search
REKLAMA
Szybka piątka

Filmy, które najbardziej nam się DŁUŻYŁY

Które filmy zdają się trwać wieczność?

REDAKCJA

20 marca 2022

filmy dłużyły
REKLAMA

Bywa, że seans dłuży nam się w nieskończoność, nawet jeśli film nie ma wyjątkowo długiego metrażu. W dzisiejszej Szybkiej piątce piszemy właśnie o takich produkcjach, które nas zmęczyły i zdawały się nie mieć końca.

Filip Pęziński

  1. Tenet – pamiętam doskonale, że był to pierwszy film, który obejrzałem w kinie, po najdłuższej w moim życiu przerwie w seansach spowodowanej oczywiście lockdownem. Nie mogłem wybrać gorzej, bo pretensjonalny antyblockbuster Christophera Nolana to jeden z najgorszych filmów rozrywkowych, jakie widziałem w życiu. Ledwo wytrzymałem do końca.
  2. Mroczny Rycerz powstaje – skoro już jesteśmy w ogródku Brytyjczyka, to z chęcią wskażę inny tytuł z jego filmografii, który z trudem obejrzałem do końca. Tutaj determinowało to głównie obrzydzenie, które czułem, obserwując, jak Nolan zarzyna mitologię Batmana i swoje dwa poprzednie filmy o tej postaci.
  3. Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara – nigdy nie byłem tak blisko wyjścia z kina, jak podczas seansu piątej odsłony Piratów z Karaibów. To nie tylko beznadziejny blockbuster, ale znów – jak trzeci Batman Nolana – film, który niszczy poprzednie odsłony.
  4. Mortal Kombat 2: Unicestwienie – mam taką tradycję, że gdy widuje się z bratem, oglądam z nim słabe filmy. Aby się pośmiać, aby komentować, aby spędzić miło czas. Niestety sequel Mortal Kombat nie dostarcza materiału do żadnej z tych aktywności, a jako być może najgorzej zrealizowany film, jaki widziałem w życiu, staje się po prostu istną mordęgą.
  5. Roma – nie mam nic przeciwko snującemu się kinu artystycznemu. Uwielbiam też twórczość Alfonsa Cuaróna. Niestety jego ostatni film nie ujął mnie zupełnie żadnym aspektem. Dlatego obejrzenie go w ramach oscarowej gorączki było zdarzeniem rangi kinofilskiego poświęcenia.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

  1. Spectre – byliśmy z mężem na oficjalnej premierze 7 minut po północy ze względu na fakt, iż osobiście byłam zachwycona wcześniejszymi odsłonami przygód brytyjskiego agenta 007. Niestety mąż bez żalu przespał większość seansu, budząc się tylko przelotnie na fragment z piękną Monicą Bellucci, podczas, gdy ja nerwowo przebierałam nogami i spoglądałam na zegarek. Niestety produkcja w ogóle mnie nie kupiła i byłam ogólnie zirytowana, że straciłam czas i pieniądze, a sam seans zdawał się ciągnąć w nieskończoność.
  2. Hobbit: Bitwa Pięciu Armii – o ile pierwszy film z 2012 zrobił na mnie duże wrażenie i pretendował do bycia moją wymarzoną Drużyną Pierścienia, o tyle ostatnia część drugiej trylogii w reżyserii Petera Jacksona z 2014 roku to dla mnie istna porażka, która dłużyła się niemiłosiernie. Do dziś mam żal do twórców, że pieniądze były ważniejsze i dlatego dostaliśmy trzy filmy, a nie jeden… ale, mój Boże, Bitwa Pięciu Armii zdaje się nie mieć końca, a przecież to tylko kilka stron powieści. Produkcję ratuje jedynie scena, w której Martin „Fuck You” Freeman i Sir Ian odpalają na samym końcu fajkę, i znów można przez chwilę poczuć klimat oryginalnej trylogii Władcy Pierścieni.
  3. Artysta – nie wiem, skąd zachwyty nad tym dziełem, ale dla mnie to jedna z tych produkcji, które okropnie mi się dłużyły. Niby koncept podobny, co w Deszczowej piosence, ale tym razem „zgapianie” od innych historii w prawie dosłowny sposób okazało się być totalnym niewypałem. Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że to najlepszy film Anno Domini 2011, gdyż wynudziłam się na nim straszliwe. Nawet odhaczanie kolejnych motywów z innych filmów nie dawało – tym razem – większej frajdy.
  4. 50 twarzy Greya – mój pierwszy kontakt z tym dziełem odbył się w doborowym towarzystwie mojej przyjaciółki. I w związku z tym mogłabym po prostu machnąć ręką i powiedzieć, że szału nie ma, ale całość jest tak okropnie nużąca i przegadana… że miałam wrażenie, iż czas zatrzymał się w miejscu i minęło nie 5 minut, ale 5 godzin. W przypadku 365 dni działa się – na nieszczęście widza – jeszcze jakaś cringe’owa akcja, a tutaj absolutnie nic. Nie polecam.
  5. Przeminęło z wiatrem – kocham głównych bohaterów, kocham drugi plan, kocham kostiumy… ale za pierwszym razem, gdy oglądałam film na TCM, dłużył mi się on niemiłosiernie. Nie byłam w stanie bowiem zrozumieć, dlaczego drama o jednego faceta, zastąpiona później dramą o drugiego, została rozciągnięta na prawie – tak mi się wtedy wydawało – dwugodzinny seans. A potem okazało się, że całość ma prawie cztery godziny i to, co zobaczyłam, to dopiero połowa filmu. Za piątym seansem poszło mi już dużo lepiej i ostentacyjnie nie spoglądałam na zegarek.

Łukasz Budnik

  1. Roma – bardzo lubię oglądać kameralne, osobiste historie, w dużej mierze oparte na obrazach. W przypadku Romy coś jednak wyjątkowo nie zagrało, bo seans był dla mnie prawdziwą, dłużącą się męczarnią. Choć Cuarón opowiada, inspirując się własnym życiem, mało w Romie emocji.
  2. Superman – nie zaprzeczam, że dzieło Donnera to kamień milowy, jeśli chodzi o superbohaterskie kino, ale nie umiem go docenić jako filmu. Okropne tempo, karykaturalny antagonista, przesadzony metraż. Reeve to świetny Superman, ale to za mało, żebym umiał się dobrze bawić na jego kinowym debiucie w tej roli.
  3. Venom 2: Carnage – coś z nowszych propozycji. Jestem zadziwiony, jak tak stosunkowo krótki film (około 1,5 godziny) może aż tak się dłużyć. Uwielbiam Andy’ego Serkisa jako aktora, ale kompletnie nie ma ręki do reżyserii. Sceny akcji to CGI-papka, która kompletnie nie angażuje, a pojedynek tytułowych bohaterów nie generuje żadnych emocji.
  4. Transformers: Zemsta upadłych szczerze lubię pierwszą część Transformers i dobrze się na niej bawię, ale w sequelu Bay przesadził w każdym aspekcie – za dużo tu CGI, wybuchów, żenującego humoru. Całość bardzo szybko męczy, a seans nie należy do najkrótszych.
  5. Godzilla 2: Król potworów o ile starcia potworów są tu wspaniałe, o tyle wątek ludzki tak nieciekawy, że można go traktować niemal jak przerwę reklamową między kolejnymi scenami z kaiju. Niestety, to właśnie on sprawia, że seans drugiej Godzilli dłuży się i staje się męczący.

Przemysław Mudlaff

  1. Gangi Nowego Jorku – uwielbiam kino Scorsesego, ale do jego Gangów Nowego Jorku do dziś nie potrafię się w pełni przekonać. Oczywiście doceniam perfekcję reżysera w kwestii dbałości o wiarygodność przedstawionych wydarzeń, ale z drugiej strony wydaje mi się, że stała się ona jednocześnie powodem niepowodzenia Gangów. Film rozpoczyna się świetnie, relacja Vallona i Cuttinga intryguje, ale cóż z tego, skoro potem liczy się już tylko tło tej historii. Ładne, ale nudne tło.
  2. Sully – Clint Eastwood ulepił 96-minutowy film na podstawie prawdziwych wydarzeń, które trwały zaledwie 208 sekund. Zrealizowane jest to oczywiście brawurowo, ale nuży niemiłosiernie, bo jest po prostu cholernie sztampowe. Zdecydowanie lepiej Eastwoodowi wyszedł Richard Jewell, w którym słynny reżyser i aktor podejmuje bardzo podobny zresztą temat.
  3. Hobbit: Bitwa Pięciu Armii – chociaż jest to najkrótszy film trylogii Hobbit Petera Jacksona, to podczas jego seansu zdawało mi się, że jest o co najmniej pół godziny dłuższy od swoich poprzedników. Wiem, że nie jestem osamotniony w tym odczuciu. Wymyślając, że Hobbit będzie epicką, trzyczęściową epopeją Peter Jackson zastawił pułapkę na samego siebie, albowiem w Bitwie Pięciu Armii zmusił siebie do sfinalizowania wszystkich zbudowanych przez 330 minut (łączny czas trwania Niezwykłej podróży i Pustkowia Smauga) wątków. Ich nagromadzenie w jednej produkcji, w której przecież rozgrywa się bitwa, to za dużo dla wielu widzów. W rezultacie ostatnie 30 minut Bitwy to właściwie ciągłe wyczekiwanie końca. A gdy myślisz, że koniec jest już blisko, nadchodzą kolejne sceny.
  4. Nie patrz w górę – ten film to średniej jakości żart opowiadany na okrągło przez 145 minut trwania filmu.
  5. Les Misérables. Nędznicy – nędza z bidą, bida z nędzą, smutna piosnka, bida z nędzą, nędza z bidą, smutna piosnka. I tak przez 152 minuty, a ja płaczę i co chwila spoglądam na zegarek.
REDAKCJA

REDAKCJA

film.org.pl - strona dla pasjonatów kina tworzona z miłości do filmu. Recenzje, artykuły, zestawienia, rankingi, felietony, biografie, newsy. Kino klasy Z, lata osiemdziesiąte, VHS, efekty specjalne, klasyki i seriale.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA