Connect with us

Publicystyka filmowa

NIESAMOWITA McCOY. Kino akcji jak karbowana prezerwatywa

NIESAMOWITA McCOY to film, który z sentymentem łączy akcji z melodramatem, niestety nie odnajdując swojego miejsca w gatunku.

Published

on

NIESAMOWITA McCOY. Kino akcji jak karbowana prezerwatywa

Są takie filmy, które oglądamy wyłącznie z sentymentu do gatunku, a może czasem też dlatego, że mamy nadzieję, że znajdziemy w nich coś zupełnie nietypowego. Niesamowita McCoy Russella Mulcahy’ego jest takim właśnie filmem. W głównej roli obsadzono Kim Basinger, mierną przecież specjalistkę od kina akcji, ale to okazuje się dopiero po seansie. Z początku każdy (z reguły facet) przyznaje jej ogromny kredyt zaufania. Na granej przez nią postaci Karen McCoy opiera się cały scenariusz. Gdzieś tam zjawia się Val Kilmer jako jej tak jakby partner, ale to przysłowiowy wioskowy idiota w całej opowieści. Ogólnie okazuje się, że z produkcją jest trochę tak, jak z tą prezerwatywą, którą McCoy miała przy sobie podczas pierwszego aresztowania.

Russell Mulcahy miał wyraźny problem z lokalizacją filmu w obrębie jakiegoś gatunku. Przy całym szacunku do jego reżyserskiej twórczości (kultowy dzisiaj Nieśmiertelny, Cień, Opowieści z krypty), Niesamowita McCoy nie wypaliła. Jest filmem zagubionym między kultowością gatunku akcji a jakąś melodramatyczną komedią sensacyjną. Co tu dużo ukrywać. Mulcahy nie jest reżyserem ze światowej czołówki ani też artystą mającym nietuzinkowe, niekomercyjne pomysły. Wszedł na salony filmowe z wielkim przytupem za sprawą Nieśmiertelnego, a po zrealizowaniu jego kontynuacji przygasł, ostatecznie poddając się kinu klasy B. Niesamowita McCoy jest tego najlepszym przykładem.

Advertisement

Wracając do tytułowej prezerwatywy i filmowych jej konotacji – kiedy po sześcioletniej odsiadce Karen McCoy zgłasza się po swoje rzeczy, prócz kilku dolarów i innych drobiazgów strażnik najdobitniej prezentuje do kamery rzeczoną prezerwatywę. Z przekąsem dodaje, że jest karbowana. Kim Basinger odpowiada: „Jestem przewidująca”. Owszem, jest, i to niesamowicie, z tym że ta prezerwatywa ma już sześć lat. Scena miała być dowcipna, rozluźniająca widza i zapewne wprowadzająca go w nieco komediowy nastrój całej produkcji. Dalej jednak nic się nie stało. Humoru było tylko coraz mniej, aż zastąpił go bardzo długi fragment o przygotowaniach i realizacji samego skoku na bank.

Cały film jest więc jak ta wieloletnia guma. Nie wytrzymuje próby czasu, jest sparciały, gruby, a jego karbowanie tylko przeszkadza, udaje, że może sprawić jakąś przyjemność prócz niemiłego ucisku na… w tym przypadku gust i umysł. Czy to oznacza więc, że film należy czym prędzej uznać za samo dno, bo jest tylko substytutem prawdziwego kina akcji? A może on w ogóle na taki nie pozuje, chociaż zawiera liczne gatunkowe elementy?

Advertisement

Moje umiłowanie tego gatunku jest naprawdę ogromne, dlatego nawet w ostatniej szmirze staram się odnaleźć coś, co warto zapamiętać, żeby czas seansu nie był czasem straconym. Niesamowita McCoy ma swoje zalety. Mając świadomość, że oglądam kino nieco tandetne, ale przy tym mocno niedoinwestowane, mimo wszystko nie miałem problemu, żeby wytrzymać do zakończenia. Wielka w tym zasługa postaci Jacka Schmidta odgrywanego przez zawsze doskonałego Terence’a Stampa, ale i kontrastowych zdjęć Denisa Crossana, muzyki Brada Fiedela i nieźle rozpisanej pod względem suspensu sekwencji napadu na bank.

Okazuje się, nad czym ubolewam, że najsłabszym ogniwem filmu jest postać samej McCoy i aktorskie wyczyny Kim Basinger. Na drugi miejscu stoi Val Kilmer, który nie potrafi się odnaleźć w całej tej historii, a może po prostu próbuje grać zagubionego, co wychodzi mu tak średnio, że wypada jak zupełnie nieprzygotowany do roli aktor. Czarne charaktery na czele z samym Schmidtem (Stamp) i wtórującym mu w byciu sukinsynem kuratorem Garym Bucknerem (Gailard Sartain) górują nad pozytywnymi postaciami nie tylko charakterologicznie, ale też warsztatowo. Następuje więc dziwne złożenie całej historii ze strony dobrej, która jest raczej komediowa, i tej złej, która prześciga się w pozowaniu na najczarniejszy egzystencjalny mrok.

Advertisement

Wychodzi z tego półprodukt niezbyt autentyczny dramatycznie, ale też niewystarczająco śmieszny, żeby przestać się przejmować złowrogim Schmidtem – wyrazy twarzy Terence’a Stampa są w rzeczy samej przerażające.

Współczesne kino akcji przyzwyczaiło nas do bardzo dokładnego śledzenia, jak to się dzieje, że można się włamać nawet do najsilniej strzeżonego banku, więzienia, kryjówki bandytów czy wrogiej stacji kosmicznej. W Niesamowitej McCoy również są pokazane przygotowania, ale w sumie widz nie ma pojęcia, skąd Kim Basinger ma te wszystkie męskie umiejętności, jak udało się zdobyć plany banku i schematy podobno najnowocześniejszego systemu alarmowego. Niby cała historia napadu opowiedziana jest naprawdę w niemal rozwleczony sposób, ale tak, żeby ominąć wszelkie techniczne szczegóły, bo pewnie najzwyczajniej w świecie ich nie było, nie wymyślono ich, więc zdano się na eufemizmy.

Advertisement

W dzisiejszych czasach to już nie przystoi. Orientującego się coraz bardziej w rzeczywistości widza nie zaspokoi już zdalnie sterowany samochodzik albo klasyczny wytrych. Tutaj Ocean’s Eleven Stevena Soderbergha z 2001 roku czy nawet pierwowzór z 1960 roku są wzorami, jak konstruować napady i dawkować o nich informacje widzowi w sposób łączący kino akcji z komedią sensacyjną. Pomimo jednak tych niewprawności same sceny w banku, zwłaszcza kolejne przyjazdy policji do włączającego się alarmu, trzymają w napięciu, a przy tym śmieszą ze względu na indolencję glin. No i ten rzęsiście lejący się z nieba deszcz plus kontrasty w oświetleniu planu zdjęciowego. Klimat wręcz z dreszczykiem, tylko motywacja głównodowodzącej skokiem jakaś taka nazbyt melodramatyczna.

Bo amerykańscy twórcy często wychodzą z założenia, że nic tak nie przytwierdza widza do ekranu, jak wyciskające łzy z oczu losy dziecka, które może stracić rodzica. To jest właśnie gwóźdź do trumny dla całego filmu, ów największy karb na naszej prezerwatywie, prócz samej Kim Basinger, która przecież twierdzi, że jest tak zapobiegliwa, że nawet w czasie napadu ma kondomy przy sobie. W przypadku swojego syna, a i całej swojej sytuacji po wyjściu z więzienia, okazuje się jednak ofiarą, której dodatkowo przeszkadza w zorganizowaniu nowego uczciwego życia to, że jest kobietą.

Advertisement

Nazbyt to czytelne, owe wątki równouprawnieniowe, czyli bezbronna kobieta, zły kurator, brak pracy, odrzucenie społeczne, no i dziecko chowające się w nowej rodzinie z byłym mężem, który powiedział mu, że mama nie żyje. Bo przecież pójść dla kobiety do więzienia to jak umrzeć, dla faceta zaś niekoniecznie. Dwie linie tej opowieści snują się więc aż do szczęśliwego końca. A zdradliwy były mąż dostaje w końcu wycisk, dokładnie tak, jak oczekują tego widzowie. Wszystko jest na miejscu. Nie ma problemu z wytrzymaniem całego filmu, ale czuć, że opowiedziano tę sensacyjną historię bez serca, tanimi środkami, oszczędzając taśmę i fundusze na efekty specjalne.

Niesamowita McCoy zmarnowała potencjał do bycia dobrym, bezpretensjonalnym kinem akcji z wątkiem społecznym i silną postacią kobiecą. Jest kolejnym nieco sentymentalnym filmem sensacyjnym klasy B mogącym spokojnie zostać na starej kasecie video, bo zapewne trudno go będzie znaleźć w wersji Blu-ray, a tym bardziej w ozdobnym Steel Packu 4K.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *