Felietony

OSCARY ZA DOLARY. O „kupowaniu” nagród Akademii

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Zamiast wstępu – krótka anegdotka z zamierzchłych czasów. Milczenie owiec było gotowe już pod koniec roku 1990. Jednak studio Orion Pictures zdecydowało, żeby przesunąć premierę filmu na styczeń 1991. Szefostwo stwierdziło, że lepiej skupić się na promowaniu Tańczącego z wilkami, który wtedy był wymieniany jako jeden z najmocniejszych kandydatów do Oscara. Tajemnicą poliszynela w branży filmowej był bowiem fakt, że im bliżej końca roku film wejdzie do kin, tym większa szansa, że Akademia nominuje go do swojej nagrody. Premiery z początku roku bywały po prostu zapominane. W czasach bez internetu marketingowcom dużo trudniej było przypomnieć, jak gorącym tytułem był film sprzed dziesięciu, jedenastu miesięcy. Decyzja Orionu okazała się słuszna. Film w reżyserii Kevina Costnera wykonał popisowy taniec z siedmioma statuetkami Oscara. Co natomiast ciekawe i zadziwiające, Milczenie owiec – wprowadzone do kin 14 lutego 1991 roku – również okazało się faworytem Akademii, zgarniając  w 1992 roku pięć nagród w najważniejszych kategoriach! Kilka miesięcy potem Orion ogłosił bankructwo.

Demme: Jestem taki dumny… Foster: Jestem taka dumna…. Hopkins: Milczenie owiec, milczenie owiec… a, już pamiętam!

Weinsteinowi i Miramaxowi zależało tylko na jednym: Oscarze.

Tak to się robiło kiedyś, przez długi czas – w zasadzie od zawsze. Jesienno-zimowe premiery zostawiano dla czarnych koni oscarowego wyścigu. Jednak w momencie, gdy Orion się zamykał, na scenie pojawił się nowy zawodnik, który zaczął grać według własnych reguł, a którego upadek mogliśmy oglądać w zeszłym roku. Mowa o Harveyu Weinsteinie, współzałożycielu studia Miramax. W krótkim czasie wyrósł on na jednego z najpotężniejszych graczy w Hollywood, a to zasługa jego sposobu myślenia i działania. Otóż Weinstein stawiał na młode pokolenie twórców, szukał świeżej krwi, promował ciekawe indywidua. Zamiast inwestować pieniądze w niebotyczne budżety blockbusterowych produkcji, jeździł po festiwalach i szukał interesujących, świeżych i nowatorskich filmów niezależnych, także tych spoza Stanów Zjednoczonych. To wszystko przyświecało jednemu, najwyższemu celowi. Weinsteinowi i Miramaxowi zależało tylko na jednym: Oscarze. Prestiżowa nagroda miała być wyznacznikiem jakości oraz wabikiem dla publiczności (Oscar często generował drugą turę zainteresowania obrazem). Bez sensu byłoby w tym miejscu wymieniać wszystkie nazwiska i tytuły, które dzięki niemu stały się znane i popularne. Skupię się więc tylko na jednym filmie i jednej osobie.

Zakochany Szekspir i Gwyneth Paltrow. Wielcy wygrani nagród Akademii w roku 1999. Wśród konkurencji: Szeregowiec Ryan – w momencie premiery, jak również i dwadzieścia lat później określany jako jeden z najlepszych filmów wojennych i jako jeden z amerykańskich klasyków kina. Cienka czerwona linia – poetycki fresk Terrence’a Mallicka, jednego z największych twórców w historii. Życie jest piękne – ponadczasowa pochwała człowieczeństwa i zjadliwa krytyka faszyzmu. Truman Show, który bez mała przewidział przyszłość i znaczenie programów typu reality show. Elizabeth z wybitną rolą wybitnej aktorki Cate Blanchett. A jednak to właśnie historyczna komedia z udziałem młodziutkiej, ślicznej aktorki zdobyła serca członków Akademii. Nie odmawiając talentu Gwyneth Paltrow – niełatwo zrozumieć, dlaczego to właśnie ona wróciła z ceremonii w towarzystwie Złotego Rycerza, kiedy w Kodak Theatre zasiadały Blanchett czy Fernanda Montenegro tudzież Meryl Streep.

Aby Gwyneth zdobyła serca członków Akademii, Weinstein musiał najpierw dobyć portfela.

Aby Gwyneth zdobyła serca członków Akademii, Weinstein musiał najpierw dobyć portfela. Miramax pod jego kierownictwem organizował jedne z najagresywniejszych „oscarowych kampanii”. Jak to wyglądało w praktyce? Proszę bardzo: kiedy szefostwo już zdecydowało, który film będzie kluczowym zawodnikiem w wyścigu, uruchamiała się machina promocyjna. Pracownicy studia zbierali jak najwięcej informacji o członkach Akademii Filmowej i organizowali screeningi oraz pokazy wszędzie, gdzie tylko mogli się oni pojawić. Sprawdzano, gdzie spędzają urlopy, i urządzano pokazy w tych miejscowościach. Agenci Miramaxu docierali nawet do domów starości, gdzie przebywali akademicy – często podtrzymywani przy życiu za pomocą aparatury. Nie było żadnych skrupułów. Legenda głosi, że Miramax, chcąc uzyskać nominację dla Billy’ego Boba Thorntona za Blizny przeszłości, namówił do zagłosowania człowieka, który nawet nie kojarzył, kim Billy Bob jest, a Blizny… uznawał za film z Sylvestrem Stallone’em.

Ostatnio dodane