search
REKLAMA
Archiwum

ALIEN PLANET. Fascynująca wyprawa na planetę Darwin IV

Darek Kuźma

15 sierpnia 2020

REKLAMA

Na samym wstępie ostrzegam, że opisywany poniżej film nie jest kolejną wariacją na temat krwiożerczych obcych atakujących biednych Ziemian, ani w ogóle żadnym horrorem / thrillerem ociekającym krwią i flakami, chociaż samych “obcych” jak najbardziej można w tym obrazie uświadczyć. Alien Planet to oparty na książce pt. “Expedition”, niezwykły eksperyment, którego nie można za bardzo wcisnąć w ramy żadnego gatunku filmowego. To bardzo ciekawe połączenie symulacji komputerowej nieznanej planety z komentarzem naukowców światowej sławy. Kim jesteśmy? Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Jak wygląda życie na planetach poza Układem Słonecznym? Czy znajdują się tam jakieś formy inteligentnego życia? Czy kiedykolwiek będziemy zdolni skolonizować inne ciała niebieskie poza naszą planetą? Te jak i inne pytania padają z ust ekspertów komentujących całość eksperymentu i robiących za jednego, zbiorowego narratora do wydarzeń prezentowanych na ekranie.

Całość to przeplatanie się symulacji z komentarzem naukowców. Głównym narratorem akcji dziejącej się na Darwinie IV jest znany aktor John C. McGinley, który opisuje po kolei to, co widzimy na ekranie. Dokładniejszy opis i wyciąganie wniosków to już działka ekspertów, twórcy postanowili jednak nie ograniczać się jedynie do komentarza naukowców i mamy także George’a Lucasa! Generalnie całość wychodzi z jednego, dosyć prostego założenia – co by było gdyby wysłać bezzałogowy statek sterowany komputerowo do innej galaktyki? Brzmi bezsensownie? Bynajmniej. Alien Planet to jedynie symulacja komputerowa stworzona na podstawie tego, co w chwili jej powstawania wiadomo było o Wszechświecie. Jako ciekawostkę można podać, że ta symulacja stworzona została we współpracy z NASA. Jednakże żyjemy w czasach, w których technika i jej pochodne gnają do przodu na złamanie karku i nie wiadomo z czym będziemy się musieli zmierzyć za, powiedzmy, jedną dekadę. Już teraz tak duży postęp w technice i coraz to nowych wynalazkach wywołuje setki dyskusji, coraz częściej także dotyczących problemów natury moralnej. Tak więc nie jest rzeczą aż tak pewną, że jeszcze za naszego życia nie doświadczymy wysyłania misji do innych galaktyk. Wracając zaś do samego obrazu – Alien Planet to bardzo sprytna próba odpowiedzi na pytanie, co znajdziemy kiedyś na innych planetach, choćby nawet i Układu Słonecznego, i czy nam się to spodoba, czy nie.

Fabuła, jeśli można o takowej mówić, opiera się na wysłaniu całkowicie skomputeryzowanego statku kosmicznego Von Braun do innej galaktyki, a dokładniej rzecz ujmując – na planetę Darwin IV, która – jak sama nazwa wskazuje – jest czwartą planetą w systemie Darwin. Miejsce przeznaczenia znajduje się 6,5 roku świetlnego od Ziemi, ma dwa słońca i 60% poziomu grawitacji ziemskiej. Dotarcie tam zajmie Von Braun 42 lata ziemskie – nikt z ludzi odpowiedzialnych za ekspedycję nie będzie już wówczas żył, ale ich dzieci może będą mogły zapoczątkować nową erę w dziejach ludzkości. Twórcy wyszli z założenia, że żeby być jak najbardziej wiarygodnym, trzeba jak najlepiej odzwierciedlić rzeczywistość. Do produkcji zaangażowany został zespół naukowców, którzy dopilnowali, by całość opierała się na podstawowych prawach fizyki, chemii, biologii itd., które znamy, oraz żeby została zaakceptowana przez ekspertów jako eksperyment naukowy, a nie pseudonaukowa, pusta wydmuszka. Brzmi to dość dziwacznie, ale wygląda dosyć prosto w praktyce – Von Braun nie ma połączenia z Ziemią poprzez żadne środki, transfer jakiejkolwiek wiadomości zajmie kilka lat, i chociaż wszelkie informacje i wyniki badań są przesyłane na Ziemię, to Statek Matka musi się zdać na swoją sztuczną inteligencję w rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu decyzji.

Oczywiście my – widzowie, dostajemy komentarz ekspertów, którzy zostali zaproszeni do skomentowania tworów zaproponowanych przez autorów symulacji, a więc na bieżąco możemy dokładnie śledzić to, co widzimy na ekranie. Kontynuując, trzy sondy – Balboa, Da Vinci (a. k. a. Leo) i Newton (a. k. a. Ike), zostają wysłane na planetę Darwin IV, aby ją dokładnie zbadać. Niestety Balboa ulega wypadkowi i staje się bezużyteczna. Z pozostałych dwóch Da Vinci ma zbadać topografię, roślinność i podstawowe formy życia na planecie, a Newton bardziej zaawansowane formy, w tym wszelkie drapieżniki. Obie mają inne oprogramowania i moduły pozwalające na filtrowanie zbieranych informacji, oraz ewentualne scenariusze alternatywnego zachowania w nieprzewidzianych okolicznościach. Wszystkie informacje są przesyłane na Statek Matkę i później, po przefiltrowaniu, na Ziemię.

Świat Darwin IV został przepięknie zaprojektowany. Mamy wspaniałe krajobrazy, które miejscami przypominają naszą Ziemię, jeszcze nie zniszczoną przez człowieka. Mamy niesamowitą różnorodność tak stworzeń, jak i różnego rodzaju “bytów” pokazywanych na ekranie. Są tu rośliny o przedziwnych właściwościach, są ciekawe stworki żyjące sobie spokojnie, ale są także i agresywne drapieżniki o dziwnych kształtach i morderczych skłonnościach. Co ciekawsze, twórcy posunęli się dalej – miast wymyślać coraz to dziwniejsze “obce formy życia”, postanowili odtworzyć to, co mogłoby wyrosnąć z prehistorycznych form, które znamy (a przynajmniej archeolodzy znają) z badań i wszelkich odkryć na Ziemi, w innej niż ziemska rzeczywistości. Mówiąc prościej – jak wyglądałyby takie (przykładowo) dinozaury po innej drodze ewolucji, bez żadnych komet, rozwinięte poprzez inne czynniki. Powiem tylko, że jest na co popatrzeć. Różnorodność tak rozmiarów, jak i kształtów i cech charakterystycznych wszelkich stworków jest doprawdy zadziwiająca i robi wrażenie. Nadmienię tylko, że z oczywistych względów mamy pokazaną zaledwie jakąś maleńką cząstkę przykładowego życia organizmów na Darwinie IV i sama ta prezentacja jest wystarczająca, by się zastanowić nad tym, co mamy na własnym podwórku.To właśnie można uznać za przesłanie, jeśli już jakieś jest w Alien Planet – Ziemia też kiedyś wyglądała podobnie, a robiąc to, co robimy np. z jednym z naszych najcenniejszych darów – wodą – niszczymy planetę, na której egzystujemy od milionów lat, lekkomyślność i pogoń za “rozwojem” mogą się źle skończyć – a wystarczy przyjrzeć się temu, co jeszcze nam zostało, bo jest w tym nadal piękno.

REKLAMA