Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy z NICOLASEM CAGE’EM, których NIE ZNASZ, a powinieneś

Odkryj FILMY Z NICOLASEM CAGE’EM, których NIE ZNASZ! Zestawienie 10 mniej popularnych tytułów, które zaskoczą nawet fanów.

Published

on

Filmy z NICOLASEM CAGE'EM, których NIE ZNASZ, a powinieneś

Znany, lubiany i ekscentryczny Nicolas Cage przekroczył właśnie w swojej filmografii magiczną liczbę stu pozycji. Aż się prosi o jakieś zestawienie z tej okazji. Jeśli dobrze znacie dorobek pana Klatki i widzieliście większość z jego filmów, to gratuluję – nagrodę wyślemy pocztą. A jeśli nie, to zapraszam na zestawienie 76 mniej popularnych, ale wartych uwagi produkcji z jego udziałem. No dobra, żartowałem. To tradycyjne TOP 10 najciekawszych z tych mniej znanych tytułów, w których Cage wystąpił – bez twardych ocen.
Advertisement

Ale za to z kciukami. Gotowi?

Amos i Andrew (1993)

Świetna komedia z czasów, gdy można było wyśmiewać rasowe stereotypy. Cage tworzy tu udany duet z Samuelem „motherfucker” Jacksonem.

Ten drugi gra czarnoskórego pisarza, który kupuje chatkę na wsi. Niestety wprowadza się do niej nocą, więc biali sąsiedzi biorą go za włamywacza i wzywają policję. Z każdą kolejną minutą sytuacja robi się coraz bardziej absurdalna… Debiut reżyserski późniejszego scenarzysty Foxcatchera nie był hitem kasowym ani też nie zyskał przychylności krytyków, którzy zarzucali mu brak zdecydowania. Można go zatem nazwać niedocenionym. Niesłusznie, bo o ile jest miejscami głupiutki, to jednak spełnia swoją podstawową rolę, dostarczając solidnej rozrywki. Pozostaje też nadal aktualną, uniwersalną i pełną celnych uwag przypowieścią o uprzedzeniach.

Advertisement

Opinia Nica:

Błękitny chłopak (1986)

Rzecz na faktach i o wiosłowaniu. Tak, dobrze przeczytaliście. Cage jest w tym filmie kanadyjskim mistrzem XIX-wiecznego wioślarstwa, choć rzeźbę ma taką, jakby miał zaraz wejść na ring (zresztą trenuje niczym Rocky za swoich najlepszych lat). Jako Ned Hanlan żyje determinacją godną Bruce’a Lee i tak jak on wpada w sidła miłości. Jest romans, brudne interesy, walka o bycie najlepszym oraz pozostanie sobą, czyli wszystko to, co można wrzucić do sportowej biografii, która tylko po części jest prawdziwa. Ta schematyczność zaważyła na mieszanym odbiorze tego dziełka, któremu z pewnością daleko jest do najlepszych w gatunku. Ale hej! Widoczki są ładne, emocji trochę się znajdzie, a Cage w swojej pierwszej głównej, solowej roli prezentuje się wprost zajedwabiście, nawet jeśli czasem pcha go w rejony „full retard”.

Advertisement

Opinia Nica:

Cotton Club (1984)

Francisa Forda Coppoli hołd dla starego kina gangsterskiego oraz epoki lat 30. XX wieku. W obsadzie same sławy pokroju młodych i pięknych Richarda Gere’a, Diane Lane, Laurence’a Fishburne’a i Jennifer Grey oraz nieco starszych wyjadaczy, jak Bob Hoskins. Wśród nich znajdziemy też oczywiście Nikosia w jednej z jego pierwszych ról. Jako młodszy, ambitny i nieco „śliski” brat bohaterki Lane gra tu zdecydowanie drugie skrzypce, ale jest istotną dla intrygi osobą, nawet jeśli troszkę ginącą w całym natłoku innych atrakcji.

A w tym wystawnym, zrobionym z pietyzmem kinie ich nie brakuje, gdyż budżet był tu naprawdę spory. I to on pogrzebał całą produkcję, która pomimo dwóch oscarowych nominacji poległa spektakularnie w kinach, staczając się tym samym w otchłań zapomnienia. Parę lat temu wypłynęła jednakże reżyserska wersja tego dzieła, które warto obejrzeć nie tylko przez wzgląd na Cage’a z wąsikiem, ale też choćby dla spektakularnej ścieżki dźwiękowej.

Advertisement

Opinia Nica:

Czas zabijania (1989)

Nie mylić z filmem Joela Schumachera z 1995 roku. Choć oba dotykają podobnych problemów nie tylko tytułem i oscylują wokół międzyrasowej przemocy.

Advertisement

U Giuliano Montaldo (Grand Slam) Cage jest włoskim porucznikiem Silvestrim, który wraz z armią Mussoliniego uczestniczy w inwazji na Etiopię w 1936 roku (choć rzecz kręcono w Zimbabwe). Jako pozornie cywilizowany człowiek łatwo dopuszcza się tam grzechów trapiących potem jego sumienie, a im dłużej przebywa na Czarnym Lądzie, tym w większy obłęd popada… Z całą pewnością nie jest to film nadający się na rodzinny obiad niedzielny, bo fabuła testuje zarówno widza, jak i Nica. Aktor wielokrotnie szarżuje, a jego wyraźny amerykański akcent wydaje się nie pasować do całego konceptu i bywa przyćmiewany przez świetnego Giancarlo Gianniniego na drugim planie oraz tradycyjnie dobrą muzykę mistrza Ennio Morricone. Niemniej to ciekawa, ambitna rola, na swój sposób jedyna taka w dorobku Cage’a. Dla fanów rzecz obowiązkowa.

Opinia Nica:

Joe (2013)

Jedna ze spokojniejszych ról Cage’a, który jako tytułowy recydywista zalicza tu jeden ze swoich najlepszych występów – przynajmniej ostatniej dekady.

Advertisement

Wypalony, daleki od modelowego przykładu mentora, musi się takowym stać dla nastoletniego Tyea Sheridana, z którym ma bardzo dobrą chemię ekranową. Podobnie jak jego bohater, Joe to film pozbawiony fajerwerków i innych większych atrakcji, lecz ujmujący szczerością emocjonalną i jasnym portretem niełatwej rzeczywistości, w której odnajdą się jedynie ludzie z zasadami. Proste, dobre, męskie kino.

Opinia Nica:

Ogniste ptaki (1990)

Tania kalka Top Guna. Zamiast elitarnej jednostki pilotów myśliwców mamy elitarną jednostkę pilotów helikopterów Apache. Zamiast konfliktu na Bliskim Wschodzie mamy walkę z południowoamerykańskimi kartelami narkotykowymi, a zamiast Toma Cruise’a mamy Cage’a, który tuż pod okiem szefostwa bzyka koleżankę z pracy – byłą dziewczynę łowcy androidów, Sean Young. Jest też Tommy Lee Jones jak w Ściganym albo raczej jak w Liberatorze, albo… po prostu jest i tyle. Są piękne kadry na tle zachodzącego słońca i przebojowy (ale nie tak jak w „oryginale”) soundtrack. W kinowych kasach film został zestrzelony, jeszcze zanim się wzniósł (dość napisać, że reżyser stanął ponownie za kamerą dopiero dekadę później).

Advertisement

A po latach – wzorem poprzednika – pozostaje wesołą, niezobowiązującą i niezbyt inteligentną ramotką o kozakach w mundurach. Ale napiszmy sobie szczerze: Nic Cage siadający za starami śmigłowca i rozwalający w pył wrogów amerykańskiej demokracji to coś, co każdy powinien zobaczyć choć raz, zanim wyłączą mu kablówkę/Netflixa/antenę satelitarną firmy Arcon.

Opinia Nica:

Advertisement

Pocałunek śmierci (1995)

Już jeden rzut oka na powyższe zdjęcie daje jasno do zrozumienia, że z Cage’em w tym filmie nie powinno się zaczynać. I prawidłowo, bo jako gangster Little Junior Brown (sic!) posiada nie tylko kozacką bródkę, ale też zupełny brak skrupułów.

Niemniej Samuel L. Jackson i David Caruso nie mają większych problemów z tym, żeby nadepnąć mu na odcisk, tak że dzieje się! Sensacyjny remake kryminału z lat 40. XX wieku idealnie wpisał się w sam środek epoki VHS, kiedy to czerwony znaczek BBFC i „osiemnastka” na okładce do czegoś zobowiązywały. Jest to więc może rzecz głupawa i pretekstowa, przegrywająca z oryginałem, ale za to brutalna i konkretna. Parę sekwencji to nadal czyste filmowe złoto, a obsada wciąż robi wrażenie (grają jeszcze: Helen Hunt, Stanley Tucci, Michael Rapaport, Ving Rhames i Philip Baker Hall). Abstrahując jednak od wszystkich pozostałych elementów, całość zdecydowanie warto obejrzeć z uwagi na Nica i jego stylówę.

Advertisement

Opinia Nica:

Rumble Fish (1983)

Ponownie Coppola, tym razem na czarno-biało. Opatrzony mianem kina artystycznego dla nastolatków film był jednym z objawień sezonu i prawdziwą trampoliną dla całego pokolenia zdolnych aktorów. Cage pojawił się tu obok takich nazwisk jak Matt Dillon, Mickey Rourke, Dennis Hopper, Chris Penn, Laurence Fishburne, Tom Waits oraz swojej kuzynki Sofii i, raz jeszcze, pięknej Diane Lane, z którą tym razem nie tworzy rodzeństwa, co mu jednak bynajmniej nie przeszkadza w zaznaczeniu swojej obecności na ekranie.

Fabuła jest dosyć prosta i obraca się wokół popularnych wtedy w kinie młodocianych gangów (sama Lane zagrała rok wcześniej w zbliżonych tematycznie Outsiderach tegoż reżysera, a rok później w rockowych Ulicach w ogniu). Ale wszelkie braki film nadrabia znakomitą atmosferą, zgrabnym portretem młodych gniewnych i pięknymi zdjęciami nadwornego operatora Briana De Palmy, Stephena H. Buruma. Warto też wspomnieć o debiutanckiej muzyce Stewarta Copelanda (Wall Street), który otrzymał za nią nominację do Złotego Globu.

Advertisement

Opinia Nica:

Rycerz pierwszej damy (1994)

Jeden z pomniejszych hitów ery VHS, opowiada o nietypowej relacji byłej Pierwszej Damy (Shirley MacLaine) z agentem Secret Service (Cage), czyli w sumie o standardowym przyciąganiu się przeciwieństw.

Advertisement

Ona jest straszną zrzędą i swoistą tyranką pociągającą za sznurki. On jej szczerze nie cierpi, marząc o powrocie do prawdziwej służby w imię kraju, której wydaje się być do cna poświęcony. Ta relacja działa bez problemu, w dużej mierze dzięki niezwykle sympatycznej kreacji Cage’a, który udowadnia, że nie potrzebuje nadekspresji do wykrzesania emocji ze swoich bohaterów. Nominowana do Złotego Globu MacLaine nie pozostaje mu dłużna, kreując pozornie zimną jędzę o ciepłym sercu. Za kamerą twórca Akademii Policyjnej.

Opinia Nica:

Wyścig z księżycem (1984)

Młody Cage łączy siły z młodym Seanem Pennem (panowie wcześniej spotkali się na planie Beztroskich lat w Ridgemont High). Efektem tego jest urocza opowiastka o dorastaniu w cieniu wielkiej wojny.

Advertisement

To do niej szykują się bohaterowie, gdy odliczając czas do poboru, załatwiają swoje małomiasteczkowe sprawy, spędzają czas z dziewczynami i testują własną przyjaźń. Film poprowadzony ręką znanego drugoplanowego aktora Richarda Benjamina (Świat Dzikiego Zachodu) nie jest wielkim kinem, ale przynajmniej szczerym i ujmuje już choćby swoim leniwym klimatem oraz retro sznytem. Cage pozostaje natomiast wisienką na torcie, nie pierwszy i nie ostatni raz udowadniając, że dobrze sprawdza(ł) się w produkcjach młodzieżowych. W przeciwieństwie do kilku innych ta praktycznie się nie zestarzała, mimo wielu zmian społecznych na przestrzeni dekad, wciąż pozostając aktualnym filmem o prawdziwych ludziach.

Opinia Nica:

OK, stary. Widzę, że znowu zaczyna ci odwalać, tak że kończymy już tę wyliczankę. Miłego oglądania! Dodalibyście coś od siebie? Komentujcie!

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *