Publicystyka filmowa
Zatkajcie uszy! NAJGORSZE filmowe AKCENTY
ZATKAJCIE USZY! NAJGORSZE filmowe AKCENTY to zabawna podróż po najgorszych akcentach w historii kina. Kto zaskoczy najgorszym występem?
Twórcy kina różnie podchodzą do kwestii realizmu językowego w swoich filmach. Rzadko który decyduje się na użycie rzeczywistego języka danego obszaru, część w ogóle nie przejmuje się tym, by aktorzy brzmieli wiarygodnie. Są też jednak tacy, którzy wymagają od obsady opanowania konkretnego akcentu. I o ile taka Teksanka Renée Zellweger świetnie poradziła sobie z brytyjskością Bridget Jones, a Gary Oldman bez problemu udawał jamajski akcent w Prawdziwym romansie, mieliśmy też przypadki znacznie mniej udane. Które role zaliczyłbym do tych z najgorszym filmowym akcentem w historii? Zapraszam do zapoznania się z moimi typami.
Kogoś pominąłem albo niesprawiedliwie oceniłem? Dajcie znać w komentarzu!
Dick Van Dyke (Mary Poppins)
Akcent Dicka Van Dyke’a z filmu Mary Poppins zgodnie uznaje się za jeden z najgorszych filmowych akcentów w historii. Zamiast klasycznego cockney aktor zaprezentował… no właśnie nie wiadomo co. Amerykanin tłumaczył się później, że kontakt z nauczycielem akcentu miał tylko raz, w dodatku był on Irlandczykiem i jego cockney również pozostawał wiele do życzenia. Poza tym w czasie realizacji filmu nikt z produkcji, niemal w całości brytyjskiej, nie miał do niego żadnych uwag. Dziś te nieudolne próby Van Dyke’a są jednym z najbardziej urokliwych elementów filmu.
Kevin Costner (Robin Hood. Książę złodziei)
Wiem, że wielu z was ma sentyment do tego filmu i roli Kevina Costnera. Dla mnie jednak gwiazdor Tańczącego z wilkami jako Robin Hood jest po prostu nieporozumieniem. Owszem, aktor jawi się na ekranie jako symbol szlachetności, ujmuje szczerym spojrzeniem, ale jest amerykański do bólu. Wpływ ma na to też angielski akcent (a właściwie jego brak). Jak to napisał jeden z dziennikarzy z USA: „Nie winię go za to, że nie ma w tym filmie akcentu z Nottingham. Jakikolwiek angielski akcent by wystarczył…”. Być może na próbach Costner brzmiał komicznie i dlatego nie próbował z wymową na siłę, ale to, co ostatecznie słyszymy, nie jest nic lepsze – czasem tylko aktor wydaje się zaczynać zdanie, jakby pochodził ze środkowej Anglii, ale przy trzecim, czwartym słowie cała ta angielskość z niego ulatuje.
Powstała dwa lata później parodia Robin Hood: Faceci w rajtuzach była właśnie próbą wyśmiania tego, jak do postaci Robina z Sherwood podchodziło Hollywood. Mel Brooks nie miał litości: „Mój Robin Hood przynajmniej mówi z angielskim akcentem”.
Julia Roberts (Mary Reilly)
Julia Roberts miała zaledwie 22 lata, gdy po Pretty Woman została najpopularniejszą aktorką świata. Dziś przyznaje, że nie udźwignęła nagłej sławy i przeżyła załamanie nerwowe. Musiała zrobić sobie dwa lata przerwy od pracy. Po powrocie starała się zaś eksperymentować – grała różnorodne role, szukała wyzwań. Jednym z nich była rola służącej doktora Jekylla w dramacie wyreżyserowanym przez Stephena Frearsa. Roberts wystąpiła obok Johna Malkovicha i całkowicie zrywała z wizerunkiem, za który pokochali ją widzowie.
Co ciekawe, to wcale nie jest taka zła kreacja. Nominacja gwiazdy do Złotej Maliny była przede wszystkim efektem fatalnego irlandzkiego akcentu Mary Reilly – nie dość, że nieprzekonującego, to jeszcze bardzo niekonsekwentnie stosowanego. Ma się wrażenie, jakby Roberts czasami myślała: „W dupie z tym, nie chcę już się starać”, a reżyser bał się ją do czegokolwiek zmusić.
Keanu Reeves (Dracula)
Ja naprawdę bardzo lubię Keanu Reevesa – nie ma na koncie jakichś wybitnych ról, ale przyjemnie ogląda się go na ekranie, poza tym prawdopodobnie jest fajnym facetem, takim, z którym chciałoby się umówić na piwo czy kawę. Jego rola w Draculi Francisa Forda Coppoli woła jednak o pomstę do nieba.
Reeves jest w niej tak sztywny, że to aż boli. Bardzo możliwe, że to uczucie grania na ciągłym zatwardzeniu wywołała w nim próba imitacji angielskiego akcentu – nawet ci, którzy są wiernymi fanami tego filmu, muszą przyznać, że Keanu sprawia wrażenie, jakby grał w parodii. Dramat.
Angelina Jolie (Aleksander)
Wcielająca się w matkę Aleksandra Wielkiego Angelina Jolie próbowała chyba zaprezentować widzom grecki akcent. Czy było to konieczne, sprawa dyskusyjna, bowiem jej filmowy syn grany przez Colina Farrella wypowiadał się z akcentem… irlandzkim. Nie to jednak jest w tym najgorsze. Jednym z wielu powodów, dla których Aleksandra ogląda mi się ciężko, jest duszenie się ze śmiechu w trakcie scen z Olimpią. Angelina brzmi przecież jak rosyjska imigrantka – wypisz wymaluj Irina Shayk na początku kariery w modelingu. Co ciekawe, zaledwie trzy lata później Jolie udowodniła, że przy odrobinie wysiłku akcent nie musi stanowić dla niej tak dużego problemu. W Cenie odwagi jako francuska dziennikarka Mariane Pearl poradziła sobie znacznie lepiej.
Nicolas Cage (Kapitan Corelli)
Do tego, że akcent nie jest specjalnością zakładu Nicolasa Cage’a, nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy tu wspomnieć choćby Con Air – lot skazańców – aktor brzmiał, jakby sam siebie chciał przekonać, że pochodzi z Południa. W tamtym filmie, celowo kiczowatym i przerysowanym, wcale nie było to jednak wielkim problemem. Znacznie słabiej Cage wypadł w nakręconym w stu procentach poważnie Kapitanie Corellim. Jako włoski dowódca tylko śmieszy. Oglądając film dzisiaj, widz aż zaczyna się zastanawiać, czy laureat Oscara zaliczał tą produkcją casting do Borata. Jeśli słychać w tej roli coś włoskiego, to co najwyżej braci Mario.
Jon Voight (Anaconda)
OK, zgadzam się, Anaconda to cała lista problemów, z których akcent Jona Voighta jest być może najmniejszym. Nie zmienia to faktu, że słynnego aktora nie da się po prostu słuchać. Zresztą, bez napisów ciężko go nawet zrozumieć. Ojciec Angeliny Jolie (czyżby ta akcentowa niemoc leżała w genach?) celował w akcent z Paragwaju, ale nie wyszło. Czasem słychać jakieś ślady hiszpańskiego akcentu, ale zmienia się on kilka razy w ciągu jednej sceny, płynnie przechodząc również w typowo amerykański. Niektórzy żartują, że wąż nie był w stanie tego znieść i dlatego zwymiotował postać graną przez Voighta.
James Van Der Beek (Luz Blues)
Jon Voight zagrał też w filmie Luz Blues o drużynie futbolu amerykańskiego z Teksasu. Jednak tym razem to nie laureat Oscara za Powrót do domu rozbawiał kinową widownię akcentem, a znany wam zapewne z Jeziora marzeń James Van Der Beek. Aktor pochodzący z Connecticut musiał przekonująco wcielić się w Teksańczyka – wyszło jednak żałośnie. Amerykanie do dziś (a od premiery minęło już 21 lat) mają niezły ubaw z Van Der Beeka.
Polakom międzystanowe różnice w akcentach wyłapać oczywiście trudniej, ale tutaj południowa wymowa jest tak słaba, że u każdego powoduje zgrzyt. Pamiętacie, jak Joey z Przyjaciół prezentował swoje umiejętności pracy z trenerem od akcentu? Brzmi bardzo podobnie. Kto wie, czy to właśnie nie przez tę rolę kariera Van Der Beeka na dużym ekranie nigdy się nie rozwinęła.
