search
REKLAMA
Zestawienie

Reżyser mój WRÓG, czyli siedem najciekawszych KONFLIKTÓW na planie filmowym

Karolina Michalska

7 lipca 2020

REKLAMA

Reżyser bez prawa głosu

Marlon Brando dał się we znaki nie tylko młodej Marii Schneider filmie Ostatnie tango w Paryżu. Jak nieznośny potrafi być, miał okazję przekonać się pracujący z nim przy filmie Rozgrywka reżyser Frank Oz. Oz, znany szerzej jako aktor dubbingowy, np. głos Yody, czy reżyser Muppetów, kręcąc w 2004 roku swój pierwszy dramat, zatrudnił do niego trzech znakomitych aktorów: Marlona Brando, Roberta De Niro oraz Edwarda Nortona. Czego później pożałował i jak sam mówi – wolałby mieć mniejszy budżet i zatrudnić nikomu nieznanych aktorów. Bo 77-letni Brando najwidoczniej postawił sobie za cel w swoim ostatnim filmie uprzykrzyć życie reżyserowi. A Frank Oz okazał się ofiarą doskonałą. Jak bowiem inaczej określić reżysera, który kompletnie nie potrafił zapanować nad aktorami na planie ani wyegzekwować swoich żądań? Brando doskonale wyczuł, z kim ma do czynienia. Nie pozwolił Ozowi zrobić z siebie mapeta i dać sobą sterować. By podkreślić swój brak szacunku do Oza, nazywał go Miss Piggy. Nie zgodził się, aby postać Maxa, w którą się wcielał, była zgodna z wizją reżysera, co już samo w sobie jest paranoją. Bo owszem, może dyskutować i dawać sugestie, jednak całkiem inna kwestią jest całkowity bunt na planie. Chyba najdoskonalszym dowodem na to, jak groteskowa była to sytuacja, jest fakt że Brando nie zgodził się występować, gdy na planie był reżyser. Oz potulnie musiał obserwować go z innego pomieszczenia. Pomyślcie, jak na taką zachciankę, nawet najlepszego aktora, zareagowałby chociażby Kubrick? Przypuszczalnie wybuchłby śmiechem. Na szczęście dzięki pomocy Roberta De Niro, który robił za rozjemcę, film udało się skończyć i mimo wszystko, oglądając go, nie wyczujemy, jak komicznie wyglądała praca na planie.

Zastraszanie i histeria

I tak jak w przypadku filmu Rozgrywka Marlon Brando wiódł prym na planie i nie liczył się z nikim, tak w filmie Lśnienie mamy sytuację zgoła odwrotną. Shelley Duvall, odgrywająca rolę Wendy Torrence, nie miała prawa głosu. A nawet jeśli próbowała coś sugerować, to wizjoner, demiurg, nieznający sprzeciwu geniusz Stanley Kubrick wystarczająco skutecznie dał jej do zrozumienia, że to on jest panem na tym planie i wszyscy będą robić to, czego on wymaga. No… może nie do końca. Bo nie jest żadną tajemnicą, że Jacka Nicholsona traktował o niebo lepiej. Kubrick nie tylko zakazał wszystkim członkom ekipy filmowej okazywania współczucia aktorce, ale również na każdym kroku dawał jej do zrozumienia, jak bardzo jej opinie są bezwartościowe i że nikt się z nią nie liczy. Przy każdej okazji zastraszał i doprowadzał do psychicznego wyczerpania, do histerii, których efekty możemy obserwować w powtarzanej ponad sto razy scenie „walki” na schodach między zrozpaczoną i bezsilną Wendy a popadającym w szaleństwo Jackiem. Samo powtarzanie sceny kilkadziesiąt razy może nawet najbardziej spokojną i cierpliwą osobę doprowadzić do szału, a mamy tu do czynienia z kobietą wyczerpaną i fizycznie, i psychicznie, która po odgrywaniu trudnych scen u chorobliwie wymagającego reżysera nie otrzymywała od nikogo wsparcia. Nie dziwi więc chyba nikogo, jak koszmarnie wspomina współpracę z Kubrickiem. Nie zaskakuje również fakt, że Duvall porzuciła aktorstwo i zmagała się z licznymi zaburzeniami psychicznymi. I chociaż Lśnienie jest bezsprzecznie filmem wybitnym, który przetrwał próbę czasu, roli Duvall nie da rady ocenić jednoznacznie pozytywnie. Bo według jednych zagrała wybitnie, dla innych natomiast jej postać jest przerysowana i groteskowa.

Agresor czy przyjaciel?

Najciekawszą historię konfliktu między reżyserem a aktorem zostawiłam na koniec. Co się stanie, jeśli wybitny, stawiający na swoim reżyser spotka się na planie filmowym z genialnym, aczkolwiek skrajnie wybuchowym aktorem? Nastąpi eksplozja, której efektem będzie długoletnia przyjaźń oraz arcydzieła kinematografii, bo jak inaczej określić Fitzcarralda czy Aguirre’a, gniew boży? Współpraca Herzoga z Kinskim była wybitnie trudna i wybitnie owocna. Kinski to osobnik wyjątkowy. A Herzog mógł się o tym przekonać najdobitniej. Nie tylko pracowali razem, ale również wspólnie mieszkali, co Herzog zapamiętał bardzo dobrze. Zapamiętał człowieka ekscentrycznego, chodzącego nago po mieszkaniu, zapamiętał szaleńca, który w napadzie furii rozbił sedes, krzyczał i się miotał, ale zapamiętał także perfekcjonistę, który godzinami ćwiczył dykcję.

Szaleństwo Kinskiego dało się we znaki także wszystkim, którzy musieli znosić jego humory na planie filmowym. Kinski miał się bowiem za Boga. Już sam fakt, że w dżungli są owady, pada deszcz i nie zapewniono mu hotelu, wyprowadził go z równowagi. Szału zresztą dostawał na każdym kroku. Nie pasował mu fakt, ze ktoś chce narzucić mu swoje zdanie, bo z jakiej to racji reżyser ma swoją wizję niezgodną z jego wymaganiami? I tak oto rozpoczął się pierwszy konflikt – Kinski chciał być na pierwszym planie, reżyser ośmielał się mieć wizję, by w kadrze była natura. Miotając się ze złości, Kinski zarzucił Herzogowi manię wielkości, na co ten ze spokojem odpowiedział: „To jest nas dwóch”. Bo Herzog znał metodę, jak poskromić tę genialną bestię – wystarczyło nie dać się sprowokować. Ludzie pracujący na planie nazywali Kinskiego szaleńcem. Mówili, że nie panuje nad swoimi emocjami, jest agresywny, chłodny, roszczeniowy. Jeśli ktoś teraz myśli, że przesadzali, wystarczy wspomnieć kilka faktów. Na przykład to, że uderzył jednego aktora mieczem w głowę i pewnie gdyby nie hełm, atak ten zakończyłby się śmiercią. Mało? Innemu odstrzelił opuszek palca. Ale napady szału nie były jedynym problemem, jaki Herzog i pozostali mieli z tym wybitnym szaleńcem. Kinski był skrajnym egocentrykiem. Herzog wspomina sytuację,, w której jeden z członków ekipy filmowej został ugryziony przez jadowitego węża i… odciął sobie stopę. Kinski wściekł się, że przez chwilę nie jest w centrum zainteresowania. Był na tyle irytujący, że nawet obecni na planie filmowym Indianie zaproponowali Herzogowi, że mogą go zabić (i w sumie ich niechęć do Kinskiego została wykorzystana w jednej ze scen).

Kinski znał doskonale swoją wartość, sam siebie nazwał przecież „monumentalnym i epokowym”. Znał ją na tyle, że chciał decydować o tym, kogo zatrzymać, a kogo zwolnić. Jednak Herzog, chociaż wiedział, że Kinski jest niezastąpiony, nie dał się mu zastraszyć. I nawet kiedy ten po raz kolejny wykrzykiwał, że odchodzi, Herzog ze spokojem w głosie zastraszył go, że jeśli ten odejdzie, to on zabije i jego, i siebie. Kinski zdębiał, ale szantaż zadziałał. Mimo że współpraca z Kinskim dla Herzoga musiała być katorgą, to tak naprawdę byli przyjaciółmi. I chociaż Kinski, jak sam przyznał, dla efektu kontrowersji nazwał w swej książce Herzoga beztalenciem, to w wywiadach nazywał go geniuszem. Bo Kinski łatwo się zapalał, ale w gruncie rzeczy nie był zły i potrafił się opamiętać, czego przykładem może być chociażby fakt, że pomagał w opatrywaniu rany jednego z operatorów.

I chociaż wydaje się to niemożliwe, reżyser pamięta swojego przyjaciela również jako łagodnego i kruchego człowieka. Mimo wszelkich trudów i konfliktów uzupełniali się nawzajem. Może dlatego, że – jak przyznał sam Kinski – oboje byli szaleni. Tak czy inaczej Herzog i Kinski stworzyli idealny duet i wybitne kino, które od lat nie straciło na wartości i z którego do dziś mogą uczyć się zarówno aktorzy, jak i reżyserzy.

Karolina Michalska

Karolina Michalska

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA