogląda się jeden z najlepszych filmów 2021 roku.

Janek Brzozowski

3 stycznia 2022

REKLAMA

Pytany o to, jak rozpoczyna pracę nad scenariuszami swoimi filmów, Paul Thomas Anderson odpowiada, że zazwyczaj punktem wyjściowym jest scena dialogowa. Wystarczy zderzyć ze sobą bohaterów, pozwolić im mówić, zobaczyć, dokąd zaprowadzi ich rozmowa – jeżeli naprawdę mamy jako twórcy coś do powiedzenia, to efektem końcowym musi okazać się gotowy scenariusz. W dokładnie taki sposób rozpoczynał się pełnometrażowy debiut Andersona – Ryzykant. Sydney (Philip Baker Hall) podchodził do przygnębionego, siedzącego na ziemi Johna (John C. Reilly), proponując mu kawę i papierosy. Wszystko, co zdarzyło się później, było pośrednią konsekwencją tego spotkania. Bardzo podobnie jest w Licorice Pizza. 15-letni Gary (Cooper Hoffman) po prostu zagaduje sfrustrowaną 25-letnią Alanę (Alana Haim) podczas odbywającego się w szkole castingu. Wszystko, co dzieje się później, jest pośrednią konsekwencją tej rozmowy.

Anderson buduje narrację swojego najnowszego filmu w oparciu o wyraźne elipsy czasowe. Skomplikowana relacja Gary’ego i Alany rozwija się epizodycznie – reżyser zamiast zwartej, kurczowo trzymającej się chronologii historii prezentuje nam na ekranie mozaikę kilku wyjątkowo intensywnych nastoletnich wspomnień. Każde z nich dokłada swoją cegiełkę do tego, w jakim kierunku będzie podążać znajomość głównych bohaterów, balansująca gdzieś pomiędzy romantycznym związkiem a niewinną, platoniczną przyjaźnią. Wiedzą, że są dla siebie ważni, ale nie potrafią zdecydować, jak bardzo. Nieustannie wystawiają się na próby, ostentacyjnie flirtując z innymi nastoletnimi dziewczynami (przypadek Gary’ego) i dojrzałymi mężczyznami (przypadek Alany). Bacznie obserwują przy tym reakcję drugiej osoby – wzbudzona zazdrość rodzi satysfakcję, a zarazem intensyfikuje skrzętnie skrywaną obopólną tęsknotę i troskę.

Autor Magnolii jest reżyserem, który właściwie od samego początku swojej kariery wyżej stawiał bohaterów niż fabułę – interesował go przede wszystkim rozwój relacji pomiędzy postaciami, wszystko inne było tłem; czasem odgrywającym istotną (Boogie Nights, Aż poleje się krew), a czasem niezbyt istotną rolę (Ryzykant, Lewy sercowy). Rzecz jasna, takie podejście premiuje aktorów, otwiera przed nimi nowe możliwości, sprawiając jednocześnie, że jeden błąd w castingu może zawalić cały film. Być może to właśnie dlatego Anderson sięgał od 2008 roku po nazwiska z najwyższej możliwej półki – w jego ostatnich czterech filmach w głównych bohaterów wcielali się naprzemiennie Daniel Day-Lewis (Aż poleje się krew, Nić widmo) i Joaquin Phoenix (Mistrz, Wada ukryta), bodajże dwaj najwybitniejsi amerykańscy aktorzy swoich czasów. Licorice Pizza wyłamuje się z tego schematu – pierwszoplanowe role odgrywają tutaj młodzi debiutanci, pierwszy raz biorący udział w tak dużym przedsięwzięciu filmowym.

Oczywiście, nie są to ludzie z przypadku. Cooper Hoffman to jedyny syn nieodżałowanego, zmarłego w 2014 roku Philipa Seymoura Hoffmana – jednego z ulubionych aktorów Paula Thomasa Andersona, który regularnie obsadzał go w swoich filmach; od epizodycznej rólki w Ryzykancie poczynając, a na wielowymiarowej kreacji w Mistrzu kończąc. Cooper do złudzenia przypomina swojego ojca pod względem fizycznym, łączy ich również hipnotyzująca sceniczna prezencja, momentalnie przykuwająca widza do ekranu. 18-letniego Hoffmana wyróżnia jednak, między innymi z racji wieku, zaraźliwy chłopięcy optymizm, sprawiający, że odgrywanej przez niego postaci – pomimo jej oczywistej cwaniakowatości i młodzieńczej pretensjonalności – trudno nie polubić. Podobnie jest z bohaterką, w którą wciela się Alana Haim – jedna trzecia siostrzanego zespołu HAIM, dla którego Anderson zrealizował na przestrzeni ostatnich lat kilka teledysków. 30-letnia piosenkarka okazała się urodzoną aktorką o nieoczywistej, wybitnie fotogenicznej urodzie i magnetyzującej charyzmie, za sprawą której nie niknie w towarzystwie tak doświadczonych aktorów jak Sean Penn, Bradley Cooper czy Tom Waits. Haim i Hoffman tworzą na ekranie niezwykle uroczy duet, a występującej pomiędzy nimi chemii nie powstydziłyby się gwiazdy najlepszych amerykańskich screwball comedies.

Jak nietrudno się domyślić, gatunkowo Licorice Pizzy zdecydowanie najbliżej do komedii romantycznej – gatunku, z którym filmografia Paula Thomasa Andersona ma zaskakująco wiele wspólnego. Po raz pierwszy amerykański twórca przewrócił go do góry nogami w Lewym sercowym, robiąc z głównego bohatera zamkniętego w sobie, autystycznego, borykającego się z problemami z agresją neurotyka, zastępując popowe hity metalicznymi, konfundującymi brzękami i stuknięciami, wreszcie wydobywając z Adama Sandlera niespodziewane pokłady aktorskiego talentu. Wszystkie te zabiegi przyniosły Andersonowi zasłużoną Złotą Palmę za reżyserię. Autor Boogie Nights powrócił do komedii romantycznej podczas realizacji Nici widmo, tym razem podchodząc do gatunku w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób – na kanwie charakterystycznych schematów fabularnych (przypadkowego spotkania, momentalnego zauroczenia, chwilowego kryzysu, szczęśliwego zakończenia) stworzył, co tu dużo mówić, arcydzieło współczesnego kina.

Licorice Pizza jest trzecim projektem w jego filmografii, tak jawnie odwołującym się do tradycji komedii romantycznej. Gary i Alana są trochę jak tytułowi bohaterowie Kiedy Harry poznał Sally – nie potrafią być razem, nie potrafią być osobno. Ich relacja jest psychologicznie wiarygodna, ponieważ jest chaotyczna, zagmatwana – rozwija się w sposób zaskakujący nie tylko widzów, ale również samych bohaterów. Autorskim zabiegiem Andersona jest w wypadku Licorice Pizza gatunkowe zderzenie komedii romantycznej z niezwykle popularnym ostatnimi czasy coming of age movie. Gary i Alana powoli dorastają – zarówno w sensie dosłownym (fizycznie i psychicznie), jak i metaforycznym (do miłości, która już od pierwszych ujęć wydaje się im przeznaczona).

Najnowszy projekt twórcy Ryzykanta jest przy tym bardzo mocno zanurzony w czasoprzestrzeni, w której rozgrywa się jego akcja – San Fernando Valley lat 70. Oczywiście, fakt ten ściśle związany jest z tym, że Paul Thomas Anderson dorastał właśnie w tym miejscu i w tym czasie (urodził się w Studio City, jednej z dzielnic Los Angeles, w 1970 roku). Już wcześniej bardzo chętnie osadzał akcję swoich filmów w dokładnie takiej lub bardzo podobnej czasoprzestrzeni – najpierw zrobił to w Boogie Nights, później w Magnolii i Wadzie ukrytej, a teraz w Licorice Pizza. Jego najnowszy film jest przy tym, zaraz obok perypetii Jacka Hornera i Dirka Digglera, najbardziej nostalgicznym powrotem do przeszłości. Specyficzna atmosfera lat 70. budowana jest tutaj pomocą charakterystycznych rekwizytów (debiutujące na rynku łóżka wodne, stacjonarne, kolorowe telefony z tarczą, świeżo zalegalizowane, rozpalające wyobraźnię wszystkich dzieciaków z sąsiedztwa flippery), pieczołowicie skonstruowanej scenografii, włączeniu w narrację rzeczywistych, obejmujących całe państwo wydarzeń (kryzys naftowy z 1973 roku) i prawdziwych, wyjątkowo barwnych postaci (chociażby grany przez Bradleya Coopera Jon Peters oraz wykreowany przez Benny’ego Safdie Joel Wachs), a także ścieżki dźwiękowej, na której obok oryginalnych kompozycji Jonny’ego Greenwooda królują utwory Davida Bowiego, The Doors, Paula McCartneya, Binga Crosby’ego czy Chucka Berry’ego.

Romantyzowanie czasów własnego dzieciństwa ma jednak swoje granice – Anderson nie jest ślepy na ich wady (z seksizmem, rasizmem i homofobią na czele); kiedyś niedostrzegalne, dzisiaj bardziej niż oczywiste i słusznie piętnowane społecznie. Doskonale widać to już w scenie otwierającej Licorice Pizza – gdy Gary opuszcza salę gimnastyczną po umówieniu się z Alaną na kolejne spotkanie, pracujący przy castingu fotograf jakby od niechcenia klepie przechodzącą obok bohaterkę w tyłek, posyłając w jej kierunku dwuznaczny uśmiech: niewerbalną zapowiedź wszystkich przyszłych zalotów ze strony wyraźnie starszych mężczyzn, z którymi Alana będzie musiała się mierzyć.

Licorice Pizza jest z pewnością najbardziej uroczą, sympatyczną pozycją w dotychczasowej filmografii Paula Thomasa Andersona – zwłaszcza kiedy zestawi się ją z tak ekstremalnie poważnymi dziełami jak Magnolia, Aż poleje się krew albo Mistrz. Przygody Gary’ego i Alany śledzi się z nieustannym uśmiechem na ustach, ekscytacją w oczach i podskórnym uczuciem, że właśnie ogląda się jeden z najlepszych filmów 2021 roku.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA