Publicystyka filmowa
TAJEMNICE PLANU FILMOWEGO. Najciekawsze opowieści i anegdoty związane z filmami
TAJEMNICE PLANU FILMOWEGO to fascynująca podróż po zabawnych anegdotach i niesamowitych historiach z filmowych planów. Zobacz, co kryje się za kulisami!
Praca na planie filmowym to zajęcie wymagające skupienia, powagi i dyscypliny. Zdarza się jednak, że i w takim środowisku rodzą się zabawne opowieści, które ukazują filmowców w nieco bardziej ludzkim świetle. Przyglądamy się najciekawszym i najpopularniejszym anegdotom z planów filmowych. Nie mamy pewności, czy wszystkie wydarzyły się naprawdę, czy są tylko przeinaczeniem faktów, a może w ogóle zostały sfabrykowane. Ale, jak mawiają niektórzy: nawet jeśli to kłamstwo – to nieźle wymyślone!
Wujek Alfred, mistrz ciętej riposty

Najmocniej przepraszam, czy mógłbym panią zamordować?
Nie ulega wątpliwości, że Alfred Hitchcock był jednym z największych reżyserów w historii kina. Zdefiniował gatunek dreszczowca, podniósł suspens do rangi najwyższej sztuki, wywarł wpływ na niezliczoną rzeszę filmowców, a w szczytowym momencie życia ważył prawie 140 kilogramów przy wzroście 170 cm. Tak, zdecydowanie był wielki. Artysta o takim statusie mógł pozwolić sobie na bycie sobą w każdej sytuacji. Słynął z ciętego języka i doskonałych ripost. Przypisuje mu się jeden z najsłynniejszych komentarzy, jaki aktorka usłyszała od reżysera. Na planie jednego z filmów artystka miała wciąż pytać Hitcha, czy aby na pewno operator filmuje jej lepszy profil.
W końcu Alfred odpowiedział: „Jak mógłby filmować twój najlepszy profil, skoro na nim siedzisz?”. Twórca Psychozy i Ptaków spowodował traumy nie tylko u swoich widzów, którzy po dziś dzień odczuwają lęk przed prysznicami i ptakami. Przypisuje mu się słowa (które miał wypowiedzieć podczas wywiadu przeprowadzanego przez François Truffauta), że wszyscy aktorzy są bydłem. Miał później naprostować swoją wypowiedź i stwierdzić: „Wcale nie powiedziałem, że aktorzy są bydłem. Powiedziałem tylko, że powinno się ich traktować jak bydło”. No cóż… różnica znacząca!
Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie, skąd się wziąłem?

– Czy tak wygląda Francisco Rabal?! – Rabal, Rey, Rabal, Rey, co za różnica…
Podczas preprodukcji Francuskiego łącznika William Friedkin poszukiwał odtwórcy tytułowej roli wśród europejskich aktorów. Prawdziwy przestępca, opisany w faktograficznej powieści kryminalnej Robina Moore’a, miał być człowiekiem o eleganckiej aparycji, zupełnie nieprzypominającym stereotypowego przemytnika narkotyków. Friedkin obejrzał właśnie Viridianę Luisa Buñuela i uznał, że znalazł swojego łącznika. Przekazał reżyserowi obsady, że potrzebuje aktora, który zagrał główną rolę męską we wspomnianym filmie. Nie padło jednak żadne nazwisko, bo Friedkin go nie zapamiętał.
Asystent zorganizował kontrakt i sprowadził na plan Fernando Reya. Wielkie musiało być zdziwienie reżysera, kiedy zobaczył na planie aktora, owszem, z Viridiany – ale nie tego. Chodziło mu bowiem o innego wykonawcę, który zagrał w filmie Buñuela: Francisco Rabala… Kiedy okazało się, że Rabal nie zna ani francuskiego, ani angielskiego, zdecydowano się pozostać przy Reyu. Rabal i Friedkin spotkali się na planie kilka lat później, podczas realizacji Ceny strachu.
Na śmierć i życie

Cienka linia między miłością i nienawiścią
Werner Herzog i Klaus Kinski stworzyli razem pięć filmów, dzięki którym zapisali się w historii kina jako jeden z najwybitniejszych duetów reżysersko-aktorskich w historii. Ich wspólna praca jest podstawą wielu legend – obaj mieli silne charaktery, olbrzymie talenty i niestandardowe podejście do rzemiosła. Oprócz tego Kinski był niezrównoważonym furiatem i tyranem. Jego osobowość mocno dała się we znaki skromnej ekipie już przy okazji kręcenia Aguirre. Kinski miał wtedy grozić Herzogowi śmiercią. Jednak do najdziwniejszego wydarzenia, które doskonale opisuje, jakim człowiekiem był aktor, doszło dekadę później, podczas kręcenia Fitzcarraldo.
W filmie brało udział wielu statystów – w tym dziesiątki lokalnych, peruwiańskich, Indian. Będąc świadkami licznych wybuchów agresji Kinskiego, mieli wysłać do Herzoga kilku swoich przedstawicieli, którzy zaproponowali reżyserowi, że zabiją aktora. Herzog na propozycję nie przystał, ale później opisał swojego wroga-przyjaciela słowami: „Kinski nie był aktorem. Nienawidził tego zawodu. Ale był jedynym geniuszem, jakiego spotkałem”.
Tak blisko, a tak daleko

Jak to być mogło, że ona i on, razem przez tyle lat…
Katharine Hepburn i Henry Fonda – tych dwóch nazwisk nie trzeba nikomu przedstawiać. Ale kto by pomyślał, że sami sobie zostali przedstawieni dopiero w roku… 1981? Legendarna para wykonawców pracowała na Broadwayu w tym samym czasie, oboje grywali w najlepszych hollywoodzkich filmach przez kilka dekad, mieli nawet wspólnego agenta, jednak pierwszy raz poznali się osobiście podczas prób do filmu Nad złotym stawem – za który oboje zostali uhonorowani Oscarami. Podobno pierwsze słowa Katharine wypowiedziane do Henry’ego brzmiały po prostu: „Panie Fonda, miło mi pana poznać”.
Stara szkoła kontra metoda

Dlogi chlopce, a moze bys splóbowal to zaglac?
Dustin Hoffman zasłynął ze swojego przywiązania do tak zwanej metody – czyli sposobu aktorstwa, który polega na całkowitym zanurzaniu się w graną postać. Aktorzy „metodyczni” starają się jak najmniej udawać, a jak najwięcej przeżywać prawdziwe emocje postaci. Bywa, że zbliżają się przy tym do granic wytrzymałości lub… normalności. Podobno Hoffman przed ujęciami do Małego wielkiego człowieka, w których odtwarzał stulatka, spędzał kilka godzin w przebieralni, krzycząc na cały głos i zdzierając sobie gardło. Tylko w ten sposób był w stanie oddać sposób mowy stuletniego człowieka.
Z kolei Laurence Olivier prezentował zupełnie inną postawę. Wywodzący się z teatru aktor i reżyser należał do jednych z najlepszych interpretatorów Szekspira. Jego sposób grania był jednak zupełnie różny od metody. Hoffman i Olivier spotkali się razem na planie Maratończyka – mistrzowskiego thrillera Johna Schlesingera. Hoffman odmawiał sobie snu i odpoczynku. Zauważył to Olivier, który zapytał młodszego kolegę po fachu, dlaczego tak robi. Hoffman odparł, że robi to, by wyglądać na naprawdę zmęczonego i wykończonego. Stary aktor miał wtedy zapytać: „Drogi chłopcze, a może byś spróbował to zagrać?”.
Śmiać się czy płakać?

– To Oscar czy Malina? – Tak
Ileż to razy nie mogliśmy zrozumieć decyzji gremiów przyznających nominacje do Oscarów i Złotych Malin? Historia zna wiele przypadków, kiedy te pierwsze przyznawane były aktorom i aktorkom, którzy kompletnie nie zasłużyli na wyróżnienie za najlepiej zagrane role; a z drugiej strony, Maliny bywały przyznawane nie tyle za aktorskie wtopy, ile po prostu kontrowersyjne wybory popularnych aktorów, a czasem nawet „z urzędu” nominowano wykonawców mających charakterystyczny styl gry.
Zdarzały się przypadki, że oscarowi aktorzy tak kiepsko kierowali swoimi karierami, że spadali na samo dno, wprost w objęcia malinowych krzaków. Największą ciekawostką pozostaje jednak to, co przydarzyło się aktorowi Jamesowi Coco. W 1981 wystąpił on w komediodramacie Tylko, gdy się śmieję, nakręconym według scenariusza Neila Simona, jednego z najlepszych amerykańskich dramaturgów i scenarzystów XX wieku. Film otrzymał trzy nominacje do Oscara, w tym za drugoplanową rolę Jamesa. Coco otrzymał również nominację do Złotego Globu, a także…. Złotej Maliny! Tak, za jedną, tę samą rolę. Jego rola była, trzeba przyznać, bardzo charakterystyczna. Która z nominacji należała mu się bardziej – obejrzyjcie film i oceńcie sami.
Co oni brali?

Skromny pisarz, osobowość paranoiczna, uzależniony od kokainy, chętnie wyreżyseruje film dla dużego studia. Wiadomości proszę zostawiać w redakcji
Oglądając zwariowane, kuriozalne, nietypowe, dziwaczne filmy, często zadajemy sobie w duchu powyższe pytanie. Nie wszystkie „odjechane” pomysły na filmy musiały powstawać podczas narkotykowych hajów. O, taki na przykład David Lynch nadużywa wyłącznie kawy. Inaczej rzecz miała się w przypadku Stephena Kinga. Ten płodny i jednocześnie utrzymujący dobry poziom pisarz stworzył kilka tuzinów opowiadań i powieści, które stały się podstawą około setki filmów pełnometrażowych (nie licząc masy krótkich metraży, amatorskich produkcji lub seriali telewizyjnych). W 1986 roku King postanowił sam nakręcić film.
Maksymalne przyspieszenie może i nie jest arcydziełem (ekhm…) sztuki filmowej… no dobrze, obrazowi bliżej do kina klasy Z, ale ma swoich fanów. King, pytany, czy wróci kiedyś do reżyserii filmowej, odpowiada: „Obejrzyjcie Maksymalne przyspieszenie„. Pisarz nie ukrywa również, że podczas pracy nad obrazem był w szczytowym punkcie swojego uzależnienia od kokainy. Przyznaje, że przez większość czasu po prostu nie wiedział, co robi. „I was coked out of my mind”, jak to sam zgrabnie ujął. Teraz już wiecie, co oni brali!
