Publicystyka filmowa
NAJLEPSZE momenty serii PREDATOR
Odkryj NAJLEPSZE momenty serii PREDATOR, gdzie kultowe sekwencje wciągają w pełną akcji opowieść o kosmicznym łowcy.
Najwięcej jest ich oczywiście w pierwszym, genialnym i kultowym Predatorze Johna McTiernana. Zbyt rzadko się jednak zdarza w kinie taka sytuacja, że kręcone na potęgę kontynuacje, zgodnie z amerykańskim stylem wyciskania cytryny do sucha, nawiązują jakościową walkę z pierwowzorem. Tak jest w przypadku Predatora, bo zarówno Predator 2 jest wart uwagi, jak i tzw.
crossover Predators. W nieudanej wersji Shane’a Blacka z 2018 roku również da się wyłowić dobre momenty, chociaż są to jedynie chwile. Z tych więc najbardziej godnych uwagi filmów wybrałem te sekwencje, które są majstersztykami lub aspirują do tego miana.
Karczowanie lasu, Predator (1987), reż. John McTiernan
Nie licząc pierwszego pojawienia się na ekranie Arnolda, gdy w kącie helikoptera zapala cygaro, a płomień zapalniczki odbija się w jego ciemnych okularach, a także kilku innych sytuacji, np. opóźnionej reakcji na żart Billy’ego Sole’a (Sonny Landham) czy też „Nie ruszaj się”, rzuconego przez Schwarzeneggera do przyszpilonych do belki zwłok przeciwnika. Zaczyna się od instynktu Billy’ego, który stwierdza, że „coś siedzi na drzewie”. Potem napięcie już tylko rośnie. Ginie Rick Hawkings (Shane Black), a dżungla dosłownie ożywa.
W czasie poszukiwań ciała Hawkinsa śmierć ponosi Blain Cooper (Jesse Ventura). Wtedy Mac Eliot (Bill Duke) bierze jego M134 i zaczyna strzelać na oślep w dżunglę. Chwilę potem dołączają się wszyscy i rąbią w las ze wszystkiego, co mają, aż do momentu, gdy Eliotowi kończy się amunicja i słychać już tylko dźwięk obracających się sześciu luf karabinu. Las przed nimi wygląda jak sieczka, ale nie ma śladów żadnego przeciwnika. Nikt z nich jeszcze nie wie, z czym mają do czynienia, chociaż niektórzy przeczuwają, że raczej nie są to lokalni partyzanci.
Zapasy w błocie, Predator (1987), reż. John McTiernan
W pewnym sensie to ziemska dżungla ocaliła majorowi Dutchowi życie. Zginąłby niechybnie, gdyby nie zadziałało najpierw ukształtowanie terenu, potem rwąca rzeka i wodospad, a następnie lepkie błoto przy brzegu.
Równocześnie okazało się, jak negatywnie działa woda na system kamuflażu Predatora, przynajmniej na chwilę. Błoto zaś pozwoliło na tyle obniżyć temperaturę ciała Dutcha, że termowizja kosmity nie zarejestrowała żadnych zmian temperatury pośród korzeni, gdzie krył się Arnie. Wyglądał doprawdy jak człowiek pierwotny, co znalazło kulminację nieco później, gdy już gotowy do walki, stojąc na moście z powalonych drzew z naprędce zrobioną pochodnią w ręce, zaczął krzyczeć jak zwierzę wzywające swojego prześladowcę. Opłaciło się.
Generalnie cała sekwencja akcji, która zaczyna się od momentu, gdy Schwarzenegger smaruje się błotem, jest jedną z najlepszych w ogóle w kinie tego typu, jak i w całej serii Predator. Walka rozgrywa się dość niespiesznie. Dutch stopniowo uczy się przeciwnika i poznaje jego słabe punkty. Role z wolna się odwracają, aż do nieuniknionej kulminacji i zetknięcia twarzy obydwu przeciwników. Predator jako zwolennik honorowych walk uznaje Dutcha za godnego rywala i ściąga przed nim zarówno broń, jak i maskę. Kiedy Schwarzenegger finalnie uświadamia sobie, z kim ma do czynienia, i padają znane słowa: „Jaki z ciebie brzydal”, rozpoczyna się ostatnie starcie, które już aż tak emocjonujące niestety nie jest.
Spacer po wodzie i szlifowanie czaszki, Predator 2 (1990), reż. Stephen Hopkins
Z pierwszej części wiemy, jak działała woda na kamuflaż Predatorów – na chwilę go dezaktywowała. W takim środowisku jak miasto w nocy Predator jednak nie musiał się zbytnio przejmować samotnym przeciwnikiem.
I tak zrobił w jednej ciemnej uliczce, gdy zechciał zrobić sobie trofeum z czaszki Króla Williego (Calvin Lockhart). Niespieszne kroki myśliwego przy akompaniamencie plusku wody, uderzeń podeszew butów o mokry asfalt i strzelającego minibłyskawicami kamuflażu. Krzyk umierającego Williego zmontowany z ujęciem krzyczącej głowy, którą niesie Predator, i kulminacja tej znakomitej sekwencji – odsysanie tkanek miękkich, a następnie polerowanie czaszki ofiary. Najwidoczniej Król Willie zasługiwał na to, żeby stać się predatorskim trofeum. Czyżby przez dredy?
Połcie mięsa, Predator 2 (1990), reż. Stephen Hopkins
Chłodnia to wdzięczna sceneria, żeby rozegrać w niej coś dramatycznego i związanego ze śmiercią. Instynktownie boimy się tak zaprezentowanego mięsa. Zbyt przypomina żywe istoty, a wnętrze ciała przeraża.
W takim pełnym przymrożonej śmierci środowisku ucieka przed Predatorem porucznik Mike Harrigan (Danny Glover). Rozpycha wiszące połcie mięsa. Kamera nisko podąża za nim. Predator również mocuje się z wieprzowiną. Z wyraźnym trudem odpycha zimne tusze. I gdy już ma dopaść ofiarę, ta odwraca się i zaczyna strzelać. Pociski wbijają się w ciało kosmity, aż w końcu ten upada na ziemię. Czyżby tak łatwo dało się go zabić? Arnold Schwarzenegger byłby niepocieszony.
Nagonka ogarów i Danny Trejo, Predators (2010), reż. Nimród Antal
Pierwsze wyjście z lasu grupy wybrańców robi wrażenie. To niebo usiane nieznanymi planetami. Potem sytuacja staje się już znacznie mniej romantyczna. Szarża predatorskich ogarów robi wrażenie. Nie jest jednak zaprojektowana, żeby uśmiercić bohaterów, a jedynie sprawdzić ich zdolności bojowe. Dość szybko się kończy, i dobrze. Widz nie czuje się zmęczony akcją, tylko daje się mu nieco wytchnienia, żeby zaprezentować wisienkę na torcie w postaci wołającego o pomoc Cuchillo (Danny Trejo).
Celny zabieg, bo na początku nikomu z widzów raczej nie będzie go żal. Danny siedzi odwrócony plecami na sporej łące i woła o pomoc. Wystarczy do niego podejść, żeby się przekonać. A najlepszy jest wyraz twarzy Danny’ego połączony z wszechogarniającą las desperacką prośbą o ratunek, już po strzale Isabelle (Alice Braga).
Hanzo i ognie Royce’a, Predators (2010), reż. Nimród Antal
Całkiem stylowa walka rozegrana między członkiem Yakuzy a Predatorem. Szczerze, kiedy po raz pierwszy ją oglądałem, nie spodziewałem się takiego jej przebiegu. Wydawało mi się, że powtórzy się raczej model starcia z udziałem Billy’ego Sole’a.
Sądziłem więc, że Predator uwinie się z Japończykiem szybko i dla siebie bezboleśnie. Niespodziewanie wyszło inaczej, a dzięki temu walka trzyma w napięciu i jest całkiem racjonalnie skonstruowana. Hanzo używa klasycznej katany, a Predator podwójnego, zakrzywionego ostrza, będącego przedłużeniem dłoni. Walka rozgrywa się po zmroku w odprężającej scenerii łąki. Przeciwnicy wymieniają kolejne cięcia, raniąc się wzajemnie, aż w końcu zadają sobie śmiertelne rany. Jest sprawiedliwie, ponieważ giną obaj.
Na uwagę zasługuje także finałowa walka Royce’a z kimś w rodzaju przywódcy Predatorów. Pierwszy Predator McTiernana był niewątpliwie inspiracją dla Antala, jednak reżyser ustrzegł się bezrozumnego kopiowania. Pozostawił błoto na ciele Adriena Brody’ego, lecz dodał ogień i zupełnie zmodyfikował tryb walki. Ogląda się ją dobrze, chociaż szkoda, że wtrąca się na wpół sparaliżowana Isabelle. Zapewne po mistrzowsku wykonałby tę sekwencję Arnold Schwarzenegger, Brody jednak nie ustępuje mu pola aż tak. Można uwierzyć, że był na tyle sprytny, by pokonać kosmicznych łowców.
Scena w laboratorium, Predator (2018), reż. Shane Black
Od samego początku jest jasne, że leżący na stole zabiegowym Predator w którymś momencie ożyje i zrobi z otaczających go naukowców krwawą miazgę. I mimo że sama walka wcale nie jest jakaś oszałamiająca, to jednak wisienką na torcie pośród tego zabijania za pomocą wszelkich możliwych środków jest sposób ochrony przed kosmicznym najeźdźcą, który stosuje Casey Bracket (Olivia Moon).
Kobieta rozbiera się do naga, kuli się jak przestraszone dziecko i najwidoczniej liczy na to, że predatorski wojownik (a może wojowniczka rasy Yautja) jej nie zaatakuje. Tak się w istocie dzieje. Predator z łatwością znajduje ją ukrytą za pleksiglasowym przepierzeniem. Przez chwilę patrzy na potencjalną ofiarę. Ona unosi głowę, a po chwili Predator odchodzi.
To ważna scena dla klasyfikacji Predatora wśród filmowych potworów, które traktowane są przez twórców kina jako narzędzia zniszczenia. Nie są to bezrozumne potwory, ale osobowi przeciwnicy. Największym zatem błędem, który popełniają przeciwstawiający się im bohaterowie, jest potraktowanie Predatorów jak niebezpiecznych zwierząt. Wszyscy, którzy tak robią, giną. Dlaczego więc Predator oszczędził nagą Casey? Bo uznał ją za ofiarę lub istotę pozbawioną łowczej wartości. Zabicie jej nie byłoby ani honorowe, ani pożyteczne. Co zaś z samą zemstą na przedstawicielu obcego gatunku? Jak widać, łowcza kultura Predatorów wykracza poza ten poziom etyczny i nie ulega małostkowym emocjom jak ludzcy myśliwi.
