search
REKLAMA
Recenzje

PASAŻER NR 4. Kosmos moralnego niepokoju

Dawid Myśliwiec

24 kwietnia 2021

REKLAMA

Thrillery science fiction dzielą się na dwa podgatunki: albo załoga statku kosmicznego zostaje wybita przez krwiożerczą bestię, albo pojawia się usterka, wskutek której jeden lub więcej członków załogi musi się poświęcić. I nie ma siły, by thriller SF nie wpadł do jednej z tych kategorii! Pasażer nr 4 w reżyserii Joego Penny to przedstawiciel tej drugiej grupy, a więc to nie zabójczy kosmita przynosi zgubę bohaterom, ale złośliwość rzeczy martwych.

Pasażer nr 4

Załoga statku lecącego badać powierzchnię Marsa jest wyjątkowo niewielka – składa się jedynie z dowódczyni Mariny (Toni Collette), pokładowej medyczki Zoe (Anna Kendrick) i biologa Davida (Daniel Dae Kim). Ten skład wydaje się doskonale rozumieć i dobrze ze sobą współpracuje pomimo różnic w doświadczeniu – Marina jest doświadczoną astronautką, Zoe i David w kosmosie są po raz pierwszy. W tym kameralnym gronie mają spędzić dwa lata – bo tyle trwa ich misja – więc harmonia wydaje się kluczem do sukcesu. Bardzo szybko jednak równowaga tego ekosystemu zostaje zaburzona – podczas rutynowego obchodu po pokładzie dowódczyni odnajduje tytułowego pasażera nr 4, który na skutek nieszczęśliwego wypadku spędził kilkanaście godzin pod poszyciem statku. Michael (Shamier Anderson) okazuje się mechanikiem, który w ramach wdzięczności za uratowanie życia oferuje swoją pomoc w codziennych pracach na pokładzie. Teoretycznie wszystko gra, ale co stanie się, gdy niewielki statek kosmiczny, zaprojektowany dla trzyosobowej załogi, zbuntuje się przeciwko powiększeniu liczby pasażerów?

Tu właśnie wchodzą do gry dylematy moralne, których tak wiele już widzieliśmy w filmach o kosmosie. Pasażer nr 4 to w zasadzie jedno wielkie etyczne wyzwanie – Joe Penna oparł swój film na pytaniu: a co ty byś zrobił, wiedząc, że jedno z was nie może przeżyć? Dylemat iście surwiwalowy wybrzmiewa w filmie Penny całkiem dobrze, głównie ze względu na to, że – w przeciwieństwie do wielu innych thrillerów science fiction – w Pasażerze nr 4 mamy do czynienia wyłącznie z pozytywnymi bohaterami. Doświadczona dowódczyni statku odnajduje pasażera na gapę i ani przez chwilę nie traktuje go z wrogością czy nieufnością – przyjmuje Michaela jak równego sobie, podobnie jak pozostała część załogi. Zwykle w tego typu produkcjach przynajmniej jeden z bohaterów jest bezwzględny i nieprzewidywalny, ale u Joego Penny nie znajdziemy czarnych owiec. To światli, otwarci i tolerancyjni ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem ratują obcego człowieka i dbają o niego jak o siebie samych. Naiwne? Być może, ale czy nie jest przyjemnie choć przez chwilę wyobrazić sobie, że właśnie taki jest świat?

Pasażer nr 4

Scenariusz do Pasażera nr 4 powstał, jeszcze zanim Joe Penna zrealizował swój debiut, Arktykę, napisaną także do spółki z Ryanem Morrisonem, tak jak w tym przypadku. Panowie mieli więc sporo czasu, by dopracować skrypt. Czy to widać? Pasażer nr 4 nie ma szczególnie zawiłej fabuły, a i postaciom brakuje pogłębionego rysu psychologicznego. Jedynie Zoe, wykreowana przez Annę Kendrick z dużą subtelnością, ma w filmie Joego Penny nieco bardziej rozbudowaną osobowość, ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu. Istotnym elementem tej historii jest za to fakt, że pasażerem na gapę okazuje się czarnoskóry mężczyzna. Stereotypowo ktoś taki byłby pierwszym „do odstrzału” – tak przynajmniej było już w niejednej produkcji – ale tu załoga do ostatniego tchu walczy o to, by ocalić nadprogramowego pasażera. Finał filmu idzie w tym względzie o krok dalej, ale nie czuć w tym wszystkim fałszu – bohaterami kieruje czysto humanitarna przesłanka, by pomóc drugiemu człowiekowi i wyjątkowo pozytywny jest fakt, że moralny dylemat, przed którym stają członkowie załogi, nie nakazuje im skakać sobie do gardeł.

Pasażer nr 4 to produkcja przyzwoita, godna polecenia, ale też i do szybkiego zapomnienia. Filmowi Joego Penny brakuje przysłowiowego pazura, czy to pod postacią wyrazistych bohaterów, czy zapadających w pamięć scen. I choć ponad czterystumetrowy „spacer” po przewodzie rozpostartym w przestrzeni kosmicznej to jedna z bardziej efektownych sekwencji Pasażera nr 4, trudno spodziewać się, by którakolwiek ze scen filmu Penny przeszła do klasyki kina science fiction.

Avatar

Dawid Myśliwiec

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA