search
REKLAMA
Zestawienie

TOTALNE FILMOWE DNO. Popularne filmy z najgorszymi ocenami w historii

Mikołaj Lewalski

20 października 2018

REKLAMA

Ekrany naszych kin co roku są zalewane masą rozmaitego badziewia. Niektóre studia nie interesują się takimi sprawami jak sukces artystyczny, a ich tanie, taśmowo produkowane filmidła mają wyłącznie zarabiać na siebie. Nierzadko bywa też tak, że za projekt odpowiedzialne są kompletne beztalencia, którym z jakiegoś powodu powierzono odpowiedzialność za przynajmniej kilka milionów dolarów budżetu. Ten tekst nie jest jednak poświęcony kiepskim filmom, jakich powstało wiele, nie mam też zamiaru poruszać tematu kina klasy Z, które rządzi się swoimi prawami. To zestawienie przypomina (z góry za to przepraszam tych, którzy mieli okazję obejrzeć cokolwiek z tej listy) o sporych produkcjach, które zostały jednomyślnie i bezlitośnie zmiażdżone przez krytyków.

Te kolosalne filmowe katastrofy zażenowały i zgorszyły praktycznie każdego odbiorcę, a dziś mogą pochwalić się niechlubnym wynikiem 0% na portalu Rotten Tomatoes. Oznacza to, że każdy z tych filmów otrzymał wyłącznie negatywne recenzje i nie znalazł się ani jeden krytyk, który by pomyślał “no, to było nawet przyzwoite”. O tych tytułach chcieliby zapomnieć wszyscy: od zawstydzonych twórców, przez krytyków wątpiących w swoje wybory życiowe, aż po widzów lamentujących nad pieniędzmi, czasem i godnością, których już nigdy nie odzyskają. Wbrew wszelkiej logice zapraszam do poszerzenia swojej wiedzy na temat najgorszych bękartów przemysłu filmowego!

Szczęki 4: Zemsta

W przypadku tego filmu trudno powiedzieć, czy należy się śmiać, czy płakać. Skrajnie idiotyczna fabuła skupiająca się na rekinie opętanym żądzą zemsty na rodzinie głównego bohatera serii brzmi jak materiał na komedię, a zabicie kultowej postaci Martina Brody’ego to splunięcie w twarz wszystkim fanom oryginału. Koszmarny scenariusz dodatkowo pogrążyły kuriozalna i nieudolna reżyseria oraz niesłychanie beznadziejne efekty specjalne (nagrodzone Złotą Maliną w 1988 roku). Rekin wyglądał kompletnie nieprzekonująco (a w jednej słynnej scenie przedstawiono go za pomocą miniaturki fatalnej jakości), a na domiar wszystkiego ryczał w wybitnie komiczny sposób (nie od wczoraj bowiem wiadomo, że ryby mają w zwyczaju ryczeć). To wszystko byłoby autentycznie zabawne, gdyby nie to, że ta autoparodia nawiązuje tytułem do doskonałego thrillera Stevena Spielberga. Tamten film zasłużył na znacznie lepsze kontynuacje (albo ich brak).

The Ridiculous 6

Nawet nie chce mi się rozpisywać na ten temat. Śmietanka aktorska w postaci Adama Sandlera, Roba Schneidera i Taylora Lautnera, prymitywna parodia westernu (co za błyskotliwy tytuł!) i poczucie humoru, jakiego można się spodziewać po komedii z taką obsadą. Netflix wydał na to badziewie 60 milionów dolarów (???) i naprawdę mam nadzieję, że ktoś odpowiedzialny za tę decyzję do dziś wyrzuca to sobie przed lustrem i musi znosić ostentacyjną dezaprobatę całej swojej rodziny, z niegdyś wiernym psem na czele.

Gotti

To miało być wielkie kino gangsterskie na temat legendy mafijnego półświatka, a także pamiętna rola Johna Travolty, który w ostatnich latach nie pokazał światu nic ciekawego. Co z tego wyszło? “Najgorszy film gangsterski wszech czasów”, jak to napisano w jednej recenzji. Gotti jest nudny, chaotyczny i najeżony najbardziej oklepanymi kliszami gatunkowymi. Postaci są kiepsko zagrane (te sztuczne akcenty!) i jeszcze gorzej napisane, a całości brakuje jakiegokolwiek dramatyzmu. Co więcej, jedyne znośne dialogi, jakie możemy usłyszeć w tym filmie, pochodzą z nieporównywalnie lepszych dzieł (m.in z Chłopców z ferajny). Jeszcze mało? Dobrze, to co powiecie na dziwaczne próby uczynienia tytułowego bohatera postacią pozytywną? Trudno powiedzieć, na ile była to misja filmowców, a na ile brak umiejętności uczynienia okropnego człowieka kimś, kogo można polubić (polecam korepetycje u Martina Scorsese). Całość wypada po prostu niebywale pokracznie.

Prawdziwe zbrodnie

Kto by pomyślał – amerykańsko-polski thriller z Jimem Carreyem w roli głównej i Agatą Kuleszą w obsadzie! Niestety, jedyne, co z tego wyszło, to nudny bałagan pozbawiony sensu i jakiegokolwiek pomysłu. Sceny kompletnie nie kleją się ze sobą, a aktorzy snują się bez celu, wypowiadając kwestie napisane przez kogoś, kto bardzo sporadycznie bierze udział w rozmowach z innymi ludźmi. Co z tego, że Jim Carrey stara się, jak może, skoro całość zmontowano tak, że nie wiadomo właściwie, jaki jest zamysł postaci i co stanowi jej motywację? To smutny przykład tego, jak można zmarnować dobry pomysł, świetną obsadę i uzdolnionego operatora. Jak do tego w ogóle doszło? Mam pewną teorię: kiedy scenarzysta odgrażał się reszcie ekipy, krzycząc, że nikt nie spieprzy tego filmu bardziej niż on, montażyści jak jeden mąż uderzyli się pięścią w pierś i gniewnie zapowiedzieli, że podejmą to wyzwanie.

Avatar

Mikołaj Lewalski

REKLAMA