Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE CZARNE CHARAKTERY. Wyniki plebiscytu

14. Amon Goeth

Lista Schindlera, 1993, reż. Steven Spielberg

Kiedy ocalała z KL Plaszow Mila Pfefferberg po raz pierwszy zobaczyła Ralpha Fiennesa na planie Listy Schindlera, jej ciało opanowały nagłe, całkowicie niepohamowane wstrząsy. Tak bardzo bowiem, mimo braku uderzającego podobieństwa fizycznego, sławny brytyjski aktor przypomniał jej prawdziwego Amona Goetha, przerażającego komendanta obozu w Płaszowie. Wykreowana w filmie Stevena Spielberga postać to wielki tryumf precyzyjnie napisanego scenariusza i mistrzowskiej interpretacji Fiennesa. Artyści odnajdują w potworze człowieka, w niczym nie ujmując przy tym jego potworności. Goeth w Liście to antybohater zarazem upiorny, niczym zjawa ze złego snu, jak i namacalnie niemal realistyczny. Pozostając możliwie jak najbliżej faktograficznego tła wydarzeń, Spielberg ukazał psychopatę w jego codzienności, w codzienności koleżeńskich rozmów i suto zakrapianych zabaw z pięknymi kobietami, codzienności obejmującej również zabijanie na masową skalę. To niezwykle sugestywny obraz człowieka amoralnego, który wykorzystuje warunki wojny, zasłania się wypaczoną ideologią, by móc realizować swe mordercze instynkty. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł lepiej sportretować patologię myślenia i odczuwania tego bohatera, niż uczynił to Ralph Fiennes w pamiętnej scenie, w której najpierw intensywnie podziwia, a później w bezlitośnie bije swą piękną żydowską służącą, Helen Hirsch. To doskonałe filmowe ucieleśnienie absurdu nazistowskiego zła. [Przemysław Brudzyński]

13. Skaza

Król Lew, 1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers

Zawiść wobec Mufasy z czasem wyczyściła Skazę z jakichkolwiek pozytywnych cech charakteru. Aby zrealizować swój cel i zasiąść na królewskim tronie, oszpecony lew nie cofnie się przed niczym. Sprowadzając śmierć na swojego brata i skazując Simbę na banicję oraz stałe poczucie winy, Skaza osiąga apogeum okrucieństwa. Kolejne kilkanaście lat spędza na niszczeniu wszystkiego, co Mufasa wypracował w czasach swojego panowania. Jego bezwzględność, zapatrzenie w siebie i wykorzystywanie własnej pozycji odbijają się negatywnie nie tylko na lwicach zamieszkujących Lwią Ziemię, lecz także samej krainie, która z czasem staje się odzwierciedleniem serca Skazy – zniszczona i pozbawiona jakichkolwiek wartości. Zostaje tylko mrok i beznadzieja. [Łukasz Budnik]

12. Freddy Krueger

Koszmar z ulicy Wiązów, 1984, Wes Craven

Umówmy się, Freddy od początku nie miał wielkich szans… już samemu jego poczęciu towarzyszyła przemoc i nienawiść. Jedno i drugie będzie zresztą przewodnim motywem całego jego istnienia. Krueger jest jako czarny charakter szczególnie przerażający z uwagi na to, gdzie poluje – dopada bowiem swoje ofiary tam, gdzie teoretycznie powinny czuć się bezpiecznie, a poza tym są najbardziej bezbronne. A przecież życiowej potrzeby snu uniknąć się nie da. Kontrast między jego pokrytą bliznami po oparzelinach twarzą a złośliwym, szaleńczym uśmieszkiem wzbudza dreszcze na plecach. Nic dziwnego, że stał się symbolem i ikoną horroru. [Karolina Chymkowska]

11. Joker

Batman, 1989, reż. Tim Burton

To nieprawda, że w kadziach Axis Chemicals narodził się potwór. On tylko zyskał nową twarz. Jack Napier dusił się pod panowaniem Carla Grissoma, zerkał więcej niż chętnie na jego pozycję, wpływy i widowiskową dziewczynę. Grissom, wysyłając go na skazaną na porażkę misję, strzelił sobie w stopę. A powinien był po męsku strzelić Jackowi w plecy.

Stworzenie, które powstało w brudnym gabinecie lekarskim w najgorszych slumsach Gotham, poczuło się wreszcie wolne. I piękne. Śnieżnobiała skóra, zielone włosy i wieczny uśmiech na krwawoczerwonych ustach. Fioletowe garniaki, plastikowe gadżety i muzyczka Prince’a. I totalne szaleństwo, nie w tym sztucznym grymasie, ale w oczach. Joker Tima Burtona, w nieprawdopodobnym, niepodrabialnym, genialnym wydaniu Jacka Nicholsona byłby potworny nawet bez tych wszystkich gadżetów. Nieprzewidywalny, groźny, niepowstrzymany. Nawet po jego śmiertelnym upadku z wieży szalony rechot nadal wstrząsał nieszczęsnym Gotham jak skrzekliwe memento. I miasto nigdy go nie zapomni. [Agnieszka Stasiowska]

10. Hans Gruber

Szklana pułapka, 1988, reż. John McTiernan

Ubrany w nienaganny garnitur Hans Gruber to postać pełna niuansów, charyzmatyczna, oczytana i w jakiś sposób przerażająca swoją „biznesową otoczką”. Pod wieloma względami fascynuje ona widza bardziej niż swojski John McClane, który chce jedynie przeżyć. W historii kina chyba tylko Darth Vader może poszczycić się większym magnetyzmem, a i to głównie dzięki szykownemu, czarnemu wdzianku i zakrywającej twarz masce. Takie maski Gruber również potrafił założyć – drobna zmiana akcentu i zachowania w niespodziewanym spotkaniu z McClane’em nie pozbawiała go jednak przenikliwości spojrzenia, przebiegłości działania. Bez niego Szklana pułapka byłaby pustym, kliszowym filmem. [Jacek Lubiński, fragment artykułu]

9. Terminator

Terminator, 1984, reż. James Cameron

Arnold Schwarzenegger jako Kyle Reese, O. J. Simpson jako Terminator – czy ktoś wyobraża sobie film Jamesa Camerona z takim podziałem ról? A tak mogło to wyglądać. Był już nawet gotowy projekt plakatu z O. J. Simpsonem w roli zabójczego cyborga. Dziś trudno w to uwierzyć – Schwarzenegger wydaje się po prostu stworzony do tej roli. Pierwszy Terminator (1984) to trzymający w napięciu futurystyczny thriller, w którym motyw podróży w czasie zgrabnie połączono z motywem pogoni zawziętego zabójcy za nieświadomą zagrożenia kobietą. Korzystając z atrybutów kina klasy B, Cameron stworzył dzieło kultowe, przy okazji czyniąc ze Schwarzeneggera kultową gwiazdę kina. Jego braki w aktorskim warsztacie stały się atutem, bo sztuczność i minimalizm, charakterystyczne dla aktorów z niższej ligi, są wpisane w osobowość postaci Terminatora, mają podkreślać jej bezduszność, twardość, żelazną determinację w dążeniu do celu. [Mariusz Czernic]

8. T1000

Terminator 2: Dzień sądu, 1991, reż. James Cameron

Prawdziwe cudeńko techniki, T1000, to mimetyczny stop wieloskładnikowy. Złożony z ciekłego metalu może przyjąć dowolny kształt zbliżony rozmiarami do dorosłego człowieka. Wysłany do roku 1995 z roku 2029 z misją zabicia Johna Connora bez trudu wciela się w jego przybraną matkę, Janelle, kierowcę ciężarówki czy policjanta. Równie łatwo zamienia się w półpłynną masę, która przenika przez kraty w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywa matka Johna Connora, Sarah.

Z T1000 trudno sympatyzować, bo on, jako maszyna, sam w żadne ideały nie wierzy. Jego misja jest programem, nie wynika z przekonań. Terminator jednak budzi żywy podziw w każdej ze swoich postaci – kiedy płynnie zmienia kształty, wykorzystując w pełni swoje możliwości, i kiedy funkcjonuje w postaci człowieka. Robert Patrick, wcielający się w jego rolę, długo był dla mnie idealnym przedstawieniem zagrożenia. Jego chłodne spojrzenie i oszczędna mimika w połączeniu ze spokojnym tonem głosu do dziś robią na mnie wrażenie, a niewinna z pozoru kwestia „Say… that’s a nice bike” pozostaje synonimem największej groźby. [Agnieszka Stasiowska]

7. Anton Chigurh

To nie jest kraj dla starych ludzi, 2007, reż. bracia Coen

Minęło ponad 10 lat, odkąd po raz pierwszy obejrzałem To nie jest kraj dla starych ludzi, a do dziś mam ciarki na wspomnienie pierwszego spotkania z Antonem Chigurhem. Całe szczęście, że byliśmy po dwóch stronach ekranu, bo jest to gość, którego za nic nie chciałbym napotkać na swej drodze. Oscar dla Javiera Bardema jest jednym z najbardziej zasłużonych w historii Akademii – przy użyciu minimalistycznych środków Hiszpan wykreował postać przerażającą do głębi, tajemniczą i złowieszczą. Wiemy, że Chigurh jest zdolny do wszystkiego już po pierwszym spojrzeniu w jego spokojne, a jednocześnie szalone oczy. Sceny na stacji benzynowej i w hotelu to przykłady prawdziwego mistrzostwa w tworzeniu szwarccharakteru, a postać tajemniczego mordercy z pewnością mocno przyczyniła się do zwycięstwa filmu braci Coen w głównej oscarowej kategorii. Chigurh to jeden z najgenialniej wykreowanych złoczyńców w kinie XXI wieku. [Dawid Myśliwiec]

6. John Doe

Siedem, 1995, reż. David Fincher

Postać Johna Doe nie jest wcale tak jednoznaczna, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Przyzwyczailiśmy się do myśli, że to samozwańczy kaznodzieja, wygłaszający przekaz do świata skażonego pobłażaniem wobec siedmiu grzechów głównych. Takim misjonarzem on sam się czuje, chętnie tak o sobie myśli, próżności zresztą bynajmniej mu nie brakuje. Jednak jeśli przyjrzeć mu się z bliska, zastanowić się nad jego słowami i wyrazem jego czynów – dostrzegamy, że w tym rozumowaniu kryje się i przewrotność, i błąd. John Doe upaja się władzą, John Doe czerpie niesłychaną radość ze sprawowania całkowitej kontroli nad innym człowiekiem. Tak zaspokaja swoje instynkty i tak daje upust swoim pragnieniom. Jest w nim zdecydowanie mniej z natchnionego strażnika moralności, niż sam chciałby sądzić. Wpadniemy w pułapkę, jeżeli uwierzymy w motywacje Johna w formie, którą on sam przedstawia. A to tylko sprawia, że okazuje się bardziej niebezpieczny, ponieważ trudno przewidzieć, w którą stronę się zwróci w poszukiwaniu ekscytacji. [Karolina Chymkowska]

5. Hans Landa

Bękarty wojny, 2009, reż. Quentin Tarantino

Kolejny SS-mann na liście, choć jakże inny od dojmująco realistycznego portretu Amona Goetha w filmie Stevena Spielberga. Hans Landa w pamiętnej interpretacji Christopha Waltza to bohater kwintesencjonalny dla filmów Quentina Tarantino i jego stylu kreacji postaci. Ironiczny, szarmancki, bezwzględny, zabawny, inteligentny, charyzmatyczny, fascynujący, przerażający, zły do szpiku kości, lecz nie dający się przy tym nie lubić. Twórca Pulp Fiction nie stara się tu, rzecz jasna, wyrazić prawdy o faszyzmie, II wojnie światowej, o czymkolwiek zresztą, może prócz naszych własnych mrocznych instynktów; proponuje nam za to przyłączenie się do typowej dla niego, intelektualnej zabawy polegającej na bezbłędnym użyciu języka, wzorcowym prowadzeniu akcji i scenach, z których niemal każda z osobna wypada zachwycająco. Landa jest bodaj najbardziej wyrazistym pośród całej galerii po tarantinowsku wyrazistych bohaterów tego filmu, swoistym wodzirejem, mistrzem ceremonii. Nim jednak jego osobowość zostanie przed nami w pełni ujawniona, czeka nas jedna z najbardziej niespodziewanych i najlepszych filmowych introdukcji XXI wieku, zaskakująco, jak na standardy tego reżysera, poważna w tonie, z interpretacją Waltza i kwestiami godnymi porównania z twórczością samego Fiodora Dostojewskiego. [Przemysław Brudzyński]

 4. Norman Stansfield

Leon zawodowiec, 1994, reż. Luc Besson

Stansfield to jedna z tych kreacji, które szczególnie wstrząsnęły mną na początku mojej drogi kinomana. Tak jak Gary Oldman w wywiadach jawi się jako przesympatyczny, ciepły człowiek, tak Stansfield powoduje ciągłe uczucie niepokoju. Nie wiadomo, kiedy wpadnie w szał, stanie się agresywny i wrzaśnie, a jego obecność na ekranie powoduje szybsze bicie serca. Wzbudzany przez niego strach wynika również z działań, które podejmuje, ale wciąż – nawet bardziej przerażające jest nie to, co robi, a to, do czego w ogóle może być zdolny. Słynna scena z „Everyone!!!” to absolutne mistrzostwo i dobre podsumowanie całego tego występu – pozornie przerysowany, ale gdzieś w gruncie rzeczy koszmarnie realistyczny. Strach się bać. [Łukasz Budnik, fragment zestawienia]

3. Joker

Mroczny Rycerz, 2008, reż. Christopher Nolan

Joker w pełnej nieoczywistych rozwiązań i subtelnych niuansów interpretacji Heatha Ledgera to przeciwnik doskonały. To nieposkromiona siła, która podpala świat wszystkich uczestników historii – bez względu na ich postawę czy stronę, którą reprezentują – aby później z przyjemnością patrzeć w ogień. Jak sam przyznaje, lubi dynamit, proch i benzynę – proste rzeczy, które w jego dłoniach wyzwalają najmroczniejsze demony i które zmuszają nas do odpowiedzenia na pozornie łatwe, ale w ostatecznie bardzo trudne pytanie – czy kiedy kurtyna opadnie, my, ci cywilizowani ludzie, nawzajem się nie zjemy?

Niestety Christopher Nolan i spółka serwują nam pełną niestrawnego lukru sekwencję na barkach, która stara się udowodnić, że Książę Zbrodni nie ma racji, ale wystarczy spojrzeć w martwe oczy upadłego Harveya „Białego Rycerza” Denta, żeby zgodzić się z Jokerem. Wszystko, czego potrzebujemy, to delikatne popchnięcie. [Filip Pęziński]

2. Hannibal Lecter

Milczenie owiec, 1991, reż. Jonathan Demme

Jedno z bardziej fascynujących uosobień zła, jakie zna kino – a jednocześnie postać fascynująca i wzbudzająca niekłamany podziw. Trudno nie obawiać się Lectera, trudno też nie żywić podziwu dla siły jego intelektu i celności zmysłu obserwacji. Wychodzi daleko poza poręczne kategorie (psychopata, narcyz, kanibal?), których zresztą sam nie uznaje. Lubi manipulować, bawić się emocjami innych, patrzy na swoich rozmówców z klinicznym chłodem, naukową bezwzględnością. Na jego zainteresowanie trzeba zasłużyć, bo szybko się nudzi i stale szuka intelektualnych podniet. Najgorsze, co można zrobić, to go zlekceważyć. Nikt nie jest w stanie dorównać Lecterowi w umiejętności sprawowania kontroli nad otoczeniem i nad samym sobą. Jego strategiczne gierki owszem, wciągają, ale nie wolno zapominać, kogo ma się naprzeciw siebie. Znakomicie wychowanego estetę z wyrafinowanymi upodobaniami, gustem artystycznym, umysłem jak brzytwa, idealną pamięcią… który jednocześnie jest bezwzględnym mordercą. [Karolina Chymkowska]

1. Darth Vader

uniwersum Gwiezdnych wojen

Zdecydowanie jeden z najbardziej charakterystycznych, zapadających w pamięć złoczyńców w historii kina i kultury popularnej w ogóle. Mroczny i potężny Lord Sith, prawa ręka demonicznego imperatora wzbudza lęk we wszystkich bez wyjątku, jak galaktyka długa i szeroka. Chyba każdy rozpozna mężczyznę w czarnej zbroi, hełmie i pelerynie, oddychającego przez specjalny aparat. Darth Vader to jednak nie tylko wyjątkowo niebezpieczny użytkownik Mocy i niezrównany szermierz w walce na miecze świetlne. To także niejednoznaczny, tragiczny bohater, którego duch został niemal zupełnie złamany. Wychowany jako niewolnik Anakin Skywalker jest przytłoczony poczuciem winy za śmierć matki pozostawionej na pustynnej planecie Tatooine, a także odpowiedzialnością za zgon ukochanej Padme, którą tak desperacko próbował ocalić. Oszukany przez swojego mistrza, Dartha Sidiousa, żyjący w ciągłym bólu, także fizycznym Vader to postać kultowa, uwielbiana przez fanów, ale mimo całej swej niegodziwości wzbudzająca ogromne współczucie. [Dawid Konieczka]

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane