Publicystyka filmowa
RENÉE ZELLWEGER. Brytyjski akcent made in Texas
Renée Zellweger w Hollywood może uchodzić za wzór życiowej i zawodowej konsekwencji.
By ponownie wcielić się w najsłynniejszą rolę w swym dorobku, mimo upływu czasu i diametralnie zmienionego wizerunku, trzeba być albo bardzo zdesperowanym, albo bardzo odważnym. Pierwsze recenzje Bridget Jones 3 sugerują, że Renée Kathleen Zellweger nie jest taką desperatką, jak można było się spodziewać. Aktorka, o której ostatnimi czasy głośno było głównie za sprawą zagadkowych zmian w fizjonomii, powraca w sequelu, na który chyba nikt tak naprawdę nie czekał, ale z którego wszyscy się cieszą.
Urodzona 25 kwietnia 1969 roku w niewielkim Katy w stanie Teksas, przez większość widzów kojarzona jest właśnie z rolą niezdarnej, acz uroczej Brytyjki. Sama legitymuje się niezwykle różnorodnym zapleczem genealogicznym, bowiem jest córką Szwajcara i Norweżki, zaś w jej żyłach płynie także krew ludów zamieszkujących tereny Finlandii i Szwecji. Jako nastolatka była prawdziwym omnibusem: nie tylko doskonale radziła sobie z dyscyplinami humanistycznymi, ale osiągała także sukcesy w sporcie, grając w piłkę nożną, baseball, futbol amerykański i koszykówkę. Jak to jednak często w przypadku gwiazd filmu bywa, dopiero kółko dramatyczne – w tym wypadku studenckie – zaszczepiło w Renée pragnienie realizowania się poprzez aktorstwo.
Początkowo, ze względu na trudności finansowe, musiała w trakcie studiów podjąć pracę jako kelnerka, zaś jej kariera przed kamerą rozpoczęła się od występów w reklamach piwa i wołowiny. Dzięki tym nieśmiałym początkom zdobyła doświadczenie, które pozwoliło jej na uzyskanie członkostwa w Gildii Aktorów, dzięki czemu mogła rozpocząć starania o angaż w poważniejszych produkcjach.
Krótki rozbieg do kariery
Gdy wczytamy się nieco w dorobek zawodowy Zellweger, zauważymy, że jej przełomowa rola nadeszła wyjątkowo szybko. Renée debiutowała na ekranie już w rok po ukończeniu studiów (w 1991 r. uzyskała tytuł licencjata języka angielskiego), jednak A Taste of Killing, telewizyjnego filmu w reżyserii Lou Antonio, dziś nikt już nie pamięta. Po kilkunastu miesiącach znaczonych nieistotnymi epizodami, w tym m.in. w Uczniowskiej balandze Richarda Linklatera, Zellweger zagrała jedną z głównych ról w Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną: Następnym pokoleniu, gdzie pojawiła się u boku m.
in. Matthew McConaugheya. Był rok 1994, a kariera Renée właśnie nabierała rozpędu – w tym samym czasie wystąpiła także w Kalibrze 45 C.M. Talkingtona, gdzie wraz z Gilem Bellowsem stworzyła parę w stylu Bonnie i Clyde’a. Choć rola ta została dobrze odebrana i przyniosła jej Independent Spirit Award za najlepszy debiut, prawdziwym przełomem w karierze Zellweger była kreacja Dorothy Boyd w komediodramacie Jerry Maguire Camerona Crowe’a. Rola rozczulającej, delikatnej asystentki tytułowego bohatera jest niemal ikoniczna dla pochodzącej z Teksasu aktorki – w podobne postaci wcielała się na różnych etapach kariery, choć Dorothy ustanowiła w świadomości widzów wzorzec, z którym konfrontowały się wszystkie kolejne ekranowe wcielenia Renée. To właśnie dzięki roli w Jerrym Maguire dwudziestosiedmioletnia wówczas aktorka mogła przejść do historii dzięki pamiętnej kwestii You had me at hello.
O ile osiągnięcie pierwszego przełomu w karierze zajęło Zellweger raptem cztery lata, o tyle musiało minąć trochę czasu, nim ów przełom przyniósł widoczne efekty. Tuż po występie w filmie Crowe’a Renée zagrała w kilku mniej znanych produkcjach, które trudno było uznać za równie udane jak Jerry Maguire. Co prawda Kłamca z 1997 roku czy debiutująca w kolejnym roku Jedyna prawdziwa rzecz były filmami rzetelnymi i mocno obsadzonymi, lecz nie miały w sobie tyle jakości, by nadać tempa karierze Zellweger. Musiało minąć kolejnych kilkanaście miesięcy, by aktorka znów zabłysnęła – tym razem w roli tytułowej Siostry Betty w kultowym już dziś filmie Neila LaBute’a.
Ta niepozorna niezależna komedia w zabawny sposób opowiadała historię załamania nerwowego pewnej kelnerki z Kansas City, która w wyniku przeżytej traumy zaczyna wierzyć w swój związek z gwiazdą telewizyjnej opery mydlanej. To niedoceniane i niepokorne dzieło nawet dziś, po szesnastu latach od premiery, ogląda się świeżo, a nagrodzona Złotym Globem w kategorii najlepsza aktorka w komedii lub musicalu Zellweger wreszcie mogła rozwinąć aktorskie skrzydła (wieść niesie, że gdy Hugh Grant odczytał jej nazwisko jako laureatki, aktorka była w toalecie, starając pozbyć się… szminki z uzębienia). Jak miało się jednak dopiero okazać, niepozorna produkcja z 2000 roku była zaledwie preludium do prawdziwego hitu, na jaki wyrosła adaptacja bestsellerowej powieści Helen Fielding.
Kilogramy na wagę sukcesu
Przygotowując się do tytułowej roli w Dzienniku Bridget Jones, Renée przytyła ponad jedenaście kilogramów, a także zatrudniła się pod pseudonimem w jednej z brytyjskich agencji wydawniczych, aby nabrać doświadczenia niezbędnego do wykreowania postaci. Musiała także włożyć mnóstwo wysiłku w wyćwiczenie londyńskiego akcentu, co dla dziewczyny z południa Stanów Zjednoczonych musiało być szczególnie trudne. Aby nie wypaść z roli, Zellweger korzystała ze świeżo nabytego narzecza także podczas nieformalnych rozmów na planie, przez co partnerujący jej na ekranie Colin Firth i Hugh Grant poznali prawdziwe brzmienie jej głosu dopiero podczas przyjęcia zorganizowanego na zakończenie zdjęć.
Zaangażowanie rodem z metody Stanisławskiego opłaciło się – postać Bridget Jones w wersji filmowej zyskała niemal identyczne uwielbienie jak jej książkowy pierwowzór, a decyzję o przygotowaniu sequela podjęto w rekordowym tempie. W bohaterce Dziennika… najbardziej urzekająca okazała się jej przeciętność – tysiące kobiet na całym świecie potrafiły identyfikować się z problemami nieco szalonej Bridget, choć pewnie niewielu z nich przytrafiają się przygody rodem ze slapstickowej komedii. Blada, obdarzona kilkoma nadprogramowymi kilogramami i kiepskim gustem odzieżowym bohaterka z miejsca przypadła do gustu widzom na całym świecie, napędzając przy okazji sprzedaż i tak już bestsellerowej powieści.
Renée święciła triumfy komercyjne i artystyczne, uzyskując nominację do wielkiej trójki: Oscara, Złotego Globu i nagrody BAFTA. I choć ostatecznie nie zdobyła wówczas żadnego z tych laurów, udowodniła, że po blisko dekadzie w biznesie wciąż ma w sobie mnóstwo atutów.
Dziennik Bridget Jones zarobił na całym świecie ponad dwieście osiemdziesiąt milionów dolarów, z miejsca wyznaczając nowe standardy w konwencji komedii romantycznej. Film Sharon Maguire (to nazwisko nieustannie musi kojarzyć się Zellweger z sukcesem) stał się także początkiem niesamowitej trzyletniej passy Renée, która z każdym kolejnym rokiem błyszczała coraz bardziej, zmieniając przy tym gatunkowy repertuar. Dość powiedzieć, że pochodząca z Teksasu gwiazda (po sukcesie Dziennika należało ją za taką uznać) została pierwszą od 1984 roku aktorką, której udało się zdobyć trzy nominacje do Oscara z rzędu.
Jej poprzedniczką na tym polu była sama Meryl Streep, zaś do dziś żadna kobieta nie powtórzyła tego wyczynu (podobnym osiągnięciem może pochwalić się jedynie Bradley Cooper, który jednak trzykrotnie obchodził się smakiem). Niedługo po sukcesie przygód Bridget Jones Zellweger zagrała w nagrodzonym sześcioma Oscarami musicalu Roba Marshalla Chicago, uznanym m.in. za najlepszy film podczas gali w 2003 roku. I choć laur aktorski powędrował w ręce Catherine Zeta-Jones, Renée ponownie mogła czuć się doceniona – zdobyła swój drugi Złoty Glob i dowiodła, że w wachlarzu aktorskich umiejętności skrywa jeszcze wiele tajemnic. Zarówno widzowie, jak i krytycy docenili jej talent wokalno-taneczny oraz metamorfozę, jaką przechodzi jej postać w Chicago.
Można tego porzekadła nie lubić lub w nie nie wierzyć, jednak Renée Zellweger z pewnością należy do jego zwolenników. Sama bowiem doświadczyła, że czasem rzeczywiście do osiągnięcia upragnionego sukcesu potrzebne są trzy próby. Mowa tu oczywiście o nagrodach Akademii, do których Zellweger nominowana była w latach 2002, 2003 i 2004 – i właśnie ten trzeci raz okazał się szczęśliwy. Po wyróżnieniach za Dziennik Bridget Jones i Chicago przyszła kolej na Złotego Rycerza za rolę drugoplanową we Wzgórzu nadziei Anthony’ego Minghelli, kostiumowym dramacie z okresu wojny secesyjnej.
Film o stosunkowo najmniejszym potencjale komercyjnym spośród wymienionej trójki okazał się jednym z najważniejszych w dorobku Renée. Lubujący się w epickich obrazach Minghella zatrudnił teksankę do roli bezpośredniej i rezolutnej Ruby Thewes, która pomaga głównej bohaterce (Nicole Kidman) utrzymać podupadającą farmę. Zellweger potrzebowała znacznie mniej czasu ekranowego niż słynna koleżanka po fachu, by zabłysnąć pełnym blaskiem – jej rola znalazła uznanie nie tylko Amerykańskiej Akademii Filmowej, ale także kapituł przyznających Złote Globy oraz nagrody BAFTA, Gildii Aktorów i Critics’ Choice.
Występ we Wzgórzu nadziei okazał się także końcem niezwykłej serii Renée, bo – choć od 2003 roku wystąpiła w kilku sporych produkcjach, m.in. w uroczej, choć diabelnie niedocenianej komedii romantycznej Do diabła z miłością – nie udało jej się powtórzyć takiego sukcesu artystycznego. W rok po premierze filmu Minghelli wystąpiła w Bridget Jones: W pogoni za rozumem, kontynuacji swego największego przeboju kasowego, lecz sequel nie pobił wyniku finansowego pierwszej części, zaś zmiana reżyserki (tym razem nazwisko Maguire nie mogło przynieść szczęścia) na Beeban Kidron poskutkowała spadkiem filmowej jakości. Zellweger co prawda dostała jeszcze nominację do Złotego Globu, ale był to raczej wynik sympatii do postaci Jones niż faktyczne uznanie dla nieco słabszej tym razem roli.
To, co wydarzyło się później w karierze Renée, było nieśmiałą zapowiedzią sześcioletniego rozbratu z aktorstwem, który nastąpił w 2010 roku.
Krótko po występie w drugiej części przygód Bridget Zellweger znakomicie zagrała u boku Russella Crowe’a w wysoko ocenianym filmie bokserskim Rona Howarda Człowiek ringu, który jednak nie znalazł podobnego uznania w oczach widzów i przepadł w box office. Na osłodę w tym samym roku Renée otrzymała swoją gwiazdę w hollywoodzkiej Alei Sław i aż dziw, że musiała czekać na nią aż tak długo. W 2006 roku Renée wystąpiła jeszcze w tytułowej roli w Miss Potter Chrisa Noonana, przyzwoitej biografii autorki powieści dla dzieci Beatrix Potter, jednak był to bodaj ostatni prawdziwie pozytywny akcent w jej karierze – to, co wydarzyło się później, było zapowiedzią gorszego okresu w życiu zawodowym utalentowanej aktorki.
Nie wszystko złoto, co się świeci
Nic, co wydarzyło się po premierze Miss Potter – może z wyjątkiem udziału Zellweger w dubbingu do udanego Filmu o pszczołach – nie mogło dawać aktorce nadziei na rychłą odmianę zawodowego losu. Ani Miłosne gierki (bodaj jeden z najsłabiej ocenianych filmów wyreżyserowanych przez George’a Clooneya), ani western Eda Harrisa Appaloosa, ani tym bardziej kiepska komedyjka Za jakie grzechy? nie mogły przynieść Renée chwały, choć trzeba przyznać, że mało która aktorka potrafi wypaść tak korzystnie w nawet najsłabszym filmie. Zellweger, mimo że występowała w produkcjach o bardzo zróżnicowanej jakości, potrafiła wydobywać ze swych postaci absolutne maksimum, dzięki czemu niemal zawsze krytycy i widzowie doceniali jej starania i kreacje, które tworzyła.
