Publicystyka filmowa
ZŁOTE KRABY 2018. Najlepsze seriale, aktorzy i kategorie techniczne
ZŁOTE KRABY 2018 to podsumowanie najlepszych filmów i seriali, gdzie „Ostre przedmioty” zaskakują oryginalnością i mistrzowskimi rolami.
Jak co roku film.org.pl przyznaje Złote Kraby – nasze redakcyjne nagrody, będące wynikiem wewnętrznego głosowania. Zanim przejdziemy do listy 10 najlepszych filmów 2018 roku, mamy dla was podsumowanie pozostałych kategorii. Dowiecie się, jaka była według nas najlepsza rola męska i żeńska oraz które produkcje mogły pochwalić się najlepszą stroną techniczną. Złoty Krab powędrował też do naszego ulubionego zeszłorocznego serialu. Nie przedłużajmy, oto wyniki:
NAJLEPSZY SERIAL
Ostre przedmioty
Wydawać by się mogło, że Ostre przedmioty to kolejny serial oparty na tym samym wyświechtanym schemacie powrotu do rodzinnego miasteczka, gdzie główny bohater lub bohaterka muszą mierzyć się z demonami przeszłości i jednocześnie rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw. W tym przypadku koncept ten okazał się strzałem w dziesiątkę, nie tylko angażując widza do ostatnich minut, lecz także pozwalając błyszczeć na szklanym ekranie kobiecym bohaterkom (Patricia Clarkson za swoją kreację została uhonorowana Złotym Globem). To tylko niektóre elementy, które sprawiają, że całość ogląda się wręcz fenomenalnie.
Widz wiąże się emocjonalne z poszczególnymi postaciami, by następnie przy pierwszej możliwej okazji dostać od twórców na głowę kubeł zimnej wody przypominający mu, komu tak naprawdę kibicuje w tej historii, co tylko potwierdza, jak niezwykłe jest to dzieło. Świetnie napisany scenariusz, genialna atmosfera i występy aktorskie. To bez wątpienia jeden z wielkich wygranych zeszłego roku, jeżeli chodzi o seriale. [Gracja Grzegorczyk] [RECENZJA]
2. Ślepnąc od świateł [RECENZJA]
3. 1983 [RECENZJA] ex aequo
3. Nawiedzony dom na wzgórzu [RECENZJA] ex aequo
4. Rojst [RECENZJA]
NAJLEPSZA AKTORKA
Frances McDormand (Trzy billboardy za Ebbing, Missouri)
Lubię Trzy billboardy za Ebbing, Missouri, to bardzo dobry film, jednak trochę zbyt wiele rzeczy mi w nim nie pasowało. Nie zmienia to faktu, że rola Frances McDormand jest po prostu wielka. Wydawało mi się, że ta aktorka nie przebije nigdy tego, co pokazała lata temu w Fargo, ale bardzo się myliłem. Jej Mildred to nie tylko koncertowe besztanie ludzi z miną twardej babki. Ta postać ma też w sobie ogromny ból, zrezygnowanie, poczucie winy, i McDormand przez większość filmu ukazuje to bardzo subtelnie, gdzieś mimochodem. To, co najważniejsze, widać w jej oczach.
Poza tym trzeba pamiętać, że dialogi napisane przez Martina McDonagha są specyficzne, blisko granicy wiarygodności, i w wykonaniu innej aktorki prawdopodobnie wypadłyby na ekranie śmieszne – Frances tworzy zaś rolę z krwi i kości, prawdziwą, taką, która zaznacza swój ślad w pamięci widzów. [Karol Barzowski] [RECENZJA]
2. Joanna Kulig (Zimna wojna) [RECENZJA]
3. Toni Collette (Dziedzictwo. Hereditary) [RECENZJA]
4. Margot Robbie (Jestem najlepsza. Ja, Tonya) [RECENZJA]
5. Vicky Krieps (Nić widmo) [RECENZJA]
NAJLEPSZY AKTOR
Sam Rockwell (Trzy billboardy za Ebbing, Missouri)
Sam Rockwell zdecydowanie za rzadko pojawia się w kinie. Na szczęście podobnie myśli reżyser Martin McDonagh, u którego wystąpił najpierw w 7 psychopatach, a następnie w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri. Druga z wymienionych ról przyniosła mu najpierw Złoty Glob i Oscara, a dziś naszego redakcyjnego Złotego Kraba. Bardzo słusznie, bo kreowana przez niego postać Dixona, miejscowego policjanta-idioty, to naprawdę znakomity popis warsztatu amerykańskiego aktora. Dixon śmieszy, wkurza, wywołuje żal, a w ciągu dwóch godzin seansu przechodzi ciekawą przemianę.
Wszystko to zamknięte w niepowtarzalnej mimice Rockwella, grze oczami, uwielbianej przeze mnie u niego gestykulacji. Nie wyobrażam sobie tej roli w rękach nikogo innego. [Filip Pęziński] [RECENZJA]
2. Daniel Day-Lewis (Nić widmo) [RECENZJA]
3. Timothée Chalamet (Tamte dni, tamte noce) [RECENZJA]
4. Joaquin Phoenix (Nigdy cię tu nie było) [RECENZJA]
5. Ryan Gosling (Pierwszy człowiek) [RECENZJA]
NAJLEPSZE ZDJĘCIA
Łukasz Żal (Zimna wojna)
Sam film mnie nie zachwycił, niemniej zdjęcia w nim to klasa sama w sobie. Można nie lubić produkcji Pawlikowskiego, ale za każdym razem wyglądają one fenomenalnie, co znajduje swoje potwierdzenie także w przypadku Zimnej wojny. Reżyser po raz kolejny – wcześniej przy Idzie – podjął współpracę z Łukaszem Żalem, a efekt zapiera dech w piersiach. Jest coś hipnotyzującego w czerni i bieli. Może to dlatego, że w miejsce bogatej symboliki stojącej za paletami kolorów pojawiła się nowa forma wyrazu, która kreuje zupełnie odmienny świat od tego nam znanego.
Nikogo nie powinno więc dziwić, że film dostał nominację do nagrody Brytyjskiej Akademii Filmowej (BAFTA) w tej kategorii, a ich autor po raz kolejny udowadnia, że jest naprawdę świetny w tym, co robi. W tym przypadku należy przywołać nie tylko jego wspólne projekty z Pawlikowskim, lecz także pracę nad filmem Twój Vincent czy Legendami Polskimi, jak i szereg zagranicznych nagród, które otrzymał za zdjęcia do różnych produkcji. [Gracja Grzegorczyk] [RECENZJA]
2. Alfonso Cuarón (Roma) [RECENZJA]
3. Paul Thomas Anderson (Nić widmo) [RECENZJA]
4. Linus Sandgren (Pierwszy człowiek) [RECENZJA]
5. Sayombhu Mukdeeprom (Tamte dni, tamte noce) [RECENZJA]
NAJLEPSZA MUZYKA
Justin Hurwitz (Pierwszy człowiek)
Nie-sa-mo-wi-te! Justin Hurwitz zdobywcą Złotego Kraba drugi raz z rzędu! Sukces to tym większy, że amerykański kompozytor pierwszy raz w swojej karierze był autorem muzyki oryginalnej do filmu, którego tematem nie była muzyka. Pierwszy człowiek wymagał zatem od Hurwitza szczególnej troski i innego niż dotychczas podejścia. Muzyka autorstwa przyjaciela Damiena Chazelle’a ma ogromny wpływ na odbiór nowego filmu reżysera La La Land.
Trzy główne, przeplatające się motywy stanowią ilustrację intymnych, osobistych dramatów Armstronga. Delikatność dźwięku harf, syntezatorów oraz wykorzystanie thereminu jako zamiennika głosu chóru, a także brzmiącego jak cichy płacz dziecka dobiegający gdzieś z oddali, oddziałuje na serca widzów, a majestatyczny i porywający utwór finałowy pozwala publiczności odczuć słodycz, gorycz i wyjątkowość jednego z największych osiągnięć naukowych w dziejach ludzkości. Wybitne, ciche, a gdzie to potrzebne doniosłe kompozycje Hurwitza uwypuklają niewyobrażalny, kosmiczny wręcz ból, żal i smutek odczuwane przez zwykłego człowieka, Neila Armstronga, zagubionego w tajemniczej, ciemnej przestrzeni w drodze do osiągnięcia nieosiągalnego. [Przemysław Mudlaff] [RECENZJA]
2. Alexandre Desplat (Kształt wody) [RECENZJA]
3. Sufjan Stevens – piosenki (Tamte dni, tamte noce) [RECENZJA]
4. Alexandre Desplat (Wyspa psów) [RECENZJA]
5. Jonny Greenwood (Nić widmo) [RECENZJA]
NAJLEPSZA OPRAWA AUDIOWIZUALNA
Nić widmo
W ubiegłym roku na ekranach polskich kin mogliśmy podziwiać co najmniej kilka fantastycznych opraw audiowizualnych. Pod koniec stycznia Luca Guadagnino wraz ze swoim operatorem zabrał nas przy akompaniamencie piosenek Sufijana Stevensa do słonecznej, włoskiej prowincji. W kwietniu Wes Anderson zafundował nam wycieczkę do kukiełkowej Japonii, w której królowała muzyka Alexandre’a Desplata. W czerwcu wędrowaliśmy z Tomaszem Kotem i Joanną Kulig po przepięknie sfotografowanej przez Łukasza Żala Europie, aby pod koniec roku raz jeszcze znaleźć się w ojczyźnie pizzy, spaghetti oraz Silvio Berlusconiego przy okazji najnowszego dzieła Paola Sorrentina.
