search
REKLAMA
Archiwum

POETYKA FILMOWEJ NARRACJI. O “Mulholland Drive” Davida Lyncha

Tekst gościnny

4 grudnia 2018

REKLAMA

Biorąc pod uwagę poprzednie filmy Lyncha, zauważyć można rosnące zainteresowanie labiryntem kobiecej psychiki. Zaznaczyć to należy nie w celu wyciągania wniosków w duchu feministycznym, chodzi raczej o wnikanie zarówno w męski labirynt wewnętrzny (Zagubiona autostrada) jak i kobiecą psychikę (Mulholland Drive), by zaakcentować metaforę uniwersalną, odpowiednią meandrom jednej i drugiej. W projektach Lyncha nie sposób podejmować analizy w oderwaniu od całej twórczości. Liczne analogie dotyczą podwojenia osób, a rozpisanie ich na dwa głosy i dwa wizerunki stanowi stały punkt odniesienia autora w budowaniu postaci. Te powtarzalne układy wędrują przez filmy od Sandy – Dorothy w Blue Velvet, poprzez Miasteczko Twin Peaks. Ogniu krocz za mną, w którym swe lustrzane odbicie znajdują Laura – Donna, aż do Alice – Renee z Zagubionej autostrady. W Mulholland Drive Betty – Diana i Camilla-Rita tworzą tożsamości rozpisane na dwie różne osoby, co służy pokazaniu głębi ich psychiki, jak również wskazuje na wzajemne przepływy cech osobowości między bohaterkami, które należy traktować autonomicznie. Jak słusznie zauważa K. Jelińska: “Podobieństwo elementów i historii, podobieństwo paradygmatów odczuć (na przykład przerażenie, które symultanicznie narasta w Diane, Ricie, Adamie, Lousie Bonner) rzutuje na poczucie zawartości tekstu. Często wydaje się, że mamy do czynienia z jedną i tą samą historią, która rozgrywa się w życiu wielu osób, lub też z jedną osobą, której przyporządkowane jest wiele historii. W Mulholland Drive nawet aktorki dobierane są w ten sposób, by wydawały się podobne – wszystkie blondynki: kelnerka, prostytutka związana z zabójcą – nieudacznikiem oraz sama Camilla Rhodes z pierwszej części filmu (dziewczyna ze zdjęcia, które przynoszą bracia Castigliane, śpiewająca potem piosenkę na castingu do filmu Adama, a potem całująca Camillę – brunetkę w drugiej części) oraz Betty – Diane są do siebie do tego stopnia łudząco podobne, ze Melissa George (filmowa Camilla numer jeden) jest w wielu opracowaniach brana za Naomi Watts. Kiedy oglądamy scenę, w której bracia Castigliane usilnie promują Camillę do filmu, odruchowo utożsamiamy ją z Betty, młodą, właśnie przybyłą do Hollywood aktorką, nawet mimo różnych imion. A więc pomyłka jest już wpisana w układ samego filmu”.

Powyższy cytat pokazuje, jak reżyser swobodnie żongluje wizerunkami niczym maskami, tym samym wywołuje w widzu narastające poczcie zagubienia, chaosu, paranoi, co w zasadzie uniemożliwia rozstrzygnięcie, kto jest kim, nie tylko samym bohaterom, ale i widowni przed ekranem. Do tej pory bohater poruszał się sam w swoim świecie, we wnętrzu własnej osobowości, w tym filmowym labiryncie widz również zanurza się w nieuświadomionych wcześniej pokładach własnych psychiki i staje twarzą w twarz z własnymi fobiami i lękami. Biorąc pod uwagę analityczną propozycję M. Jakubowskiej, labirynty wewnętrzne różnych osób zrastają się w jedno kłącze, tym samym tożsamość jednostki zostaje podważona. U Lyncha człowiek jest labiryntem – kłączem, który odnosi się do wewnętrznego, psychicznego doświadczenia bohatera, co prowadzi do zagubienia i alienacji.

REKLAMA