Connect with us

Publicystyka filmowa

GEJE TACY JAK MY. Co dalej z kinem LGBT?

W filmie GEJE TACY JAK MY odkrywamy, jak kino LGBT staje się narzędziem walki z uprzedzeniami i stereotypami, zmieniając oblicze kultury.

Published

on

GEJE TACY JAK MY. Co dalej z kinem LGBT?

Ludzie boją się tego, czego nie znają. Boją się tego, czego nie rozumieją, co przeczy ich pojęciu „normalności”. Odrzucają to, co nie wpasowuje się w ich wizję świata. I trudno ich za to winić, tym bardziej jeśli pewne elementy rzeczywistości od dziesiątek, a nawet i setek lat były postrzegane jako nienaturalne, inne, nieakceptowane, także przez religie. To, co dominowało w kulturze pięćdziesiąt czy nawet dwieście lat temu, w mniejszym lub większym stopniu potrafiło przetrwać do naszych czasów, zwłaszcza gdy na forum publicznym nie robiło się niczego, by zmienić krzywdzące niedociągnięcia, stereotypy i ograniczenia.

Advertisement

Film jako sztuka, która od swojego zarania nierozerwalnie związana jest ze społecznymi mitami, potrzebami, lękami i poglądami, na podstawowym poziomie zawsze podążał za oczekiwaniami widowni co do utrzymywania, względnie przywracania status quo. Nawet gdy podejmował tematy trudne, starał się pokazywać je, nomen omen, jako problemy, które albo należy rozwiązać, albo zlikwidować.

Filmowcy nie raz i nie dwa starali się niejako edukować widownię w sprawach, w których ta nie miała specjalnego rozeznania czy też takich, których bała się lub nie chciała podejmować. Społeczne tabu towarzyszą nam w zasadzie od początków świata, ale niektóre wymagają upublicznienia, pozbawienia łatki tematów zakazanych, by w końcu móc przejść do najtrudniejszego etapu — nauki akceptacji albo przynajmniej tolerancji. Nie wszystko oczywiście powinno zostać przyjęte ze społeczną aprobatą. Istnieją tematy drażliwe, które powinny utrzymać swoje granice; ich status nie jest zdeterminowany przez kulturowe uprzedzenia, lecz zwyczajną społeczną czy wręcz ludzką moralność.

Advertisement

Nie wszystko powinno być tolerowane, bo też nie wszystko jest de facto nieszkodliwe. Tym niemniej, człowiek to istota słaba, bojaźliwa, a przede wszystkim niezwykle oporna. I to pomimo faktu, że żyjemy w XXI wieku i mamy za sobą wiele strasznych wydarzeń, przykładów nietolerancji i zezwierzęcenia. Dlatego filmowcy usilnie starają się przekonać nas, że pewne rzeczy, które mogą wydać się nam niezrozumiałe lub trudne do zaakceptowania, w istocie nie są dla nas szkodliwe. Wręcz przeciwnie, to nasze awersje miewają destrukcyjny wpływ.

Dlatego też do takiego tematu jak homoseksualizm kino współczesne podchodziło ostrożnie. W historii bywało różnie, także zależnie od środowiska, ale w dobie nowoczesnej globalizacji, światowej komunikacji i unifikacji kulturowej możliwym stało się przejście do odważniejszej i potencjalnie skuteczniejszej walki z uprzedzeniami i homofobią. Naturalnym wydaje się, że przez wiele lat kino tzw. głównego nurtu, które chciało przebić się przez ewentualną niechęć widzów obrało drogę „filmów o wykluczeniu”, czego sztandarowymi przykładami pozostają takie dzieła jak Tajemnica Brokeback Mountain i Filadelfia. Geje to w takim kinie nie tylko ludzie ulegający społecznemu ostracyzmowi czy nawet wrogości. To również, co znamienne, bohaterowie nieakceptujący sami siebie, rozdarci wewnętrznie i często znajdujący się na skraju kryzysu tożsamości. Wszystko to wywołane presją społeczną, narracją zorientowaną na szykanowanie mniejszości seksualnych oraz ograniczeniem tych, którzy życzą wszystkiego, co najgorsze mężczyznom, którym podobają się inni mężczyźni, a także kobietom, które pociągają kobiety.

Advertisement

A nie, zaraz, lesbijki są w porządku. To właśnie ciekawa (wyjątkowo nieadekwatne słowo) sytuacja, bo homoseksualizm wśród pań jest znacznie bardziej pozytywnie odbierany przez widzów, a filmy o lesbijkach nie spotykają się z takimi ilościami jadu, jak te o gejach. Dlaczego? Wydaje się, że największe skłonności do homofobii mają mężczyźni, a przynajmniej to ich głos słychać najdonośniej. W końcu gej w najbardziej stereotypowym pojęciu jest kompletnym przeciwieństwem męskości, a do osiągnięcia tejże zmierzają „prawdziwi samce alfa”. Tymczasem dwie kobiety okazujące sobie uczucie na ekranie, zwłaszcza w aspekcie czysto fizycznym to dla takiego prostego widza podwójna wzrokowa przyjemność — nie ma zaprzeczenia męskości, jest za to obiekt pożądania razy dwa (nikt nie zwraca uwagi na romans w Atomic Blonde — gdyby jednak zamiast Charlize Theron i Sofii Boutelli wystąpili, dajmy na to, Keanu Reeves i Nicholas Hoult?). To jednak wyłącznie moje domniemywania i obserwacje; nie jest to tekst naukowy z dziedziny socjologii.

W obliczu rosnącej akceptacji dla homoseksualizmu w społeczeństwie globalnym, coraz większej świadomości ludzi i nieco szerszych ich horyzontach, naturalnym zdaje się fakt, iż kino również zwróci się w kierunku bardziej naturalnego ukazywania relacji gejów, lesbijek lub biseksualistów. Pozbawi takie związki pierwiastka wyparcia i strachu, a także oderwie się od stereotypów osobowych. Tak się w istocie dzieje, choć trzeba przyznać, że wyraźnie powoli.

Advertisement

To rozwiązanie słuszne, bo przyzwyczajanie ludzi do „inności” powinno przebiegać stopniowo, najlepiej dość niezauważenie. Temat homoseksualizmu sytuował się przez wiele lat gdzieś na uboczu, zwykle dotycząc wątków drugoplanowych, choć nadal możliwych do dostrzeżenia przez widza. Po dziś dzień stosuje się właśnie takie rozwiązanie: wprowadzenie bohatera, którego orientacja jest zasygnalizowana — i tyle. Bez drążenia, podkreślania. Rozwiązanie to doskonałe, co widać po nielicznych czy nawet nieobecnych głosach sprzeciwu w stosunku do niektórych filmów. Za przykłady mogą posłużyć Sulu (John Cho) w Star Trek: W nieznane  czy Wallace (Kieran Culkin) w Scotcie Pilgrimie kontra świat. Postać współlokatora-geja pojawia się też w Mięsie, w którym dopatrzeć można się całościowej metafory seksualnego zagubienia Justine. Podobnie w Brudnych pieniądzach Wachowskich, gdzie protagonistki są lesbijkami, ale główna intryga fabularna nie jest z tym faktem powiązana w żaden sposób.

Pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku reżyserzy, zauważając trend uświadamiający w kinie LGBT, zwróciło się w kierunku bardziej widocznego obrazowania homoseksualizmu, skupionego na zupełnie neutralnym podejściu do tej kwestii.

Advertisement

Bardzo ciekawie w tym kontekście prezentują się zwłaszcza dwa filmy: Samotny mężczyzna oraz Debiutanci. Gejami w tych utworach są bowiem dojrzali mężczyźni, którzy ukształtowanie swej tożsamości mają już raczej za sobą. W pierwszym z wymienionych dzieł bohater to nauczyciel akademicki, George (Colin Firth), który po bolesnej stracie partnera zakochuje się w studencie. Natomiast w Debiutantach swoją orientację ujawnia ojciec głównego bohatera, Hal (Christopher Plummer), po czym zaczyna żyć pełnią życia.

Obaj mężczyźni nie prowadzili życia zgodnego z własną naturą nie ze względu na zaszczucie czy zaprzeczenie. Powodem tego były odpowiednio: samotność i tęsknota (George) oraz pragmatyzm (Hal). Powody, które od szczęścia powstrzymują również hetero.

Advertisement

Wiele filmów odnalazło sposób na organiczne wkomponowanie w swoje konstrukcje wątku homo- lub biseksualizmu. Jest nim odwoływanie się do poetyki coming-of-age, dzięki której orientację seksualną przedstawia się jako jeden z elementów, które młody człowiek musi w sobie odkryć i zaakceptować. W końcu ten okres w życiu odpowiada za wykształcenie własnej tożsamości, na którą, poza postawieniem sobie celów życiowych czy krystalizacją światopoglądu, składa się też poznanie własnej seksualności.

Nie ma znaczenia, czy jest ona heteroseksualna, czy nie. Dzięki temu nieheteronormatywność funkcjonuje tu na prawach jednej z konstytuant osobowości. W taką poetykę celuje wiele filmów. Nieco mniej znanym przykładem jest brazylijski W jego oczach. Główny bohater, Leo wkracza w dorosłość niepewnym krokiem, również dlatego, że jest niewidomy. Chłopak nie tylko czuje się ubezwłasnowolniony przez rodziców i traktowany z dystansem przez rówieśników, lecz także z powodu przeżywanej pierwszej miłości do nowego kolegi z klasy. W jego oczach pokazuje miłość gejowską w sposób typowy dla pierwszych zauroczeń z klasycznych utworów o dojrzewaniu, bez sugerowania, że orientacja protagonisty robi jakąkolwiek różnicę Z trudnościami wieku dorastania zmaga się też Chiron, główny bohater oscarowego Moonlight. W filmie Barry’ego Jenkinsa da się dostrzec wątpliwości odnośnie seksualności, ale są one wpisane w temat ogólnej niepewności co do własnej osoby oraz swojego miejsca w społeczeństwie. Chiron zyskuje samoidentyfikację, której orientacja jest jedną ze składowych. Podobnie do obu tych dzieł wypadają zeszłoroczne Tamte dni, tamte noce. Arcydzieło kina LGBT pokazuje właśnie miłość jako taką, emocjonalny wulkan zauroczenia i niepewności, a także poszukiwanie siebie.

Advertisement

Związek Elio i starszego od niego Olivera korzysta z konwencji tzw. wakacyjnego romansu i wydobywa z niej wszystko, co się da: ogień uczuć, poczucie letniej beztroski i młodzieńcze odkrywanie świata. Nawet duński thriller, Thelma, choć silnie osadzony w poetyce paranormalnej, w dużej mierze opowiada o poznawaniu siebie i wyzwalaniu z oków ograniczeń wpojonych przez rodziców. Jedną z dotąd nieznanych bohaterce rzeczy, których się boi, jest miłość. A że obiektem westchnień jest koleżanka ze studiów, a nie kolega? To bez znaczenia.

Kolejne filmy coming-of-age poruszające kwestię homoseksualizmu jako elementu konstruowania tożsamości stanowią dobry kierunek dla kina. Jednakże nadal istnieje potrzeba tworzenia dzieł, w których miłość LGBT wpisana zostaje w dojrzałe związki dorosłych ludzi, czyli podążanie tropem Samotnego mężczyzny czy Debiutantów. Choć takie podejście wciąż wydaje się niezbyt pewne, filmy je realizujące okazują się wyjątkowo dojrzałe.

Advertisement

Warta zauważenia jest zwłaszcza Służąca Chan-wook Parka, będąca nie tylko szczytowym osiągnięciem kina erotycznego, lecz także dziełem wielkim w ogóle. W kontekście tego tekstu może to wydać się zaskakujące, bowiem miłość lesbijska jest w filmie koreańskiego mistrza szalenie istotna. Park w najdoskonalszy możliwy sposób wprowadza atmosferę erotycznego napięcia i pożądania za pomocą licznych zbliżeń, operowania długimi ujęciami oraz wzorowego prowadzenia aktorek. Dzięki warstwowej i doskonale poprowadzonej intrydze, pełnej wielkich zwrotów akcji, tworzy nie tylko świetny thriller, lecz także — a może przede wszystkim — film o pożądaniu.

Miłość bohaterek jest rdzeniem całego dzieła, ale dzięki napięciu seksualnemu, którym przesiąknięta jest Służąca związek homoseksualny pozostaje fundamentem dzieła o bardziej uniwersalnym wydźwięku. W pewnym sensie paralelnym, choć kompletnie odmiennym jest chyba najdoskonalszy przykład dojrzałego, obyczajowego kina LGBT, Miłość jest zagadką. Podobnie jak w przypadku filmu Parka, homoseksualizm jest tu podbudową pod utwór o czymś tak prozaicznym, a jednocześnie niezmiernie ważnym jak rodzina. Uczucie Bena i George’a (Alfred Molina i John Lithgow) funkcjonuje na tych samych prawach co miłość żony do męża, matki do syna czy chłopca do koleżanki.

Advertisement

Całość to sprawnie funkcjonujący organizm, a Ira Sachs traktuje każdego ze swoich bohaterów z jednakową sympatią i uwagą. Równie naturalnie o miłości (właśnie o miłości w ogóle!) opowiada przeoczona perła kina brytyjskiego, Piękny kraj, będąca melodramatem w pełnym tego słowa znaczeniu, w której przedstawianie romansu dwóch gejów korzysta z konwencji typowych dla „filmów hetero”.

Jaką drogą powinno podążać kino jeśli chodzi o podejmowanie tematu homoseksualizmu? Ważne jest to, że reżyserzy coraz śmielej odchodzą od poetyki martyrologicznej na rzecz opowiadania mniej lub bardziej standardowych historii, w których bohaterami są zwyczajni ludzie. Orientacja tychże nie ma specjalnego znaczenia. Może wkrótce zaczną pojawiać się częściej także w gatunkach innych niż szeroko pojęte kino obyczajowe. Mimo wszystko istotne jest jednak, by nie przesadzić. Takie filmy jak Miłość jest zagadką czy Samotny mężczyzna muszą powstawać, a postaci jak Hikaru Sulu muszą się pojawiać, ale nie wolno przegiąć w drugą stronę. Jako społeczeństwo mające swoje wady i słabości nie jesteśmy gotowi na szybkie oswajanie się z tym, co uważamy za inne, czasem trudne do przyjęcia. Nawet jeśli tym innym jest drugi człowiek.

Advertisement

W kinie szuka przede wszystkim kreatywności, wieloznaczności i autentycznych emocji, oglądając praktycznie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Darzy szczególną sympatią filmy irańskie, science fiction i te, które mówią coś więcej o człowieku. Poza filmami poświęca czas na inną, mniej docenioną sztukę gier wideo, szuka fascynujących książek, ogląda piłkę nożną, nie wyrasta z miłości do paleontologii i zastanawia się, dlaczego świat jest tak dziwny. Próbuje wprowadzać do swojego życia szczyptę ekologii, garść filozofii i jeszcze więcej psychologii.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *