search
REKLAMA
Zestawienie

NAJLEPSZE filmy SCIENCE FICTION 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych tytułów gatunku SF za rok 2021.

Jakub Piwoński

2 stycznia 2022

REKLAMA

To był rok, który zapowiadał się ciekawie, ale wyszło na to, że w gatunku SF więcej było uczucia rozczarowania. Póki co jednak skupmy się na pozytywach, bo jest ich kilka. Ciekawi was, jakie filmy science fiction zrobiły na mnie najlepsze wrażenie w 2021 roku? Zapoznajcie się z listą pięciu tytułów. Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego.

Diuna

Na mapie tegorocznych produkcji science fiction bardzo trudno znaleźć film, który mógłby rywalizować z Diuną o miano najlepszego tytułu. Przepaść między produkcją Warner Bros. a resztą premier SF tego roku jest bowiem ogromna. Faktycznie mamy tu do czynienia z filmem ze wszech miar jakościowym, aczkolwiek niemającym tego, co nazywamy wartością dodaną. Jego monumentalność za sprawą podniosłej muzyki aż bije z ekranu. Udało się też ze sobą zgrać kostiumy i scenografię. Podczas pierwszego seansu uwierała mnie jednak miałkość fabularna Diuny (mamy bowiem okazję śledzić losy opisane z pierwszej księgi powieści Herberta), czemu dałem wyraz w recenzji. Podtrzymuję, że tak jak jest to produkcja, na którą nie można się napatrzeć, ponieważ od pierwszych kadrów urzeka i wciąga klimatem, tak finalnie pozostawia widza z uczuciem niedosytu. Osobiście mam już dosyć filmów, które mają stanowić tylko wstęp do większej całości, ale w tym wypadku poczekam na rozwinięcie tej historii (choć dobrze znam ją już z książki), by dzięki temu móc postawić kropkę nad i w swej ostatecznej ocenie. Póki co jest dobrze, choć liczyłem na więcej. Moja ocena – 7/10.

Poziom mistrza

Jeden z najbardziej zaskakujących seansów tego roku. Zdecydowanie polecam Poziom mistrza tym z was, którzy szukają odświeżającej rozrywki w obrębie ulubionego gatunku. Jest to film, który zachęca do odbycia zapierającej dech przygody, zbudowanej na chęci dostarczania widzom zabawy. Trochę odniosłem wrażenie, że to film, który realizacyjnym polotem i zasadami świata przedstawionego przypominaj grę komputerową. Niczym w Na skraju jutra mamy tu do czynienia z bohaterem uwięzionym w pętli czasowej. Kolejne poziomy generują kolejne wyzwania, a potyczka z ostatnim bossem o twarzy Mela Gibsona wypada satysfakcjonująco. Z kolei Frank Grillo po raz kolejny udowadnia, że przy udziale dobrego scenariusza i dobrej reżyserii całkiem udanie wychodzi mu wcielanie się w głównego bohatera. Film miał swoją premierę co prawda już w roku 2020, ale moim zestawieniu za 2021 znalazł się z tego powodu, gdyż dopiero w ubiegłym roku został oficjalnie udostępniony polskiej widowni. Moja ocena – 7/10.

Godzilla vs. Kong

Absolutna rewelacja tego roku. Godzilla vs. Kong zmiata konkurencję z ziemi w kategorii wysokobudżetowej, widowiskowej akcji. Ten blockbuster totalny udowadnia, że przesada i rozpisywanie konceptów pod to, by widzowi opadła szczęka, ma jeszcze w kinie sens, jeśli zabiorą się za to odpowiednie osoby. A taką jest Adam Wingard. Jak inaczej nazwać pomysł, by na jednym ekranie pojedynkować ze sobą dwa legendarne potwory, które samą swoją obecnością dają do zrozumienia, iż minimalizm nie ma szans w starciu z rozmachem? W tych trudnych czasach otrzymaliśmy widowisko zapewniające doskonałą formę eskapizmu, a przy okazji uczące, że istnieją na tym świecie siły, nad którymi nie mamy kontroli. Możemy tylko biernie patrzeć, jak żywioły dają sobie po mordzie, licząc po cichu, że przypadkiem nas coś nie rozdepcze. Osobiście cieszę się także, że projekt MonsterVerse, któremu kibicowałem od początku, osiągnął finalnie sukces, nawet jeśli wyniki finansowe poprzednich filmów nie napawały optymizmem. Ponoć są plany na kontynuowanie pomysłów starć potworów – liczę na to. Moja ocena – 9/10.

Pasażer numer 4

Mówicie, że to nuda? Dla mnie to science fiction w klasycznym wydaniu. Żadna z tego Odyseja kosmiczna, ale ogląda się tego filmowego snuja przyjemnie i bezboleśnie. Podróż przez kosmos stanowi tu pretekst do rozważań nad ludzką naturą. Obserwujemy mnóstwo wątpliwości, mnóstwo niepokoju wynikającego z mierzeniem się z nieznanym. Na pokładzie przebywają trzy osoby, ale tylko do czasu. Okazuje się, że jest ktoś jeszcze. W momencie gdy uszkodzone zostaje narzędzie do odprowadzania CO2, pojawia się problem – czy wystarczy tlenu dla czterech osób? Dużo pomyj się na ten tytuł wylało, w zasadzie to nie czytałem żadnej pozytywnej recenzji. Mnie się jednak ten film podobał, ponieważ wykorzystując konwencję twardej fantastyki, zaprezentowano bardzo interesujący dylemat moralny. Według mnie, film poddaje w wątpliwość istotę humanizmu, jest krytyczny wobec idei, że człowiek przy użyciu technologii będzie w stanie pokonywać kolejne granice kosmosu. Otóż nie będzie mógł, dopóki nie upora się z problemem kruchości własnej psychiki w sytuacji długotrwałej rozłąki i klaustrofobicznego zamknięcia. Moja ocena – 7/10.

Nie patrz w górę

Ten nietypowy, zaskakujący twór, który wyszedł spod ręki Adama McKaya, bardzo trudno jest zakwalifikować jako typowe, podręcznikowe science fiction. Nie patrz w górę bardzo inteligentnie łączy bowiem z katastroficznym science fiction elementy czarnej komedii i filmowej satyry. Pozwoliłem sobie zatem umieścić go na swojej liście, bo tak jak satyryczny Dr Strangelove… nie jest czystym SF, ale często bywa wymieniany w gatunkowych zestawieniach, tak Nie patrz w górę też w obrębie gatunku może być śmiało rozpatrywany. Zwłaszcza że punkt wyjściowy filmu jak żywo odsyła nas do jednej z elementarnych tradycji fantastyki naukowej – tematyki naturalnego końca ludzkiej cywilizacji. Cały myk McKaya polega tu jednak na tym, że chciał trochę z nas zadrwić. Przede wszystkim dostało się naszej ułomności i ignorancji skierowanej względem wszystkiego tego, co ma bezpośredni wpływ na nasze jestestwo, a czego mechanizmów nie rozumiemy. Natura ma nad nami władzę, ale my wolimy żyć w błogiej nieświadomości, sądząc, że mądrzejsi tego świata mają wszystko pod kontrolą. Tak, tak, śpijmy dalej. Moja ocena – 7/10.

WYRÓŻNIENIE

Matrix Zmartwychwstania

Bardzo chciałem, by ten film trafił na moją listę najlepszych filmów SF. Dla mnie, fana pierwszego Matrixa, byłoby to idealne zwieńczenie roku. Minęło już trochę czasu od seansu czwartej odsłony serii i nadal tkwi we mnie wrażenie, że Lana Wachowski chciała dobrze, udało jej się stworzyć na planie świetną atmosferę, miała bardzo ciekawy pomysł na to, w jaki sposób odświeżyć serię, ale… no właśnie, chyba nie wszystko udało się tak, jak udać się powinno. Czuć bowiem, że ten cały metakomunikat, a momentami niemalże parodystyczny stosunek do poprzednich części, ujmuje temu filmowi powagi; zamiast puszczać oko, wywołuje w widzu niezamierzony śmiech. Jest jednak kilka koncepcji, które zdały się trafić w sedno, i kilka rozwiązań, które mnie zaskoczyły. Dlatego będę upierał się w swojej opinii, że bez względu na zawirowania tożsamościowe Lany Wachowski nadal miała ona jaja, kręcąc ten film, gdyż cechuje go szczerość i odwaga. Moja ocena – 6/10.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA