search
REKLAMA
Artykuł

CIENKA, NIEBIESKA LINIA. Dokument, który OCALIŁ człowieka

W 1989 roku, niespełna rok po premierze Cienkiej, niebieskiej linii, Randall Adams wyszedł na wolność. Spędził w więzieniu blisko 12 lat.

Janek Brzozowski

30 lipca 2021

REKLAMA

Dokument kryminalny to według mnie kij posiadający dwa końce. Z jednej strony makabryczna, często szokująca tematyka, zogniskowana wokół tajemniczej śmierci, morderstwa, zniknięcia – może prowadzić do taniej sensacji, eksploatowania ludzkiej tragedii. Z drugiej zaś porządnie zrealizowany, rzeczowy i merytoryczny dokument spod znaku true crime ma szansę stać się cennym głosem w sprawie, uporządkować fakty i pomóc w rozwiązaniu zagadki – takim przypadkiem jest właśnie Cienka, niebieska linia Errola Morrisa: film, który istotnie przyczynił się do uwolnienia niewinnego człowieka.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od listopada 1976 roku. Wtedy bowiem 27-letni Randall Dale Adams przybył do Dallas w poszukiwaniu pracy. Otrzymawszy zadowalającą ofertę, w niedzielę 27 listopada mężczyzna udał się do miasta, aby rozpocząć zmianę. Był jednak weekend i na miejscu nikogo nie zastał. Podczas powrotu do motelu w jego samochodzie skończyło się paliwo. Mężczyźnie pomógł 16-letni David Ray Harris, który przejeżdżał akurat obok skradzionym samochodem swoich sąsiadów – w pojeździe znajdowała się również broń należąca do ojca chłopaka. Panowie spędzili ze sobą resztę dnia, pijąc alkohol, paląc marihuanę i odwiedzając kino samochodowe. Chwilę po północy David Harris, podczas rutynowej kontroli, zamordował policjanta Roberta W. Wooda. O zbrodnię oskarżony został jednak Adams, na którego chłopak zrzucił winę kilka miesięcy później, gdy aresztowano go w związku z innym przestępstwem. „Wstałem. Poszedłem do pracy w niedzielę. Dlaczego spotkałem tego dzieciaka? Nie wiem. Dlaczego skończyła mi się wtedy benzyna? Nie wiem, ale to się wydarzyło. To się wydarzyło” – mówi w początkowych fragmentach Cienkiej, niebieskiej linii Adams, podkreślając w ten sposób niebagatelną rolę, jaką odegrał w tej historii – jednocześnie absurdalnej i tragicznej – przypadek.

Gdy Errol Morris przybył do Dallas w 1985 roku, aby przygotować się do realizacji filmu poświęconego doktorowi Jamesowi Grigsonowi, niesławnemu psychiatrze znanemu jako „Doktor Śmierć”, Randall Adams był już uznany za winnego i skazany na karę śmierci, którą w 1980 roku gubernator Teksasu zamienił na dożywocie. Dokumentalista spotkał się wówczas ze skazańcem (w jego procesie, po stronie oskarżycielskiej, brał bowiem udział właśnie Grigson) i nabrał wątpliwości, co do jego winy. Dodatkowo spotęgowała je rozmowa z samym Davidem Harrisem, który, oskarżony o inną zbrodnię, również przebywał w tym czasie w więzieniu. Morris postanowił więc zmienić temat swojego dokumentu – zrealizować film, w którym, jako reżyser-detektyw spróbowałby wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się w nocy z 27 na 28 listopada 1976 roku.

Na poziomie formalnym Cienka, niebieska linia składa się z trzech, stale przeplatających się elementów – materiałów archiwalnych, wywiadów utrzymanych w klasycznej konwencji gadających głów oraz fabularnych rekonstrukcji, w których Morris inscenizuje wydarzenia z feralnej nocy.

Drugi z tych elementów okazał się najbardziej pomocny dla Adamsa. Morris dotarł do świadków, którzy zeznawali w procesie mężczyzny. Kamera obnażyła ich niepewność, wydobywając na pierwszy plan, momentami wręcz kuriozalne, nieścisłości w złożonych zeznaniach. Znamienna jest pod tym względem chociażby wypowiedź Michaela Randella: „Jestem sprzedawcą i wytworzyłem coś w rodzaju pamięci doskonałej. Nigdy nie zapominam miejsc, rzeczy ani nazw ulic”. Chwilę później mężczyzna ma jednak spory problem z wydobyciem z pamięci, jakim samochodem poruszał się morderca: „To był niebieski ford… w każdym razie coś niebieskiego. […] Policjant podszedł do wozu, to znaczy podchodził. Jego radiowóz był, zaraz… nie pamiętam, czy był za czy przed tamtym. Wiem, że zatrzymał ten samochód i teraz do niego szedł. Tak, zdaje się, że do niego podchodził”. W tym momencie Randell dyskretnie spogląda za kamerę, poszukując zapewne wśród zebranych w pokoju osób jakiegoś potwierdzenia – byłaby to niezwykle komiczna scena, gdyby tylko widz nie posiadał świadomości, o co tak naprawdę toczy się tutaj gra.

Janek Brzozowski

Janek Brzozowski

Student poznańskiego filmoznawstwa. Licencjat poświęcił "Pogardzie" Godarda, "Nocy amerykańskiej" Truffaut oraz skomplikowanej relacji, łączącej obu twórców. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska oraz francuska, a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA