Publicystyka filmowa
RODZINA SOPRANO. Ciemna strona telewizji
RODZINA SOPRANO to kamień milowy w historii telewizji, łączący dramat z kinową jakością, zmieniając nasze spojrzenie na seriale.
Pytanie nie brzmi: „czy Rodzina Soprano jest najważniejszym serialem w historii?”. Pytanie brzmi: „dlaczego Rodzina Soprano jest najważniejszym serialem w historii?”. Bo wspomnianego statusu produkcji HBO po prostu nie można, nie wypada i nie sposób odmówić – a stwierdzenie to, mimo swojej wulgarności, jest po prostu prawdziwe. Najprościej sprawę można byłoby wyjaśnić na poziomie warsztatowym: Rodzina Soprano wniosła kinową jakość do świata telewizji. Poszerzona argumentacja, choć nadal niepełna – została wyłożona w niniejszym artykule.
A już zupełnie szczegółowa analiza zajęłaby obszar zarezerwowany raczej dla publikacji naukowych lub akademickich, ale koniec końców prowadziłaby do jednego prostego ćwiczenia: wystarczy przyjrzeć się temu, co produkowało się dla telewizji przed Rodziną i porównać z tym, co produkowało się dla telewizji po Rodzinie.
Nowy wspaniały świat
Jest rok 2020 i seriale telewizyjne lub internetowe są elementem codzienności każdego konsumenta treści multimedialnych. Zmieniły się modele i techniki dystrybucji – telewizja powoli ustępuje streamingowym gigantom, widownie zwykle nie mają tej cierpliwości, która każe czekać tydzień na kolejny odcinek – poszczególne odcinki się binge’uje, czyli ogląda jeden po drugim. Serialowa oferta obejmuje tysiące tytułów sprofilowanych pod najróżniejsze grupy odbiorców. Generalna tendencja jakościowa jest zdecydowanie zwyżkowa – właściwie co tydzień ma premierę nowa seria, która z miejsca zbiera entuzjastyczne noty.
Choć ten boom trwa od kilku lat, to widać już pierwsze oznaki zmęczenia materiału – coraz częściej producentowi wypada skończyć serial po trzech, czterech świetnych sezonach zamiast wyżymać z niego resztki energii, skazując widzów na nudę, a siebie na nieprzychylność odbiorców. Nawet wielcy filmowcy – do tej pory kojarzeni z taśmą i kinem – powoli migrują do telewizji, otrzymując w niej większą swobodę artystyczną i ekonomiczną. Te procesy nie są jednak samoistne – gdzieś to wszystko musiało się zacząć.
Depresja gangstera
Mózgiem Rodziny Soprano był David Chase. Niestety, w przypadku produkcji telewizyjnych nazwiska twórców schodzą raczej na dalszy plan, wobec czego Chase nigdy nie był i pewnie nigdy nie będzie wymieniany w towarzystwie największych nazwisk związanych z X muzą (bo i same seriale do dziś walczą o prestiż równy filmom kinowym). Zanim przyszedł do HBO (to wielki skrót, ale nie sposób opowiedzieć tej historii bez uproszczeń) z koncepcją serialu gangsterskiego, przez ponad 20 lat pracował jako producent, scenarzysta, a potem także reżyser przy różnorakich produkcjach.
Rodzina Soprano kształtu zaczęła nabierać w 1997 roku, wtedy też nakręcono odcinek pilotażowy. Haczykiem, który przyciągnął uwagę producentów, a potem widzów, był motyw gangstera udającego się na psychoterapię. W ten sposób Chase chciał rozprawić się z mitologią filmów gangsterskich oraz wprowadzić aktualne i realistyczne rozszerzenie do wizerunku ekranowego mafioza. Problemy z psychiką, zaburzenia produkcji serotoniny, nałogowe łykanie prozacu i regularne wizyty u psychiatry nie były do tej pory wiązane ze światem przestępczym, który egzystował gdzieś poza głównym biegiem społeczeństwa – gangsterzy mieli kraść, zabijać, zdradzać żony i prowadzić hulaszcze życie, a nie chodzić do lekarza i zamartwiać się swoim stanem zdrowia.
HBO uwierzyło w moc pomysłu. Po długim castingu obsadzono główne role, zatrudniono ekipę, skierowano serial do produkcji, by 4 grudnia 1999 roku wyemitować pilota planowanego 13-odcinkowego sezonu. W Polsce premiera odbyła się 4 stycznia 2000 roku.
Buszujący w zbożu
Podstawą problemów głównego bohatera – Anthony’ego Soprano – były skomplikowane relacje z matką. Postać matki Livii Soprano, jak również postać psychiatry, doktor Melfi, Chase oparł na własnej matce i własnej terapeutce. Serial zaczyna się sceną, w której Tony traci przytomność podczas czyszczenia przydomowego basenu. Chwilę później widzimy go w poczekalni gabinetu psychiatrycznego. Od samego początku Rodzina Soprano daje do zrozumienia, że odbiega od stereotypowego postrzegania gangstera. Boss nowojorskiej mafii rozmawia ze swoją terapeutką o… kaczkach.
Dla uważnego poszukiwacza kulturowych tropów nie będzie trudem znaleźć oczywiste nawiązania do słynnej powieści J.D. Salingera – Buszującego w zbożu. Bohater tej słynnej psychologicznej powieści również dużo czasu spędza na rozmyślaniu, co dzieje się z kaczkami, gdy sadzawki Nowego Jorku zamarzają na zimę. Jeśli Buszujący w zbożu miał być strumieniem świadomości dorastającego człowieka, który zaczynał rozumieć otaczający go świat, to Rodzina Soprano może być próbą odtworzenia strumienia świadomości starzejącego się mężczyzny, który doskonale zna zasady rządzące światem, ale mimo to ów świat zaczyna sypać się u jego stóp.
Dlatego musi iść do terapeutki. A świat Tony’ego to nie byle jaka sceneria. Jego mieszkanie w New Jersey pod Nowym Jorkiem jest azylem – dla niego samego i jego rodziny, bo przecież o rodzinę tu się rozchodzi. Inaczej jednak niż w Ojcu chrzestnym (z którego Rodzina czerpie garściami, bezustannie cytując, przywołując, trawestując), rodziny są tu dwie – ta prawdziwa, ukonstytuowana więzami krwi – i ta druga, zorganizowana wokół pracy zawodowej: la cosa nostra, czyli nasza wspólna sprawa: mafia.
Oczywiście dwie grupy przenikają się bezustannie, a tytułowa Rodzina Soprano to zarówno małżonkowie, dzieci, ojcowie i synowie, kuzyni, jak również pracownicy, współpracownicy, prawnicy: wszyscy zebrani wokół wspólnej sprawy. Wracając do samego świata, do którego na 60 godzin zaprasza nas David Chase, nie wypada nie wspomnieć o czołówce. Widzimy w niej Tony’ego opuszczającego w samochodzie centrum Nowego Jorku, mijającego panoramę miasta z World Trade Center (po 2001 roku usuniętym z czołówki), dojeżdżającego do New Jersey, do domu. Ta podróż nie tylko świetnie wygląda i brzmi w akompaniamencie utworu Alabama 3 „Woke Up This Morning”, ale stanowi także swego rodzaju spis treści lub nawet pars pro toto: w ciągu 90 sekund poznajemy najbliższe otoczenie bohatera, spędzamy z nim drogę z pracy do domu i słyszymy symboliczny utwór o uzyskiwaniu władzy przez przemoc („więcej osiągnie się dobrym słowem i pistoletem niż samym dobrym słowem” – jak to ujął Al Capone w Nietykalnych, napisanych przez Davida Mameta).
Brygada Kryzys
Rodzina Soprano na bieżąco reagowała na zmiany zachodzące na świecie. Już sam pomysł wyjściowy wysłania gangstera na psychoterapię był echem galopujących statystyk świadczących o pogarszaniu się kondycji psychicznej Amerykanów. Cudowny lek końca XX wieku – prozac – stał się elementem ekwipunku nowoczesnego filmowego gangstera nie mniej charakterystycznym od pistoletu czy złotego zegarka. Początkowo Tony ukrywał przed swoimi współpracownikami fakt poddania się terapii – odruch taki był postrzegany jako oznaka słabości, co w tym światku zostałoby od razu wykorzystane przeciwko niemu.
Ale Rodzina Soprano mierzyła się też z innymi aspektami codzienności, wokół których przez lata narastały mity. Z dozą humoru potraktowano na przykład jednego z gangsterów – samca alfa, rzecz jasna – lubiącego sprawiać oralną przyjemność swojej kobiecie, co świadczyć miało o jego uległości. Ale już zupełnie poważnie rozliczano się z problemami dysfunkcyjnego macierzyństwa. Układ między Tonym a jego matką był siłą napędową dwóch pierwszych sezonów i chyba próżno szukać w kinie czy telewizji równie głębokiej, szczerej i jednocześnie bolesnej zależności między dorosłym mężczyzną a jego matką, która popełniła bodajże wszystkie możliwe błędy rodzicielskie i do samego końca wywoływała w synu skrajne uczucia – od bezwarunkowej miłości po nienawiść podszytą wyrzutami sumienia.
Rodzina Soprano niczym barometr wskazywała społeczne niepokoje: kryzys ekonomiczny, cyfryzację, odwiecznie wpisany w życie jednostki i społeczeństwa konflikt między starym a nowym, upadek wiary w instytucje i organy państwowe. Uogólniając, kanwą całej historii był kryzys tożsamości – człowieka i państwa – w obliczu nowego wieku i jego problemów. Wszechobecność śmierci i zagłady nie świadczyła jednak o całkowicie fatalistycznej wizji świata. Mimo licznych śmierci, zdrad, kryzysów i problemów rodzinom nadal udawało się przetrwać, ewoluować, odrodzić w innej formie. Dzieci wybierały odmienne drogi życia niż rodzice, a przedstawiciele nowych pokoleń kultywowali tradycję na swój sposób – chociażby przez utrzymywanie rodzinnych przepisów na potrawy lub podtrzymywanie zwyczaju spotkań w gronie najbliższych.
Kobiety mafii
Choć Rodzina Soprano jest historią opowiedzianą przez pryzmat męskiego umysłu, to scenarzyści wykazali się zaskakującą wrażliwością i przenikliwością także w stosunku do postaci kobiecych. Nie będzie zresztą przesadą napisać, że Rodzina Soprano w pewnym stopniu jest opowieścią o relacjach władzy i dominacji między mężczyznami i kobietami. Tony przez cały serial ulega wpływom kobiet – matki, żony, siostry, córki, terapeutki, licznych kochanek. Jego relacje z płcią przeciwną przekładają się na to, jakim jest człowiekiem – z jednej strony to kochający mąż i ojciec, a z drugiej przecież skłonny do zdrady i oszustwa socjopata.
Z perspektywy czasu ma się wręcz wrażenie, że to właśnie ta wojna płci jest jednym z najciekawszych konfliktów w tej opowieści. Można mieć wątpliwości, czy dzisiaj – w erze #MeToo – powstałby serial, gdzie wielu mężczyzn traktuje kobiety przedmiotowo. Z drugiej strony, jednym z wątków była sprawa gwałtu, którego ofiarą padła doktor Melfi. Organy sprawiedliwości zawiodły, a o sprawie dowiedział się Tony Soprano. Melfi znała tożsamość sprawcy i jedyne, co musiałaby zrobić, to pozwolić swojemu pacjentowi wymierzyć sprawiedliwość. Moralny konflikt na miarę współczesności. Kobiece postacie Rodziny Soprano są świetnie napisanymi, pełnokrwistymi bohaterkami.
Dość powiedzieć, że w latach emisji serialu do Złotego Globu i/lub Emmy nominowano aż sześć aktorek z głównej obsady: Nancy Marchand, Lorraine Bracco, Edie Falco, Dreę de Matteo, Aidę Turturro tudzież Annabellę Sciorrę. Wątki kobiece dla dramaturgii całości stanowią symetryczne odbicie wątków męskich, mafijnych. Nie dochodzi więc do sytuacji, w której kłótnia z żoną lub poobiednia rozmowa o rozwodzie jest przerywnikiem lub dodatkiem do mięsistych, krwawych scen z życia gangu. Od samego początku do samego końca światy mężczyzn i kobiet przenikają się i uzupełniają, a życie jednych zależy od życia drugich.
Dziedzictwo
Chwila osobistej dygresji – kiedy w 2013 świat obiegła informacja o śmierci Jamesa Gandolfiniego, poczułem się prawie tak, jakbym stracił członka rodziny. Rodzina Soprano była pierwszym i jak dotąd jednym z nielicznych seriali, który obejrzałem od A do Z, nierzadko binge’ując odcinki, i do którego okazjonalnie wracam – z zamiarem powtórki całości. Przez kilkadziesiąt godzin przyzwyczaiłem się do bohaterów i miałem wrażenie współdzielenia z nimi rzeczywistości. Wiem, że nie jestem jedyny – mimo że od zakończenia emisji minęło 13 lat, wciąż nie gaśnie sława produkcji HBO, a znaczenie ostatniej sceny w ostatnim odcinku do dziś budzi żywe dyskusje wśród fanów.
David Chase wraz z utalentowaną grupą scenarzystów i reżyserów (chciałoby się wymienić wszystkich, więc dla sprawiedliwości nie wymienię żadnego, polecę jedynie sprawdzenie spisu osób zaangażowanych w produkcję – wielu z nich do dzisiaj współtworzy największe i najważniejsze produkcje małego ekranu) wyznaczył kierunek współczesnej telewizji, tworząc dzieło iście epickie w swojej konstrukcji, wymowie i znaczeniu. 20. rocznica pierwszych odwiedzin Rodziny Soprano w Polsce to doskonała okazja do pierwszego – lub kolejnego – kontaktu z serialem, od którego to „wszystko” się zaczęło.