Oprawa audiowizualna wszystkich zasugerowanych przeze mnie przed chwilą tytułów stoi na bardzo, ale to bardzo wysokim poziomie. W 2018 roku premierę w Polsce miał jednak jeden film, który w tej kategorii zdeklasował wszystkie pozostałe. Mowa w tym miejscu oczywiście o Nici widmo Paula Thomasa Andersona. Obrazie przemyślanym i skrojonym z precyzją godną największych perfekcjonistów świata, do których, gdyby tylko rzeczywiście istniał, bez wątpienia zaliczałby się główny bohater filmu sportretowany przez Daniela Day-Lewisa. Muzyka Jonny’ego Greenwooda doskonale komponuje się tutaj ze zdjęciami autorstwa samego reżysera, summa summarum składając się niebywale rzadki okaz, nie boję się użyć tego określenia, arcydzieła współczesnego kina. Mam nadzieję, że obaj panowie jeszcze nieraz znajdą się na jednym planie filmowym, ponieważ dotychczasowe efekty ich współpracy (Aż poleje się krew, Mistrz, Wada ukryta oraz Nić widmo) są absolutnie nie z tego świata. [Janek Brzozowski] [RECENZJA]
2. Pierwszy człowiek [RECENZJA]
3. Suspiria [RECENZJA]
4. Zimna wojna [RECENZJA]
5. Wyspa psów [RECENZJA]
NAJLEPSZA POSTAĆ
Mildred (Trzy billboardy za Ebbing, Missouri)
Nic do stracenia. Mildred naprawdę nie ma nic do stracenia. Po tragicznej śmierci córki, po bolesnym rozstaniu z mężem, po coraz większej samodzielności dorastającego syna, po ignorancji władz, po dojmującym braku sprawiedliwości, po przepłakaniu wielu tygodni – niewiele się w życiu liczy, można się jedynie zmuszać do kolejnego oddechu albo gubić się w alkoholu, utonąć w niebycie. Ale Mildred ma siłę: jak na ironię, napędza ją totalna bezradność w zetknięciu z losem. Więc skoro los jest okrutny, to trzeba ten los podporządkować sobie. Buzuje w Mildred wkurw na los, który w połączeniu z rozczarowaniem, smutkiem i bólem zaczyna mieć właściwości sprawcze – wkurw jest w stanie przenieść góry; wkurw powoduje, że się nie boi.
Straciła już zbyt wiele, żeby mieć coś więcej do stracenia. [Rafał Oświeciński] [RECENZJA]
2. Thanos (Avengers: Wojna bez granic) [RECENZJA]
3. Tommy Wiseau (Disaster Artist) [RECENZJA]
4. Reynolds Woodcock (Nić widmo) [RECENZJA]
5. Tonya Harding (Jestem najlepsza. Ja, Tonya) [RECENZJA]
NAJLEPSZA SCENA
Lądowanie na Księżycu (Pierwszy człowiek)
W Pierwszym człowieku Damien Chazelle wielokrotnie osiąga perfekcję przy okazji scen eksploracji kosmosu – żeby wspomnieć otwarcie filmu czy niesamowitą sekwencję dokowania – ale prawdziwe apogeum przychodzi w scenie lądowania na Księżycu. Presja była spora, bo w filmie o takiej postaci i pod takim tytułem podświadomie to właśnie na ten fragment czeka się najbardziej. Chazelle nie zawiódł, tworząc majestatyczną, wbijająca w fotel scenę, zachwycającą dostojnością kadrów i generującą wielkie emocje. Nie zawiódł też Justin Hurwitz, tworząc do niej mój ulubiony filmowy utwór 2018 roku, wybitnie wręcz uzupełniający obraz, a przy tym bezbłędnie działający też autonomicznie. Magia kina zaklęta w kilku minutach projekcji. [Łukasz Budnik] [RECENZJA]
2. Na plaży (Roma) [RECENZJA]
3. Wypadek (Dziedzictwo. Hereditary) [RECENZJA]
4. Pstryk (Avengers: Wojna bez granic) [RECENZJA]
5. Koncert na Live Aid (Bohemian Rhapsody) [RECENZJA]
