Biografie ludzi filmu

CARRIE FISHER. Niesforna księżniczka

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Urodzona celebrytka. Mol książkowy. Buntowniczka. Zagubiona dziewczyna. Imprezowiczka. Agnostyczka. Autorka. Alkoholiczka. Aktorka. Aktywistka. Kobieta na skraju załamania nerwowego. Okazjonalna wokalistka i fotograf. Wielbicielka psów. Narkomanka. Scenarzystka. Dama. Prawdziwy człowiek-orkiestra o karierze paradoksalnie zbudowanej na jednym tylko wizerunku – ale za to jakim! Księżniczka Leia Organa z kosmicznej sagi Gwiezdne wojny to w jej wykonaniu jedna z niezaprzeczalnych ikon nie tylko kina, ale całej współczesnej popkultury; to urzeczywistnienie totalne chłopięcych marzeń, seksualny symbol pożądania i zarazem feministyczny manifest siły płci pięknej. Nic zatem dziwnego, że napiętnował i położył się cieniem na całym życiu Carrie Frances Fisher – życiu pełnym podobnych sprzeczności, które dość nieoczekiwanie, po zaledwie sześćdziesięciu latach, dobiegło końca.

Urodziła się na jesieni 1956 roku w słonecznym Beverly Hills, gdzie jako córka prawdziwej gwiazdy, Debbie Reynolds, oraz piosenkarza i showmana, Eddiego Fishera, nie mogła narzekać na brak luksusów i rozrywek. Nie było to jednak szczęśliwe życie w świetle jupiterów. Ojciec szybko uciekł od rodziny w ramiona Elizabeth Taylor. A matka od samego początku nie potrafiła się z córką porozumieć, widząc w niej bardziej konkurentkę, którą jednocześnie należało przysposobić do artystycznego życia. I choć podobna przyszłość była jej najwyraźniej przeznaczona, to z ochotą uciekała od tego świata i od sławy swoich rodziców – między innymi w książki, dzienniki i poezję, którą sama także tworzyła w młodości, pragnąc być jak jej idolka, Dorothy Parker, w której twórczości uwielbiała się zatracać. Po latach to zresztą właśnie słowo pisane sprawiło, że zaczęto doceniać ją nie tylko za urodę i postrzegać nie jedynie przez pryzmat rozwiązłego stylu bycia czy licznych ekscesów zza kulis.

„Podobał mi się sposób, w jakim wszystko, do pewnego stopnia, udawało się w książkach”.

Lecz sukces autobiograficznej powieści Pocztówki znad krawędzi i jej równie udanej ekranizacji hollywoodzkiej nie przyszedł łatwo, bo okraszony był latami walki z nałogami (alkohol, marihuana, LSD, kokaina…), zaborczą matką oraz własnymi słabościami. A i po nim Carrie bynajmniej nie miała z górki, zmagając się z między innymi z zaburzeniami psychicznymi i kolejnymi nieudanymi związkami (po krótkim małżeństwie z Paulem Simonem Fisher spotykała się jeszcze chociażby z agentem Bryanem Lourdem, z którym doczekała się jedynego potomstwa, czy też z senatorem Chrisem Doddem).

Wprawdzie nie planowała aktorskiej kariery, ale to właśnie od niej wszystko się zaczęło i… posypało. Już w wieku lat piętnastu zadebiutowała na deskach Broadwayu u boku rodzicielki, która jeszcze wcześniej wciskała ją do występów w nocnych klubach Las Vegas. Niedługo potem zaliczyła także dziewiczą rolę przed kamerą, w iście doborowym towarzystwie – w głupawej, acz oscarowej komedii Szampon Hala Ashby’ego towarzyszyła Goldie Hawn, Julie Christie i Warrenowi Beatty’emu. Słynną księżniczką z pokojowej planety Alderaan, w hippisowskim wdzianku i równie charakterystycznej, acz znienawidzonej przez siebie fryzurze „na obwarzanka”, stała się natomiast jeszcze przed odebraniem amerykańskiego dowodu osobistego. Analogicznie do swej matki, która wchodząc na plan Deszczowej piosenki, miała zaledwie dziewiętnaście lat. Zresztą, tak jak i ona, Carrie również potrafiła niekiedy wykazać się wokalnie.

„Nie ma takiego momentu, w którym możesz powiedzieć: cóż, odniosłem sukces, więc mogę się zdrzemnąć”.

Uzależniający coraz bardziej świat showbiznesu nie pozwolił jej jednak na ukończenie żadnej ze szkół – nie przystąpiła do finalnych egzaminów licealnych, do londyńskiej Centralnej Szkoły Mowy i Dramatu udało jej się uciec tylko na nieco ponad rok, a naukę sztuki w prywatnym Koledżu Sary Lawrence musiała przerwać, aby móc swobodnie romansować z filmowym Hanem Solo (co ciekawe, na planie faktycznie zaliczyła przelotny, gorący związek z Harrisonem Fordem – wówczas szczęśliwym mężem Mary Marquardt).

Sukces dzieła George’a Lucasa był gigantyczny, ale i naprawdę przytłaczający dla tak młodej osoby. Dodatkowo wyolbrzymiony jeszcze przez dwa kolejne sequele – zwłaszcza przez Powrót Jedi, w prologu którego pokazała się światu w odważnym, metalowym bikini – które sprawiły, że Carrie z miejsca stała się osobą publiczną w pełnym tego słowa znaczeniu, choć była to dopiero druga jej pełnoprawna rola. Tych znaczących nie miała zresztą wiele więcej. Sympatyczny epizod mściwej ślicznotki w Blues Brothers, w trakcie realizacji którego przelotnie zaręczyła się z Danem Aykroydem; równie urocze, drugoplanowe przebłyski u Woody’ego Allena (Hannah i jej siostry), Joe Dantego (Na przedmieściach) i Roba Reinera (Kiedy Harry poznał Sally) czy też gościnne epizody w Babce z zakalcem, dwóch częściach przygód Austina Powersa i trzecim Krzyku, gdzie wcieliła się w… byłą aktorkę.

„Grywam tylko role bliskie memu sercu”.

Amazonki z Księżyca

Taki dorobek idealnie obrazuje dość luźny stosunek producentów do jej osoby, a jej samej do zawodu, z którym nigdy tak naprawdę nie utożsamiała się w pełni – i to pomimo kilku wyjątkowo udanych ról dramatycznych w późniejszym okresie życia, jak w niezależnym, eksperymentalnym i mało znanym White Lightnin’. Nie dziwi zatem, że na dużym ekranie bywała głównie atrakcyjnym dodatkiem, kolejną śliczną buzią, okolicznościowym bonusem dla fanów (jak ma to miejsce w zgrywach pokroju Jay i Cichy Bob kontratakują Kevina Smitha lub laurce dla Star WarsFanboys), bądź też… samą sobą (niedawne Mapy gwiazd Davida Cronenberga lub odcinek popularnego i u nas sitcomu Teoria wielkiego podrywu).

Ponoć w rzeczywistości niewiele się zresztą różniła od wyrobionego na ekranie emploi – pewnej siebie, sarkastycznej i często zadziornej dziewczyny o brązowych oczach, takich też włosach i chrypliwym, acz seksownym głosie. Niezbyt wysokiej (zaledwie 1,55 m), nieprzesadnie pięknej, ale pociągającej, charyzmatycznej i na swój sposób czarującej. No i lubiącej się mocno zabawić, czego twardym dowodem jej wiecznie nadwerężone zdrowie, podyktowane bliskim śmierci przedawkowaniem, stosowanymi z lubością terapiami elektrowstrząsowymi, nawracającymi depresjami oraz strachem wywołanym ciągłą niepewnością względem własnej wartości. Taka mieszanka kończyła się czasem dość nieprzyjemnymi epizodami w jej życiu, z których tym najbardziej traumatycznym jest bodajże pewien poranek 2005 roku, kiedy to po nocnej libacji, przygasła już wówczas gwiazda obudziła się przerażona obok martwego przyjaciela.

„Piszę, gdy jestem zdenerwowana”.

Ale zgodnie z maksymą „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, Fisher potrafiła swoje najgorsze koszmary przenieść z sukcesem na papier. Zaowocowało to nie tylko wspomnianymi już Pocztówkami…, ale i kilkoma innymi poczytnymi książkami, które wyszły spod jej ręki głównie w latach dziewięćdziesiątych, a w których to bez problemu potrafiła naśmiewać się z własnych doświadczeń, nie szczędząc przy tym czytelnikowi niewygodnych faktów. Czyniła to w dodatku także na scenie – na przykład w jednoosobowym, słodko-gorzkim show Wishful Drinking, jakie z czasem przerodziło się również w kolejną quasi-biograficzną powieść o tym samym tytule oraz… dokument od telewizyjnego giganta, HBO.

Blues Brothers

Znienawidzone przez nią Hollywood kochało ją natomiast z jeszcze jednego powodu, na który mało kto w sumie z osób postronnych zwracał uwagę. Nie bez powodu zresztą, wszak była to fucha, o której publicznie się raczej nie mówi. Odrzucając wiele potencjalnie świetnych ról – jak Sarah Connor w Terminatorze – Carrie Fisher doskonale odnalazła się u źródeł filmowego biznesu, stając się cenioną script-doktorką tudzież ghostwriterem. Bohater ostatniej akcji, Dzika rzeka, Epidemia, Hook, Kate i Leopold, Miłość ma dwie twarze, Moja dziewczyna 2, Okrucieństwo nie do przyjęcia, Wygrane marzenia, Zabójcza broń 3, Zakonnica w przebraniu, telewizyjne Kroniki młodego Indiany Jonesa, czy w końcu niesławne prequele Gwiezdnych wojen – to tylko część z długiej listy tytułów, przy scenariuszach których maczała palce. I nawet jeśli robiła to czasem na czysto koleżeńskiej stopie, za swój wkład nigdy nie otrzymała żadnej nagrody, a efekty jej pracy i tak niekiedy lądowały w koszu, to generalnie całkiem imponujący dorobek… jak na jej wysokość.

„Jestem teraz księżniczką Disneya!”.

Zresztą to właśnie Leia stanowi pożegnanie artystki z kinem oraz z widzami. Fisher, która uważała tę postać za płaską i bliską karykatury i jednocześnie darzyła sporym, szczerym uczuciem, raz jeszcze wcieliła się w jej starszą, bardziej dojrzałą wersję w Przebudzeniu mocy – dodajmy, że z dużym powodzeniem oraz z niejakim wysiłkiem, którego wymagało zrzucenie aż piętnastu kilogramów do roli. Jej obecność na ekranie przywróciła jej dawny blask. A ponownie starcia słowne z Hanem Solo/Harrisonem Fordem perfekcyjnie trafiły w nostalgię fanów. Jak na ironię, to bohater tego ostatniego w filmie ginie, podczas gdy waleczna księżniczka miała pojawić się jeszcze w dwóch następnych częściach. Carrie natomiast zjednoczyła się z Mocą po nagłym ataku serca, który złapał ją na pokładzie samolotu lecącego do domu – już po zakończeniu zdjęć do Epizodu VIII, którego premiera, teraz z pewnością jeszcze bardziej wyczekiwana, planowana jest na nadchodzący grudzień.

Nie zdążyła zatem postawić kropki nad swoją ikoną, wyjść na prostą, zaszaleć po raz ostatni. Odeszła natomiast niczym mistrz Yoda – z godnością i w ciszy, w otoczeniu bliskich: osiemdziesięcioczteroletniej matki, z którą udało jej się z czasem pogodzić; córki Billie Lourd (także aktorki, z równie chrypliwym głosem), też działającej w branży trójki rodzeństwa Joely, Tricii Leigh i Todda Fisherów, oraz ukochanego towarzysza niedoli, buldoga Gary’ego, z którym od jakiegoś czasu nie rozstawała ani na krok. Znamienne przy tym, że mimo iż nie była aniołkiem, miała swoje lata i wyniszczający tryb życia za sobą, to jej śmierć wywołała ogromne poruszenie nie tylko w środowisku fanów. Jakby krzyk przerażenia z milionów gardeł. A potem cisza.

korekta: Kornelia Farynowska

Dzisiaj nakładem wydawnictwa Znak Horyzont ukazuje się książka Carrie Fisher Pamiętnik księżniczki. Fisher z rozbrajającą szczerością pisze o swoim szalonym życiu w Hollywood, olbrzymich pieniądzach i cenie sławy. To jej ostatnia książka i opis drogi przez ciemną i jasną stronę mocy.

Mamy dla Was pięć egzemplarzy do wygrania – zapraszamy do udziału pod tym adresem.

Ostatnio dodane