Publicystyka filmowa
Dziesięć najlepszych ról GARY’EGO OLDMANA
GARY OLDMAN oczarowuje w swoich dziesięciu najlepszych rolach, od przerażających czarnych charakterów po majestatycznych liderów.
Kto by pomyślał, że wykrzyczenie zaledwie jednego słowa może przyczynić się do stworzenia jednego z najbardziej przerażających złoczyńców w dziejach kina. To dzięki mrożącemu krew w żyłach „Everyone!!!” Norman Stansfield z Leona zawodowca (1994) wszedł do swoistego panteonu czarnych charakterów, ale przecież cała kreacja Gary’ego Leonarda Oldmana to prawdziwy majstersztyk.
Świętujący dziś 60. urodziny Brytyjczyk dosłownie przed chwilą odebrał zasłużonego nagrodę Akademii za rolę Winstona Churchilla w Czasie mroku, wykasowując swoje nazwisko z listy zatytułowanej „Najlepsi aktorzy bez Oscara”, na której zajmował prominentne miejsce od wielu lat. W minionym sezonie nagród zbierał najwyższe laury od wszystkich najważniejszych gremiów, w pokonanym polu zostawiając nie byle kogo – trzykrotnego zdobywcę Oscara, swojego rodaka Daniela Day-Lewisa.
Urodzony 21 marca 1958 roku w londyńskim New Cross aktor o mały włos nie odrzucił roli sir Winstona, obawiając się kulturowego ciężaru, z jakim wiąże się odtwarzanie postaci jednego z największych Brytyjczyków w historii. Dziś praprawnuk Churchilla nazywa Gary’ego dziadkiem, a pozostali potomkowie wodza – siedemnaścioro odwiedziło plan filmu, zaś na londyńskiej premierze stawili się w sile 26 osób – z ogromnym podziwem przyjęli kreację Oldmana. Kto wie, czy dla skromnego aktora właśnie nie owa akceptacja rodziny Churchilla okazała się ważniejsza od wszystkich trofeów, które przyszły potem.
Pochodzący z południowo-wschodniej części Londynu laureat Oscara (przyznaję, miło jest wreszcie to napisać!) to bowiem niezwykły przykład brytyjskiej powściągliwości i taktu – wystarczy obejrzeć jakikolwiek wywiad z Oldmanem, by przekonać się, że ten wulkan aktorskiej energii w rzeczywistości jest dystyngowanym, choć niestroniącym od żartów dżentelmenem. Oglądanie go w rzeczywistym wcieleniu jest nie mniejszą przyjemnością niż podziwianie jego aktorskich wcieleń, a tych – od 1982 roku, kiedy to zadebiutował w Remembrance Colina Gregga – stworzył ponad siedemdziesiąt.
Trudno o aktora, który wykreowałby na ekranie więcej kultowych postaci niż Oldman. Dracula, Ludwig van Beethoven, Dylan Thomas, Elvis czy sam Diabeł – to tylko niektóre spośród legendarnych kreacji Gary’ego, a przecież to jedynie wierzchołek aktorskiej góry lodowej. W trakcie trwającej już 35 lat kariery Oldman wcielał się zarówno w pozytywnych, jak i (znacznie częściej) negatywnych bohaterów. Ten dobroduszny dżentelmen jak nikt inny potrafi stłumić swoje nienaganne wychowanie i wydobyć z siebie najgorszego bydlaka – takiego, który potrafi zabić za krzywe spojrzenie. Na przygotowanej poniżej liście najlepszych ról Gary’ego znajdziecie kilku takich typków, ale na szczęście jest na niej także paru innych, bardziej sympatycznych jegomościów.
TOP 10 RÓL GARY’EGO OLDMANA (KOLEJNOŚĆ LOSOWA)
Norman Stansfield (Leon zawodowiec)
Nie bez przyczyny postać skorumpowanego, zepsutego agenta DEA to jedna z najczęściej przywoływanych i najlepiej ocenianych ról Oldmana. Do dziś pamiętam to uczucie, gdy jako szczeniak czułem ciarki na plecach, gdy tylko Norman Stansfield pojawiał się na ekranie – nieważne, czy pociągał za spust, czy odpalał papierosa. Leon zawodowiec to aktorskie tour de force i absolutna perła w dorobku Oldmana.
Carnegie (Księga ocalenia)
Niby nic takiego, niby rola jakich wiele, ale postać Carnegiego w filmie braci Hughes to przykład niezwykle stylowego złoczyńcy. W Księdze ocalenia Oldman gra opętanego żądzą władzy, samozwańczego „burmistrza” postnuklearnego miasta, do którego trafia główny bohater.
Carnegie to bardziej tradycyjny czarny charakter (także pod względem wizualnym), ale charyzma Gary’ego wystarcza do tego, by stworzyć postać budzącego grozę przywódcy, zdolnego do wszystkiego, byle tylko osiągnąć cel. Znakomita rola w niedocenionym filmie.
Sid Vicious (Sid i Nancy)
Ponoć Oldman dwukrotnie odrzucił tytułową rolę w filmie Alexa Coxa ze względu na absolutny brak zainteresowania nie tylko postacią Sida Viciousa, ale muzyką punkową w ogóle.
Przekonały go ponoć naciski agenta i wysokie honorarium. Było warto – rola lidera Sex Pistols jest jedną z najdzikszych w dorobku Oldmana, a Sid i Nancy ma dziś status dzieła kultowego. I choć to Chloe Webb, wcielająca się w Nancy Spungen, autodestrukcyjną dziewczynę Viciousa, zgarnęła więcej aktorskich laurów za swój występ, nie sposób nie docenić totalnej brawury Oldmana. Wykreowanie takiej postaci w okresie, gdy – jak sam twierdzi – uważał teatr za znacznie wartościowszy rodzaj sztuki, wymagało prawdziwej aktorskiej odwagi i elastyczności.
George Smiley (Szpieg)
Jeden z głównych bohaterów Szpiega Tomasa Alfredsona to dystyngowany, piekielnie inteligentny dżentelmen, będący prawą ręką szefa brytyjskiego wywiadu. W tym niezwykle precyzyjnie zaadaptowanym thrillerze szpiegowskim Oldman wydaje się najwytrawniejszym graczem – Smiley rozszyfrowuje zakonspirowaną od dłuższego czasu intrygę, jednocześnie zachowując najwyższe standardy pracy śledczej.
Wspaniale wykreowana postać, inspirowana postacią Johna le Carré’a, autora literackiego pierwowzoru filmu, przyniosła Oldmanowi pierwszą nominację do Oscara i nagrody BAFTA oraz szereg innych wyróżnień. Całkowicie zasłużenie.
Drexl Spivey (Prawdziwy romans)
Kto nie widział Oldmana w roli Drexla, ten nie widział w kinie niczego. Gary jako wyglądający i brzmiący jak rastafarianin niebezpieczny alfons to jeden z najmocniejszych elementów Prawdziwego romansu.
Ktoś taki mógł powstać jedynie w wyobraźni Quentina Tarantino, który napisał scenariusz do filmu Tony’ego Scotta, a Oldman po prostu kradnie ten film! Mając mniej niż 10 minut czasu ekranowego, Gary stworzył postać, która zostaje w pamięci na długo po seansie. Szkoda, że nie dane nam było oglądać Drexla nieco dłużej.
Jean-Baptiste Emanuel Zorg (Piąty element)
Dzięki Lucowi Bessonowi Oldman dopisał do swojego dorobku dwie kultowe role – po Leonie zawodowcu i Normanie Stansfieldzie zagrał Zorga, kolejnego niebezpiecznego krejzola, który był głównym antagonistą Piątego elementu.
Choć rzecz dzieje się w kompletnie nierealnym wszechświecie z przyszłości, Gary mówi tu z niemal teksańskim akcentem, a dysponujący absurdalnym fizys Zorg (te zęby! ta fryzura!) przypomina kogoś w rodzaju niezrównoważonego, morderczego chomika – małego, ale zabójczego. Oldman wykreował niezwykle barwną postać, co w tak kolorowo-kwasowym filmie stanowi nie lada osiągnięcie.
Hrabia Dracula (Dracula)
„I have crossed oceans of time to find you” – której z pań nie przeszedł dreszcz na dźwięk wypowiadanych przez hrabiego Draculę słów? Oldman jest tu kwintesencją aktorskiego stylu i wysmakowania, bez względu na to, czy wciela się w najmłodsze czy najstarsze wcielenie słynnego wampira.
Ponoć Francis Ford Coppola prosił Gary’ego, by ten rozmawiał uwodzicielsko ze swoimi ekranowymi partnerkami także w przerwach między scenami, aby w ujęciach miłosnych uniesień wszystko wyglądało autentycznie. Pomogło – Dracula to z pewnością najseksowniejsze filmowe wydanie legendarnego krwiopijcy. Wielkie kino z wybitną rolą – szkoda, że niewystarczająco docenioną.
Wielebny Arthur Dimmesdale (Szkarłatna litera)
O ile sama adaptacja powieści Nathaniela Hawthorne’a w reżyserii Rolanda Joffégo spotkała się z niemal wyłącznie negatywnymi recenzjami i raczej nie przetrwała próby czasu, o tyle rola Oldmana to czyste złoto. Pasja, z jaką przemawia z ambony wielebny Dimmesdale, kłóci się z grzechem, którego się dopuszcza, ale Gary z wielkim wyczuciem portretuje moralne rozterki pastora.
Niestety, pomiędzy Oldmanem i Demi Moore zabrakło aktorskiej chemii, przez co i jego kreacja, a w efekcie cały film, mocno na tym ucierpiała.
Winston Churchill (Czas mroku)
Gary Oldman dokonał rzeczy wręcz niemożliwej – wcielając się w Winstona Churchilla niezwykle przekonująco, pozostał sobą. Nie wsiąkł w tę postać zupełnie; czujemy jego charakterystyczne manieryzmy, a jego spojrzenie – czasem smutne, czasem melancholijne – przebija spod pieczołowicie przygotowanej charakteryzacji.
Trudno nam, współczesnym, ocenić wiarygodność kreacji Oldmana, ale ja właśnie tak widzę Churchilla – jako trochę bezczelnego, nieco grubiańskiego starszego pana, który skrywał w sobie nieskończoną miksturę dobra, odwagi i mądrości i w odpowiednim momencie potrafił je wykorzystać. Oscar dla Oldmana był jedynym słusznym wyborem Akademii w kategorii aktora pierwszoplanowego i nawet jeśli nie jest to absolutnie najlepsza rola Gary’ego (czy można w ogóle wybrać tę jedną, najlepszą?), ale z pewnością należy do najwybitniejszych jego kreacji.
Richard Crosby (Przyjaciele)
Ok, to może być jedynie zaślepienie wiernego fana serialu, ale postać Richarda Crosby’ego to jeden z najlepszych gościnnych występów w historii najlepszego sitcomu świata.
Pojawia się tu i przytyk do samego siebie (Crosby’emu trzykrotnie Oscar przeszedł przed nosem; w 2001 roku Oldman nie miał nawet nominacji!), i delikatne obśmianie brytyjskiej maniery aktorskiej (nawiązanie do „zaplutej” dykcji). Nadużywający alkoholu Crosby to niesamowicie zabawna postać, a Gary z łatwością dołączył do grona gwiazd, które doskonale odnalazły się w świecie Przyjaciół.
BLISKO TOP 10
Bodyguard Zawodowiec – bo Vladimir Dukhovich to jedyny powód, dla którego można zobaczyć ten film.
Spluwy, dziewczyny i poker – Gary ponownie spotyka się na planie z Christianem Slaterem i gra tutaj naśladowcę Elvisa. Czy trzeba dodawać coś jeszcze?
Ale jazda – Oldman wciela się w jegomościa, który spełnia życzenia. Bardzo przyjemna, trochę zapomniana komedia z Garym w roli dżina.
Powyższe zestawienie to skrajnie subiektywny dobór najlepszych ról Gary’ego Oldmana: nie oglądałem żadnej części Harry’ego Pottera, role w Batmanach Nolana to raczej solidne rzemiosło niż wybitne aktorstwo, a Rosencrantz i Guildenstern nie żyją oglądałem dawno i niezbyt uważnie.
A jak wyglądałoby wasze top 10 ról Gary’ego Oldmana?
