search
REKLAMA
Recenzje

BĘDZIEMY BOHATERAMI. Rodriguez tęskni za „Małymi agentami”

Odys Korczyński

28 grudnia 2020

REKLAMA
Jeśli ktoś myśli, że Robert Rodriguez ma jakiś artystyczny bądź kulturowy obowiązek kręcenia filmów zadziwiających formą i treścią, jest w błędzie. Rodriguez to twórca, który już nic nie musi. Teraz może bawić się kinem i robić filmy dla dzieci, w tworzeniu których ma solidne doświadczenie. Pytanie tylko, czy był sens kręcić film aż tak nawiązujący stylem do Małych agentów. Czy nie było warto nieco dłużej popracować nad scenariuszem, wymyślić coś bardziej odkrywczego i dać dzieciom nieco więcej Rodriguezowości, oczywiście należycie podanej, stosownie do wieku publiczności? Czasem warto.

Mam takie nieodparte wrażenie, że dorośli widzowie zbyt często lubią wywyższać się ze względu na swój wiek i doświadczenie, przezywając filmy inwektywami w stylu „produkcja dla dzieci”. Jakby to był jakiś wstyd być filmem dla dzieci, a jeszcze większą, życiową wtopą – kręcić filmy dla dzieci. Lepiej powiedzieć „ten film jest głupi”, ale nie utożsamiać głupoty czy infantylności z dziecięctwem. Dorosłość to przeceniony fakt, a nie szczytowe osiągnięcie naszego życia. Tym bardziej cieszę się, że Rodriguez jest na tyle odporny na nieprzychylne komentarze, że w ramach kina familijnego nadal robi swoje. Zawsze jednak pozostaje odpowiedź na pytanie: czy mógłby zrobić to lepiej?

Mógłby, gdyby zapomniał o Małych agentach, a tak poszedł na twórczą łatwiznę. Wykorzystał ten sam klimat, mniej więcej podobny schemat, kiedy dzieci są zmuszone wyręczyć dorosłych w ich arcyniebezpiecznych zadaniach i dodatkowo okrasił to klimatem superbohaterskim. Trzeba jednak pamiętać, że Będziemy bohaterami najlepiej trafi do dzieci w wieku 5–12 lat. Zarówno do chłopców, jak i do dziewczynek, co również wpływa znacząco na treść. Cieszę się, że Rodriguez o tym pomyślał, więc główną bohaterką uczynił Missy Moreno (YaYa Gosselin), córkę superbohatera na emeryturze Marcusa (Pedro Pascal). Dobrze taki zabieg będzie działał na chłopców, którzy od małego powinni przyzwyczajać się, że kobiety są pełnoprawnymi bohaterkami sensacyjnych i fantastycznych opowieści, czyli gatunków filmowych od lat zdominowanych przez mężczyzn.

Wypada również pochwalić film za wychowawczy przekaz, o który Rodrigueza w jego „dorosłym” kinie nie sposób podejrzewać. Reżyser ma jednak kilkoro dzieci i zdaje sobie sprawę, jakie wzorce przekazuje im współczesne kino. A więc młodzi superbohaterowie, dzieci tzw. Heroicznych, są multikulturowi i multirasowi, co uczy maluczkich tolerancji i w ogóle daje szansę poznania, że np. w naszym słowiańskim światku istnieją inne rasy ludzi niż biała. Poza tym, co tu ukrywać, dość prosta fabuła kładzie nacisk na takie ideały jak współpraca, opieka nad słabszymi, szacunek do przyrody, a nawet dbanie o porządek wokół siebie. Nie ma się czego przyczepić, gdy chodzi o sposób namawiania dzieci do prospołecznych postaw i okazywania szacunku innym – tych młodszych latorośli rzecz jasna. Nie trzeba również obawiać się przemocy na ekranie. Są walki, lecz odpowiednio dowcipnie podane, a krew w ogóle się nie leje. Jednego jestem pewien, Rodriguez nakręcił film z wielkim szacunkiem dla dzieci.

Miałem wielką przyjemność obejrzeć Będziemy bohaterami z córką. Był to znakomity wstęp do zapoznania się generalnie z gatunkiem filmów superbohaterskich, chociaż to i tak już za nami. Dla tych rodziców, którzy jednak wciąż zastanawiają się, jak wprowadzić w życie swoich dzieci np. ukochanego Supermana czy Avengers, film Rodrigueza będzie świetną wprawką. Powinni jednak pamiętać, że fabuła jest tak skonstruowana, że najlepiej ją traktować jako podstawę do szerszej opowieści. To może być świetna zabawa, takie wspólne oglądanie i omawianie każdego z nieco fajtłapowatych superbohaterów, przynajmniej na tle swoich superbohaterskich dzieci. A ich supermoce są naprawdę dowcipnie zaprezentowane – np. gumowe ręce Makarona czy wodne stworzenia Szprotki.

A jeśli chodzi o tzw. dorosłych, warto podczas seansu nieco zmrużyć oczy, oczywiście metaforycznie. Mam wrażenie, że te 100 minut to zbyt mało, żeby opowiedzieć historię chwilowego upadku Heroicznych i zastąpienia ich przez dzieci. I tutaj zaczynają się schody, czysto techniczne. Film został słabo rozpisany na sceny, to znaczy zapewne historia napisana przez Rodrigueza jest spójna, ale jej przeniesienie na obraz zawiera wiele luk. Nieraz ma się wrażenie, że brakuje jakiegoś fragmentu treści, a akcja biegnie zbyt szybko. Dziecięca widownia wcale aż tak by się nie pogubiła, gdyby niektóre wątki opowiedzieć szerzej, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy akcja przenosi się na statek kosmiczny. Może także śmieszyć sposób pojmania Heroicznych, podobno obdarzonych takimi supermocami. Wystarczy, że obcy złapią ich swoimi mackami, a już stają się bezbronni. Starsza widownia, ta umiejąca już czytać, powinna zobaczyć tę produkcję bez dubbingu. Efekt pedagogiczny będzie wtedy lepszy, a w domowym zaciszu i tak można film zatrzymać albo wrócić do jakiejś sceny, której nie dało się zrozumieć przez uciekające napisy. To oczywiście rada, a nie zarzut, bo na Netflixie jest dostępna wersja oryginalna. Brak jedynie lektora, czego osobiście żałuję.

Wracając do początkowej sugestii, że tak znany z indywidualizmu reżyser jak Robert Rodriguez poszedł nieco na łatwiznę, zbytnio naśladując styl Małych agentów, jako dorosły czuję się zawiedziony, bo niedawno oglądałem np. Strażników marzeń i Detektywa Pikachu. Zwłaszcza w tym pierwszym filmie, kierowanym również do młodszych widzów, dostrzegłem mnóstwo metafizyki. Detektyw Pikachu za to ma świetnie nakręconą akcję i mimo wszystko dojrzalsze dialogi. Ale przecież Będziemy bohaterami nie jest filmem dla mnie, więc co mi do tego. Ważne, że dzieci są zadowolone, przynajmniej to jedno moje z pewnością.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA