search
REKLAMA
Recenzje

BETTY – SEZON DRUGI. Jazda na desce ważniejsza od pandemii koronawirusa

Serial Betty to najlepszy przykład tego, jak próbuje się karmić widzów papką z eskapistycznych motywów całkowicie oderwanych od rzeczywistości.

Marcin Kempisty

22 lipca 2021

Betty
REKLAMA

Produkcja HBO, oparta na filmie Skejterka, jest w założeniu ciekawym obrazkiem z życia kilku dziewczyn mieszkających w Nowym Jorku, dla których jazda na desce nie jest tylko sposobem spędzania wolnego czasu, lecz także formą autoekspresji i źródłem przynależności do danej grupy społecznej. Pierwszy, składający się z sześciu odcinków, sezon utrzymany był w słodko-gorzkiej stylistyce, kiedy to ujmujące motywy młodzieńczego poszukiwania wolności przeplatano z trudnymi tematami pokroju molestowania seksualnego. Choć Betty nie wyróżniała się w żaden sposób z innych tego typu współczesnych seriali o młodych osobach poszukujących drogi do bycia sobą, autentyczny sposób bycia aktorek na ekranie sprawiał, że całość nabierała realistycznego kształtu. Przecież bardzo często na dalszy plan schodziła fabuła, a liczyło się tylko uwiecznienie kolejnych tricków wykonywanych na desce przez dziewczyny.

Betty

Jak to zwykle bywa z drugimi sezonami, również i w Betty jest jeszcze więcej charakterystycznych elementów znanych z pierwszej odsłony. Znowu chodzi o pokazanie, jak kobiety muszą się rozpychać łokciami w świecie zdominowanym przez mężczyzn, jak borykają się z kłopotami finansowymi, jak trudno im czasami rozstrzygnąć, co zrobić, by relacje uczuciowe również rozwijały się we właściwy sposób. Bohaterki najwięcej czasu spędzają na desce, bawią się, kochają i piją, słowem – czerpią z życia tyle, ile tylko mogą. Janay (Dede Lovelace), Kirt (Nina Moran), Indigo (Ajani Russell), Camille (Rachelle Vinberg) i Honeybear (Kabrina Adams) – dla każdej z nich twórczyni Crystal Moselle rezerwuje wystarczająco dużo czasu ekranowego, by widzowie poznali je od podszewki i zaprzyjaźnili się z nimi. Bo taki właśnie jest ten serial – ma sprawić, że polubimy dziewczyny, ale też im trochę pozazdrościmy, że są na tyle odważne w dążeniach do realizacji swoich pasji na przekór okolicznościom.

I tylko jeden drobny element powinien wzbudzić podejrzenia odbiorców nowego sezonu Betty w pewnym momencie pierwszego odcinka z ust jednej z bohaterek pada słowo „covid”. W dodatku nowojorskie ulice są jakoś puste, w tle nie widać tłumów charakterystycznych dla tej metropolii, do kanonu mody zaś weszły maseczki noszone na wysokości szyi, rzadko pojawiające się w okolicach ust. Covid. Czym on jest, jak wpływa na życie dziewczyn, jakie konsekwencje są jego pojawienia się w mieście, tego się widzowie nie dowiedzą. Ot, kilka razy bohaterki zrobią zakupy starszym sąsiadom, raz jedna z nich wspomni o problemach finansowych ludzi mieszkających w okolicy, i to by było na tyle.

Naturalnie, nikt nie wymaga, by serial o młodych kobietach składał się z wykładu epidemicznego dotyczącego sposobu, w jaki wirus powstał, mutuje i roznosi się po całym globie. Żyjemy już ponad rok w innej rzeczywistości, niemniej jednak to nie oznacza, że można takie sprawy zbywać milczeniem. Autor każdego dzieła sztuki tworzy wewnętrznie spójny świat przedstawiony, który przecież nie musi być lustrzanym odbiciem tego, w którym my egzystujemy. Skoro jednak Moselle wspomina o pandemii, to mogłaby chociaż kilka chwil poświęcić na pokazanie, jak ona naprawdę wpłynęła na losy Honeybear i spółki.

Betty

Tymczasem wszelkie elementy związane z cierpieniem, a nieodnoszące się bezpośrednio do walki dziewczyn o samostanowienie zostały wyrzucone poza kadr. Kamera lubi przyglądać się bohaterkom w momentach próby, gdy zderzają się z twardymi realiami życia i muszą przez to zredefiniować swoje dotychczasowe przekonania, natomiast reszta świata już absolutnie twórczyni nie interesuje. Ekonomia? Protagonistki sobie po prostu żyją, niektóre pracują, ale jak coś im się nie podoba, to od razu zmieniają pracę i dalej mogą beztrosko jeździć na desce. Mężczyźni? Prawie każdy jest głupim seksistą. Betty jest typowym przykładem produkcji, w której liczy się zbudowanie mostu sympatii między odbiorcami a bohaterkami. Niezależnie, co robią, zawsze tak się jakoś wykręca fabuła, że ostatecznie trudno je oskarżać o popełniane przez nich grzechy. Finalnie to i tak wina środowiska, a nie którejś z piątki dziewczyn. 

Drugi sezon produkcji HBO jest skierowany do osób pragnących całkowicie oderwać się od pandemicznej rzeczywistości. Komu potrzebna eskapistyczna podróż do nowojorskich ulic, gdzie nieznośnie lekko można pojeździć na desce z fajnymi kumpelami, niech jak najszybciej ogląda Betty. Serial o sile damskiej przyjaźni zdecydowanie może się podobać, mimo że nie opiera się na logicznie budowanej strukturze fabularnej, lecz na jak najskuteczniejszym dokonaniu transferu emocji od bohaterek w stronę widowni.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA