Publicystyka filmowa
MUSIQUE, MON AMOUR. 10 francuskich kompozytorów
MUSIQUE, MON AMOUR to pasjonująca podróż po twórczości dziesięciu francuskich kompozytorów, których muzyka filmowa porusza serca i umysły.
Zaprezentowane niedawno zestawienie włoskich kompozytorów pociągnęło za sobą kolejny tekst poświęcony europejskim autorom muzyki filmowej. Tym razem dwie osoby, Jacek Lubiński i Mariusz Czernic, zdecydowały się przybliżyć sylwetki dziesięciu artystów tworzących soundtracki w kraju nad Sekwaną. Są tutaj zarówno twórcy znani i nagradzani, jak i ci, których możecie nie kojarzyć. Każdy jednak zasługuje na uznanie za ogrom pracy jaki wykonał podczas kreowania muzycznej strony filmu, która często okazuje się nie mniej ważna niż strona wizualna.
1. Pierre Bachelet (1944–2005)
Urodzony Paryżanin, który dzieciństwo spędził jednak na północy Francji, w Calais. Był przede wszystkim popularnym wokalistą i twórcą tekstów (jego niepodważalny status w ojczyźnie przyrównać można do naszego Zbigniewa Wodeckiego). Specjalizował się w romantycznych klimatach, które bezbłędnie uzupełniał jego spokojny, uwodzący delikatnością głos. Nie powinno zatem dziwić, że dla kina tworzył bardziej dorywczo, od swojego debiutu we wczesnych latach 70. sygnując nazwiskiem tylko niespełna trzydzieści tytułów (z czego część telewizyjnych). Artysta ten odszedł zresztą przedwcześnie, bo w wieku zaledwie 60 lat zmarł na raka płuc.
Na świecie zasłynął muzyką do… kina erotycznego – a to za sprawą przełomowej dla tego gatunku Emmanuelle z Sylvią Kristel, dla której napisał piękny, wręcz spowity niewinnością soundtrack oraz dwie klasyczne już dziś piosenki, jakie na stałe weszły do kanonu popkultury. Szybko rozrastającą się serię coraz mniej wysmakowanych seksualnie przygód okrasił nutami jeszcze dwukrotnie, przy okazji piątego i siódmego sequela – z oczywistych względów nie miały już one tej samej świeżości, choć urok dźwięków pozostał. Potem były jeszcze między innymi Historia O, Gwendoline, Sex with the Stars, Monsieur Sade oraz zbiór nowelek o erotycznym zabarwieniu – Prywatne kolekcje.
Z powodzeniem próbował jeszcze swoich sił w innych klimatach, głównie komediowych, jak Coup de tête i Slalom niespecjalny, ale też i bardziej ambitnych przedsięwzięciach, czego dowodem ilustracja do oscarowego dramatu Jean-Jacquesa Annauda Czarne i białe w kolorze (1976). Jego ostatnim i zarazem jedynym kinowym projektem powstałym w XXI wieku była mało znana komedyjka Zbrodnia w raju. [Jacek Lubiński]
2. Claude Bolling (1930)
Urodził się w Cannes, studiował w Nicei i Paryżu. Pianista jazzowy, kompozytor, aranżer. Nazywany był cudownym dzieckiem, bo już w wieku 14 lat grał zawodowo u boku Lionela Hamptona, amerykańskiego wibrafonisty. Cztery lata później towarzyszył Bercie „Chippie” Hill, piosenkarce bluesowej, podczas „Wielkiego tygodnia jazzu”. Na początku lat pięćdziesiątych współpracował z amerykańskimi muzykami jazzowymi Royem Eldridge’em i Kennym Clarkiem, a w 1956 roku miał już własną orkiestrę – Claude Bolling Big Band.
Jedną z jego najbardziej docenianych prac był skomponowany w 1973 roku utwór Suite for Flute and Jazz Piano Trio, napisany na takie instrumenty jak flet poprzeczny, fortepian, kontrabas i perkusję. Suita została nagrana w 1975 roku przy udziale wirtuoza fletu Jean-Pierre’a Rampala. Była to wyjątkowa muzyczna uczta, powstała z połączenia barokowej elegancji i nowoczesnego swingu.
Tak wielki talent nie mógł zostać nie zauważony przez kino. Jego filmografia składa się z ponad stu tytułów. Już pod koniec lat pięćdziesiątych pojawiły się pierwsze propozycje od filmowców, a w następnej dekadzie mógł ukształtować swój muzyczny temperament dzięki współpracy z René Clémentem (Ścigani przez śmierć – 1963) i Marcelem Camusem (Vivre la nuit – 1968). Przełomem w filmowej karierze Bollinga było spotkanie z reżyserem Jacquesem Derayem – od dzieła gangsterskiego w stylu retro, Borsalino (1970), rozpoczęła się ich owocna współpraca. W sumie zrobili razem jedenaście filmów (np.
Flic Story – 1975; Trzech ludzi do zabicia – 1980). Wiele obrazów, do których skomponował ścieżkę dźwiękową popadło w zapomnienie. Warto przypomnieć jego współpracę z Philippe’em de Brocą (Wspaniały – 1973; Cyganka – 1986) i Édouardem Molinaro (Mandarynka – 1972). Do ciekawszych kompozycji Bollinga należy marsz wojskowy z filmu Wał atlantycki (1970) Marcela Camusa. Na wyróżnienie zasługują także: Cygan (1975), Suita kalifornijska (1978) i Gniewny człowiek (1979). 15 grudnia 2010 roku kompozytor został mianowany Oficerem Legii Honorowej. [Mariusz Czernic]
https://www.youtube.com/watch?v=xo0U_qgB5Co
3. Georges Delerue (1925–1992)
Kto wie, czym byłoby dzisiejsze kino bez pochodzącego z maleńkiego Roubaix mistrza partytur. Delerue był nad Sekwaną swoistym odpowiednikiem Ennio Morricone, wiecznie żywym w ponad trzystu soundtrackach, które wyszły spod jego ręki w przeciągu zaledwie czterech dekad (a do tego należałoby doliczyć jeszcze projekty teatralne, operowe, baletowe i symfoniczne).
Zadebiutował w roku 1950 i od tej pory bezustannie zachwycał melomanów aż do momentu, w którym zmarł nagle na atak serca we wczesnych latach 90. Jego muzyka poraża – również i dziś – przede wszystkim niezwykle przystępnym dla odbiorcy artyzmem, atrakcyjną tematyką i wysoką jakością wykonania, niezaprzeczalnym pięknem kompozycji. Żaden gatunek czy nastrój nie były mu obce, a każdą pracę traktował z równie dużym zaangażowaniem. Nic dziwnego, że bardzo szybko zaistniał zarówno na rodzimym podwórku, jak i za granicą, w produkcjach anglojęzycznych.
Wymienić wszystkie filmy, które okrasił nutami po prostu nie sposób. Ale to właśnie jego melodie ubarwiają takie klasyki, jak Hiroszima, moja miłość (pierwszy projekt tego kalibru w karierze), Strzelajcie do pianisty!, Jules i Jim, Gamoń, Hibernatus oraz oryginalny Oskar z Louisem de Funèsem, Viva Maria!, Pogarda, Konformista, Przesłuchanie w noc sylwestrową, Nieznajoma z Sans-Souci oraz miniserię Fantômas z 1980 roku.
Do tego dodać można także ważnych reprezentantów kina gatunkowego – kryminałów (Rewolwer Python 357, Rififi w Tokio), szeroko pojętej przygody (Człowiek z Rio, 100 tysięcy dolarów w słońcu) czy widowisk kostiumowych (Cartouche-zbójca). Nie ulega przy tym wątpliwości, że najlepiej jego przejmujące utwory działały w dramatach różnego sortu – a tu nie sposób zapomnieć jeszcze choćby Ostatnie metro Françoisa Truffaut, Zabić księdza Agnieszki Holland i Najważniejsze to kochać Andrzeja Żuławskiego oraz Dien Bien Phu Pierre’a Schoendoerffera.
Nie mniej imponująca jest lista jego ilustracji napisanych dla producentów z Zachodu – zresztą na początku lat 80. na stałe przeniósł się do USA. Tutaj przełomowe okazały się zwłaszcza Oto jest głowa zdrajcy oraz Zjadacz dyń, po których przyszły Zakochane kobiety, Anna tysiąca dni i Julia (za oba otrzymał nominacje do Oscara), Powrót czarnego rumaka, Silkwood, Tajemnica klasztoru Marii Magdaleny (kolejna nominacja), Zbrodnie serca, Stalowe magnolie, Czarna suknia oraz powstałe w tym samym 1973 roku Dzień delfina (nominacja) i Dzień szakala. Jak na wszechstronnego twórcę przystało, nie stronił od lżejszego repertuaru. Stąd obok napisanych pod koniec życia dla Olivera Stone’a petard Pluton i Salwador znajdziemy w jego amerykańskim dorobku także Hotel złamanych serc, Biloxi Blues, Joe kontra wulkan, Bliźniaków, Niesforną Zuzię, jak i odcinki kultowego serialu Stevena Spielberga Niesamowite historie.
I to właśnie niezobowiązujące kino popularne w postaci Kłopotów z facetami okazało się dla niego pożegnaniem z X muzą. Znamienne zresztą, że za takie nagrodzono go też jedynym Oscarem w karierze (Mały romans; 1979). Jak wielu innych mistrzów, Delerue nie miał przy tym szczęścia do podobnych nagród – oprócz Złotego Rycerza odebrał jeszcze tylko trzy, acz przyznane mu pod rząd, Cezary (1979-81). Jednak w tym wypadku to nie laury i zdobyte uznanie, a muzyka sama w sobie stanowi o wielkości danego nazwiska. [Jacek Lubiński]
4. Serge Gainsbourg (1928–1991)
Jeden z najbardziej wszechstronnych artystów dwudziestego wieku. Aktor, reżyser, scenarzysta, piosenkarz. Jako kompozytor poruszał się w rozległym spektrum gatunkowym – od popu i jazzu przez rock and roll, disco i reggae aż po rock progresywny i muzykę elektroniczną. Pisał dla takich artystów jak: Juliette Greco, Françoise Hardy, Petula Clark, Dionne Warwick, Jacques Dutronc, Johnny Hallyday.
W 1963 pracował przy filmie Strip-tease, do którego napisał piosenkę tytułową. Wykonała ją niemiecka piosenkarka Nico, która zagrała główną rolę w tym filmie, ale bardziej znane jest wykonanie Juliette Greco. Hitem była również piosenka Comment te dire adieu w wykonaniu Françoise Hardy (jest to dokonana przez Gainsbourga francuska adaptacja utworu Jacka Golda i Arnolda Golanda It Hurts to Say Goodbye). Często współpracował z kompozytorem Michelem Colombierem, na przykład przy ścieżkach dźwiękowych do filmów Ogrodnik z Argenteuil (1966) i Gdybym był szpiegiem (1967).
Pewnym przełomem w kompozytorskiej karierze Gainsbourga był mało dziś znany dramat Les coeurs verts (1966), z którego pochodzi romantyczny utwór instrumentalny, będący podstawą dla piosenki miłosnej Je t’aime moi non plus. Tekst napisany dla Brigitte Bardot stał się przepustką do sławy dla Jane Birkin, brytyjskiej aktorki i piosenkarki, która została również kochanką kompozytora. W 1976 zagrała też w jego reżyserskim debiucie o takim samym tytule jak wspomniana piosenka. Gainsbourg skomponował muzykę do ponad pięćdziesięciu filmów. Jednym z najlepszych jest prowincjonalny dramat sensacyjny Narkotyk (La Horse, 1970) Pierre’a Granier-Deferre’a z rytmicznym, pełnym napięcia motywem muzycznym.
Dla miłośników francuskiego kina i muzyki filmem szczególnym może być komediodramat Kocham was wszystkich (1980) Claude’a Berriego, ponieważ piosenki francuskiego barda śpiewają w nim Catherine Deneuve i Gérard Depardieu. Niezwykła osobowość kompozytora i jego rozległe zainteresowania sprawiają, że trudno go sklasyfikować, aczkolwiek można znaleźć wspólne elementy w jego twórczości. Lubił prowokować, dlatego często podejmował tematykę erotyczną. Gdy w 1984 nagrał utwór Lemon Incest wraz z 13-letnią córką Charlotte, efekt był tak kontrowersyjny, że oskarżono kompozytora o pedofilię i kazirodztwo. [Mariusz Czernic]
5. Georges Garvarentz (1932–1993)
Syn ormiańskich imigrantów przyszedł na świat w stolicy Grecji, ale wychowywał się od dziecka we Francji. Ojciec był sławnym poetą i muzykiem, syn postanowił więc iść w jego ślady. W 1956 poznał Charlesa Aznavoura, z którym napisał ponad sto piosenek, m.in. Paris au mois d’août z filmu pod takim samym tytułem (1966).
17 września 1965 Aznavour został szwagrem kompozytora. Garvarentz pisał także dla innych, m.in. dla Johnny’ego Hallydaya i jego żony Sylvie Vartan oraz dla grupy rockowej Les Chaussettes Noires (The Black Socks), z którą związany jest również pierwszy film, do którego skomponował muzykę. Tytuł filmu można zapomnieć, ale utwór Daniela jest jak najbardziej godny uwagi. Już na starcie filmowej kariery kompozytor spotkał Denysa de La Patellièra, z którym pracował przez całą dekadę. Zilustrował muzycznie jego dziesięć obrazów z lat sześćdziesiątych, pierwszy był dramat wojenny Taksówką do Tobruku (1961). Z dzieł tego reżysera – pod względem muzycznym – szczególne miejsce zajmują komedie z Jeanem Gabinem Wózek dla wnuka (1965) i Człowiek z tatuażem (1968).
Temperament kompozytora dobrze sprawdzał się w komediach – świetny soundtrack ma choćby farsa muzyczna Szukajcie gitary (1964) z piosenkami Charlesa Aznavoura, albo film nowelowy Les Parisiennes (1962), gdzie z kolei można usłyszeć Johnny’ego Hallydaya i grupę Les Chaussettes Noires. Muzyka ormiańsko-francuskiego artysty dobrze wybrzmiewa w filmach sensacyjnych i kryminalnych, takich jak: Zbrodnia doskonała (1963), Agent o dwóch twarzach (1966), Ktoś za drzwiami (1971), Nie unikniesz przeznaczenia (1972), Zabójcza siła (1976).
Zahaczył też o kino przygodowe, współtworząc piosenki tytułowe do Nowej misji korsarza (1966; o przygodach kapitana Roberta Surcoufa) i Gwiazdy Południa (1969; według powieści Juliusza Verne’a). Niektórzy mogą pamiętać z czasów VHS-ów rumuńsko-francuską superprodukcję Wilhelm Zdobywca (1982) – Garvarentz miał przy niej swój udział. Z ponad stu filmów z jego muzyką warto wspomnieć o westernie Zwycięstwo człowieka zwanego Koniem (1983), z którego pochodzi nostalgiczna piosenka He’s coming back with freedom w wykonaniu Rity Coolidge. [Mariusz Czernic]
6. Maurice Jarre (1924–2009)
„Jeden z gigantów muzyki XX wieku.” – tak o pochodzącym z Lyonu kompozytorze napisało kiedyś „Los Angeles Times”. I faktycznie, ojciec nie mniej słynnego Jean-Michela był za życia czołowym twórcą francuskim, któremu bez większych problemów udało się zabłyszczeć również za oceanem i w rezultacie stać się być może najbardziej rozpoznawalnym w kinie – oraz najłatwiejszym do wymówienia – nazwiskiem „trójkolorowych”.
Wszystko za sprawą epickiego fresku Davida Leana Lawrence z Arabii, za ilustrację do którego Jarre otrzymał zasłużonego Oscara (a w szranki z nim stawali wtedy tacy tytani, jak Elmer Bernstein, Jerry Goldsmith, Franz Waxman i „nasz” Bronisław Kaper). Był to rok 1962, czyli minęła dokładnie dekada od jego debiutu. Przez kolejne czterdzieści lat bogatej kariery Jarre otrzymał jeszcze osiem innych nominacji do Złotego Rycerza i dwukrotnie tryumfował dzięki podobnym filmom, czyli rozbuchanym widowiskom historycznym, obecnie niekwestionowanym arcydziełom gatunku: Doktor Żywago (1965) – tantiemy z którego przekazał później swojej drugiej żonie podczas rozwodu – oraz Podróż do Indii (1984).
I w takim też kinie sprawdzał się najlepiej, do takiego najczęściej otrzymywał angaże (by wymienić tylko: Najdłuższy dzień, Pociąg, Czy Paryż płonie?, Grand Prix, Noc generałów, Mesjasz, Żyd Jakow, Tai-Pan, Lew pustyni, Człowiek, który chciał być królem czy Córka Ryana) – również w telewizji (czego dowodem rewelacyjne seriale Jezus z Nazaretu i Szogun).
Ale nie tylko. Wszak zilustrował on ponad 150 różnych produkcji. Nie stronił od horrorów (Drabina Jakubowa i pamiętne nie tyle ze względu na muzykę Oczy bez twarzy Georgesa Franju, który wprowadził go do pełnego metrażu swą wcześniejszą Głową o mur), westernów (Zawodowcy, Jedzie Villa, El Condor, Sędzia z Teksasu, Samuraj i kowboje), różnego sortu dramatów (Zmierzch bogów Luchino Viscontiego, Ostatni z wielkich Elii Kazana, Szkoła kadetów, Rok niebezpiecznego życia, Wybrzeże Moskitów i Świadek z Harrisonem Fordem, Goryle we mgle, Bez lęku czy w końcu kultowe Stowarzyszenie Umarłych Poetów), thrillerów i kina akcji (Topaz, Firefox, Fatalne zauroczenie, Bez wyjścia), science fiction (Mój własny wróg, Mad Max pod Kopułą Gromu), komedii (Gambit, Ściśle tajne) oraz romansów (Spacer w chmurach).
I to właśnie ten ostatni gatunek przyniósł mu poklask bardziej współczesnej widowni. Uwierz w ducha było mega hitem wczesnych lat 90., i chociaż soundtrack kupowano przede wszystkim dla piosenki The Righteous Brothers (oryginalnie skomponowanej przez Alexa Northa), to i score Jarre’a nie przeszedł bez echa – szczególnie, że zawiera jedną z najpiękniejszych kompozycji jego autorstwa. Zdarzało się przy tym, iż kino popularne odrzucało jego, często ekstrawaganckie przecież, niełatwe do przyswojenia ilustracje.
Tak było w przypadku Koktajlu z Tomem Cruisem, Sztormu Ridleya Scotta czy Dzikiej Rzeki. Generalnie jednak nazwisko Jarre’a zawsze było dla reżyserów i producentów gwarancją jakości. Pomimo dość niezmiennego, łatwego do rozpoznania stylu (wyeksponowane elementy perkusyjne i częste sięganie po instrumenty etniczne, a w późniejszym etapie kariery także eksperymentalna elektronika), cały czas dostawał on więc oferty zwrotne, bo zawsze bezbłędnie potrafił dopasować się do potrzeb i/lub atmosfery filmu.
Tym pierwszym była dla niego dokumentalna krótkometrażówka wspomnianego Franju, Hotel Inwalidów – a tym ostatnim Marzyłam o Afryce z Kim Basinger. Choć zanim na początku obecnego stulecia dopadł go rak, Jarre zilustrował jeszcze telewizyjne Powstanie opowiadające o tytułowym zdarzeniu w warszawskim getcie. Jednakże już znacznie wcześniej maestro zahaczał o Polskę – w Blaszanym bębenku Volkera Schlöndorffa oraz pochodzącym z tego samego, 1979 roku Sztukmistrzu z Lublina. To pisząc w przypadku Jarre’a każda z przytoczonych prac, jak i w sumie wszystkie pozostałe, jest na swój sposób wyjątkowa i magiczna, a przy tym mimowolnie porywa. I pomyśleć, że swą edukację zaczynał nie w szkole muzycznej, a na wydziale… inżynierii. [Jacek Lubiński]
7. Francis Lai (1932-2018)
Urodził się w Nicei osiemdziesiąt pięć lat temu. Po przekroczeniu dwudziestu wiosen życia przeniósł się jednakże do Paryża, gdzie stał się częścią muzycznej sceny w historycznej dzielnicy Montmartre, grywając między innymi na akordeonie. Do świata X muzy wprowadził go Claude Lelouch, którego poznał w połowie lat 60. Napisał mu ilustrację do słynnych Kobiety i mężczyzny, od razu zaliczając prawdziwe wejście smoka.
Film okazał się bowiem olbrzymim sukcesem międzynarodowym i przyniósł kompozytorowi nominację do Złotego Globu. Po takim sukcesie Lai po prostu musiał zostać w kinie na dłużej, choć bardzo szybko został zaszufladkowany jako spec od melodramatów i romansów. I faktycznie coś jest na rzeczy, bo nie tylko oprawił w nuty sequel wspomnianego dzieła, ale też zastąpił na kompozytorskim stołku Pierre’a Bacheleta przy Emmanuelle 2, napisał podkład pod utrzymane w podobnych klimatach Bilitis, a w końcu też, dokładnie pięć lat później, dał światu kolejny hit w postaci Love Story, za które otrzymał nie tylko Złoty Glob, ale i Oscara.
Te dwa tytuły położyły się cieniem na całej karierze maestro, choć bynajmniej jej nie definiują. Ma on wszak na swoim koncie 120 innych prac – a z tych wymienić należy na przykład adaptację Nędzników z Jean-Paulem Belmondo, Mayerling, Żyć aby Żyć (kolejne nominacje do Globów za score i piosenkę), dreszczowiec Pasażer w deszczu (soundtrack do którego doczekał się statusu złotej płyty), western komediowy Królowe Dzikiego Zachodu z Claudią Cardinale i Brigitte Bardot czy też inne produkcje Leloucha, jak kryminalne Szczęśliwego Nowego Roku oraz przygodowego Łobuza.
Z czasem Lai coraz rzadziej realizował się jednak w kinie. Choć ostatnią partyturę napisał jeszcze w 2015 roku – do filmu Un plus une – to był to już tylko jego łabędzi śpiew na tym polu. Ten uznany autor nie narzeka(ł) przy tym na brak zajęć. Wielokrotnie i z powodzeniem udzielał się również w telewizji (w Wielkiej Brytanii sławą cieszyła się kiedyś jego melodia z dokumentalnej serii Panorama) oraz chętnie współpracował z artystami popularnymi, wypełniając swoje resume imponującą liczbą ponad sześciuset piosenek (!). Biorąc to wszystko pod uwagę, można pokusić się zatem o stwierdzenie, że w porównaniu z wieloma swoimi kolegami, Lai pozostaje lekko niedocenionym i mocno niewykorzystanym, acz niezaprzeczalnie wielkim talentem francuskiego kina. [Jacek Lubiński]
8. Michel Legrand (1932)
Mały wyjątek od reguły, gdyż urodzony w Paryżu syn innego uznanego muzyka i dyrygenta – Raymonda Legranda – pozostaje nadal aktywny zawodowo (a ma obecnie 86 lat!). I zarazem jest twórcą płodnym, bo od swojego debiutu w 1955 roku wysmażył ponad 200 prac dla kina i telewizji. Do tego dochodzą też liczne ilustracje teatralne (oraz jedna do gry komputerowej), oprawy do musicali i samoistne, oderwane od ruchomego obrazu kompozycje.
Dość napisać, że już w wieku zaledwie 22 lat, Legrand zanotował olbrzymi sukces swoim pierwszym albumem – I Love Paris – i od tego czasu wydał dziesiątki innych płyt. Na swoim koncie ma aż trzynaście nominacji do Oscara (z czego trzy zamieniły się na statuetki), czternaście do Złotych Globów (jedna wygrana), po trzy nominacje do brytyjskiej BAFTA i rodzimych Cezarów, dwie do Emmy, a także nagrodę Grammy i Tony. O licznych kolaboracjach z wielkimi świata muzyki, nazwiska których można by długo i namiętnie wymieniać, nie wspominając. Warto napisać za to o tym, że, jak mało który kompozytor, Legrand ma za sobą także udane kroki za kamerą – w 1989 roku wyreżyserował Pięć dni czerwca.
Trudno przy tym wskazać tę jedną jedyną pracę lub chociażby kilka, które definiowałyby jednoznacznie styl artysty lub podsumowywały jakoś jego wkład dla X muzy. Jak na reprezentanta Francuskiej Nowej Fali przystało, Legrand mocno naznacza swoje dzieła jazzem – w czym pomaga mu także to, że jest znakomitym pianistą. Naleciałości tego gatunku oraz skłonność do częstych eksperymentów z brzmieniem oraz instrumentarium słyszalne są niemal w każdym soundtracku, który wyszedł spod jego ręki. Zasłynął zatem jako mocno innowacyjny twórca, a sławę przyniosły mu takie tytuły, jak Kobieta jest kobietą, Lola, Parasolki z Cherbourga czy Panienki z Rochefort. Na rynku amerykańskim uznanie zyskał natomiast przede wszystkim dzięki trzem oscarowym produkcjom, czyli oryginalnej Aferze Thomasa Crowna, do której stworzył niezapomniany przebój The Windmills of Your Mind i odebrał zań swojego pierwszego Złotego Rycerza; Lato roku 1942 i Yentl. Ciekawe, że ten ostatni film, w którym Barbra Streisand przebiera się za mężczyznę, prócz nagrody Akademii zaowocował jednocześnie nominacją do… Złotej Maliny.
Chinka, Siedem grzechów głównych, Posłaniec, Sweet November i Basen z 1968 roku, dwa lata starsza adaptacja Wichrowych wzgórz, Trzej muszkieterowie w wersji z 1973 roku i ostatnia produkcja Orsona Wellsa, F jak fałszerstwo – to kolejne znane filmy, które nad wyraz solidnie oprawił swoimi nutami. Kinomanom nie trzeba przybliżać specjalnie również produkcji pokroju Stacji arktycznej „Zebra”, Le Mans i Łowcy, gdzie ponownie zjednoczył się ze Stevem McQueenem, Atlantic City Louisa Malle’a czy Pret-a-Porter Roberta Altmana, jedynego nieoficjalnego Bonda, czyli Nigdy nie mów nigdy, a w końcu także Zakochanego Paryża.
Gdzieś wśród nich znajdziemy jeszcze takie perełki jak niedoceniony romans Clinta Eastwooda Breezy, Casanovę z Richardem Chamberlainem, komedię Gliniarze i złodzieje z 1973 roku, wojenną Obronę zamku Sydneya Pollacka, Ode to Billy Joe oraz Dingo, do którego muzykę współtworzył wraz z grającym tam Milesem Davisem. A to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej. Być może w tym wszystkim największą estymą cieszy się jednak podkład oraz piosenka do popularnego, także i u nas, serialu Było sobie życie. Legrand maczał zresztą palce przy wszystkich siedmiu odsłonach tej animowanej serii, co z pewnością zapewniło mu nieśmiertelność w oczach młodszej widowni. [Jacek Lubiński]
https://www.youtube.com/watch?v=IrBQii4P3vc
9. François de Roubaix (1939–1975)
Miłośnik jazzu i muzyczny samouk. Jego ojciec, Paul de Roubaix, był producentem i reżyserem. Realizował głównie krótkie filmy dokumentalne, a w 1964 dostał Oscara jako producent krótkometrażowego filmu aktorskiego La Rivière du hibou (1962, na podst. opowiadania Ambrose’a Bierce’a). Reżyserem był Robert Enrico, z którym François de Roubaix rozumiał się najlepiej i do jego dzieł tworzył muzykę najczęściej.
Najciekawsze z tych produkcji łączą także nazwiska Lino Ventury i/lub pisarza José Giovanniego: Twardzi ludzie (1965), Łowcy przygód (1967), Człowiek w pięknym krawacie (1968), Bulwar rumu (1971). Gdy Giovanni reżyserował, zabiegał o współpracę z tym artystą i Roubaix także dla niego tworzył nastrojową oprawę muzyczną. Zyskały na tym między innymi dwa filmy z Lino Venturą: Drapieżca (Le Rapace, 1968) i Ostatni adres zamieszkania (Dernier domicile connu, 1970). Najbardziej znanym dziełem, do którego skomponował muzykę jest Samuraj (1967) Jean-Pierre’a Melville’a, choć akurat strona muzyczna rzadko jest wymieniana wśród najmocniejszych atutów.
Zadziwiająca jest jego aktywność – około 90 soundtracków w ciągu 10 lat. Tak jakby przeczuwał, że życie może zakończyć się zbyt szybko, dlatego nie ma czasu na odpoczynek. Przeczucie go nie myliło – zmarł w wieku 36 lat. Zabiła go jego druga (po muzyce) pasja – nurkowanie. Na Teneryfie zszedł do podwodnej jaskini, gdzie utonął. Wspomniany wyżej ojciec przeżył syna o 29 lat. Po młodym kompozytorze pozostała obszerna dyskografia, w której zaskakująco wiele jest dzieł wysokiej klasy. Zróżnicowany charakter jego prac wyraźnie widać dzięki różnorodności gatunkowej filmów. Kryminały z Alainem Delonem Żegnaj, przyjacielu (1968) i Jeff (1969), komedia muzyczna z Louisem de Funès Człowiek orkiestra (1970), belgijski horror wampiryczny Dzieci nocy (1971), dramat wojenny R.
A.S. (1973), czarna komedia Wendeta (Les grands moyens, 1975). Okrutną ironią losu jest fakt, że takiego wybitnego twórcę wyróżniono prestiżowymi nagrodami dopiero po śmierci. Otrzymał dwa pośmiertne Cezary – jednego za muzykę do filmu o zemście Stara strzelba (1975, reż. Robert Enrico), drugiego za… realizację filmu krótkometrażowego. [Mariusz Czernic]
10. Philippe Sarde (1948)
Dzięki matce, śpiewaczce operowej, od dziecka zafascynowany był muzyką. O kierunku jego kariery zadecydowało spotkanie z reżyserem Claude’em Sautetem – Okruchy życia (1970) to początek jego długiej drogi twórczej. Tworzy do dziś, mogąc się pochwalić bardzo długą listą dokonań (ponad 200 pozycji). Okazał się twórcą bardzo elastycznym, dlatego wielu reżyserów chciało z nim pracować wielokrotnie.
Oprócz Sauteta komponował więc dla Pierre’a Granier-Deferre’a (Wdowa Couderc – 1971), Marca Ferreriego (Wielkie żarcie – 1973), Bertranda Taverniera (Zegarmistrz od Świętego Pawła – 1974), Jacquesa Doillona (Worek pełen kul – 1975), André Téchiné (Barok – 1976), Yvesa Boisseta (Sędzia Fayard zwany Szeryfem – 1977), Jacquesa Rouffio (Violette & François – 1977), Georgesa Lautnera (Śmierć człowieka skorumpowanego – 1977). Ważnym dziełem jest Lancelot z jeziora (1974) Roberta Bressona, gdyż motyw muzyczny z niego został użyty w innych filmach (Szok – 1982; Na ostrzu szpady – 1997).
Przy każdym filmie szukał unikalnego podejścia, nawet gdy pracował w obrębie jednego gatunku. Zawsze starał się, by jego muzyka nie wychodziła na pierwszy plan, pozostając cichym towarzyszem obrazu, subtelnie kreując nastrój. Trzykrotnie pracował z Romanem Polańskim i często te kompozycje uważa się za najdoskonalsze w karierze kompozytora. Może jedynie muzyka z Piratów (1986) nie jest doceniana, podobnie jak sam film, ale Lokator (1976) i Tess (1979) mają bezdyskusyjnie świetne soundtracki. Zresztą za Tess kompozytor otrzymał jedyną w karierze nominację do Oscara. Miła dla ucha jest nostalgiczna melodia z poruszającego dramatu José Giovanniego Dwaj ludzie z miasta (1973). Myślę, że warto wyróżnić też Upiorną opowieść (1981) Johna Irvina, gdyż jest to bodaj jedyny horror, przy którym pracował, ale na pewno nie jedyne mroczne nuty, jakie skomponował. Bo równie ponura jest ścieżka dźwiękowa z Walki o ogień (1981) Jean-Jacquesa Annauda.
Jego specjalnością były liryczne, sentymentalne brzmienia, takie jak na przykład w dramacie obyczajowym Hellé (1972) Rogera Vadima i dogłębnie poruszającym Niedźwiadku (1988) J.J. Annauda. [Mariusz Czernic]
