Publicystyka filmowa
WYJŚCIE Z CIENIA. Dzieci, którym udało się dorównać sławnym rodzicom
W filmie WYJŚCIE Z CIENIA poznajemy dzieci sławnych rodziców, które z sukcesem stają się niezależnymi gwiazdami, łamiąc stereotypy.
Nie jest łatwo zrobić karierę, mając za konkurencję swoich starych. Jasne, znane nazwisko w dowodzie pomaga otworzyć niektóre drzwi, ale też sprawia, że trudniej jest udowodnić własną wartość, stać się oryginalną marką. Zwłaszcza w show-biznesie, gdzie niemal każda gwiazda wpycha przed kamery własne dzieci. Poniżej kilka przykładów tych sław, którym udało się skutecznie odciąć pępowinę, zamykając usta krytykom.
Josh Brolin – James Brolin
Brolin senior był swego czasu jedną z gwiazd lat 70. ubiegłego stulecia. Może nie największego kalibru, ale swoje piętno zaznaczył na firmamencie sław dzięki takim filmom jak Koziorożec Jeden, Świat Dzikiego Zachodu czy Horror Amityville.
Josh bardzo szybko poszedł w jego ślady, jeszcze przed dwudziestką występując w kultowej komedii młodzieżowej Goonies. Bardzo długo błąkał się jednak na drugim planie w niezbyt ambitnych filmach, z których większość szybko została zapomniana. Sam zresztą uważał, że nie ma za grosz talentu. Wszystko zmieniło się wraz z rolą w To nie jest kraj dla starych ludzi, od którego premiery Brolin junior praktycznie nie schodzi z listy A-klasowych aktorów amerykańskich i tym samym znacząco zaczął przewyższać sławą ojca. Dumnego ojca.
Michael Douglas – Kirk Douglas
Kirk to jeden z największych aktorów ever, w dodatku pokładami charyzmy mogący obdarzyć kilku innych facetów No i jeszcze ten epicki podbródek. Tak, młody Michaś z pewnością nie miał łatwo w stawianiu pierwszych kroków w branży, bo nawet jeśli nazwisko niosło ze sobą dar przekonywania, to groziło też młodemu aktorowi wieczną etykietką „syna Spartakusa”. Dość napisać, że jego pierwszym występem na dużym ekranie był ten u boku ojca w – nomen omen – Cieniu olbrzyma. Lecz kino zaczęło się zmieniać i Michael odnalazł swą niszę – wpierw w politycznych thrillerach, do których zdawał się pasować jak ulał, a następnie w nieco bardziej radosnym kinie sensacyjno-przygodowym, gdzie z pewnością pomógł mu zawadiacki wygląd oraz odziedziczona po ojcu fizjonomia (minus podbródek).
Zaczął też z sukcesami pojawiać się w bardziej wymagających rolach, stając się marką samą w sobie i solidną konkurencją dla legendy ojca. Dziś naprawdę trudno wyobrazić sobie X muzę bez któregokolwiek z Douglasów. Czy zdziwi więc kogoś, jeśli dodam, iż obaj liczą sobie dokładnie tyle samo wzrostu i byli dwukrotnie żonaci?
Carrie Fisher – Debbie Reynolds
O niełatwych stosunkach nieodżałowanej Carrie z wypychającą ją już od maleńkości na scenę matką można by napisać książkę – co też, poniekąd uciekająca w całym swoim dorosłym życiu od swej rodzicielki, Fisher zrobiła.
Znamienne przy tym, jak odmienną karierę udało się jej zrobić. Tam, gdzie matka stawiała na swój głos, talent do tańca i prezencję, Carrie wybierała naturalny urok, zadziorność oraz intelekt, na którym wszak bazowały też jej pozaaktorskie sukcesy (prócz książek pisała też scenariusze). I choć wizerunkowo łatwo wpadła w szufladkę wykreowanej w bardzo młodym wieku księżniczki Lei, to właśnie ta postać sprawiła, że role się odwróciły i nagle to nie Carrie była córką Reynolds, lecz Debbie matką Fisher.
Domhnall Gleeson – Brendan Gleeson
Jasne, najlepsze lata oraz role pierworodny irlandzkiego giganta zdaje się mieć jeszcze przed sobą. Ale czy ktokolwiek, wliczając w to ojca, jest w stanie podważyć jego dotychczasowe sukcesy oraz naprawdę bogaty, niezwykle różnorodny dorobek – zwłaszcza biorąc pod uwagę specyficzny wygląd Domhnalla? Chyba nie. I choć w tej ostatniej kwestii raczej nie ma już szans przeskoczyć swojego taty, bo to jednak potężny kawał chłopa, to nie ulega wątpliwości, że pod pewnymi względami już zdołał go przerosnąć. Inna sprawa, że – przy całym szacunku do wielkiego Brendana – ten nigdy nie otrzymał szansy na naprawdę wybitny, pierwszoplanowy występ, pozostając raczej niezastąpionym uzupełnieniem głównych bohaterów. Ale to też trzeba umieć. I obaj Gleesonowie umieją aż za dobrze.
Kate Hudson – Goldie Hawn (i Kurt Russell)
Najpierw może słówko wyjaśnień względem tkwiącego w nawiasie Kurta. To nie seksizm. Po prostu jest on ojczymem Kate, która co prawda widzi w nim jedynego słusznego rodziciela (ten prawdziwy zupełnie się od rodziny odciął, zatem trudno się dziwić). Abstrahując jednak od faktów biologicznych, potencjalny pojedynek toczy się tu zresztą między paniami.
I tak, jak Goldie była gwiazdą komedii/radosnych filmów przygodowych swojej ery, tak jej córka jest niejakim symbolem analogicznych produkcji swojego pokolenia. Tak podobnym, acz jakże odmiennym. I chociaż nie odnajdziemy w filmografii tej drugiej równie kultowych występów, co w przypadku mamy – za wyjątkiem może U progu sławy – to już choćby sam wizerunek zrywający z „głupiutką, krzykliwą blondynką”, w które z reguły wcielała się Goldie, robi swoje. Remis.
Angelina Jolie – Jon Voight
Gwoli ścisłości: pełne dane aktorki uważanej za jedną z najseksowniejszych kobiet świata brzmią Angelina Jolie Voight (w języku francuskim „jolie” oznacza zresztą „ładny”). Nie jest więc tak, że kompletnie odsunęła się ona od swojego sławnego ojca, którego można by umieścić na panteonie nieoczywistych, ale jednak legend Hollywood. Niemniej nie był to związek usłany różami, zatem ucięcie nazwiska można uznać za symboliczne. Zwłaszcza w kontekście tego, jak różnią się kariery obojga. Jasne jest, że sukces Angeliny w dużej mierze oparty jest na wyglądzie, który dobrze koresponduje z kinem popularnym; a także burzliwym życiu osobistym, którego rozgłos już dawno przeskoczył w ogólnej świadomości dawne sukcesy Voighta.
Oczywiście Jolie nigdy nie brakowało ambicji, więc może się pochwalić także kilkoma dramatycznymi rolami, za jedną z których otrzymała – podobnie jak tatuś – Oscara. Niedaleko więc spadło jabłko od jabłoni, acz, przyznać trzeba, że w tym wypadku wyrosłe na miejscu owocu drzewo zdaje się mieć nieco większą koronę.
Gwyneth Paltrow – Blythe Danner i Bruce Paltrow
Niejaki wyjątek od reguły, gdyż ani Blythe, ani pełniący głównie funkcje producenta, scenarzysty i okazjonalnie reżysera Bruce nie byli swego czasu bożyszczami tłumów. Nie plasowali się też wśród szczególnie utalentowanych bądź wyjątkowo płodnych artystów. Ba! Za ich największy sukces można bez dwóch zdań uznać córkę Gwyneth, której tym samym nie było zbyt trudno przebić dorobku rodziców.
Nie było też jej celem jakiekolwiek udowadnianie własnej wartości w show-biznesie, gdyż jej kariera przebiega w rodzinnej atmosferze (nieżyjący już niestety Bruce wyreżyserował z nią Tylko w duecie, a z mamą spotkała się na planie Sylvii). Co oczywiście nie zmienia faktu, iż „w pojedynkę” osiągnęła więcej od nich obojga.
Charlie Sheen i Emilio Estevez – Martin Sheen
Bodaj jeden z najsłynniejszych klanów Hollywoodzkich. Co ciekawe, pokoleniowo niezwykle wyrównany. Co prawda zarówno Charliemu, jak i Emilio brakuje w dorobku takich zabójczych występów, jaki ich ojciec zaliczył przy okazji chociażby Czasu apokalipsy, lecz, obiektywnie patrząc, wszyscy są wciąż tak samo znani i lubiani wśród widzów. Pozornie pozostający wierny prawdziwym personaliom taty – naprawdę: Ramona Antonia Gerarda Esteveza – Emilio stoi na z góry straconej pozycji po tym, jak jego kariera mocno załamała się w latach 90.
, ale też do aktorskiego spadku udało mu się dołożyć sukcesy za kamerą – w tym zrealizowaną wspólnie z Martinem Drogą życia. Zresztą wszyscy Sheenowie cały czas pozostają ze sobą blisko – o czym świadczą jeszcze na przykład występy Martina u boku Charliego – tworząc z aktorstwa istotnie rodzinny interes. Warto przy tym wspomnieć, że to trio uzupełnia jeszcze kolejna dwójka potomstwa Martina – Renée i Ramon Estevezowie, którzy jednak nigdy nawet nie zbliżyli się do ułamku popularności swych braci.
Kiefer Sutherland – Donald Sutherland
Do pewnego momentu młody Kiefer był niemalże lustrzanym odbiciem młodego Donalda. Ten sam błysk w oku, podobne role sympatycznych narwańców i wykolejeńców oraz, mimo nieco większej tężyzny fizycznej syna, zbliżona mimika twarzy. To wszystko gdzieś nagle uleciało wraz z sukcesem młodszego Sutherlanda na ekranach telewizyjnych odbiorników. Po występie w serii 24 godziny Kiefer William Frederick Dempsey George Rufus Sutherland (sic!) nie tylko wyraźnie zaczął przybierać na wadze (do czego potem doszły też liftingi skóry), ale też gdzieś zatracił swój pazur, a wraz z nim jakby także umiejętności aktorskie.
Tymczasem mający już na karku ponad 80 wiosen Donald wciąż zachwyca widzów niespożytą energią i charyzmą, a rzeczona doza dostrzegalnego w spojrzeniu szaleństwa wraz z wiekiem bynajmniej nie osłabła. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że o ile był taki okres, w którym Kieferowi udało się przewyższyć ojca popularnością, to ostatecznie wciąż dużo mu do niego brakuje. To pisząc, trudno też jednoznacznie uznać, że Sutherland jest tylko jeden. A to też coś znaczy.
Katherine Waterston – Sam Waterston
Sam jest chyba bardziej kojarzony i ceniony za oceanem aniżeli w Europie. W dodatku w pewnym momencie z filmu przeszedł do telewizji, stając się jedną z tych opatrzonych twarzy kryminalnych procedurali. Jego największa duma i chwała, mająca jeszcze również próbującą sił w branży siostrę i dwóch braci, Katherine, na razie nie podąża tą samą ścieżką, przekładając duży ekran nad mały.
I wychodzi jej to na dobre, czego dowodem świetne role u uznanych twórców pokroju Ridleya Scotta czy Paula Thomasa Andersona, jak i udane romanse z kinem popularnym oraz tak zwanymi uniwersami filmowymi. Na swój sposób już udało się jej osiągnąć nieco więcej od ojca. Ale też patrząc na jej grę oraz urodę, wyraźnie czuć w niej jego ducha, odziedziczony po nim niezwykły spokój i naturalność prezencji. Do pełni szczęścia brakuje jedynie jakiegoś wspólnego występu.
