Connect with us

Felietony - Cykle

JAK POLUBIĆ SZEFA PIS-u? Obejrzeć dwa sezony UCHA PREZESA

UCHO PREZESA to satyryczny serial, który w błyskotliwy sposób obnaża absurdy polskiej polityki, dostarczając widzom niezapomnianych chwil.

Published

on

JAK POLUBIĆ SZEFA PIS-u? Obejrzeć dwa sezony UCHA PREZESA

Po dwóch sezonach najwyższy czas na podsumowanie, co się spółce Górski-Cieślak udało osiągnąć polityczną satyrą na dobrą zmianę. Odnoszę wrażenie, że w pewnych proKOD-owskich środowiskach powstała nadzieja, a później wręcz nacisk, by Ucho prezesa stało się tubą krytykującą jak leci całą obecną władzę. Statystyki wyborcze jednak ani drgnęły, chyba że w górę dla prezesa. W telewizji publicznej wszyscy zajęli się dochodzeniem do jedynej prawdy, a zza orzełka w moim dowodzie osobistym przyglądają się mi żołnierze wyklęci na przemian z ojcem dyrektorem i przytępawymi twarzami katokiboli. Faktycznie, takiego political show w Polsce jeszcze nie pamiętam, chociaż za poprzedniego ustroju z kartkami na mięso stałem z mamą w kolejce, gapiąc się na puste haki.

Advertisement

Co do kabaretowych seriali na platformie internetowej, to nie przypominam sobie czegoś podobnego do Ucha prezesa. A to dobrze dla rozwoju tego typu produkcji w Polsce, chociaż jeśli chodzi o formułę, i tak nie byliśmy pierwsi. Kto jak kto, ale Brytyjczycy są mistrzami w obśmiewaniu polityków z własnego poletka, nie oszczędzając samej królowej, a Internet nie był im do tego konieczny. Ciekawe więc, czy Górski inspirował się serialem Tak, panie ministrze. W wywiadach, których udzielał, otwarcie się do tego nie przyznał. Wspomniał natomiast o tym, że wcale taki liberalny nie jest, a zanim stał się prezesem, był przecież nawet premierem Donaldem Tuskiem w serii skeczów pt. Posiedzenie rządu.

No właśnie, odkąd pojawiło się Ucho prezesa, Internet całkiem zapomniał o tym, jak hardo i odważnie Górski potrafił publicznie zrobić idiotę z Tuska, a przecież był on i tak najinteligentniejszy z tej całej hałastry swoich ministerialnych podnóżków z koalicji PO-PSL. To, co teraz jako satyryk robi z Kaczyńskim, wcale zatem nie wydaje się już takie kontrowersyjne. Po obejrzeniu kilkudziesięciu odcinków Ucha prezesa sądzę nawet, że zaczynam lubić szefa PIS-u. Nie tylko ze względu na jego miłość do kotów, ale przede wszystkim za nieprzeciętną inteligencję i niemal wzruszającą samotność na oceanie debilizmu rodzimych polityków.

Advertisement

Patrząc na rolę Górskiego i bezdenną głupotę skaczącego wokół niego Mariusza, jestem pewien, że tylko prezes faktycznie potrafi znieść ciężar władzy i odpowiedzialności za kraj. Reszta rządowych przydupasów krąży wokół niego jak bezdomne psy, które trzeba regularnie dokarmiać, tresować, a niekiedy zdzielić pasem i wygonić z rządzącej plemieniem kasty.

Zajadłym krytykom dobrej zmiany się to pewnie nie spodoba, ale serial Ucho prezesa z powodzeniem mógłby być propagandowym narzędziem partii rządzącej, którego naczelnym zadaniem jest ocieplanie wizerunku naczelnego wodza. I tu dotykamy przyczyny, dla której przy takim zatrzęsieniu krytyki władzy, jakiego nie pamiętam w historii Polski po 1989 roku, PIS ciągle prowadzi w sondażach. Jak widać, nie pomogła nawet realizacja profesjonalnego serialu, w którym wyśmiewa się wszystkich, łącznie z prezydentem. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że krytykanci odwołują się do ideałów, które są całkowicie obce przeciętnym obywatelom.

Advertisement

Mało tego, nawet w żartach robią to w sposób zbyt trudny i abstrakcyjny. Żeby zrozumieć niektóre porównania z Ucha prezesa, trzeba dobrze znać obecną sytuację polityczną i postaci z rządu, a poza tym wykazać się inteligencją i wiedzą w odczytywaniu znaczenia alegorii. Dla szeregowego wyborcy ze wsi albo z małego miasteczka to poziom satyry nie do przejścia. Poza tym dla tych grup społecznych nie mają znaczenia mające swoje korzenie w oświeceniu ideały wolności, prawo kobiet do decydowania o własnym ciele, małżeństwa homoseksualne i inne tego typu lewicujące postulaty. One wręcz stwarzają zagrożenie dla niezmiennych od lat małych, patriarchalnych społeczności, a żyjący w nich ludzie z reguły nieufnie patrzą na zmiany.

W sumie to nie ich wina. Od 1989 roku żadna władza nie nauczyła ich ani obywatelskiej wrażliwości, ani społecznej empatii. Najpierw trzymali ich za mordę pałkami komuniści, a później kościół karą za grzechy. Zbyt dużo krytyki, a mało edukującej pracy u podstaw przynosi efekt, jak widać. A tak w ogóle tego hejtu najzwyczajniej wylało się na PIS za dużo. Z drugiej jednak strony nie zapominajmy, że obecnie pożywkę dla lewicowo-liberalnych hejterów można liczyć w tonach, zwłaszcza światopoglądową.

Advertisement

Wracając do profesjonalizmu Ucha prezesa. Dobry montaż, znani aktorzy, plastyczne światło, wysoka jakość obrazu, żarty nie na tyle brodate, żeby podniósł się jakiś głośniejszy hejt ze strony prawaków, bez nazwisk, jednym słowem bezpieczne. Tak nigdy nie wyglądał niezależnie robiony kabaret, przynajmniej w Polsce. Jeśli ktoś po pierwszym sezonie jeszcze miał wątpliwości, że jest to niszowa inicjatywa oszalałych na punkcie satyrycznego filmu artystów, którzy ledwie wiążą koniec z końcem, to teraz po drugim, powinien całkowicie zmienić zdanie.

Zresztą już od piątego odcinka, kiedy stało się jasne, że opiekę nad serią przejął Showmax, było wiadomo, że Ucho prezesa nie będzie dostępną dla każdego Polaka edukującą satyrą na obecne czasy. Na przykład odcinki specjalne dystrybuowano tylko w ramach abonamentu Showmax. Całe szczęście, że telewizja WP ogłosiła redystrybucję całej serii wraz z wyświetlaniem na bieżąco najnowszych części.

Advertisement

Takie podejście już teraz sugeruje, że Showmax sprawdza najpierw, jaki jest popyt na Górskiego i ile da się z Ucha wycisnąć, nim podejmie ostateczną decyzję przed kolejnymi sezonami, jaką formę publikacji serialu wybrać i publikację ilu odcinków ograniczyć wyłącznie do posiadaczy abonamentu. Tak nie wygląda niszowa produkcja jako odpowiedź ludu na niedemokratyczną samowolkę władzy. Ucho prezesa to po prostu chodliwy towar i przez to nie wróżę mu jakościowej zwyżki, a wręcz przeciwnie. Oby niedługo nie pozostała już tylko sama forma nabita po brzegi lokowaniem produktów, bo jak długo można w ten sam sposób śmiać się z tego samego.

Oglądałem niedawno w TVP fragmenty gali 25-lecia Gazety Polskiej. Całości nie dałem rady ze względu na język towarzystwa, łudząco podobny do tego z książek George’a Orwella. Analizując ten sposób myślenia, uświadomiłem sobie jednak coś ważnego. Ucho prezesa niewiele zmieniło, a jego coraz bardziej komercyjne istnienie jest jednocześnie coraz wygodniejsze dla wyśmiewanych. To tak, jak z tymi „polskimi obozami zagłady”. Teraz są znane jak nigdy przedtem, a zwłaszcza wtedy, gdy nikt z takim zaangażowaniem nie brał się za odkurzanie polskiej historii zgodnie z katopatriotyczną jej wizją.

Advertisement

Po co więc było to wszystko? Dla tanich igrzysk? Żeby uczynić z Górskiego celebrytę? A może celowo stworzyć wrażenie, że tylko prezes jeszcze potrafi utrzymać w ryzach całą tę czeredę ułomnych intelektualnie polityków? W tej chwili jednak nie tym się przejmuję. Adrian w poczekalni gabinetu prezesa celnie przecież stwierdził:

Tego to się nie ucz. Za rok będzie nowa historia.

Myślę o niej.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *