search
REKLAMA
Felietony

STARE DZIADY kontra MARVEL. Czy filmy superbohaterskie rzeczywiście są zagrożeniem dla kina?

Kino czy parki rozrywki? Pełnowartościowe dzieła filmowe czy produkty przeznaczone do bezrefleksyjnej konsumpcji?

Jan Brzozowski

25 września 2021

REKLAMA

Wszystko zaczęło się jesienią 2019 roku, gdy Martin Scorsese udzielał wywiadu magazynowi „Empire”. Zapytany o stosunek do superbohaterskich produkcji sygnowanych logiem Marvela, reżyser odpowiedział: „Nie oglądam ich. Próbowałem. Ale to nie jest kino. Szczerze mówiąc, najbliższym skojarzeniem, jakie przychodzi mi do głowy, gdy o nich myślę – z całym szacunkiem dla aktorów, którzy starają się jak mogą – są parki rozrywki. To nie jest kino ludzkich istot, które starają się przekazać emocjonalne, psychologiczne doświadczenia innym ludzkim istotom”. Jak wszyscy dobrze wiemy, po tych odważnych słowach w świecie filmu rozpętała się prawdziwa burza.

Swoją dezaprobatę wyrazili przede wszystkim twórcy bezpośrednio związani z produkcjami Marvela, tacy jak James Gunn czy Joss Whedon. Pierwszy z nich napisał na Twitterze: „Martin Scorsese jest jednym z moich pięciu ulubionych żyjących reżyserów. Byłem wściekły, gdy ludzie protestowali przeciwko Ostatniemu kuszeniu Chrystusa, nie obejrzawszy wcześniej filmu. Przykro mi, że teraz on ocenia moje filmy w taki sam sposób”. Niecałe dwa miesiące temu Gunn w dość radykalny sposób uzupełnił swoją wypowiedź, dodając, że z perspektywy czasu zachowanie Scorsese wydaje mu się „obrzydliwie cyniczne” i jego zdaniem nie służyło ono niczemu innemu, jak tylko promocji Irlandczyka, który trafiał wówczas do kin oraz na Netfliksa.

Sam twórca Chłopców z ferajny, nieco zaskoczony odzewem, z jakim spotkały się jego słowa, postanowił doprecyzować, o co dokładnie chodziło w feralnej wypowiedzi. Efektem okazał się całkiem obszerny tekst zatytułowany „Powiedziałem, że filmy Marvela to nie kino. Pozwólcie mi wytłumaczyć”, opublikowany na łamach „New York Timesa”. Scorsese m.in. porównał w nim produkcje Marvela z filmami realizowanymi przez Alfreda Hitchcocka, które również, zdaniem reżysera, miały swego czasu wiele wspólnego z parkami rozrywki: „Ludzie szli do kin, oczekując zaskoczenia oraz dreszczyku emocji, i nie wychodzili rozczarowani”. Tym, co różni od siebie filmy Marvela i te, które wyszły spod ręki brytyjskiego mistrza suspensu, jest według Scorsese:

objawienie, zagadka i prawdziwe emocjonalne zagrożenie. Nic nie jest tu [w produkcjach Marvela] na szali. Te filmy tworzone są po to, żeby zaspokoić konkretny zbiór oczekiwań; konstruowane na bazie skończonej ilości tematów i motywów. W nazwach to sequele, ale w duchu remaki, i wszystko w nich jest oficjalnie usankcjonowane, bo inaczej po prostu być nie może. Taka już jest natura współczesnej filmowej franczyzy: opartej na badaniach rynkowych, testach na publiczności, sprawdzonej, zmodyfikowanej, jeszcze raz sprawdzonej i jeszcze raz zmodyfikowanej, tak długo, aż będzie gotowa do konsumpcji.

W ostatniej części tekstu amerykański reżyser dzieli się swoimi obawami związanymi z dominacją Marvela na rynku filmowym: „Jeżeli ludzie będą otrzymywać tylko jeden rodzaj produktu i będą go otrzymywać bez końca, to oczywistym jest, że będą oczekiwali coraz więcej i więcej”. Słowem, Scorsese postrzega filmy superbohaterskie realizowane w ramach filmowych franczyz jako zagrożenie dla sztuki przez duże S, z którą widownia nie będzie już miała stałego, kinowego kontaktu. Autor Kasyna zakończył swój tekst wyjątkowo emocjonalnym, osobistym akcentem: „Dla każdego, kto marzy o kręceniu filmów i dopiero zaczyna to marzenie realizować, sytuacja jest brutalna, nieprzychylna sztuce. I sam przymus pisania tych słów napełnia mnie potwornym smutkiem”.

Okazało się, że obawy Scorsese podziela więcej uznanych twórców filmowych. Do autora Ostatniego kuszenia Chrystusa dołączyli wkrótce chociażby Ken Loach („Tworzą towary niczym hamburgery, nie chodzi tutaj ani o komunikację z odbiorcą, ani o dzielenie się swoją wyobraźnią”) i Alejandro González Iñárritu („Publiczność jest po nich nastawiona tylko na zwroty fabularne i wybuchy, nikogo nie obchodzą już autentyczne ludzkie doświadczenia”). Najbardziej radykalny ze wszystkich okazał się się jednak Francis Ford Coppola, który w wywiadzie dla France 24 przyznał wprost: „Nie wiem, czy ktokolwiek wynosi cokolwiek z oglądania cały czas tego samego filmu. Martin miał rację, gdy powiedział, że to nie jest kino. Nie powiedział jednak, że to odrażające, ja natomiast właśnie tak twierdzę”. Przeciwko produkcjom Marvela wypowiedział się w ostatnim czasie również Denis Villeneuve i to jego oświadczenie, po raz kolejny podgrzewające atmosferę wokół tematu, skłoniło mnie do napisania tego tekstu: „Być może problem polega na tym, że zbyt wiele filmów Marvela realizowanych jest na zasadzie «kopiuj, wklej». Być może tego typu filmy zamieniły nas trochę w zombie”.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA