Publicystyka filmowa
ULUBIONE FILMOWE MONOLOGI. Siła słowa
ULUBIONE FILMOWE MONOLOGI to subiektywna podróż przez najbardziej emocjonalne i inspirujące teksty filmowe, które poruszają duszę.
Czas jakiś temu pisałam zestawienie o monologach inspirujących. W ramach swoistej kontynuacji tematu zatem postanowiłam przygotować też wybór pamiętnych monologów w ogóle – kierując się zupełnie subiektywną kwestią ich oddziaływania na moje prywatne emocje. Te, które pojawiły się w poprzednim zestawieniu, oczywiście pominęłam. Zachęcam do uzupełniania propozycjami własnych typów. Kolejność przypadkowa.
Tears in the rain. Roy Batty, Łowca androidów
Jeden z najwspanialszych, najbardziej przejmujących i chwytających za serce monologów w historii kina w ogóle. W kilku krótkich zdaniach zawiera całą esencję przesłania Łowcy androidów. To kwintesencja bólu, niesamowitej goryczy, porażki odniesionej w upartej walce o uznanie własnego człowieczeństwa, prawa do istnienia i samostanowienia. To również godność i podniesione czoło. Wszystko zaś trwa niewiele ponad minutę… niesamowite.
He’s a prankster! John Milton, Adwokat diabła
Diabelski monolog, dzięki któremu Al Pacino wypełnia sobą całą przestrzeń. Co odwieczny przeciwnik ma do powiedzenia na temat nieobecnego Boga? Sporo i nic pozytywnego – to akurat żadne zaskoczenie. Znacznie bardziej przemawia do wyobraźni fakt, jak bardzo wiarygodnie brzmią jego argumenty. Jak łatwo je odnieść do własnego życia, własnych dylematów – tych najbardziej kluczowych. Nie od dzisiaj wiadomo, jak wiele kłopotu może sprawić kwestia wolnej woli i poczucia, że zostało się porzuconym na pastwę losu przez Siłę, którą chcielibyśmy postrzegać jako opiekuńczą.
Sugestia, że Bóg się nami bawi, tak po prostu, dla własnej rozrywki, jest przykra. I… przekonująca. Dodajmy przy tym, że wszystko to słyszymy z ust istoty kiedyś porzuconej, odrzuconej i zepchniętej z piedestału. Więc może nie należy jednak do końca ufać komuś, kto (już niezależnie od swoich upodobań do kłamstwa) jest motywowany osobistą goryczą?
I know all about them. Dwunastu gniewnych ludzi
W zasadzie – film, który można w tym zestawieniu umieścić w całości. W ciasnym wnętrzu, zamkniętej przestrzeni obserwujemy z zachwytem, co oznacza prawdziwe mistrzostwo słowa, płynność i błyskotliwość scenariusza. Kolejne rozmowy ujawniają fragmenty informacji o anonimowych przysięgłych, czasami wprost, czasami za pośrednictwem skojarzeń i domysłów. Ostatecznie zdecydowałam się na monolog o uprzedzeniach, ponieważ genialnie obrazuje ewolucję przekonań, która zaszła w każdym z uczestników procesu. Na początku filmu prawdopodobnie większość z nich podpisałaby się pod tym monologiem, sami mogliby wygłosić coś podobnego.
Ale później są już bogatsi o refleksje na własny temat, o konfrontację z własną biografią. Po drodze padają konkretne zdania, które dotykają ich osobiście. W takich momentach kolejni ławnicy wstają od stołu i odwracają się tyłem do perorującego mężczyzny, który stopniowo traci kontenans. Na sam koniec bohater grany przez Henry’ego Fondę podsumowuje, jak uprzedzenia mogą zafałszować prawdę – krótko, celnie i spokojnie. Fantastyczna scena – jak i cały film.
Can I tell you my story? Oskar, Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Czternastoletni Thomas Horn w tej scenie daje fantastyczny aktorski popis. Zaczyna powoli i spokojnie, z każdym kolejnym zdaniem jednak coraz bardziej daje się porwać emocjom, jakie się w nim rodzą i z którymi nie umie sobie radzić, ponieważ widzi, dostrzega, analizuje, zadaje pytania, ale umyka mu sens rzeczy, które nie miały prawa się wydarzyć, więc dlaczego się wydarzyły? Cały ten monolog to jeden wielki krzyk „dlaczego?. Chwyta za serce, zapada w pamięć.
https://www.youtube.com/watch?v=PNAc6zG1ve4
It’s been decided. Pani Eleanor Shaw Iselin, Przeżyliśmy wojnę
Jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, Angela Lansbury hipnotyzuje w tej scenie jednocześnie magnetycznym chłodem i płomienną pasją. I chociaż jej zaangażowanie w sprawę wydaje się fanatyczne, a ona sama podkreśla, że poświęcenie własnego syna to dla niej bolesna cena za to, co musi zostać zrobione – nie sposób nie zwrócić uwagi, jak wiele w jej przemowie przewija się „ja”, „mnie” i „moje. To zupełnie jasne, kto jest najistotniejszy w systemie wartości pani Iselin. Nawet jej zapowiedź późniejszej zemsty to odpowiedź na manipulację i oszustwo, które uznała za wymierzone w siebie, a nie wyraz bólu złamanego matczynego serca.
I believe in America. Amerigo Bonasera i Don Vito Corleone, Ojciec chrzestny
Pamiętne otwarcie pierwszej części jednej z najwspanialszych filmowych trylogii wszech czasów. Starcie dwóch potężnych sił w monologu Bonasery to jednocześnie znakomite wprowadzenie postaci Vita Corleone. Bonasera bowiem był święcie przekonany, że znalazł raj na Ziemi, że prawa, według których żył i dzięki którym zbudował fortunę, nigdy go nie zawiodą. Niestety okazało się, że jest inaczej. Jedyne, co może zrobić, to upaść do nóg Dona i prosić go o sprawiedliwość, chociaż wcześniej zdawał się nie pamiętać o jego istnieniu. Monolog Bonasery prezentuje dwoistość świata, z jakim będziemy mieć do czynienia w całej trylogii, współistnienie tradycji i współczesności.
A odpowiedź Dona? To też maestria sama w sobie. Po ojcowsku, promieniując charyzmą, ale i zrozumieniem, udziela swojemu rozmówcy lekcji na temat szacunku i właściwych reguł postępowania. Nie odrzuca go jednak. Wielki Corleone nie ma powodu obawiać się o integralność swojego autorytetu. Nie musi dawać małostkowych nauczek. I dobrze wie, czym jest sprawiedliwość.
USS Indianopolis. Quint, Szczęki
Grający Quinta Robert Shaw wspomógł scenarzystów Szczęk przy pisaniu tego monologu. To opowieść człowieka, którego napędza ślepa, obsesyjna nienawiść do rekinów – opowieść o momencie, w którym ta nienawiść się zrodziła. Najbardziej przejmująca w tym przywołaniu wspomnień o zatonięciu USS Indianopolis, zaatakowanego przez Japończyków, i o śmierci przyjaciół nie jest jednak sama treść, ale to, co czuć w tle, a czego Quint nie wypowiada. Zatopiony we własnych myślach, zwrócony do środka, uchyla tylko rąbka grozy. Ale to wystarczy, by poruszyć wyobraźnię.
It’s judgment that defeats us. Pułkownik Kurtz, Czas apokalipsy
Groza nie jest bezimiennym tworem, mówi Kurtz. Ma twarz – twarz stale obecną, współistniejącą w naszym życiu, bezustannie czającą się za rogiem. W gruncie rzeczy liczy się przetrwanie, a przetrwanie polega na odwołaniu się do siły instynktu. Człowiek był, jest i pozostaje zwierzęciem, nieistotne, jak często będziemy próbowali mierzyć go idealistyczną miarą. Jest drapieżnikiem, wojownikiem, potrzebującym nie tylko przeżyć, ale i zwyciężyć. Jak zatem można go osądzać za to, że postępuje tak, jak nakazuje mu natura i przeznaczenie?
You look like a rube. Hannibal Lecter, Milczenie owiec
Lecter z celną i okrutną bezwzględnością punktuje Clarice Starling. Kiedy już wejdzie się w obszar zainteresowania doktora, trzeba mieć żelazną skórę. Jego diagnozy nie tylko są stuprocentowo trafne – wydobywają też na światło dzienne rzeczy, o których wolelibyśmy zapomnieć, a już na pewno nie rozważać ich na głos. Ten krótki monolog to dla Clarice prawdziwa wiwisekcja, którą odpokutowuje chwilowym nerwowym załamaniem, nagromadzone emocje muszą bowiem znaleźć jakieś ujście. Dla Lectera to też rodzaj testu: czy dziewczyna da sobie radę? Czy udowodni, że faktycznie jest obiektem godnym zainteresowania? Czy wróci? Wróciła.
I’m fine. I’m fine! M’Lynn Eatenton, Stalowe magnolie
Tak być nie powinno, krzyczy z głębi duszy matka, która straciła córkę. Przecież to ja miałam odejść pierwsza. Zawsze byłam na to gotowa. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? To takie bezsensowne, tak bardzo niesprawiedliwe. Grająca M’Lynn Sally Field wygrywa wszystkie emocje bliskie każdemu, kto kiedykolwiek stracił bliską osobę: próby dystansowania się, wściekłość, nienawiść do losu, pragnienie zaklinania rzeczywistości i bezradność.
You think I’m funny? Tommy DeVito, Chłopcy z ferajny
Mały „dowcipek” Tommy’ego rozbraja za każdym razem. Całe piękno monologu w wykonaniu Joego Pesci zasadza się na tym, jaką Tommy jest postacią: narwaną, nieobliczalną i totalnie dziką. Nie da się przewidzieć, co i kiedy może zrobić. Równie dobrze mógłby zastrzelić jakiegoś nieszczęśnika za żarty w nieodpowiednim momencie… dlatego też śmiech Henry’ego Hilla na sam koniec sceny jest wysoki i odrobinę sztuczny: pobrzmiewa w nim bowiem ulga, że tym razem to faktycznie była po prostu zgrywa.
I’m setting the example. John Doe, Siedem
Sugestia, jakoby jego ofiary były niewinne, dogłębnie oburza Johna Doe. Niewinne? Reprezentowały uosobienie grzechu, który stał się tak normalny i tak powszechny, że przestaliśmy go dostrzegać, a już z całą pewnością potępiać. Wiemy jednak, że John, nawet w tym krótkim monologu, zastawia pułapkę sam na siebie. Jego niesłychana próżność pobrzmiewa w zapowiedzi, że wszystko, co zrobił – przykład, jaki ustanowił – będzie analizowane i roztrząsane przez całe lata. Upaja się swoją mocą i władzą, ponieważ w istocie to właśnie to, a nie natchnienie kaznodziei prowadzącego moralną krucjatę, naprawdę go napędza.
Ograniczenie się do dwunastu punktów nie było bynajmniej sprawą łatwą – chętnie dorzuciłabym jeszcze kilka typów, żeby daleko nie szukać – Taksówkarza, Ludzi honoru, Amadeusza, Dyktatora, Glengarry Glen Ross, Matrixa… Spokojnie dałoby się z tego skompilować kolejną dwunastkę. Tym bardziej zachęcam do podrzucania również swoich typów.
korekta: Kornelia Farynowska
