Connect with us

Publicystyka filmowa

REBOOTY, które okazały się UDANE

Reboot nie jest do końca remakiem.

Published

on

REBOOTY, które okazały się UDANE

Chociaż wydają się bardzo podobne, reboot nie jest do końca remakiem, mimo że podobieństw można znaleźć sporo. Reboot jest więc produkcją, która na nowo próbuje ująć temat już wcześniej wykorzystany, wprowadzając nową estetykę, nowe wątki fabularne itp. Tak więc to coś luźniejszego niż remake, dużo swobodniejszego, chociaż twórcy rebootów nie lubią całkiem rezygnować ze struktury fabularnej pierwowzorów, bo tak jest o wiele prościej. Na dobrze zrobionym stelażu można łatwiej budować nowy film, a nawet całą nową odsłonę serii. Sporo więc poniższym przykładów może być dobrym początkiem na zbudowanie całego uniwersum lub już nim jest.

Advertisement

„Mad Max: Na drodze gniewu” (2015), reż. George Miller

Jeśli pamiętamy dawne odsłony Mad Maxa, fabuła zawsze była w nich nieco uproszczona, bazująca na jakimś pościgu, ucieczce, walce o przetrwanie bez oszczędzania kogokolwiek. Tym więc łatwiej z tak jednorodnej historii można było zrobić restart. I całe szczęście, że podjął się tego twórca oryginału. Najlepiej wiedział, jak mocno posunąć akcję dalej, żeby widz całkowicie się zachłysnął produkcją. W tym zestawieniu jest to jeden z najlepszych rebootów, a osobiście powiedziałbym odważnie, że Mad Max: Na drodze gniewu jest jednym z najlepszych rebootów w historii tego osobliwego anglicyzmu.

„Wielki Gatsby” (2013), reż. Baz Luhrmann

I to jest właśnie ten przykład, kiedy granica między rebootem a remakiem jest niezwykle cienka, chociaż na obronę rebootowatości Wielkiego Gatsby’ego można przywołać zupełną zmianę stylistyki historii zarówno pod względem wizualnym, jak i nawet dźwiękowym. Mentalnie zmienił się również główny bohater, chociaż wciąż trzon jego historii pozostał ten sam. Wielki Gatsby Baza Luhrmanna jest więc powołaniem do życia prozy Fitzgeralda zupełnie na nowo, chociaż święcie nie mam nic przeciwko, żeby w przypadku tej produkcji stosować wymiennie określenia „reboot” i „remake”.

Advertisement

„Casino Royale” (2006), reż. Martin Campbell

Przyznaję – nie sądziłem, że seria o Jamesie Bondzie doczeka się restartu oraz nakręcenia 5 spójnych filmów, a nie ekranizowania jednorazowych przygód. Wielu fanów poprzednich odtwórców Agenta 007 powątpiewało, czy Daniel Craig jest odpowiednim wyborem, ale już w pierwszej części udowodnił, że Casino Royale zyskało wielkiego aktora. Dzisiaj wiemy, że nastąpi kolejny restart serii, no bo przecież James Bond „nareszcie” zginął. Mam nadzieję, że będzie równie udany, co ten z 2005 roku.

„Batman – Początek” (2005), reż. Christopher Nolan

Wizję Tima Burtona zawsze będę uwielbiał za nowatorskość, estetykę, muzykę i Jokera. Tej wizualnej magii w produkcjach Nolana już niestety nie było. Reżyser postawił na sensacyjność, antyoniryczność, jednak tak doskonale napisał scenariusz, że zupełnie zapomniałem o tym realizmie miasta Gotham. Historia postaci Batmana i głębszy wgląd w jego osobowość niż w przypadku filmów Burtona, urzekły mnie tak bardzo, że poczułem się wręcz zdradzony jako widz ostatnią produkcją Nolana o Batmanie. Na szczęście pojawił się Matt Reeves.

Advertisement

„Batman” (2022), reż. Matt Reeves

LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

A Batman znów w pewnym sensie wrócił do oniryzmu zaproponowanego przez Tima Burtona, z tą jednak różnicą, że mniej w nim tandetnej cyrkowości, a więcej psychologicznego mroku. Reżyser umiał ulepszyć świat Burtona, a zarazem opowiedzieć historię Batmana znów od początku i znów inaczej, zachowując ten stelaż semantyczny, jaki znamy z popkultury. Postać Batmana nie jest już jednoznaczna moralnie jak u Burtona. Jest elementem mrocznego świata Gotham, w którym trudno rozróżnić, co jest dobre, a co złe, nawet jeśli z tym złem zajadle walczy.

„King Kong” (2005), reż. Peter Jackson

Historia pozostała wciąż ta sama, czyli opowieść o wielkiej małpie, która wydaje się wszystkim zła, a ona tak naprawdę pragnie wolności oraz czułości okazanej przez ludzką kobietę. To ostatnie pachnie nieco jakąś parafilią, ale może aż tak nie wgłębiajmy się w motywy seksualne, które kierowały King Kongiem. Peter Jackson wykorzystał tę historię do stworzenia zupełnie alternatywnej rzeczywistości, nieco onirycznej, pełnej grozy, przepełnionej precyzyjnie wykreowanymi postaciami ludzi i potworów, gdzie King Kong – chociaż wciąż w centrum uwagi – równoważony jest przez rozliczne wątki, wciągające widza w tę nieokiełznaną podróż w głąb tajemniczego królestwa rządzonego przez wielką małpę. Niewątpliwie jak do tej pory ta wersja historii King Konga jest najciekawsza w historii kina.

Advertisement

„Star Trek” (2009), reż. J.J. Abrams

Obawiałem się tego restartu, bo produkcje z tej serii miały swój charakterystyczny, nieco statyczny styl narracji, który pokochali fani, w przeciwieństwie do pełnych fajerwerków gwiezdnych oper w stylu Star Wars. Aż tu pojawił się spragniony sensacji J.J. Abrams oraz Chris Pine. Powstał więc reboot skierowany do innego pokolenia widowni, z wieloma jednak nawiązaniami do starej sagi, którą potraktowano z szacunkiem, wskazując jednak palcem w przyszłość. Star Trek przestał być więc już serią dziejącą się tylko na mostku kapitańskim, a na dłużej opuścił pokład Enterprise. Załoga przestała być żądnymi przygód emerytami, a stała się prawdziwymi, kosmicznymi marines.

„Człowiek ze stali” (2013), reż. Zack Snyder

Nie sądziłem, że polubię kiedykolwiek postać Supermana, bo poprzednicy Henry’ego Cavilla byli jacyś tacy mało autentyczni, plastikowi, wręcz słabi. Aż tu pojawił się Cavill i osadził Supermana w pewnym archetypie męskości i szlachetności, który do mnie trafił na tyle, że zacząłem nareszcie myśleć o Kal-Elu jak o poważnej postaci w kinie superbohaterskim. Niektórzy fani Marvela zapewne żałują, że nie mają kogoś takiego w swoim uniwersum. Zack Snyder zręcznie opowiedział ponownie historię Kryptończyka, który przypadkiem trafił na Ziemię i musiał zacząć istnieć jako ktoś wszechpotężny pośród słabych i podatnych na emocje ludzi. Ukazania tej relacji psychologicznej zawsze w filmach o Supermanie brakowało, a i spotkanie z Generałem Zodem pozostaje na długo w pamięci, bo jest on jednym z najlepiej wyrysowanych antagonistów w kinie superbohaterskim w ogóle.

Advertisement

„Geneza planety małp” (2011), reż. Rupert Wyatt

Należy się ogromny szacunek dla Ruperta Wyatta za ogromną pracę, jaką włożył w stworzenie podstaw dla restartu całej serii, mimo że uczłowieczanie małpy na ekranie w ramach tzw. poważnego kina mogło się spotkać z niekorzystnym przyjęciem u widzów. I tak powstała nowa, kompleta historia o tym, jak nasza planeta pogrążyła się w gatunkowych chaosie, z którego wyrosła nowa rasa z cechami zupełnie ludzkimi, i tym mniej szlachetnymi. Niesamowite jest w nowej Planecie małp to, jak koło wiecznych powrotów rządzi dziejami Ziemi. W przeciwieństwie do produkcji z lat 70. teraz udało się pokazać wiele problemów moralnych o wiele sugestywniej. Percepcja widzów się zmieniła, więc należało zmodyfikować narrację.

„Dredd” (2012), reż. Pete Travis

W tej odsłonie Dredd nareszcie nie jest pulpową postacią z komiksu, a staje się przeciwnikiem, którego osobowość i postawa może być zapamiętana przez starszych widzów, rozkochanych w twardym kinie sensacyjnym, a nie cukierkowych SF z elementami fantasy. Z dawnego Dredda więc prawie nic nie zostało. Zmieniono fabułę – a właściwie ją mocno ograniczono do siermiężnej walki o przetrwanie głównego bohatera i połączono z masową likwidacją przeciwników. Dredd jest więc teraz kinem eksploatacji. Mam również nadzieję, że kolejna odsłona serii będzie równie mięsista.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *