Publicystyka filmowa
RYŚKU! KLAN jako obraz polskiego społeczeństwa
RYŚKU! KLAN to nie tylko telenowela, ale również lustro polskiego społeczeństwa, które przez lata bawiło i szokowało. Odkryj tę fenomenalną historię!
Koniec pewnego etapu w historii polskiej telewizji nastąpił w dniu, w którym umarł Ryszard Lubicz. Skończyły się bójki, strzelaniny w agencji towarzyskiej i podróże taksówką. Na skutek fatalnego uderzenia w podłogę, Rysiek wstąpił do tego samego nieba, w którym od jakiegoś czasu przebywała już Hanka Mostowiak. Powitał ją, otoczoną kartonami, odziany w szpitalny szlafrok, w którym przyszło mu pożegnać się z ziemskim padołem. Było to prawie sześć lat temu.
Odejście Piotra Cyrwusa z obsady wywołało niemałe poruszenie w Internecie. Nie chcę pisać, że „wśród widzów”, bo już wtedy trudno było zweryfikować, ile osób ogląda Klan całkowicie na poważnie, a ile traktuje tę telenowelę jako nieskończone źródło memów. Aktywna jest siłą rzeczy ta druga grupa.
Tymczasem początki Klanu sięgają przecież czasów, w których Internet był rzeczą równie egzotyczną co brudne rączki na obiedzie u Lubiczów. Najdłużej emitowany polski serial zadebiutował w maju 1997, wygrywając konkurs na nową polską telenowelę. Na stałe do ramówki wszedł z kolei we wrześniu tamtego roku. Nie sądzę, by zakładano wtedy aż tak długą żywotność tego tytułu, a już na pewno nie będącą głównie efektem pewnej realizacyjnej i scenariuszowej nieudolności. W którymś momencie nastąpił jednak punkt zwrotny i Klan zaczęto cytować, każdorazowo z szyderczym uśmieszkiem w stronę materiału źródłowego.
Serial, w którym Polacy dostrzec mieli odbicie problemów znanych sobie i społeczeństwu przeobraził się w gabinet krzywych zwierciadeł i teatr absurdu. Telenowela stała się zjawiskiem.
ŻYCIE, ŻYCIE, JEST NOWELĄ
Nie jest przecież tak, że twórcy Klanu nie próbują zmierzyć się z problemami mogącymi dotknąć wszystkich. Na przestrzeni ponad dwudziestu lat widzowie mieli okazję oglądać całe mnóstwo wątków poruszających kwestie faktycznie istotne, nad którymi warto się pochylić. Chwała twórcom za to, że fabuły swojego tasiemca nie opierają głównie na kolejnych skomplikowanych romansach i wziętych z kosmosu koneksjach między bohaterami, a próbują czegoś więcej. Fakt, że akcja każdego odcinka ma miejsce w tym samym dniu, w którym jest emitowany, nadaje serialowi wymiar swego rodzaju Truman Show (łącznie z product placementem nachalnym tak, że wygląda jak parodia).
Jeżeli ktoś rzeczywiście od dwóch dekad przysiada do Klanu regularnie, to jestem w stanie uwierzyć, że z Lubiczami oraz Chojnickimi zżył się już na dobre. Zresztą nawet niedzielnemu widzowi występujący od początku w ich rolach aktorzy jednoznacznie kojarzą się już tylko z odgrywanymi bohaterów, właściwie tracąc swoją tożsamość na rzecz schematu „postać z Klanu”.
Problem w tym, że budowany przez twórców obraz Polaków różnego wieku i ich problemów wygląda tak, jakby scenarzyści inspiracje czerpali z dowcipów lub zniekształconych historii przekazywanych sobie wcześniej w ramach głuchego telefonu przez kilkanaście innych osób. Spektrum tematów podjętych przez Klan jest bardzo szerokie. Adopcje, choroby, szykanowanie w szkole, agresja, zabójstwa, przeszczepy nerek czy charakterystyczne dla telenoweli porwania i amnezje – rody Lubiczów i Chojnickich mierzyły się z liczbą problemów i katastrof, przy której można chyba mówić już o klątwie.
Paradoksalnie jednak zamiast poruszać i skłaniać do myślenia – nawet w drobnym stopniu, wszak nadal mówimy o telenoweli, nie o dokumencie – to właśnie te dramatyczne sceny wywołują największą konsternację i śmiech. Można nieraz odnieść wrażenie, że z czasem twórcy celowo poszli w kierunku groteski, aby wzbudzić większe zainteresowanie. Jeśli tak, to działa: najsłynniejsze fragmenty na YouTube dobijają do kilkuset tysięcy wyświetleń, a rekordzista w postaci wspomnianej śmierci Ryśka ma już 1,5 miliona odsłon.
SZCZYPTA ZACHWYTU, ŁYK CIERPIENIA
Odejście Lubicza to zresztą świetny przykład tej realizacyjnej nieudolności, o której wspominałem wyżej. Z postacią poczciwego taksówkarza pożegnano się w taki sposób, że nawet ci wierni i zżyci widzowie musieli się zastanawiać, co się właściwie stało, nie mając czasu na smutek po lubianym bohaterze.
Jeśli komuś umknęło, spieszę z wyjaśnieniem – Rysiek umarł w szpitalu na skutek popchnięcia go przez złodzieja. Potknięcie o łóżko, uderzenie głową w podłogę, zgon na miejscu. Śmierć bezsensowna i wręcz ironiczna, bo przeżyć zawał i następnie umrzeć podczas napaści w szpitalu to już wyjątkowe pokłady pecha. Właściwie jest to tak przyziemne, że paradoksalnie chyba wręcz realistyczne – scena wykłada się więc nie tyle na samym scenariuszu, co na jej kreacji, na czele z fatalnym slow motion i nieczytelną szarpaniną żywcem wyjętą z urodzin Johnny’ego w The Room.
W podobny sposób kończy w Klanie większość dramatycznych scen. Poziom powagi sytuacji jest wprost proporcjonalny do popularności sceny w kręgach internetowych. Ogromną popularność ma facebookowy fanpage BEKA Z KLANU, którego autorka dzielnie punktuje te najbardziej rażące swoją głupotą i zniekształceniem realiów cytaty oraz sceny – wystarczy rzut oka, by stwierdzić, że materiału dostarcza właściwie każdy z odcinków telenoweli. Niektóre przypadki są wręcz brutalnym rozminięciem się z rzeczywistością, którą twórcy chcieliby przecież przybliżać.
Przytoczmy kilka z mnóstwa przykładów ze świata przedstawionego w Klanie. Uzależnienie od gier kończy się zatraceniem umiejętności mówienia i apatycznym stukaniem w enter przy zasłoniętych żaluzjach. Gdy uprawiasz jogging i zostajesz zaatakowana przez zbirów („więcej gazu, pudernice!”), najlepszą samoobroną jest okładanie ich cienką gałęzią. Z kolei jeśli ktoś zamierza napaść cię w domu, z pewnością przyjdzie ubrany na czarno i zapuka robiąc groźne miny (upewnij się wtedy, że masz siekierę w bagażniku). Osoba zarażona wirusem HIV nie zmaga się z żadnymi większymi zdrowotnymi przypadłościami, regularnie uprawiając seks bez żadnych obaw.
Jeśli lekarz radzi, by podjąć zawód, w którym się nie przemęczysz, zabierz się za robienie remontów. Wypicie kilku piw to już alkoholizm. Et cetera, et cetera… Odrębną kategorią są oczywiście absurdy wynikające już nie tyle z głupotek scenariusza, ile zwyczajnej niedbałości, choć to akurat przypadłość również innych polskich telenowel – jednym z częściej przywoływanych przypadków jest chociażby Ola Lubicz grająca w wygaszacz ekranu lub Grażynka lejąca niewidzialną herbatę.
POWIEDZ MI ŻYCIE COŚ MIŁEGO
O ile problemy dorosłych w Klanie są miejscami po prostu niedorzeczne, tak już przedstawienie młodzieży to nie obyczajówka, a fantastyka. Nigdy nie przestanie mnie dziwić sposób, w jaki odzywają się do siebie nastoletni bohaterowie. Jasne, gdyby scenarzyści mieli wiernie odwzorować język używany dzisiaj przez młodzież, to Klan musiałby być chyba nadawany w paśmie nocnym i oznaczony jako tylko dla dorosłych. Można jednak znaleźć złoty środek między zalewem przekleństw a rozmowami kosmitów, którzy próbują wdrożyć się w społeczne życie.
Wystarczyłoby podsłuchać kilku rozmów na przystankach, żeby dialogi były choć trochę wierniejsze, ale nie – w Klanie fraza „tak pytam, żeby gadka nie zgasła” stanowi przykład tego, jak należy poderwać dziewczynę. To zresztą nie tylko casus Klanu, bo wystarczy choć na chwilę włączyć dowolny odcinek jakiejkolwiek polskiej telenoweli, by poczuć dreszcz żenady po zapoznaniu się z kilkoma rozmowami bohaterów.
Wiele z tych problemów młodzieży (matura, bunt, narkotyki, przedwczesna ciąża, dręczenie przez rówieśników) wplecionych jest w życie dzieci Ryśka i Grażynki, biologicznej córki Kasi oraz adoptowanych Bożenki i Maćka. Wcielający się w tego ostatniego Piotr Swend jest w pewnym sensie ofiarą scenariuszowych głupot, bo – niestety – jego choroba staje się dodatkowym przyczynkiem do ubawu w internecie. Zwłaszcza że podobnie jak reszta bohaterów Maciek wplatany jest w mnóstwo absurdalnych sytuacji mijających się z rzeczywistością i podkręconych na tyle, żeby przykuć do ekranu widzów (oraz krytykantów).
Bożenka to inna para kaloszy – w jej osobie scenarzyści skumulowali chyba wszystkie możliwe problemy, których rodzice mogą doświadczyć przy wychowaniu nastolatki. Łącznie ze złożeniem przez nią ślubów czystości. Oczywiście niedotrzymanych.
JUTRO BIAŁE, BIAŁE WŁOSY
Nie ma szans na to, że opisana powyżej formuła Klanu zmieni się jakkolwiek – twórcy nadal będą nas raczyć wątpliwej jakości scenami, pod których ciężarem ugnie się rzeczywisty problem słusznie wzięty na tapet w scenariuszu. Choć Rysiek był jedną z tych postaci szczególnie wartej uwagi, to jego śmierć nie mogła doprowadzić do końca serialu. Sześć lat później koła zębate kręcą się dokładnie w tym samym tempie, a na Facebooku i YouTubie raz po razie trafiamy na kolejne fragmenty wzbudzające uśmiech politowania. Maszyna działa w dwie strony – internauci mają pożywkę, a Klan nadal jest na językach. Nie wiem, kiedy zniknie z ramówki – być może dopiero za wiele lat – ale z pewnością będzie to wydarzenie.

