search
REKLAMA
Zestawienie

NAJLEPSZE momenty serii PREDATOR

Odys Korczyński

15 grudnia 2020

REKLAMA
Najwięcej jest ich oczywiście w pierwszym, genialnym i kultowym Predatorze Johna McTiernana. Zbyt rzadko się jednak zdarza w kinie taka sytuacja, że kręcone na potęgę kontynuacje, zgodnie z amerykańskim stylem wyciskania cytryny do sucha, nawiązują jakościową walkę z pierwowzorem. Tak jest w przypadku Predatora, bo zarówno Predator 2 jest wart uwagi, jak i tzw. crossover Predators. W nieudanej wersji Shane’a Blacka z 2018 roku również da się wyłowić dobre momenty, chociaż są to jedynie chwile. Z tych więc najbardziej godnych uwagi filmów wybrałem te sekwencje, które są majstersztykami lub aspirują do tego miana.
Karczowanie lasu, Predator (1987), reż. John McTiernan

Nie licząc pierwszego pojawienia się na ekranie Arnolda, gdy w kącie helikoptera zapala cygaro, a płomień zapalniczki odbija się w jego ciemnych okularach, a także kilku innych sytuacji, np. opóźnionej reakcji na żart Billy’ego Sole’a (Sonny Landham) czy też „Nie ruszaj się”, rzuconego przez Schwarzeneggera do przyszpilonych do belki zwłok przeciwnika. Zaczyna się od instynktu Billy’ego, który stwierdza, że „coś siedzi na drzewie”. Potem napięcie już tylko rośnie. Ginie Rick Hawkings (Shane Black), a dżungla dosłownie ożywa.

W czasie poszukiwań ciała Hawkinsa śmierć ponosi Blain Cooper (Jesse Ventura). Wtedy Mac Eliot (Bill Duke) bierze jego M134 i zaczyna strzelać na oślep w dżunglę. Chwilę potem dołączają się wszyscy i rąbią w las ze wszystkiego, co mają, aż do momentu, gdy Eliotowi kończy się amunicja i słychać już tylko dźwięk obracających się sześciu luf karabinu. Las przed nimi wygląda jak sieczka, ale nie ma śladów żadnego przeciwnika. Nikt z nich jeszcze nie wie, z czym mają do czynienia, chociaż niektórzy przeczuwają, że raczej nie są to lokalni partyzanci.

Zapasy w błocie, Predator (1987), reż. John McTiernan

W pewnym sensie to ziemska dżungla ocaliła majorowi Dutchowi życie. Zginąłby niechybnie, gdyby nie zadziałało najpierw ukształtowanie terenu, potem rwąca rzeka i wodospad, a następnie lepkie błoto przy brzegu. Równocześnie okazało się, jak negatywnie działa woda na system kamuflażu Predatora, przynajmniej na chwilę. Błoto zaś pozwoliło na tyle obniżyć temperaturę ciała Dutcha, że termowizja kosmity nie zarejestrowała żadnych zmian temperatury pośród korzeni, gdzie krył się Arnie. Wyglądał doprawdy jak człowiek pierwotny, co znalazło kulminację nieco później, gdy już gotowy do walki, stojąc na moście z powalonych drzew z naprędce zrobioną pochodnią w ręce, zaczął krzyczeć jak zwierzę wzywające swojego prześladowcę. Opłaciło się.

Generalnie cała sekwencja akcji, która zaczyna się od momentu, gdy Schwarzenegger smaruje się błotem, jest jedną z najlepszych w ogóle w kinie tego typu, jak i w całej serii Predator. Walka rozgrywa się dość niespiesznie. Dutch stopniowo uczy się przeciwnika i poznaje jego słabe punkty. Role z wolna się odwracają, aż do nieuniknionej kulminacji i zetknięcia twarzy obydwu przeciwników. Predator jako zwolennik honorowych walk uznaje Dutcha za godnego rywala i ściąga przed nim zarówno broń, jak i maskę. Kiedy Schwarzenegger finalnie uświadamia sobie, z kim ma do czynienia, i padają znane słowa: „Jaki z ciebie brzydal”, rozpoczyna się ostatnie starcie, które już aż tak emocjonujące niestety nie jest.

Spacer po wodzie i szlifowanie czaszki, Predator 2 (1990), reż. Stephen Hopkins

Z pierwszej części wiemy, jak działała woda na kamuflaż Predatorów – na chwilę go dezaktywowała. W takim środowisku jak miasto w nocy Predator jednak nie musiał się zbytnio przejmować samotnym przeciwnikiem. I tak zrobił w jednej ciemnej uliczce, gdy zechciał zrobić sobie trofeum z czaszki Króla Williego (Calvin Lockhart). Niespieszne kroki myśliwego przy akompaniamencie plusku wody, uderzeń podeszew butów o mokry asfalt i strzelającego minibłyskawicami kamuflażu. Krzyk umierającego Williego zmontowany z ujęciem krzyczącej głowy, którą niesie Predator, i kulminacja tej znakomitej sekwencji – odsysanie tkanek miękkich, a następnie polerowanie czaszki ofiary. Najwidoczniej Król Willie zasługiwał na to, żeby stać się predatorskim trofeum. Czyżby przez dredy?

Połcie mięsa, Predator 2 (1990), reż. Stephen Hopkins

Chłodnia to wdzięczna sceneria, żeby rozegrać w niej coś dramatycznego i związanego ze śmiercią. Instynktownie boimy się tak zaprezentowanego mięsa. Zbyt przypomina żywe istoty, a wnętrze ciała przeraża. W takim pełnym przymrożonej śmierci środowisku ucieka przed Predatorem porucznik Mike Harrigan (Danny Glover). Rozpycha wiszące połcie mięsa. Kamera nisko podąża za nim. Predator również mocuje się z wieprzowiną. Z wyraźnym trudem odpycha zimne tusze. I gdy już ma dopaść ofiarę, ta odwraca się i zaczyna strzelać. Pociski wbijają się w ciało kosmity, aż w końcu ten upada na ziemię. Czyżby tak łatwo dało się go zabić? Arnold Schwarzenegger byłby niepocieszony.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, antyteista, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu w wydaniu Slavoja Žižka, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz reklamowym. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA