search
REKLAMA
Recenzje

POZIOM MISTRZA. Frank Grillo i Mel Gibson w pierwszorzędnym akcyjniaku SF

Dzień świstaka w wydaniu SF podszyty sporą dawką akcji? Tym właśnie jest Poziom mistrza, do którego seansu gorąco zachęcam.

Jakub Piwoński

30 sierpnia 2021

REKLAMA

Nie tylko Ryan Reynolds we Free Guy poczuł się jak bohater gry komputerowej. W mającym również premierę w tym roku Poziomie mistrza twórcy wykorzystali stylistykę gier do tego, by opowiedzieć historię jak żywo wyjętą z Dnia świstaka, doprawiając ją akcją i naukową fantastyką. Z tego miksu wyszło coś, co mogę śmiało określić mianem największego pozytywnego zaskoczenia roku 2021.

Miałem obawy przed seansem. Frank Grillo otwierający listę płac był dla mnie sugestią niepewnego gruntu. Od zawsze twierdziłem, że facet ma w sobie sporo charyzmy, po którą jednak twórcy na razie niechętnie sięgali. Aktor od lat przeplata występy w topowych produkcjach (Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz) udziałem w średniakach (Noc oczyszczenia: Czas wyboru) i totalnych szmirach (Jiu Jitsu). Mógłby rywalizować z najlepszymi o pozycję gwiazdy kina akcji, a tak wciąż rozmienia swoją karierę na drobne. W Poziomie mistrza w końcu jednak dostał rolę, do jakiej został stworzony, i wykorzystał swoją szansę. Od pierwszych minut przykuwa uwagę, będąc przewodnikiem po bardzo ciekawej, choć znajomo brzmiącej fabule widowiska.

Grillo uczestniczy bowiem w czymś w rodzaju gry lub, jak kto woli, pętli czasowej. Każdy jego dzień zaczyna się i przebiega tak samo. Jest ścigany przez grupę ekstrawaganckich płatnych morderców, z których to konfrontacji nigdy nie uchodzi cało. Po każdej kulce w łeb, którą otrzymuje, budzi się w swoim łóżku u boku kobiety poznanej wcześniejszego wieczora, by raz jeszcze rozegrać poziom wypełniony licznymi przeszkodami. Jego żywot zwykle kończy się do godziny 12:47. Po tym, jak udaje mu się skontaktować z byłą żoną, która nie dość, że wie, w jakim eksperymencie bierze on udział, to jeszcze maczała palce w jego tworzeniu, bohater zaczyna rozgryzać pułapkę, w której został uwięziony.

Szarą eminencją filmu i tytułowym bossem, z którym musi zmierzyć się główny bohater, jest Pułkownik Clive Ventor, grany przez Mela Gibsona (który wcześniej spotkał się z Frankiem Grillo na planie Furii). To nie jedyne znane nazwisko występujące u boku Franka Grillo w tym filmie. W rolę byłej żony wcieliła się bowiem Naomi Watts. Na dalszym planie widać także Michelle Yeoh (Przyczajony tygrys, ukryty smok) i Kena Jeonga (seria Kac Vegas). Wspierający Franka Grillo aktorzy wypadli w filmie bardzo dobrze, każdy dostał swoje pięć minut i kilka naprawdę fajnych linijek tekstu do odegrania. Choć Gibson i Watts to nieporównanie bardziej znaczące nazwiska od Grillo, nie zauważyłem, by choć na chwilę starali się oni zawłaszczyć dla siebie ekran.

Widać, że reżyser Joe Carnahan prowadził realizację pewną ręką. Wiedział, jaki efekt chce uzyskać, ponieważ to on pracował także nad scenariuszem do tego filmu, starając się o możliwość jego realizacji od wielu lat. Na tyle, na ile zdołałem poznać twórczość Carnahana (Drużyna A, Przetrwanie), na tyle spodziewałem się, że Poziom mistrza będzie bardzo mocnym kinem akcji, niestroniącym od cierpkiego humoru. Opowiadając o Poziomie mistrza, nie bardzo chce mi się wchodzić w analizę technologii występującej w filmie, bo podczas seansu dość szybko spostrzegłem, że ma ona tylko stanowić pretekst do przeżycia dobrej zabawy. Bardzo dobre tempo, sprawna operatorka, zgrabny montaż i dość zaskakujące rozwiązania fabularne dodatkowo sprawiały, że seans przebiegał w sposób całkowicie bezbolesny.

We wstępie określiłem Poziom mistrza jak na razie największym zaskoczeniem tego roku. To, że Frank Grillo grać potrafi, tylko potrzebuje do tego odpowiedniej przestrzeni i odrobiny zaufania, to wiedziałem od dawna. To, że Mel Gibson potrafi czasem schować ego w kieszeń i wykonać na ekranie to, co do niego należy, także nie było dla mnie tajemnicą. Wielokrotnie widziałem Dzień świstaka oraz jego fantastycznonaukowe trawestacje w postaci Kodu Nieśmiertelności i Na skraju jutra, więc fabuła traktująca o przypadku pętli czasowej także nie była dla mnie nowością. Nowością całkowitą było natomiast to, w jak odświeżający, pobudzający, pozbawiony kompleksów sposób zostało mi to wszystko zaprezentowane.

A już chyba najbardziej zaskoczony zostałem tym, że pośród tego całego zgiełku, ucieczek, strzelanin, wybuchów i pościgów twórcy nie obawiali się na moment wcisnąć pedału hamulca, wprowadzając nas w szczerą opowieść o zaprzepaszczonej szansy na ojcostwo (ciekawostka: w roli syna głównego bohatera wystąpił prawdziwy syn głównego aktora, Rio Grillo). Używając nomenklatury gier wideo, do których Poziom mistrza się jawnie odwołuje, te momenty zwolnienia były jak odkładanie na moment kontrolera w celu obejrzenia cutscenki nadającej całości głębi.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA