search
REKLAMA
Ranking

Ranking WSZYSTKICH filmów z serii STAR WARS

REDAKCJA

19 grudnia 2020

REKLAMA

08. Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (2019)

Smutna refleksja po wyjściu z kina jest taka, że oto kultura remiksu wchodzi na nieco nowy poziom – masowej amnezji. Wszystko, co w tym filmie może się podobać, jest znajome, bezpieczne oraz wykalkulowane. I choć nie jest to obcowanie z kinematograficzną tragedią, jest coś bezdennie smutnego w świadomości, że ta algorytmizacja Star Wars może się komuś spodobać. Wszystkie elementy sagi odbębniane są tutaj koncertowo przy użyciu odnośników. Gdzieś na księżycu nieopodal Endoru leżą szczątki stacji bojowej, którą zniszczono w Powrocie Jedi. Opuszczone, bezduszne, bezcielesne – niczym chitynowy pancerz po czymś, co kiedyś żyło. A na imię tym szczątkom Gwiezdne Wojny. Niech leżą. [Jakub Koisz, fragment recenzji]

07. Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (2017)

Chyba żadna odsłona serii nie budziła i być może żadna nigdy już budzić nie będzie tak skrajnych emocji, jak Ostatni Jedi Riana Johnsona. Twórca w dość bezpardonowy sposób rozprawił się ze świętościami tego świata, brutalnie pozamykał otwarte w Przebudzeniu Mocy wątki i z całą pewnością bardzo postarał się, by nikt nie przeszedł koło jego filmu obojętnie. Osobiście absolutnie uwielbiam wizję postaci Luke’a, zrozumienie Johnsona dla istoty Mocy oraz świetnie napisane wątki Rey i Kylo Rena. Zgodzę się za to z krytyką wątku Finna i Rose, który zwyczajnie nuży i zdaje się prowadzić donikąd. Dużym regresem względem filmu Abramsa są też projekty kosmicznych kreatur i ich komputerowe, bezduszne wykonanie. Wrażenie robi za to otwierająca film bitwa kosmiczna i dwa pojedynki z użyciem mieczy świetlnych. [Filip Pęziński]

06. Gwiezdne wojny: Wojny klonów (2008)

Wojny klonów zadebiutowały niemal dekadę temu w formie pełnometrażowej produkcji, którą wyświetlano w kinach. Był to średnio udany start, gdyż wspomniany film wypadał dość marnie w towarzystwie takich dzieł jak WALL-E czy Kung-Fu Panda. Trudno jednak oczekiwać kinowych standardów po animacji przeznaczonej dla telewizji (i dysponującej 1/10 budżetu filmów Pixara), dlatego film z 2008 roku należy traktować nie jako hit multipleksów, a półtoragodzinnego pilota nowego serialu. I w tej roli sprawdza się on świetnie. Począwszy od intensywnej bitwy o Christophsis, przez fantastyczną wspinaczkę maszyn kroczących i eksplorację mrocznego klasztoru, aż po bardziej kameralną konfrontację na Tatooine – interesujących inscenizacyjnych pomysłów z pewnością tu nie brakuje. [Mikołaj Lewalski, fragment artykułu]

05. Gwiezdne wojny: Część IV – Nowa nadzieja (1977)

Film, który rozpoczął ponad już czterdziestoletnią historię popkulturowego fenomenu i jedna z najważniejszych produkcji w historii kina. Biorąc pod uwagę trudy, przeciwności i warunki, w których Gwiezdne wojny powstawały, trudno uwierzyć, że George’owi Lucasowi w ogóle udało się dotrzeć do momentu, w którym mógł pokazać swoje dzieło światu. Na szczęście było warto, bo to niezwykły film, prawdziwy triumf wyobraźni i znakomita przygoda, która nawet jeśli dziś potrafi miejscami wydać się nieco przestarzała, to wciąż robi ogromne wrażenie – wykreowanym światem, postaciami, scenografią, kostiumami, efektami specjalnymi, muzyką (!). Oglądałem Nową nadzieję niezliczoną liczbę razy (wersja specjalna była pierwszym filmem, który widziałem w kinie), a przy finałowym rozdaniu medali zawsze trudno mi kryć wzruszenie i każdorazowo czuję pełną, filmową satysfakcję. [Filip Pęziński]

04. Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie (2016)

Ostatecznie Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie to bardzo dobre kino akcji, w którym na każdym kroku czuć ogrom gwiezdnowojennej mitologii. Edwards dodaje do kultowego świata sporo nowych rzeczy, stara się przeszczepić w konwencjonalne ramy świeże rozwiązania formalne, takie jak np. przemyślane starcia militarne (które mam nadzieję przyjmą się w kolejnych produkcjach), gra na emocjach, wyraziście zarysowując blaski oraz cienie działań Rebelii i – co najważniejsze – razem z grupą straceńców serwuje widzowi świetną zabawę. Nie jest to w żadnym wypadku film idealny, ale spełnia swoje zadanie jako interesujący przerywnik pomiędzy numerowanymi epizodami. I mimochodem zapewnia emocjonalne palpitacje, mając wszelkie predyspozycje do tego, żeby już na stałe być niezbywalną częścią maratonu z klasyczną trylogią. [Radosław Pisula, fragment recenzji]

REKLAMA