search
REKLAMA
Zestawienie

Filmy MCU, które najlepiej nadają się do WIELOKROTNEGO OGLĄDANIA

MCU to nierówny świat. Niektórzy kinomani się nim zachwycają bezkrytycznie, niektórzy również bezkrytycznie ganią.

Odys Korczyński

8 sierpnia 2023

REKLAMA

„Thor”, 2011, reż. Kenneth Branagh

Thor jest postacią unikalną dla MCU, ale należycie niewykorzystaną. Trochę inny wizerunek jest prezentowany w fabułach tylko o nim, a trochę inny, gdy współpracuje z Avengers. Pewnym podsumowaniem jego wyczynów będzie zapewne kolejna produkcja po Miłości i gromie. Jeśli styl zostanie utrzymany, Thor ideowo rozstanie się z MCU na dobre, jeśli ono samo się nie zmieni. Na razie jednak warto sobie często przypominać jego samodzielne początki – jakim był nieopierzonym superbohaterem i jaką drogę przeszedł po części dzięki Lokiemu, żeby stać się jednym z najciekawszych postaci w MCU. Relację między Thorem a Lokim można oglądać bez końca. Jest to jeden z lepiej przedstawionych konfliktów superbohaterskich w MCU.

„Spider-Man: Daleko od domu”, 2019, reż. Jon Watts

Spider-Man jest, jaki jest, w tej odsłonie. Tom Holland jest, jaki jest, w tej wersji Spider-Mana. Nie ze względu jednak na nich można ten film wielokrotnie oglądać. Jest w filmie postać, której rozwój wraz z fabułą postępuje coraz bardziej interesująco. Spider-Man: Daleko od domu jest spektaklem jednego aktora – Jake’a Gyllenhaala jako Mysteria. I chociaż całości dałem zaledwie dwie gwiazdki na 10 możliwych, nie uciekam od oglądania, jak Mysterio sam się denuncjuje i jak ciekawym potem jest złoczyńcą.

„Incredible Hulk”, 2008, reż. Louis Leterrier

Prawie sam początek MCU. To w Incredible Hulku zaczęto po raz pierwszy w spójny sposób budować uniwersum. Pieniędzy jeszcze było wtedy niewiele, dlatego paradoksalnie dużo czasu ekranowego poświęcono na naprawdę dobre dialogi. Bruce Banner dostał szansę, jakiej w całym MCU już potem nie miał, żeby przedstawić się widzowi od tej głębszej psychologicznie strony. Potem zszedł w cień i do dzisiaj z niego nie wyszedł. Jest superbohaterem wspierającym resztę, lecz nic ponad to. Incredible Hulk jest filmem zadziwiająco odpornym na czas, mimo starzejących się efektów specjalnych. Przypominajmy go sobie więc od czasu do czasu, żeby wiedzieć, jak MCU zaczynało, nie bojąc się wątków obyczajowych.

„Iron Man”, 2008, reż. Jon Favreau

Zaczęło się w kwietniu 2008 roku właśnie od Iron Mana. Dopiero jednak z perspektywy kilkunastu lat zdaliśmy sobie sprawę, jak ważna była to postać w uniwersum. I za to należy się Marvelowi docenienie – za spójną historię Tony’ego Starka jako superbohatera, którego śmiertelność wręcz ubogaciła. Herosi, którzy są nieśmiertelni, w końcu przecież nudzą. Odchodzić powinni w sposób przynajmniej tak wielki, w jaki walczyli z wrogami, porównywalnie do swoich supermocy, co też uczynił Iron Man. Lepiej więc, żeby wszelkie pomysły na przywracanie go do życia zostały storpedowane przez racjonalnie myślących widzów.

BONUS: „Deadpool 2”, 2018, reż. David Leitch

Po Thorze: Miłości i gromie filmy z udziałem Deadpoola są zaraz na drugim i trzecim miejscu, jeśli chodzi o przykuwanie do ekranu, chociaż pochodzą z czasów, gdy uniwersum X-Men było poza MCU. To jednak Marvel. Zrobię wyjątek, bo wiemy, że MCU ich połknie. Wyobraźmy sobie, jaki ten film mógłby być kontrowersyjny, gdyby wszystko, co wyprawia Deadpool i Cable, okazało się na serio? Spokojnie produkcji można by przyznać kategorię R, nawet w tych liberalniejszych krajach. Czekając na kolejną odsłonę serii, możemy się więc wielokrotnie śmiać z usilnych prób stworzenia przez Deadpoola grupy superbohaterów w postaci X-Force, cameo Brada Pitta czy też poczynań Zeitgeista. Tego ostatniego chciałoby się oglądać znacznie więcej. Deadpool 2 nie jest może kinem wyjątkowo ambitnym, a raczej z pewnością nim nie jest. Wybrałem go jednak do tego zestawienia ze względu na odwagę w ramach MCU, które powinno być trochę mniej purytańskie i napompowane, no i ze względu na Josha Brolina w roli Cable’a. I wcale nie będzie dla Deadpoola obraźliwe stwierdzić, że świetnie się przy tym kinie gotuje nawet setny weekendowy obiad.

Odys Korczyński

Odys Korczyński

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA