Zestawienie

Największe ABSURDY w serialu TEORIA WIELKIEGO PODRYWU

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Absurd, czyli coś, co nie miałoby prawa zdarzyć się w rzeczywistości, a nawet jeśli się zdarza, to urąga prawom logiki, zdrowemu rozsądkowi i nie rokuje sukcesu zarówno w sensie dawania człowiekowi szczęścia, jak i przydatności do czegokolwiek. Teoria wielkiego podrywu pełna jest dziwnych zdarzeń, ale gdyby przenieść je do rzeczywistości, mogłyby się okazać wcale nie takie absurdalne. Szukać trzeba więc naprawdę głęboko i cały czas spoglądać na pozafikcyjny świat pod kątem tego, czy dane zdarzenie, postać czy relacja ma szansę w nim się utrzymać, czy jest tylko radosną twórczością skłonnej do absurdu wyobraźni twórców. Oczywiście im ktoś bardziej otwarty na świat, tym mniej absurdów dostrzeże, jednak zawsze istnieje  granica wyznaczona przez rozum praktyczny.
Winda

Aż się zainteresowałem, ile standardowo trwa naprawa windy. Regułą są 24 godziny, przynajmniej w moim bloku. Oczywiście gdyby zdarzyła się jakaś poważniejsza awaria, na przykład zerwałyby się liny, a winda roztrzaskała na poziomie garażu, naprawa potrwałaby pewnie z kilka miesięcy, no ale to nie kilkanaście lat. W przypadku windy w Teorii wielkiego podrywu mówimy raczej o poważniejszym wypadku, bo wewnątrz nastąpił wybuch eksperymentalnego paliwa lotniczego (eksperyment z dodaniem Tovexu), co zresztą powinno skończyć się znacznie większymi zniszczeniami w budynku; ale tę niezgodność z rzeczywistością już zostawmy. Ważny jest czas naprawy windy. Sytuacja stała się na tyle absurdalna, że zauważyli to nawet widzowie, którzy zaczęli dopominać się, by winda została nareszcie naprawiona. Ileż można ciągnąć ten sam motyw? Rozumiem sezon lub dwa, ale kilkanaście? Sytuacja jest absurdalna, nawet pod względem prawnym. W żadnym budynku dopuszczonym do użytku publicznego i mieszkalnego, spełniającym wysoki standard użytkowania, a kamienica w serialu za taką uchodzi. Pewnie gdzieś w krajach trzeciego świata lub na wyjątkowo zaniedbanych osiedlach w zaniedbanych państwach zdarzają się sytuacje, że raz zepsuta winda pozostaje nieczynna do odwołania, niemniej sytuacja w Teorii wielkiego podrywu jest wysoce absurdalna. Elita intelektualna społeczeństwa USA zamieszkuje budynku aspirującym do bycia loftem, a nie da się naprawić w nim windy?

Po co Sheldonowi współlokator?

Od dawna się nad tym zastanawiałem. Łatwo sprawdzić widełki zarobków Sheldona jako fizyka teoretycznego, nawet z uwzględnieniem, że Kalifornijski Instytut Technologiczny może pozwolić sobie na wyższe niż gdzie indziej zarobki dla wybranych i bardzo renomowanych fizyków. Przyjmijmy więc, że Sheldon na początku swojej kariery zawodowego fizyka mógł zarabiać rocznie około 60 000 dolarów. W ciągu kilku lat jego status mógł się jednak zmienić i dotrzeć aż do 100 000, a nawet więcej, jeśli dodatkowo pełnił na uczelni ważne funkcje administracyjne. Serwis PayScale jest tu nieocenioną pomocą. Po co Sheldonowi przy takich zarobkach jakikolwiek współlokator? Przecież to absurdalne, zwłaszcza przy jego natręctwach, a właściwie psychozach maniakalnych.

Związek Leonarda z Penny

Może relacja ta nie byłaby tak absurdalna, gdyby Leonard nie był aż tak mądry. A na dodatek poza genialnością jest jeszcze niedostosowanym społecznie nerdem. Penny musiała być wyjątkowo zdesperowana, że zdecydowała się na związek z Leonardem. Zresztą to jej zachowanie jest jednym z wielu dowodów niedojrzałej i ograniczonej intelektualnie natury. Albo wybierała sobie za partnerów kompletnych idiotów i pozwalała się w najróżniejszy sposób poniżać, albo celowała w sam nieosiągalny szczyt, jakby zareagowała emocjonalnie na zasadzie odbicia. Leonard był tym odbiciem. Trudno jednak mieć do Penny pretensje, gdyż kluczową winę za jej nieudane życie osobiste ponosił ojciec. Czy była taka chwila, żeby nie żałował, że Penny nie urodziła się mężczyzną? Trudno powiedzieć. Leonard był tegoż ojca namiastką, a inteligencja geniusza potrafiła zauroczyć właśnie tym, że zupełnie się nie rozumie, o czym on mówi. Penny jest więc w pewnym sensie wytłumaczona z absurdalności tego związku, czy też jego mezaliansowości. Gorzej z Leonardem.

Absurdem jest się z kimś wiązać i przez kilkaset odcinków bez przerwy udowadniać mu jego ograniczenia, a jednocześnie szeptać mu do ucha, że się go kocha, ilekroć ma się ochotę na seks. Abstrahuję tu od dowcipnej konwencji scenariusza. Z niewiadomych i nieco egoistycznych względów Leonard wybrał Penny, bo podobała mu się fizycznie, ale nie pomyślał, że ciała z czasem się starzeją, a jedyne, co potem związek spaja, to fascynacja pięknem czyjegoś umysłu, relacja duchowa wykraczająca poza wszelką ulegającą entropii cielesność. Jasno więc twierdzę, że to absurd, nieprzemyślany przez twórców, a może przemyślany właśnie płytko i dwulicowo, że tak elitarnie inteligentny mężczyzna jak Leonard związał się na stałe z Penny. Zainteresować na chwilę się rzecz jasna mógł, ale nie w sposób trwały. Ilekroć więc patrzę na uprawiane przez Penny desperackie próby doskoczenia do poziomu Leonarda i reszty kamaryli, zastanawiam się i tłumaczę dziewczynie w swojej głowie: co ty wyprawiasz? Nie poniżaj się! Z takimi złamasami nie ma sensu się przyjaźnić. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Penny jest głupia, nie tylko pod względem braku wiedzy, ale i intuicji czy rozgarnięcia, te cechy jednak w niczym nie umniejszają jej godności. Leonard nie powinien myśleć o sobie i zawracać jej głowy. Mądrzejsi nie zdają sobie sprawy, że przez swoją wiedzę bywają niekiedy bardziej winni.

Sheldon

Jest postacią niesamowitą, wręcz surrealistyczną, chociaż wcale nie tak absurdalną. Zdarzają się na ziemi podobni ludzie, lecz rzadko dostępują równocześnie szansy bycia geniuszami. I od razu odpowiem, że sytuacja Johna Forbesa Nasha była diametralnie inna. Nikt na dłuższą metę nie był w stanie tolerować jego choroby w pracy ze studentami. A czy Sheldon w ogóle mógłby uczyć innych? Jego praca na uniwersytecie to generalnie abstrakcja. Sheldon jest niezdolny do utrzymywania efektywnych relacji z obcymi ludźmi i nikt z nich w sytuacji zawodowej nie byłby w stanie z nim pracować. Praca na uniwersytecie łączy się nie tylko z radosnym spędzaniem czasu w pracowni naukowej, ale również dydaktyką, co w przypadku Sheldona mogłoby złamać wszelkie uczelniane statuty. Absurdem jest również robienie kupy o określonej godzinie, co podobno Sheldonowi wychodzi. Powiedzmy, że wyjdzie przez pięć dni z rzędu. W szóstym z przyczyn fizjologicznych nastąpi opóźnienie – i co wtedy? Sheldon przez kupę zawali jakiś ważny referat albo co innego? Tak nie da się żyć. Człowiek taki jak on, czyli z wyjątkowo ciężką postacią nerwicy natręctw, nie jest w stanie przez tyle lat funkcjonować bez leczenia, a w serialu absurdalnie funkcjonuje on w dwóch światach – w domu, gdzie zachowuje się jak człowiek, który zaraz dostanie napadu szału, gdy ktoś przestawi mu coś o centymetr, oraz na uczelni, gdzie nagle jego natręctwa stają się niezauważalne dla innych. Z tych sprzeczności obecnych w jego osobie wychodzą niesamowicie śmieszne sytuacje, ale należy pamiętać, że to czysty absurd.

Ostatnio dodane