Jednak mimo iż Renée rzadko musiała przełykać gorycz porażki udokumentowanej negatywną recenzją, w 2010 roku – po serii nieudanych filmowych przedsięwzięć – powzięła decyzję o przerwaniu kariery aktorskiej.
Nie próżnowała jednak w czasie, który upłynął od jej ostatniego występu do rozpoczęcia zdjęć do wchodzącej właśnie na nasze ekrany Bridget Jones 3 (jest dobrze – za kamerą znowu Sharon Maguire!). Zellweger zapisała się na kurs scenopisarski na Uniwersytecie Kalifornijskim, dzięki czemu udało jej się napisać i zrealizować pilot serialu dla stacji Lifetime.
Przerwę w pracy aktorskiej spożytkowała na wyciszenie się, spędzając sporo czasu na farmie w Connecticut i w domku na plaży. Coraz częściej angażuje się w ożywioną w ostatnich miesiącach dyskusję na temat nierównouprawnienia w Hollywood, zabierając także głos w kwestii starzenia się i branżowej obsesji na punkcie wyglądu kobiet.
To ostatnie nie może dziwić – jest pokłosiem feralnego roku 2014, kiedy to rzadko biorąca udział w publicznych wydarzeniach Renée pojawiła się na przyjęciu organizowanym przez magazyn Elle, szokując wyglądem.
I nie chodziło, jak to zwykle bywa, o wyzywającą czy mało gustowną kreację, lecz o fizjonomię Zellweger – podczas imprezy wyglądała zupełnie inaczej niż dobrze znana widzom filigranowa blondynka o interesującej, obdarzonej jakby ciągle przymkniętymi oczami twarzy. W Hollywood huczało od domysłów, a serwisy plotkarskie grzmiały o nieudanej operacji plastycznej.
W mediach powstała teoria, iż znana aktorka zdecydowała się na radykalną zmianę, nie mogąc pogodzić się z oznakami upływającego czasu.
Tymczasem czterdziestopięcioletnia wówczas Renée, która od kilku lat niemal nie wypowiada się publicznie, wydała oświadczenie, w którym kategorycznie zaprzeczyła jakoby poddawała się zabiegowi. Ucieszyła się, że zmiany w jej wyglądzie są widoczne, twierdząc, że to zasługa bycia szczęśliwą. I może rzeczywiście coś w tym stwierdzeniu było, gdyż dzisiejsza Zellweger, którą po dwunastu latach przerwy znów możemy podziwiać w roli gapowatej Bridget Jones, znacznie bardziej przypomina osobę, do której uroczego uśmiechu zdążyliśmy się przyzwyczaić przez lata jej obecności na ekranie.
Renée Zellweger w Hollywood może uchodzić za wzór życiowej i zawodowej konsekwencji – najpierw stopniowo, choć przecież dość szybko, zapracowała na status gwiazdy i uznanej aktorki, by później, czując, że nie potrafi nawiązać do największych sukcesów, podjąć decyzję o zejściu ze sceny. Wybrała opcję, którą uznała za najkorzystniejszą dla siebie i dziś wraca w świetle reflektorów, w roli, którą zna być może lepiej niż samą siebie. Na ekranie często wcielająca się w przebojowe, życzliwe osoby, w rzeczywistości ceni sobie prywatność i spokój wokół własnej osoby.
Zellweger tak naprawdę już nic nie musi – ma na koncie mnóstwo najważniejszych nagród i wyróżnień, zagrała w istotnych popkulturowo filmach i udało jej się stworzyć postać, którą widzowie będą pamiętać jeszcze przez długie lata. Na hollywoodzkiej Alei Sław pozostawiła odcisk swej ręki, w pewnym momencie kariery należąc do grona najlepiej opłacanych aktorek – ewentualny sukces Bridget Jones 3 może tę sytuację przywrócić. Renée nie musi już jednak zabiegać o uznanie – zdobyła je kilkanaście lat temu, a dziś może jedynie przypomnieć użytkownikom serwisów plotkarskich, że kariera Zellweger wcale nie skończyła się na tamtym przyjęciu wydanym przez redakcję Elle.
korekta: Kornelia Farynowska






