Seriale TV

OSTRE PRZEDMIOTY. Serial roku?

Duszny, nieprzyjemny, uwierający serial, którego nie ogląda się łatwo. Ale o to właśnie chodziło. "Ostre przedmioty" są kolejną wybitną produkcją od HBO

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Gdy ekranizacja jest lepsza od książki

To jeden z tych seriali, na które bardzo, ale to bardzo czekałem. Po tym, jak powstały filmy na podstawie pozostałych książek Gillian Flynn (Zaginiona dziewczyna, Mroczny zakątek), wzięto się za jej Ostre przedmioty – pierwszy tytuł w jej dorobku. I choć akurat ta powieść podobała mi się najmniej z twórczości Flynn, kilka informacji na temat ekranizacji sprawiło, że całkiem o tym zapomniałem. Nie dość, że zamiast filmu fabularnego miał powstać miniserial, to jeszcze za produkcję odpowiadało HBO – stacja, która już dawno wygrała grę o telewizyjny tron. Jedną z moich ulubionych pozycji w ich repertuarze są Wielkie kłamstewka w reżyserii Jeana-Marca Vallée, który również stanął za kamerą Ostrych przedmiotów. Wreszcie, jako zmagającą się z demonami przeszłości reporterkę zobaczyliśmy Amy Adams, jedną z najlepszych aktorek naszych czasów (nie, nie przesadzam).

Przyznaję, siadając do oglądania pierwszego odcinka, miałem ogromne oczekiwania. Sam napompowałem balonik i mógł on łatwo pęknąć – tak naprawdę co tydzień bałem się, że to się wreszcie stanie. Nic z tego. Ostre przedmioty okazały się jednym z lepszych seriali tego roku, a może i najlepszym.

Główna bohaterka po raz pierwszy zamierza skończyć to, co zaczęła.

Rzecz dzieje się w maleńkim Wind Gap, dziurze zabitej dechami gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdża tam Camille Preaker, która ma zbadać sprawę śmierci nastolatki oraz zaginięcia drugiej. Kobieta, która nadużywa alkoholu i okalecza się, nie może sobie poradzić z problemami – choć jest zdolną dziennikarką, w ogóle nie wykorzystuje swojego potencjału. Jej szef, traktujący ją niemal jak córkę, nie tylko chce, aby wreszcie zmierzyła się z poważnym zawodowym zadaniem. Ten wyjazd ma być dla Camille również szansą na przepracowanie traumy z przeszłości – to w Wind Gap bowiem się wychowała, to tam zmarła jej młodsza siostra, tam zaczęła się ciąć. Zamieszkuje u matki i ojczyma, poznaje swoją przybraną siostrę. Prowadząc własne śledztwo w miejscu, z którego kiedyś uciekła, coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że była to dobra decyzja. Nie pasuje tam i nie chce mieć z mieszkającymi tam ludźmi nic wspólnego. Zamierza jednak po raz pierwszy skończyć to, co zaczęła.

Ten serial jest duszny, nieprzyjemny, uwierający.

Przy takiej fabule mogliśmy dostać kolejny konwencjonalny kryminał – zagadkę “kto zabił” wraz ze skomplikowanym portretem psychologicznym osoby prowadzącej śledztwo. Przeważnie jest to policjant, tym razem byłaby to dziennikarka. I tyle. “Konwencjonalny” to jednak ostatni epitet, którym obdarzyłbym Ostre przedmioty. Ten serial jest zupełnie inny. Tożsamość mordercy tak naprawdę schodzi tutaj na dalszy plan już w drugim, trzecim odcinku. Liczy się co innego – obraz miasta, ludzi, relacje między rodziną Camille a resztą mieszkańców, stosunki między Camille a jej matką, tajemnice z przeszłości, wreszcie klimat. A raczej tony klimatu. Historia rozgrywa się podczas upalnego lata, będącego symbolem zaduchu, pewnej stęchlizny, która opanowała Wind Gap, i czuć to na każdym kroku. Ten serial jest duszny, nieprzyjemny, uwierający. Widz w ogóle nie powinien się dziwić, że główna bohaterka tak bardzo chciała się stamtąd wyrwać. Nie ogląda się tych odcinków łatwo, ale nie ma to nic wspólnego z brutalnością scen albo wymyślnością działania zabójcy – to nie jest nic w stylu Siedem Davida Finchera. Chodzi o miejsce akcji, które wręcz odpycha. Jak mówi sama bohaterka w jednej ze scen, tam nie ma małomiasteczkowego uroku, a raczej prowincjonalny smrodek. Trudno o lepsze podsumowanie.

Pewna obietnica, którą złożyli twórcy w pierwszym odcinku, zostaje spełniona z nawiązką. Wszystko toczy się powoli, sennie, ale dokładnie tak ma być. Narracja, na którą składają się między innymi przedziwne montażowe wstawki, na zasadzie wspomnień albo majaków, zmienia się wraz z kolejnymi odcinkami, w ostatnim przyjmując jeszcze bardziej zaskakującą formę. To, co zrobiono w końcówce, to zagranie mistrzowskie – pozostawia widza z szeroko otwartą buzią nawet, jeśli zapoznał się on wcześniej z książką Flynn. Tę niby prostą historię twórcy opowiadają w wyjątkowy sposób. Z tej zaledwie niezłej książki udało się wyciągnąć to, co najlepsze, a potem podnieść to do potęgi i dodać kilka rzeczy od siebie. 8 tygodni z Ostrymi przedmiotami było naprawdę świetnym telewizyjnym doświadczeniem – z pewnością serial ten okaże się jednym z ważniejszych tytułów A.D. 2018.

Złote Globy i nagrody Emmy serial będzie w przyszłym roku zgarniać masowo. Nie wydaje mi się, aby inna produkcja miała jakiekolwiek szanse z Ostrymi przedmiotami. A tego, że główne aktorki wychodzić będą z wszelkich ceremonii ze statuetkami, jestem wręcz pewien. Amy Adams stworzyła w tej produkcji jedną ze swoich lepszych ról – z Camille łatwo można było stworzyć karykaturę, ale zamiast tego aktorka zaprezentowała nam niejednoznaczną, niezwykle wiarygodną bohaterkę. Patricia Clarkson, która od lat uchodzi za mistrzynię charakterystycznych ról drugiego planu, po raz kolejny potwierdziła, że bardzo zasługuje na to miano. Świetnie było też zobaczyć na ekranie dawno niewidzianą Elizabeth Perkins – nie miała do zagrania wiele, ale to barwny, zapadający w pamięć występ. Największe brawa należą się jednak debiutującej Elizie Scanlen. Jako Amma, tajemnicza przybrana siostra Camille, w niektórych scenach przyćmiła samą Adams. Ta młoda dziewczyna ma wszelkie zadatki na zostanie gwiazdą. Oby tylko zrobiła z tego dobry użytek i grała w kolejnych tak dobrych produkcjach.

Ostatnio dodane