Publicystyka filmowa
FILMY dziejące się w CZASIE RZECZYWISTYM
W filmach dziejących się w CZASIE RZECZYWISTYM czas to nie tylko tło, ale kluczowy bohater. Odkryj mistrzowskie przykłady, które zachwycają!
Ledwo opadł kurz po wojennym 1917, które za pomocą sfingowanego pojedynczego ujęcia bezustannie podąża za bohaterami, dając tym samym złudzenie akcji filmowanej w czasie rzeczywistym (z drobną przerwą). Wcześniej podobne rozwiązania proponowały też nakręcona aparatem fotograficznym Victoria oraz Rosyjska arka, które naprawdę powstały na jednym ujęciu – ergo w istocie dzieją się w czasie rzeczywistym.
Nie one jedyne. Poniżej inne przykłady produkcji, które współgrają z czasem.
Dwunastu gniewnych ludzi
Klasyk od Sidneya Lumeta to tytułowy tuzin chłopa siedzących w jednym pomieszczeniu i debatujących nad losem oskarżonego w sądowym procesie. Samego procesu ani jego następstw nie widzimy. Wraz z ławą przysięgłych wchodzimy do sali obrad i tam dowiadujemy się wszystkich informacji oraz śledzimy przebieg rozważań nad winą anonimowego dla nas człowieka, do którego zbliżają nas wypowiedzi dwunastu innych osób. Bohaterowie debatują dokładnie tyle, ile trwa film, czyli nieco ponad półtorej godziny.
Ale co to jest za czas! Co ciekawe, remake dzieła nie korzysta już z podobnego rozwiązania i tam zahaczamy zarówno o salę sądową, jak i korytarze budynku.
Czerwona linia / Ocalić Nowy Jork
Ponownie Lumet. Teraz każe nam nerwowo towarzyszyć politycznym decyzjom na najwyższym szczeblu, tuż obok czerwonego guzika. Ten zimnowojenny thriller to multum osób kontaktujących się ze sobą w różnoraki sposób, najczęściej za pomocą telefonu, i dokonujących wyborów, od których zależy byt reszty ludzkości. Brak muzyki jedynie podkreśla powagę krytycznej sytuacji, którą za pomocą różnorakich środków próbuje się opanować w ciągu niecałych dwóch godzin seansu. Napięcie jest jednak na tyle duże, iż ma się wrażenie, że bohaterowie tego czasu mają jeszcze mniej. Bardzo dobrze podkreśla to remake rzeczonego dzieła, przeniesiony do telewizji w ramach transmisji na żywo – przy zachowaniu czarno-białej, minimalistycznej stylistyki jego 86 minut wydaje się jeszcze bardziej przerażającym doświadczeniem namiastki końca ludzkości.
Oba filmy powstały na bazie powieści Eugene’a Burdicka i Harveya Wheelera o tym samym tytule – Fail-Safe, oznaczającym w skrócie system bądź plan działania mający zapobiec awarii, czy też bardziej w tym wypadku: katastrofie.
Locke
Koncert jednego aktora. Tom Hardy wsiada do auta i pomyka autostradą do innego miasta. W trakcie jazdy nieprzerwanie rozmawia przez telefon z różnymi osobami, które są ważne w danej chwili jego życia. Film kończy się po niespełna półtorej godzinie jazdy, kiedy to tytułowy bohater dociera do celu. Tym samym pokonuje dwugodzinną trasę z Birmingham do Londynu (aczkolwiek jedzie nocą). Ale nie zakłamuje to czasu, jaki mija od momentu, gdy Locke zasiadł za kółkiem.
Na żywo
Sensacyjne kino dosłownie ścigające się z czasem (oryginalny tytuł to wszak Nick of Time). Johnny Depp gra wdowca, którego córkę porywają Christopher Walken i spółka. Dziecku nic się nie stanie, o ile tatuś zrobi coś dla nich. Konkretnie ma… zabić przebywającą w pobliskim hotelu panią senator. Na ten niecny czyn ma jedynie półtorej godziny, czyli dokładnie tyle, ile trwa cała produkcja. Oczywiście, jak na Hollywood przystało, zdarzają się chwile, gdy trzeba nieco przymknąć oko na pokazany poprzez montaż upływ czasu.
Generalnie to jednak bardzo wierny swojemu założeniu film akcji, który zapewne niedługo przypomnimy w cyklu Action Collection z uwagi na zbliżającą się okrągłą rocznicę premiery.
Pieskie popołudnie
Raz jeszcze film Lumeta, który najwyraźniej lubił taki styl narracji. Tym razem reżyser pokazuje nieudany, wielce amatorski napad na bank i jego następstwa. Z trzech zdesperowanych facetów jeden ucieka jeszcze przed akcją i na miejscu zostają Al Pacino oraz nerwowy John Cazale, którzy odbijają się od bankowych ścian, gdy nic nie idzie po ich myśli, a na zewnątrz czai się policja. Ta oparta na prawdziwych wydarzeniach hollywoodzka klasyka zamyka się w nieco ponad dwóch godzinach. I mniej więcej tyle czasu mija na ekranie od momentu, gdy Sonny i jego kumple zajeżdżają pod bank z zamiarem szybkiej wypłaty.
Pogrzebany
Był już film o facecie w aucie, to teraz pora na jego mniej mobilną wersję. Ryan Reynolds budzi się w trumnie, do której najwyraźniej sam się nie wpakował. Ma przy sobie jedynie zapalniczkę, nóż, długopis oraz telefon, który wkrótce dzwoni. Porywacz domaga się okupu w zamian za życie naszego bohatera – ten musi zrobić wszystko, żeby uratować swoją skórę, i ma na to niewiele czasu, bo zaledwie około 90 minut. Potem skończy mu się tlen. Sam film trwa minut 95, co wraz z napisami, świetną czołówką oraz krótkim wstępem do klaustrofobicznej opowieści przekłada się bezpośrednio na ekranową akcję.
Przed zachodem słońca
Środkowa części trylogii Before Richarda Linklatera stawia na parę bohaterów, którzy po latach, jakie upłynęły od ich dziewiczego romansu, spotykają się ponownie. I tak chodzą, i gadają, jakby na nowo się poznając, a swój kruchy związek i towarzyszące mu emocje poddając powtórnej ocenie. I tak przez 80 minut, podczas których kamera się od nich właściwie nie odkleja. To wyjątek w całej serii, bowiem pozostałe dwa filmy stawiają już na większą skrótowość. Tutaj jednak rzeczony czas wykorzystywany jest w zamierzeniu nie tyle do pogaduszek, co do podjęcia ważnej życiowej decyzji. Szczęśliwie twórcy stawiają na otwarte zakończenie i nasze domysły.
Rzeź
Romana Polańskiego adaptacja sztuki Yasminy Rezy to rzecz na jedno mieszkanie i czwórkę postaci, które spotykają się w sprawie wcześniejszej bójki ich nieletnich synów. Dwa małżeństwa, które pochodzą z różnych miejsc i klas społecznych, zostają tym samym zamknięte w czterech ścianach na dokładnie 80 minut. W tym czasie decydują o reperkusjach, poznają się bliżej, ścierają ze sobą, a nawet upijają. Jest cała gama emocji i pozornie krótka, acz chwilami wręcz wydająca się przeciągać wizyta, w której ramy czasowe łatwo jest uwierzyć bez stopera w ręku, choć przecież jej przebieg można by było pokazać na kilka różnych, nie zawsze zgodnych z zegarkiem sposobów.
Sznur
Alfred Hitchcock proponuje nam bardzo zbliżoną do poprzedniej historię, teatralną konwencję i taki sam czas trwania filmu. W godzinie dwadzieścia ukrył skromne domowe przyjęcie, tuż przed którym dochodzi do morderstwa. Ciało radośnie spoczywa pod nosem niczego niespodziewających się gości, zajętych rozmowami nierzadko filozoficznymi. A jednak napięcie cały czas rośnie, a upływające minuty nie są tak znowu bez znaczenia, bo zależy od nich być albo nie być głównych (anty)bohaterów. Inna sprawa, że cała impreza jest na tyle krótka, iż zwyczajnie niepraktyczna, gdyby przełożyć ją na rzeczywistość.
Bonus:
W samo południe
Na koniec prawdziwie legendarny film, który właściwie wypromował cały zamysł fabuły w czasie rzeczywistym. Jak na ironię twórcy nie są mu specjalnie wierni, bo podczas 85 minut seansu natrafimy na kilka nieścisłości oraz parę wygodnych skrótów montażowych względem bezlitośnie tykającego zegara, co chwila widzianego w kadrze. Mimo to nie można było tutaj pominąć tego tytułu, który generalnie robi z czasu głównego przeciwnika dla prawego szeryfa.
